Powiedzieć, czy może nie? Jaką mam pewność, że on dotrzyma słowa?
- Daniel..-zaczęłam, wpatrując się w dół z obojętną miną. A przynajmniej starałam się, by ona taka była.- Nie mogę. Nawet gdybym chciała ci uwierzyć, nie mogę. tu nie chodzi o to, że wiem, że na pewno złamiesz obietnice, ale na jakiś sposób pewnie to wykorzystasz.- Zakończyłam, wymijając go i zdejmując kurtkę, która chwilę później wylądowała na blacie.
- Czemu myślisz, że to wykorzystam?- Znów się do mnie zbliżył i oparł się o białą powierzchnię.
- Bo wszyscy ludzie są tacy sami?- Prychnęłam, chcąc znów go wyminąć. I udało się, jednak go to zirytowało. Zajęłam miejsce na łóżku, kładąc się na nim. Rękami zakryłam twarz.- Dla tego chcę, abyś ty pierwszy zaczął.
- W tedy to ty możesz to wykorzystać.- Odparł, wspominając moje poprzednie słowa.
Spojrzałam na niego z westchnieniem.
- Nie wiem czy wiesz, ale nie jestem taka jak inni...może kiedyś ci powiem.
- Ale chcę wiedzieć teraz.- Uparcie zaczął kręcić się po pokoju.
- Zaczynasz działać mi na nerwy. Mógłbyś łaskawie wyjść i dać mi spokój?-Spojrzałam na zegarek. było późno...sama wstałam i wyprowadziłam go z pomieszczenia, z lekkimi trudnościami. No bo...nie dość, że jest wyższy o głowę, albo i więcej, to jeszcze masywniejszy. Jednak udało się. Oparłam się o drzwi, a wzrok skierowałam na niego.
- Pa.- szepnęłam- i na razie nie pytaj o nic. Bo i tak ci nie powiem.No..może kiedyś. Ale pamiętaj o twojej obietnicy. Ja mówię, potem ty.- Zakończyłam lekkim uśmiechem i zamknęłam delikatnie drzwi. Chwilę stojąc, opierałam się o nie plecami. Kroki, które przed chwilą słyszałam, ucichły. Jestem padnięta. Kompletnie...
Wróciłam na łóżko i rozłożyłam się na nim, rozprostowując ręce. Przymknęłam oczy. Świat jakby zaczął wirować, co wywołało u mnie cichy śmiech. To było przyjemne. Zaczęłam wyobrażać sobie jakieś...nieco dziwne rzeczy. jakieś zabawne historyjki, niektóre wymyślone, a niektóre z mojego życia. takie coś pozwoliło mi szybciej zasnąć, więc po kilkunastu minutach po prostu zasnęłam.
XxX
Otworzyłam oczy i prędko podniosłam się do siadu. O nie...Znów koszmar. Nie pamiętałam go. ale wiem , że byłam przerażona. Oddychałam głęboko, zamknęłam oczy i w głowie policzyłam do dziesięciu. Jest okej. Dziś nie miałam ochoty w ogóle wstawać z łóżka. A leżenie w nim cały dzień było tak cudowne! Ale nie...mam lepszy pomysł! z tego co wiem, prawie najwyższy budynek jest dzisiaj całkiem nieczynny. czemu by tego nie wykorzystać? Na przykład jakimś sposobem przedostać się na dach? To niezły pomysł. Czasem w dzieciństwie tak robiłam. albo sama, albo z braćmi.
Ułożyłam się na prawym boku i postanowiłam jeszcze chwilę poleżeć.
<Daniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz