- Zjedz - mruknąłem zerkając na prawie nieruszony talerz chłopaka - Nie będę pracował z kimś kto będzie mdlał co dziesięć minut - mruknąłem bawiąc się skrawkiem własnej koszuli - Nie jest? Chyba nie wiesz co mówisz. Wystarczył Ci jeden dzień ze mną byś zaczął ubierać się znacznie lepiej - wzruszyłem ramionami, jakby obojętny i wysunąłem przed siebie długie nogi. - Jedz. - powtórzyłem zerkając na chłopaka z niechęcią. Obserwując jak Cheolsun wmusza w siebie kolejne frytki z czymś czego nazwy jakoś nie znałem zatopiłem się w myślach o projektach...
- Zawsze możesz poprosić o pomoc kogoś innego - warknął buntowniczo, jakbym właśnie potraktował go jakąś obelgą.
- Mogę. Jedz - oparłem łokcie na blacie i pięściami podparłem swoje policzki czekając aż z talerza Azjaty zniknie cały posiłek.
- Ty nic nie jesz? - spytał po raz kolejny przeciągając naszą dyskusję. Spojrzałem na wargi chłopaka, lekko drżące, co chwila je przygryzał, jego dłonie również drżały. Zastanawiałem się czy to z wycieńczenia czy z nerwów wywołanych pracą, do której go namawiałem. Nieco mnie to zbiło z chęci i motywacji, przez co poczułem się tak jakbym go po prostu męczył.
- Pomóż mi dzisiaj ostatni raz, skoro to dla Ciebie aż taki problem, więcej nie musisz przychodzić - mruknąłem odwracając od niego wzrok.
Nawet straciłem ochotę na to by z nim pracować, coś co miało przynosić i przyjemność i korzyść, niektórym nie miało nikogo ranić. Odczekałem jeszcze dwie minuty i wstałem ignorując chłopaka, wiedziałem, że za mną pójdzie. Ciche kroki Azjaty rozchodziły się po korytarzu jakby głośniej niż ostatnio, dźwięk ten przypominał mi jak bardzo nie chce ze mną iść. Wlókł się po drewnianej podłodze, ciągnąc za sobą nogi, które widocznie zamierzały pójść w drugą stronę.
W pokoju znalazłem się pierwszy, zgarnąłem wiszącą na krześle marynarkę, bufiastą koszulę i spodnie i podałem je czarnowłosemu. - Przebierz się, ja tu ogarnę - mruknąłem patrząc na panujący wszem i wobec bałagan. Nic dziwnego, że nie chciało mu się tam wchodzić. Kończyłem właśnie ścielić łóżko gdy z mojego telefonu wydobył się dźwięk przychodzącego sms'a.
Od: Chris,
Mam to o co prosiłeś, o północy bądź za parkingiem.
Uśmiechnąłem się do siebie, nieco się rozluźniając. Nie mogłem się wyprzeć, cieszyła mnie ta wiadomość, Cheolsuna ucieszy pewnie jeszcze bardziej, gdy dowie się, że nie musi się już ze mną tyle użerać.
- Już? - zerknąłem na chłopaka. Jego niedbale ułożony kołnierz niemal krzyczał o poprawę. Zbliżyłem się do niego do chłopaka i obserwując jak nerwowo przełyka ślinę ułożyłem jego kołnierz wokół karku.
- Czemu taki jesteś? Zachowujesz się jakbym robić Ci krzywdę, przecież nie mam złych zamiarów - zacząłem rozmowę czując jak nurtująca nas obu cisza dobijała mnie.
Atmosfera w pokoju zdawała się być gęsta, przesiąknięta emocjami i niewypowiedzianymi słowami.
Wiele ukrywał...
Mógł się wypierać, że jest normalny, jak wszyscy, że się niczym nie wyróżnia. Próbował zachowywać się jak zwykły, szary człowiek. Nie błyszczał swoją osobowością, czy inteligencją przed innymi, nie próbował się popisać.
Był dziwny...
- Wydaje Ci się - zbył mnie krótko, na co mruknąłem z niesmakiem.
- Nie jesteś zbyt rozmowny, prawda? Nic dziwnego, nie ma z kim rozmawiać - nie pozwoliłem mu udzielić odpowiedzi, byłem jej pewien. Westchnąłem cicho i gdy przewinąłem przez materiał kolejną nitkę, poczułem jak ogarnia mnie znużenie. Oczy, dosłownie błagały bym je zamknąć, stając się tak ciężkie jakby ktoś przyczepił do nich sztangi. Przesunąłem palcem po materiale i próbując wyciągnąć z niego igłę, ukułem się w palec.
- Ała... - mruknąłem sam do siebie wracając do rzeczywistości.
- Wszystko dobrze? - spytał chłopak, który siedząc na kanapie obserwował jak kucając przed nim kończę swoje dzieło.
Musiało to wyglądać dość... zabawnie.
- Nie do końca. Wiesz, to na tyle sam sobie już poradzę, nie będę Cię na siłę do Ciebie ciągał. Oczywiście wspomnę, że to Ty mi pomagałeś - mruknąłem do chłopaka i obserwując jak wychodzi wkopałem się do łóżka.
Spać...
Byle do północy...
Cheolsun?
8v
Dupa Jasiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz