poniedziałek, 7 listopada 2016

Od Daniela cd. Kayline

Specjalnie przyśpieszyłem, dzięki czemu utrudniłem jej zakładanie mojej kurtki. Należało jej się to. Czy ja jej pozwoliłem grzebać w moich rzeczach? Albo obierać moje ubrania? no chyba nie. Dlatego tez specjalnie wjechałem na wyboistą drogę, jednak ona była tak uparta, że pomału... bardzo powoli... ale nałożyła. Gdy to zrobiła, ponownie wjechałem na ulicę i jechałem z zapalonymi światłami po pustym asfalcie. Ta cześć miasta o tej porze zawsze była pusta, bo grasowały tutaj dziwne typki. Ale oni mnie nie interesowali. Moim zamiarem było jak najszybsze dojechanie do nocnego klubu, w którym codziennie siedzi Luk dymając przyrożne kobiety, albo po prostu bawiąc się ludźmi i wydając im rozkazy. Ja musiałem z nim koniecznie pogadać, w tej chwili ma za zadanie wypełnić swój dług i pomóc mi, jak i dziewczynie. No właśnie... co z nią? Już wiem.
Zaparkowałem w lesie i zabrałem kluczyki, przykrywając go płachtą, którą zabrałem ze sobą, gdy odjeżdżałem.
- To tutaj? - zapytała zdziwiona dziewczyna.
- Prawie - odparłem chowając przedmiot do kieszeni.
Las był ciemny i jakby opuszczony. Jedyne co było tutaj słychać, to sowy, świerszcze i gwizd wiatru w starych konarach drzew, który porywał suche gałęzie, albo liście, które miały opaść na ziemię z powodu zmiany pory roku - z lata na jesień. Zawsze uważałem jesień za najpiękniejszą porę roku, ponieważ wszystko umierało, ale w jakim wyglądzie? Wszystko było kolorowe, jakby śmierć ich zadowalała. To jest piękne.
- Chodź - rozkazałem i ruszyłem przed siebie, robiąc duże kroki, aby ominąć znaczną cześć błota. Schowałem ręce do kieszeni.
- Poczekaj! - usłyszałem z tyłu, ale nie miałem zamiaru zwalniać. Wiedziałem, ze zaraz wyrówna ze mną i tak się stało. Starała się utrzymać ze mną krok, ale prawda była taka, że mi lepiej szło.
- Jak coś, to jesteś moją dziewczyną - wyjaśniłem jej.
Wybałuszyła oczy ze zdziwienia i zaśmiała się ironicznie.
- Bo? - jeśli jeszcze raz odezwie się do mnie takim tonem, obiecuje, że sam wyssę z niej całą energię, nie pozostawiając ani jednej cholernej kropli życia!
- Nie chcesz? To nie - wzruszyłem obojętnie ramionami. - Ale jak będzie cię pieprzyć z dziesięć facetów, nie przychodź do mnie z płaczem o informacji o zbiorowym gwałcie - mruknąłem nie spoglądając na nią. Chwile milczała, jakby próbowała to sobie przetworzyć dokładnie w umyśle.
- Uh... - warknęła. - Dobra... ale... - wiedziałem o co chciała pytać, tak więc przerwałem jej. Niech nie marnuję tlenu, bo nie obiecuje, że wszystko się uda. Tym bardziej, że i tak mnie zdenerwowała wcześniej i jest strasznie irytująca. W sumie... jak każdą dziewczyna. Eh... A one potem się dziwią, dlaczego wolę mężczyzn. Słodkich, z bujną czupryną.
- Jeśli przychodzi tam ludzka dziewczyna bez partnera, jest ona dla nich dz*wką i po prostu nie zależnie od krzyków czy wyrywów, wybzykają cię grupowo, bo rzadko tak przychodzą takie. Kobiety kosmicznych ras się do tego nie zaliczają, bo są one dla nas bardziej... szanujące się? Jakoś tak - na twarzy dziewczyny pojawił się grymas, jednak za nim coś powiedziała, ja kontynuowałem. - Jeśli masz partnera, chłopaka lub dziewczynę z naszych stron, jesteś nietykalna. Inaczej bezpieczna - skończyłem i wszedłem na stały grunt, gdzie za pół kilometra powinien pojawić się potrzebny mi budynek, a przy nim tak zwany klawisz.

<Kayline?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz