Zwierzęta są lepsze od ludzi. Zawsze można na nie liczyć. Są milion razy bardziej empatyczne, wiedzą kiedy po prostu przyjść do ciebie i nic nie mówić, a kiedy szturchnąć cię w ramie i dać ci znać "nie smuć się, ja tu jestem". Wolę takie zwierzę od człowieka. Zdecydowanie.
Całą drogę powrotną do domu milczeliśmy, ciszę przerywały jedynie oddechy naszych czterokopytnych towarzyszy oraz śpiew ptactwa zamieszkałego w tutejszych lasach. Dzień zaczął się na dobre, co można było wywnioskować po bajecznej pogodzie. Na miejscu zostawiłem zwierzęta pod opieką Ivy, przęgącą się do roboty, samemu chcąc przyszykować coś do jedzenia. Padło na hamburgery oraz hot-dogi z grilla, którego wcześniej musiałem wyjąć ze starej szopy i dokładnie wyczyścić. Po wrzuceniu jedzenia na ruszt wróciłem do dziewczyny. Widząc jak siedzi przed siwym wałachem, dzierżąc dzielnie w jednej dłoni kopsytkę a drugą podtrzymując nogę zniecierpliwionego już zwierzęcia zastanawiam się o co chodzi. Całkiem pobladła skóra oraz zaczerwienione oczy dają znak do uruchomienia mojej czerwonej lampki w głowie. Odbieram przedmiot od Ivy po czym pomagam jej wstać. Syczy gdy dotykam jej ramienia. Tam musi leżeć problem, jednak na razie o tym nie wspominam i prowadzę ją do salonu.
- Dobra, pokaż to - rozkazuję wracając do niej z bandażem i środkiem dezynfekującym, kiedy ta siada na sofie. Wykrzywia usta, nadal próbując zamaskować swój ból, a wzrokiem unikając mojego spojrzenia. No cóż.
- Nie wiem o co ci chodzi - nawet mówienie sprawia jej ból. Wzdycham, po czym sam zabieram się najpierw za zdjęcie z niej bluzy, a potem bluzki. Dostaję porządny cios w brzuch, nim zdążam porządnie chwycić cieńszy materiał. Poprzez utkwienie swojego iście pytającego spojrzenia oraz podniesienia jednej brwi próbuję zrozumieć o co jej chodzi. Mam zamiar tylko opatrzyć jej to cholerne ramię, tak? - Daj to, sama sobie poradzę - niespotykana oschłość z jej strony daje mi do myślenia. Może faktycznie za bardzo się narzucam. Odstawiam bandaż i buteleczkę, po czym bez słowa wychodzę na zewnątrz, zerknąć na kolację. Będąc już za drzwiami słyszę głośne westchnięcie Ivy.
***
Stoję przy grillu sącząc ulubiony napój i wlepiając wzrok w taflę jeziora. Myśli zalewają mój mózg z prędkością światła, zdecydowanie potrzebuję nieco samotności do tych wszystkich przemyśleń. Po skończeniu grillowania pierwszej partii mięsa pozostawiam resztę do dokończenia na potem, a kilka gotowych kanapek na stoliku dla dziewczyny. Kończę zajmować się nadal stojącymi przed domem zwierzętami, po czym odprowadzam je na pastwisko. Oparty o ogrodzenie przyglądam się tarzającej się w trawie kasztance oraz spokojnemu, acz czujnemu wałachowi. Poniekąd oba przypominają mnie oraz Ivy. Wałach spokojny i zrównoważony, jednocześnie gotowy zaufać i współpracować. Kasztanka zaś narowista i spragniona wolności tak bardzo, iż nie zważa na nic więcej. Połączenie wybuchowe, z drugiej strony doskonale rozumiejące tą drugą stronę. Przecieram zmęczone oczy i postanawiam wybrać się na niewielkie odwiedziny. Siwek natychmiastowo zauważa mój ruch, i jakby czytając w moich myślach ochoczo do mnie podbiega. Głaszczę zwierzę po muskularnej szyi, chwilę potem zaczynając jednak kreślić małe kółeczka na skórze konia. Rozpoczynając od jednej z nóg, przesuwam się powoli, aż do samego łba. Zwierzę szybko reaguje na masaż, rozluźniając mięśnie i obniżając głowę, jakby do snu. Kiedy pod koniec faktycznie już zasypia podchodzi do mnie również zaciekawiona klacz. Odsuwa głowę od otwartej dłoni, nadal jednak stojąc tuż przede mną. Od razu, kiedy dostrzega kostkę cukru w mojej dłoni łapczywie podsuwa bliżej pysk, jakby zapominając o ostatnich kilku sekundach. Przeżuwając przysmak już spokojniej reaguje na moją obecność, dając się nawet pogłaskać. Odwracam się i odchodzę od zwierząt, chcąc dać im chwilę spokoju. Przy płocie stoi Ivy, bacznie obserwując każdy mój ruch. Jedną ręką trzyma bolącego ramienia. Opierając się o tą samą belkę tuż przed nią drastycznie zmniejszam między nami odległość, wywierając tym samym nieco presji na dziewczynie. W momencie obrzucony jestem przepraszającym wzrokiem, jakbyśmy dopiero co pokłócili się bóg wie o co. Ale nic takiego się nie stało, więc po co to wszystko. Oboje w tym samym momencie kierujemy swoje oczy w dół, o dziwo na moje ręce z palcami tańczącymi na drewnie.
I-I-I-Ivyyy? Ty wiesz co... ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
Całą drogę powrotną do domu milczeliśmy, ciszę przerywały jedynie oddechy naszych czterokopytnych towarzyszy oraz śpiew ptactwa zamieszkałego w tutejszych lasach. Dzień zaczął się na dobre, co można było wywnioskować po bajecznej pogodzie. Na miejscu zostawiłem zwierzęta pod opieką Ivy, przęgącą się do roboty, samemu chcąc przyszykować coś do jedzenia. Padło na hamburgery oraz hot-dogi z grilla, którego wcześniej musiałem wyjąć ze starej szopy i dokładnie wyczyścić. Po wrzuceniu jedzenia na ruszt wróciłem do dziewczyny. Widząc jak siedzi przed siwym wałachem, dzierżąc dzielnie w jednej dłoni kopsytkę a drugą podtrzymując nogę zniecierpliwionego już zwierzęcia zastanawiam się o co chodzi. Całkiem pobladła skóra oraz zaczerwienione oczy dają znak do uruchomienia mojej czerwonej lampki w głowie. Odbieram przedmiot od Ivy po czym pomagam jej wstać. Syczy gdy dotykam jej ramienia. Tam musi leżeć problem, jednak na razie o tym nie wspominam i prowadzę ją do salonu.
- Dobra, pokaż to - rozkazuję wracając do niej z bandażem i środkiem dezynfekującym, kiedy ta siada na sofie. Wykrzywia usta, nadal próbując zamaskować swój ból, a wzrokiem unikając mojego spojrzenia. No cóż.
- Nie wiem o co ci chodzi - nawet mówienie sprawia jej ból. Wzdycham, po czym sam zabieram się najpierw za zdjęcie z niej bluzy, a potem bluzki. Dostaję porządny cios w brzuch, nim zdążam porządnie chwycić cieńszy materiał. Poprzez utkwienie swojego iście pytającego spojrzenia oraz podniesienia jednej brwi próbuję zrozumieć o co jej chodzi. Mam zamiar tylko opatrzyć jej to cholerne ramię, tak? - Daj to, sama sobie poradzę - niespotykana oschłość z jej strony daje mi do myślenia. Może faktycznie za bardzo się narzucam. Odstawiam bandaż i buteleczkę, po czym bez słowa wychodzę na zewnątrz, zerknąć na kolację. Będąc już za drzwiami słyszę głośne westchnięcie Ivy.
***
Stoję przy grillu sącząc ulubiony napój i wlepiając wzrok w taflę jeziora. Myśli zalewają mój mózg z prędkością światła, zdecydowanie potrzebuję nieco samotności do tych wszystkich przemyśleń. Po skończeniu grillowania pierwszej partii mięsa pozostawiam resztę do dokończenia na potem, a kilka gotowych kanapek na stoliku dla dziewczyny. Kończę zajmować się nadal stojącymi przed domem zwierzętami, po czym odprowadzam je na pastwisko. Oparty o ogrodzenie przyglądam się tarzającej się w trawie kasztance oraz spokojnemu, acz czujnemu wałachowi. Poniekąd oba przypominają mnie oraz Ivy. Wałach spokojny i zrównoważony, jednocześnie gotowy zaufać i współpracować. Kasztanka zaś narowista i spragniona wolności tak bardzo, iż nie zważa na nic więcej. Połączenie wybuchowe, z drugiej strony doskonale rozumiejące tą drugą stronę. Przecieram zmęczone oczy i postanawiam wybrać się na niewielkie odwiedziny. Siwek natychmiastowo zauważa mój ruch, i jakby czytając w moich myślach ochoczo do mnie podbiega. Głaszczę zwierzę po muskularnej szyi, chwilę potem zaczynając jednak kreślić małe kółeczka na skórze konia. Rozpoczynając od jednej z nóg, przesuwam się powoli, aż do samego łba. Zwierzę szybko reaguje na masaż, rozluźniając mięśnie i obniżając głowę, jakby do snu. Kiedy pod koniec faktycznie już zasypia podchodzi do mnie również zaciekawiona klacz. Odsuwa głowę od otwartej dłoni, nadal jednak stojąc tuż przede mną. Od razu, kiedy dostrzega kostkę cukru w mojej dłoni łapczywie podsuwa bliżej pysk, jakby zapominając o ostatnich kilku sekundach. Przeżuwając przysmak już spokojniej reaguje na moją obecność, dając się nawet pogłaskać. Odwracam się i odchodzę od zwierząt, chcąc dać im chwilę spokoju. Przy płocie stoi Ivy, bacznie obserwując każdy mój ruch. Jedną ręką trzyma bolącego ramienia. Opierając się o tą samą belkę tuż przed nią drastycznie zmniejszam między nami odległość, wywierając tym samym nieco presji na dziewczynie. W momencie obrzucony jestem przepraszającym wzrokiem, jakbyśmy dopiero co pokłócili się bóg wie o co. Ale nic takiego się nie stało, więc po co to wszystko. Oboje w tym samym momencie kierujemy swoje oczy w dół, o dziwo na moje ręce z palcami tańczącymi na drewnie.
I-I-I-Ivyyy? Ty wiesz co... ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz