Odsłoniłem swój motocykl, założyłem kask i wsiadłem na niego. Przekręciłam kluczyki i wyjechałem na ulicę, tym samym włączając się do ruchu drogowego. Nie interesowało mnie gdzie oni podążali, kto jakie miał samochody, jakie marki, czy mieli jakieś problemy z policją czy Bóg wie co jeszcze. Zająłem się sobą i swoją drogą. Najpierw wstąpiłem do sklepu, gdzie kupiłem sobie trochę owoców oraz dodatkowy inhalator, ponieważ poprzedni znowu zgubiłem. A gdzie? Gdybym wiedział, bym go raczej odnalazł. Włożyłem owoce w siatce pod siedzenie, zajadając się wpierw kiwi. Mała zielona soczysta kuleczka, którą się powinno obierać, a ja ją wpierdzielałem ze skórką. I tak różnicy nie czułem. Inhalator także wsadziłem pod siedzenie i nałożyłem kask. Gdy zjadłem owoc wsiadłem na maszynę i ruszyłem dalej. Czułem na sobie czyjś wzrok, ale nie miałem ochoty stawać na środku jezdni i się rozglądać za moim obserwatorem. Jechałem przed siebie długi czas, aż nie wylądowałem w całkowicie innej dzielnicy. Co ja tu robiłem?
Polowanie... czas zacząć.
Miałem zamiar się pożywić. I nie człowiekiem, ale Luksjaninem. W tym miejscu znajdował się bar dla ludzi, Arumianin i naszych wrogów. Jednak tam bójki i mordowanie były surowo zakazane, tak więc musiałem poczekać. W środku napiłem się jakiegoś drinka, a potem wyszedłem na zewnątrz.
<Kayline? Brak weny. Podrzuć pomysł>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz