Jak można jeść kiwi ze skórką..? Pomyślałam, dalej patrząc się na chłopaka siedzącego na motorze. Po chwili po prostu odjechał...Gdzieś daleko. Znaczy, tak myślę.
Zaczęło mi się robić zimno. Wstałam, dalej blisko krawędzi. Spojrzałam w dół, na dosyć duży korek. gdybym skoczyła, byłoby po mnie. Nie ma bata bym przeżyła takie coś. Nawet, jeśli mam jakąś tam moc.
Ostatni raz mój wzrok powędrował na jadące samochody i zaczęłam kierować się do wyjścia. Skocznym krokiem byłam coraz bliżej. w tedy, zza drzwi słychać było jakieś dźwięki. Podskoczyłam z zaskoczenia i pobiegłam po torbę. Jednym, zwinnym ruchem wzięłam ją w ręce i pobiegłam do najbliższej, dużej rury. Schowałam się, delikatnie wystawiając głowę. Przez drzwi na dach wszedł dosyć niski, gruby, brązowooki mężczyzna. Na oko ponad 40 lat. Jego czuprynę przykrywała policyjna czapka, sam miał na sobie mundur. w pasie miał pałkę, pistolet i latarkę w dłoni. Podszedł tak jak ja do "przepaści". Wykorzystując to, szybko znalazłam się przed metalowymi drzwiami.
Otwierając je, znów narobiłam hałasu.
- Ej! Kim jesteś?!- Słysząc za sobą głos mężczyzny, z paniką zaczęłam zbiegać po schodach. Już na piętrze niżej, czekał na mnie drugi strażnik. Chcąc mnie złapać, podążał za mną na prawo i na lewo, przez co nie mogłam go wyminąć. W tedy przeskoczyłam przez barierkę i wylądowałam na kolejnych schodach. Sytuacja powtórzyła się jeszcze trzy razy, aż doszłam do wyjścia. Za mną jednak biegło pięciu policjantów...
Wybiegłam i ostro skręciłam w jakąś uliczkę, tym samym wpadając na kilku przechodniów, klnących pod nosami.
Wbiegając w uliczkę, zauważyłam wąskie przejście między budynkami. Nie czekając na Nich, starałam się przecisnąć na drugą stronę. Wciągnęłam brzuch i powoli weszłam w szczelinę, by po chwili przedostać się na drugą stronę. Słysząc krzyki typu: Ucieka! Gonić ją! Przyspieszyłam. Znalazłam się w jakimś dziwnym miejscu, jakby ta "dziura", prowadziła do jakiegoś magicznego świata. Ale zamiast magii, leżała tam sterta gnijących już śmieci i jakiś facet śpiący na stojąco z butelką piwa w ręku. Nie miałam ochoty go budzić, więc po prostu zaczęłam szukać wyjścia.
Rozglądając się, zauważyłam furtkę. Przeszłam przez nią, jednak znalazłam się na innej dzielnicy, która była za tą, na której przed chwilą się znajdowałam.A mimo to, nie wiedziałam jak wrócić do Akademika. Ruszyłam więc przed siebie, chcąc spytać kogoś o drogę. Ale wszyscy, których zaczepiałam, mówili że sami nie wiedzą. Kłamią. Wzruszyłam ramionami z rezygnacją i oparłam się o najbliższą ścianę. Po chwili odpoczynku, znów zerwałam się do biegu. Policjanci jakimś cudem mnie znaleźli. Czy oni nie mogą dać sobie spokój? Zachowują się, jakbym coś ukradła... Powoli opadałam z sił. Mimowolnie zwolniłam...Dalej nie odpuścili. Moim jedynym ratunkiem była stojąca nieopodal taksówka. Pomachałam ręką w jej kierunku, a gdy się zatrzymała, odetchnęłam z ulgą.
Odwróciłam wzrok. Byli daleko za mną. znów dałam znak ręką, by kierowca otworzył drzwi. Wykonał moje polecenie, więc gdy byłam wystarczająco blisko, "wskoczyłam" na tyle miejsce.
- Proszę jechać!- Pośpieszyłam dosyć młodego mężczyznę. Bez słowa dodał gazu i pojechał przed siebie. Ku mojemu zaskoczeniu, zamiast jechać jak normalny taksówkarz, on wymijał auta i przechodniów z zawrotną prędkością. Wydał mi się dziwny...
W kilka minut dojechaliśmy do kolejnej dzielnicy. Nie odezwałam się ani słowa, oprócz cichego "dziękuję". Mężczyzna tylko uśmiechnął się i powiedział, że wie co czuję, bo kiedyś dosyć często przed nimi uciekał, więc nie muszę się niczym martwić.
Wysiadłam i sięgnęłam do portfela.
- Proszę. Tylko tyle mam.- Mruknęłam, dając kierowcy pieniądze.
- Nie trzeba.- Znów się uśmiechnął, ukazując swoje białe jak śnieg zęby.
- Trzeba- Zmierzyłam go morderczym wzrokiem. Chwilę to trwało, zanim przyjął zapłatę. Jeszcze raz podziękowałam i wyszłam z samochodu. A gdzie ja teraz jestem? Wydałam z siebie jęk niezadowolenia i uniosłam głowę do góry.
Stało tu kilka domów oraz Pubów, a potem zaczynał się las. Ani nie było przystanku, ani niczego innego. Zaczęłam panikować z tego względu, że chwilowo nie mam jak wrócić. Chcąc postawić krok w stronę pierwszego lepszego lokalu, ktoś przeleciał mi przed oczami. I tak z trzy razy. Zirytowana tymi nieostrożnymi osobami, odwróciłam się. Ohoho, Daniel uciekający przed dwoma typami o niecodzienny widok! Ale czemu ja zawsze na niego trafiam? Świat jest wielki przecież, a ja tylko na niego się natykam! Widząc ich znikające sylwetki, popędziłam do lasu, bo tam właśnie poszli. A gdy tam dotarłam, widziałam tylko tych trzech panów, którzy dosyć energicznie o czymś rozmawiających. Nie wydawałoby mi się to dziwne, gdyby nie ta gonitwa i przekleństwa rzucane po każdym jednym słowie. wyprostowałam się, myśląc o jakiejś interwencji, jednak mój "przyjaciel" szybko sobie z nimi poradził...W bardzo nietypowy sposób. Znaczy jednym z nich. Po prostu...widziałam tylko jego ciało, bezwładnie leżące na ziemi. Ale trudno jest widzieć takie rzeczy, gdy w zasięgu wzroku masz tylko drzewa. Drugi, niespodziewanie wyciągnął...Broń!?
Zatrzęsłam się. co ja mam robić?! On go zabije! Szybko oddychając, rozglądnęłam się za jakąś pseudo bronią. Ale jedyne co widziałam to patyki i...Łom! Co tu robi łom?! Sięgnęłam za nim i po chwili trzymałam go. Zacisnęłam na nim ręce i skradając się, starałam się zbliżyć o tych dwóch. Nie zwracałam uwagi na ciało, leżące kilka metrów ode mnie. Teraz wstrzymałam oddech, chcąc zachować spokój, co było trudne, gdyż broń, którą trzymał starszy od Daniela mężczyzna, latała w jego ręku jak szmaciana lalka, gotowa wystrzelić w pierwszy lepszy cel. Jednak udało się. Wzrok chłopaka powędrował na mnie. Nie krył swojego zdziwienia. Widząc to, mężczyzna trzymający tą zabójczą rzecz, odwrócił się, a ja w tym czasie szybko schowałam się za jednym z drzew. Poskutkowało. Znów się zbliżyłam, dając Danielowi znak by siedział cicho.
Raz, dwa, trzy, umierasz ty! Zawołałam w myślach i z całej siły wycelowałam w tego szaleńca. Na moje nieszczęście, nie trafiłam...Wpatrywałam się w niego z przerażeniem. Wycelował we mnie broń, coś krzycząc.
- Zostaw ją!- Usłyszałam głos z przodu. W tym momencie wystrzelił, jednak chybił. Spojrzał na pistolet. Wykorzystując chwilową nieuwagę, sprzedałam mężczyźnie kopa w krocze i pięknego sierpowego. Gdy zaczął z bólem ześlizgiwać się w dół, odebrałam mu broń i schowałam do kieszeni.
No co? Mu już nie będzie potrzebna...
Chciał coś jeszcze zrobić ostatkami sił, ale nie zdążył, gdyż dostał jeszcze jeden cios, tym razem nie ode mnie.
- Biegnij!- Poderwałam się i spojrzałam na Daniela. Słychać było ludzi, którzy chyba szli w naszą stronę.
Staliśmy tak, szukając drogi ucieczki. Nagle, poczułam ucisk na ręku. Chłopak złapał mnie i biegliśmy wprost na tych...tych...Ludzi. Jednak zgrabnie ich ominęliśmy, co nie znaczyło, że przestali nas gonić. O nie, nie...Zawrócili.
- Szybciej!- Jęknęłam.
- Nie marudź!
Odkrył swój motor i podał mi kask. Bezpieczeństwo przede wszystkim!
Mieliśmy odjechać, ale zostaliśmy okrążeni.
- Tam.- Pokazałam otwór między ludźmi. Na pełnym gazie pojechaliśmy w stronę leśnej drogi, po której jechało się ciężko, ze względu na motor. Nie był do tego przystosowany, a mimo to, jako tako posuwaliśmy się na przód.
Obyśmy się nie zgubili...Przeszło mi przez myśl.
<Daniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz