Byłam na łące. Wyglądała jak ta, narysowana przez dziecko. Kuliste chmurki i wystające z nic słoneczko, jasno-niebieskie niebo i piękna, zielona trawa uformowana w pagórki. A na jednym z wyższych wzniesień, pojawiło się pudło. Ale gdy się zjawiło, słychać było jakby odgłos łamanego szkła. Co mnie nie bardzo zdziwiło, bo to przecież sen.
Tak więc podeszłam do pudła, z którego nagle wyszły małe kotki. Był biały, czarny, czekoladowy, beżowy, fioletowy, niebieski...I bum. Coś w moim pokoju stuknęło tak mocno, że zmuszona byłam się obudzić. Jednak po otwarciu oczu byłam w szoku. Stał tam jakiś niebiesko włosy chłopak, a nad nim Daniel.
- Ubieraj się!- Krzyknął, więc bez zastanowienia wykonałam jego polecenie. Zerwałam się z łóżka, obserwując jak młodzik pada na kolana. Wzięłam pierwszą lepszą rzecz z szafki. Wybiegłam z pokoju, po drodze ubierając to co wleciało mi w ręce. A były to legginsy w kolorze moro. Ubrałam je i spojrzałam na ubierającego się Arumianina. Zrobił to w zadziwiająco szybkim tempie, przez co w kilka sekund opuściliśmy budynek. Zatrzasnęłam drzwi, od razu zamykając je na klucz. Mogłabym mieć problemy, gdyby ktoś znalazł w moim pokoju ciało i wybitą szybę...
Jednak na zewnątrz także ktoś na nas czekał. Stanęliśmy, spoglądając po sobie. Było tam dwóch chłopaków około 19 lat i jedna, zapewne starsza od nich dziewczyna z długimi, czerwonymi włosami.
wymieniając się spojrzeniami, dałam mu znak, bu ruszył. Zagoniliśmy tę grupkę gdzieś w kąt i tam się nimi zajęliśmy. Daniel, jak to Daniel, z chłopaków wyssał życie, a ja w tym czasie złapałam kobietę za gardło i ukazałam jej największy koszmar jakiego się bała. Zwinęła się z bólu, jednak to nie był koniec. Po chwili dostała dosyć mocny cios w klakę piersiową, co poskutkowało albo śmiercią, albo utratą przytomności. Ale myślę, że chodziło o to pierwsze.
Złapałam mojego tymczasowego "obrońcę" za ramię i pobiegliśmy do motoru, który stał niedaleko.
Jak zawsze, najpierw założyliśmy kaski i zajęliśmy swoje miejsca. Kurczowo trzymałam się jego brzucha, czoło stykając z jego plecami.
- Jedź.- Szepnęłam, a po minucie byliśmy w drodze do...No właśnie, dokąd? Już prawie wyjechaliśmy z miasta, gdyż budynki stawały się coraz rzadsze, a i ludzi gdzieś wcięło.
- Jedziemy do Luka. Nie mamy dużo czasu.- Wyprzedził moje pytanie. Przytaknęłam, choć zapewne tego nie widział.
- A...daleko to?
- Trochę.- Odparł, a ja postanowiłam się nie odzywać. Było mi zimno, gdyż miałam na sobie tylko bluzkę na krótki rękaw i cienkie legginsy...Lecz zobaczyłam, że z tyłu pojazdy jest schowek. Postanowiłam go otworzyć. Inhalator?
- Masz astmę...?- Ciekawość wzięła górę.
- Grzebiesz mi w rzeczach?!- Krzyknął ze złością, a droga stała się chwiejna. Nie chcąc spaść, złapałam się jego mocniej i kontynuowałam poszukiwanie czegoś ciepłego.
- Nie. - odpowiedziałam na pytanie.- Ale mi zimno.- w tym momencie zobaczyłam coś czarnego, okazała się to być skórzana kurtka. Ostrożnie po nią sięgnęłam i zamknęłam schowek. - Możesz zwolnić?- Wychyliłam się lekko, oceniając prędkość z jaką się poruszamy. Burknął coś po nosem, na co odparłam ironicznym "dzięki" i z drżącymi rękami starałam się założyć kurtkę. Udało by się, gdyby Daniel nie przyspieszył specjalnie, a do tego skręcił w jakąś drogę z wieloma "podbojami". Udało mi się to po kilku minutach.
<Daniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz