sobota, 5 listopada 2016

Od Cheolsun'a C.D Ivana

 Spojrzałem na kartkę z wypisanymi cyframi na niej, biorąc swój plecak i schowałem ją do kieszeni, łapiąc za klamkę
 - Dobranoc - odpowiedziałem, nie zwracając uwagi czy chłopak w ogóle mnie usłyszał i wyszedłem z jego pokoju, zamykając powoli za sobą drzwi.
 W drodze do pokoju zapisałem kontakt w telefonie, co zajęło mi ją prawie całą, ponieważ długa ona nie była. Wszedłem do środka, przebierając się tam w piżamę i podnosząc słuchawki ze stolika, podłączając je do telefonu, włączając następnie muzykę. W ten sposób będąc gotowym do spędzenia kolejnej bezsennej nocy, słuchając muzyki wyszukałem odpowiedni kontakt i napisałem krótką wiadomość do Ivana z treścią "Czas mam zawsze. Cheolsun" i bez większego zastanowienia wysłałem ją, wracając do wcześniejszej czynności, którą było siedzenie opartemu o ścianę i przy okazji patrzenie się w pustą przestrzeń, wsłuchując się w każdy lecący po kolei utwór.
___

 Po raz kolejny tej nocy, patrzyłem na numer należący do Petersova, ale zawsze gdy zamierzałem już coś do niego napisać, usuwałem to, a tym bardziej widząc na telefonie godzinę 3:37, która do najlepszych nie należy. Chwilę potem za to jak poparzony szukałem jakiegoś napoju energetycznego, który powinien tutaj być. Na momenty gdy oczy zamykały mi się niemiłosiernie mocno, potrzebowałem tego pobudzenia przynajmniej na jakiś czas, a zawsze coś dawało, więc nie wątpiłem, że pomoże. Natrafiając dłonią na metalową puszkę, wyjąłem ją z szuflady i otworzyłem, dość łapczywie biorąc pierwszy, spory łyk i odkładając ją na bok, przełączając z wolniejszej piosenki, na bardziej wyższą, która ma większe szanse na utrzymanie mnie na nogach. Przy okazji, wstałem z łóżka i przejrzałem szafę w poszukiwaniu jakiś ubrań na jutro, przez co skończyło się na białej, niewiele przydużej koszuli i równie luźnych jeansowych spodniach, a o butach to niezbyt myślałem w danym momencie. Złożyłem ubrania i położyłem je na krzesło obok biurka, powtarzając tą czynność potem jeszcze parę razy, dla zajęcia czasu przez co zacząłem przyglądać się swojemu pokojowi i zauważać w nim panującą pustkę. Fakt, znajdowały się w nim moje osobiste rzeczy, ale jednak coś było takiego, że wydawał się jakby brakowało mu własnej osobowości, gdzie ze mną nie było inaczej, ale czy robiłem coś, aby to zmienić? Nie. I to był prawdopodobnie główny problem, ale nie było mi do tego śpieszno i wolałem zostać pod tym obrazem nieodzywającego się chłopaka, nierzucającego się w oczy, tyle mi wystarczało.
 Sam sobie przerwałem przemyślenia, odkładając ubrania po raz ostatni i wracając na łóżko, zostając tam w pozycji leżącej, opierając głowę na poduszce i tępo patrząc w sufit, wracając do słuchania muzyki. Obróciłem lekko głowę na bok, splatając dłonie na klatce piersiowej i sięgnąłem dłonią po napój energetyczny, biorąc kolejny haust z puszki. Spojrzałem przy okazji na godzinę, gdzie przy szukaniu energetyka, wybraniu ubrań i złożenia ich oraz rozłożenia ponad dziesięć razy, zleciało mi do godziny czwartej. Czyli jeszcze dwie godziny do możliwość wyjścia bez większego stresu z pokoju, ze względu na brak całkowitej ciszy na korytarzach akademii.
___

 Po kolejnych godzinach, moje słuchanie muzyki przerwał numer dzwoniący na mój telefon, który dość sprawnie odebrałem, nie zwracając uwagi na nazwę kontaktu
 - Halo? - powiedziałem, przecierając oczy i rozglądając się po pokoju.
 - O której kończysz dzisiaj zajęcia? - spytał znajomy głos, który przez wczesną porę był ciężki dla mnie do rozpoznania.
 - Ech... - zaciąłem się na moment, myśląc o moim planie lekcji - Około czternastej - odpowiedziałem w końcu, słysząc wcześniej już poirytowane westchnięcie z drugiej strony telefonu.
 - Dobra, bądź na stołówce o 15:20 - nim zdążyłem powiedzieć coś więcej, chłopak się rozłączył, a w słuchawkach z powrotem leciała muzyka.
 Zatrzymałem utwór, odkładając telefon na bok i idąc z wcześniej wybranymi ubraniami do łazienki, gdzie wykonałem poranną toaletę, która zajęła mi jakieś kolejne dwadzieścia minut. Po tym czasie wyszedłem z łazienki i podniosłem swój plecak, drapiąc się po obojczyku i wsunąłem na stopy jeszcze miodowe timberlandy, wiążąc je. W takim stanie wyszedłem z pokoju, ponawiając rutynę z wczoraj, czyli podróż do sklepu po kawę lub napój energetyczny, wrócić do szkoły na lekcje i co bym zrobił zwykle, to powrót do pokoju, ale dzisiaj nie było mi to dane.
 Trzymałem ciepły kubek w jednej dłoni, obserwując życie na korytarzu w trakcie kierowania się w stronę sali od geografii. Przyłożyłem napój do warg, biorąc jeden łyk i wchodząc do chwilowo pustej klasy, siadając w jednej ławce z tyłu, gdzie po chwili zaczęli zbierać się ludzie, na samym końcu wspólnie z profesorem Rohanem, który w szybkim tempie rozpoczął swoje zajęcia.
___

 Od jakiś piętnastu minut siedziałem już na stołówce, w swoim własnym tempie jedząc wybrane jedzenie z opartą głową na jednej dłoni. Mimo panującego hałasu dookoła, ja i tak uważałem, że jest spokój, bo nikt nie naruszał mojej przestrzeni. Nie na długo, ponieważ prawie równo w czasie do stolika przyszedł Ivan. Podniosłem na niego wzrok, widząc, że robi to samo co wczoraj, czyli studiuje zapewne to, co mam na sobie. Spuściłem wzrok ponownie na talerz, drapiąc się po obojczyku
 - Możemy już iść? - spytałem, zamierzając wstać od stołu - I to spojrzenie jest niepotrzebne - burknąłem pod nosem, odsuwając od siebie tacę, na której zostało wciąż trochę jedzenia.

[ Ivan? ] 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz