Zaśmiałem się rozbawiony.
- Ratuje się du*ę kochana. Okaż trochę wdzięczności - odparłem przypatrując się widokowi zza okna. Nie czułem ich obecności, ale jutro będę musiał się tym koniecznie zająć. Dzisiaj pewnie zbierają siły, jeśli nie zaatakują w środku nocy.
- Przecież pozwalam ci tu mieszkać - prychnęła, jednak to zignorowałem. Podszedłem do okna i zacząłem obserwować. Nie czułem tego wiatru, który szalał za przezroczystą szybą, ale domyślałem się, jak jest zimno, przez co przeszły mnie dreszcze. Pomyślałem sobie ilu nas może zaatakować. Jutro koniecznie będę musiał załatwić wszystkie sprawy.
- Pokaż trochę więcej szacunku - odparłem.
Odsunąłem się od okna, po czym podszedłem do jej łóżka. Nie było duże, ani małe. Raczej w sam raz dla... Nas. Tak. Kayline miała zamknięte oczy, tak więc nie zdążyła zareagować, gdy ją nie podsunąłem na koniec łóżka.
- Co ty robisz?! - krzyknęła zdezorientowana, kurczowo trzymając się kołdry. Jak to ja zignorowałem ją i wskoczyłem pod ciepła kołdrę.
- Super, zagrzałaś mi miejsce - leżałem plecami do niej i położyłem głowę na także ciepłej poduszce. Już dawno nie czułem takiego ciepełka. Aż miałem ochotę codziennie tutaj spać, póki będzie mi grzała miejsce.
Poczułem jej dłonie na swoich plecach, a następnie jak próbuje mnie zapchać na ziemię. Ale to było nieskuteczne. Byłem większy, cięższy, a ona zbyt słaba. Do tego widocznie zmęczona.
- Uspokój się, jeśli nie chcesz, abym naruszył twoją przestrzeń osobistą - mruknąłem nieco rozbawiony jej próbą zwolnienia sobie łóżka. Słyszałem jak coś mruczy pod nosem, zapewnię wyzywając mnie od czegoś, po czym zaczęła odwracać się do mnie plecami.
- Mogłeś chociaż wziąć sobie swoją kołdrę - mruknęła niezadowolona.
- Nie chciało mi się - odparłem ziewając. Pierwszy raz jej nie zignorowałem, co było nieco dziwne. Słysząc jak dalej coś mruczała niezrozumiałego, powiedziałem:
- Idź spać Kotek. Musisz być wypoczęta, jeśli przyjdzie nam uciekać w nocy - oznajmiłem. - A jeśli dalej bd coś mamrotać, położę się na tobie - zagroziłem, po czym oddałem się objęciom Morfeusza.
Słyszałem bitą szybę oraz odczułem zimny powiew wiatru. Automatycznie otworzyłem oczy i zerwałem się na równe nogi. Kayline miała mocniejszy sen ode mnie, tak więc tylko naciągnęła na siebie pościel i dalej spała. Do pokoju wparował młody mężczyzna o bordowych oczach i niebieskich włosach. Wyczuwałem od niego Luksjanina, tak więc za nim rzucił we mnie kulą światła, dobrałem się do niego i rzuciłem go o ścianę. Jego atak skierował się na ścianę kuchni i dopiero wtedy dziewczyna się obudziła z krzykiem.
- Ubieraj się! - rozkazałem, po czym podniosłem młodego chwytając go za szyję. Nie czekając ani chwili dłużej, wyssałem z niego energię. Przyciągnąłem go do siebie, otwarłem usta i pożywiałem się. Widziałem jeszcze jego wspomnienia, których nie zdążył zablokować. Jutro z samego rana chcą nas zaatakować. Musieliśmy uciekać i jeszcze tej nocy dobrać się do Luka. Po tym jak opuściłem martwe ciało na podłogę, zacząłem się ubierać.
<Kayline?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz