poniedziałek, 7 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Uchyliłem powieki piętnaście minut przed budzikiem. Godzina na zegarku wzbudziła we mnie odrazę faktem, że rozpoczął się kolejny dzień. Podniosłem się z łóżka i powlokłem do szafki, z której wyciągnąłem biały podkoszulek, czarne rurki i ciemną, grafitową bluzę. Wpełzłem do łazienki odbywając codzienną rutynę, która jak zwykle zaczynała się od mycia zębów, a kończyła na długim prysznicu...
Gorące strmienie wody, spływające po moim ciele rozbudziły moje zmysły, pozwoliły odetchnąć. Czułem jak woda zmywa ze mnie skazę wczorajszego dnia...
Pogodziłem się z faktem, że jestem w tej szkole, że zostawiłem wszystko co mniałem i utwierdziłem się w przekonaniu, że to jest dla mnie dobre. 
Bo właściwie...
Wcześniej niczego nie miałem...

***

Po szkole roznosił się zapach tostów, słodkich konfitur, kawy i jajek... Przyciągały one w stronę stołówki każdego potencjalnego przechodnia. Na mnie również to podziałało, nie pamiętam kiedy ostatnio miałem w ustach coś o równie pięknym zapachu, z zadowoleniem ruszyłem w stronę dużych drzwi o chłodnym, metalicznym kolorze.
Wspomnianą przyjemnością nie dane mi było jednak cieszyć się zbyt długo bo gdy przechodziłem koło biblioteki, moje plecy przeszył potężny ból, plecak spadł, jego zawartość wylądowała na podłodze, a ja sam runąłem na ziemię przyciągając tym uwagę sprawcy zdarzenia jak i nauczycieli z wnętrza biblioteki.
- Przepraszam - mruknął głosem, który ze skruchą miał mało wspólnego, co z początku zignorowałem. Obróciłem się w stronę męskiego głosu by ujrzeć naprawdę, podkreślam naprawdę wysokiego chłopaka o jasnych blond włosach i okalającym całą twarz zaroście. Spojrzałem na oczy winowajcy, głęboki błękit wyrażający irytację i coś czego nie umiałem nazwać.
Skrępowany zasadniczą różnicą wzrostu nie odpowiedziałem na jego przeprosiny, a jedynie odebrałem rzeczy, które pomógł mi zebrać...
Z zamiarem odejścia odwróciłem się na pięcie i nim postawiłem krok do przodu zza drzwi za mną wyłonił się wytatuowany nauczyciel, imieniem John.
Jedyny, jakiego do tej pory zdążyłem lepiej poznać.
- Ismael, dobrze, że jesteś. Widzę zdążyłeś poznać już nowego ucznia, Aleksandra, który za swoje aroganckie i wyjątkowo niekulturalne zachowanie pomoże Ci dzisiaj w bibliotecznych pracach - mruknął oficjalnie, jednak ja jego twarzy wciąż czaił się ten chyba niezmienny i serdeczny uśmiech. Skinąłem grzecznie głową mrucząc ciche 'dobrze' nim zorientowałem się, że blondwłosy jeszcze nie odszedł.
- Za karę? - spytał w pustą przestrzeń nie utrzymując z nikim kontaktu wzrokowego przez co zacząłem zastanawiać się czy to pytanie mie było skierowane do mnie.
- To nic trudnego, jeśli nie chcesz nie musisz przychodzić - wzruszyłem ramionami, utrudnieniem było dla mnie, że żeby spojrzeć blondynowi w oczy musiałem się dość mocno postarać.
Niebieskooki nie odpowiedział mi jednak na uwagę *lub przez panujący wokół bałagan niczego nie usłyszałem* co pozwoliło mi odbiec myślami od całej sytuacji i ponownie skupić się na czekającym na mnie w środku pomieszczenia śniadania.
Dzisiejszy dzień zapowiadał dość ciekawe...
***
Po skończonym śniadaniu ruszyłem na lekcję by przebrnąć przez długie siedem godzin siedzenie w ławce...
Trzeci dzień szkoły był dla mnie równie ciężki co poprzednie. Ta cała zabawa w przedstawianie, poznawanie uczniów, nauczycieli, ciągły brak książek i przytłaczający fakt, że wszyscy na Ciebie patrzą.
To nie tak, że jestem jakąś aspołeczną ciotą, lubiłem kontakty z ludźmi tylko... Niekoniecznie w ten sposób.
W końcu jednak moich uszu dobiegł dzień ostatniego dzwonka, niemal poczułem powiew wolności jaki wdarł się do mojego organizmu gdy oddychając pełną piersią stałem przed ostatnią salą jaką dziś miałem w planach odwiedzić.
No poza biblioteką...
Obiecałem pomoc nauczycielowi gdy ten pierwszy raz przyprowadził mnie do szkoły, ale raczej nie liczyłem, że ktoś będzie mi pomagał. Próbując zachować powagę i pewność siebie raźnym krokiem przemierzałem szkolne korytarze by dojść do ogromnych, czarnych drzwi o niezwykłych zdobieniach, które przypominały antyczne wzory. 
Albo to tylko moje przemyślenia... 
Z zaskoczeniem zauważyłem, że pow wejściu do ogromnego pomieszczenia między pułkami zauważyłem chłopaka, który dziś miał mi pomóc, zatopiony w lekturze wygląda na jakby... Nieco... Niższego? 
- Cześć - uśmiechnąłem się do niego szeroko, swoją torbę rzucając na jedno z krzeseł przy stoliku. 

Aleksander?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz