środa, 2 listopada 2016

Od Daniela cd. Kayline

Dziewczyna była zabawna. Na prawdę. Coraz bardziej mnie zaskakiwała. Uważała, że wszyscy ludzie są tacy sami, w tym ja. Czyli, że bezpodstawnie dała mi opinię "każdego". A ona zaś jest panią, władcą, boginią i uważa się za inną. To była na prawdę zabawne. Z jednej strony miała rację,  że była inna. Zazwyczaj gdy trafiałem na kobiety, były to egoistyczne królewny. A w tej chwili ona się taka ukazała, więc teraz miałem mieszane uczucia.
Przestałem się opierać i wróciłem do siebie, zdając sobie sprawę, że ona jednak nie jest inna, tylko taka sama jak wszyscy - uważają się za innych i lepszych. Ja się uważam za lepszego, bo nie jestem zwykłym człowiekiem z jakąś tam przypadkową mocą. A co do inności, to już nie ja w tym decyduje. Można pod rożnym kątem spojrzeć na człowieka - pod takim samym, jak na wszystkich się patrzy, albo innych.
Była późna godzina. Wziąłem szybki prysznic pod chłodną wodą, a potem już nie czekając ani chwili dłużej wskoczyłem do łóżka w bokserkach i zasnąłem.

Stanęliśmy na przeciwko siebie. Tylko ja i on. Sami na polu. Jeden cel - walka. Na śmierć i życie? Być może. Jeśli wpierw on nie ucieknie, bo ja nie mam zamiaru się poddać. Przygotowałem się. Byłem w stu procentach gotowy, tak jak on. Wiatr był po mojej stronie. Stanąłem w odpowiedniej pozycji, po czym zmarszczyłem czoło.
- Gotowy? - zapytałem.
Skinął głową. Obydwoje ruszyliśmy w tym samym momencie odbijając się tylnymi łapami od ziemi. Skoczył na mnie, ale ja zrobiłem szybki unik. Tym samym chciałem go uderzyć tylnymi łapami, jednak on odskoczył. Ruszyłem na niego biegiem, a gdy wylądowałem na nim, chwilę się zataczaliśmy po błocie, aż mnie nie ugryzł w szyję. Cicho zaskowytałem, po czym uderzyłem go pazurami po mordzie, tym samym zostawiając ślad na jego policzku. Puścił mnie, a ja go kopnąłem tylnymi łapami. Uderzył plecami o kamień, jednak się nie poddał. Skoczył na mnie, a ja przyjąłem jego atak. Otwarłem pysk i przejechałem kłami po jego twarzy, odgryzając tym samym część jego ucha. Usłyszałem cichy jęk bólu, a następnie sam go poczułem na przedniej łapie. Wgryzł mi się w nią, a ja byłem zmuszony drugą wydłubać mu oko, a następnie ugryźć go w szyję. Puścił mnie. Chwyciłem go za fraki i rzuciłem nim o drzewo. Usłyszałem chrupnięcie kości. Zacząłem biec za nim, jednak łapa mi w tym przeszkadzała. Wgryzł się głęboko, jeśli nie tknął kości. On sam zaś zaczął uciekać, chociaż z trudem. Przywalił głową o drzewo i teraz biegł, jakby był po alkoholu. Wiedziałem, że to nie był koniec...


Dopiero gdy otworzyłem oczy zdałem sobie sprawę, że walka pomiędzy dwoma wilkami na śmierć i życie była tylko wytworem mojego umysłu podczas snu. Spojrzałem na zegar. Była godzina 6:48. Położyłem jeszcze głowę na poduszce i po paru minutach zlazłem z materaca ze świadomością, że jednak już nie zasnę. Plan na dzisiaj? Hm...
Przejażdżka motorem i... polowanie.

<Kayline?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz