- A czemu nie? - odpowiedziałem pytaniem na jego pytanie, zachowując ten sam wesoły wyraz twarzy - Nigdy nic nie jesz, mało ważysz, nie dbasz o zdrowie i masz idealny wzrost - wymruczałem zatapiając nos w swoich notatkach.
- A czemu sam tego nie zrobisz?
- Bo to ma być ładne, a na mnie nawet worek z ziemniakami wygląda perfekcyjnie - posłałem mu pełen cynizmu, sarkastyczny uśmiech, który przeszył chłopaka, w taki sposób, że ten pobladł albo ze złości, albo z tych swoich słabości życiowych. - Zresztą co Cię to obchodzi? Przez najbliższe godziny to ja tu będę zadawać pytania. - podniosłem się z kanapy i rozejrzałem po pokoju. Wszystkie potrzebne przedmioty leżały na moim łóżku, błagając bym zaczął na nich pracować.
Uśmiechnąłem się do siebie z przekąsem i złapałem za małą, żółtą metrówkę leżącą na stole.
- Wstań, muszę wziąć pomiar - zawsze gdy rozpoczynałem pracę, wstępował we mnie idealny spokój, skupienie brało górę nad wszystkim innym, a moja wiecznie radosna strona ulatniała się ustępując miejsca tej dorosłej. Zwróciłem zniecierpliwione spojrzenie na chłopaka, który patrzył na mnie, jakbym właśnie oszalał. - No wstań, nie mam zamiaru Cię obmacywać - mruknąłem, lekko już zażenowany powściągliwością chłopaka, który dokładał wszelkich starań by utrudnić mi moją pracę. Wstał wlekąc za sobą resztę ciała. Zacząłem mierzyć każdą poszczególną część ciała chłopaka, za każdym razem niemal błagając by dał mi sprawdzić jeszcze jeden szczegół.
Naprawdę mnie drażnił...
-Koniec, masz przebierz się w to - rzuciłem chłopakowi garnitur trzymając w zębach małą, srebrną igłę a w rękach, złoty pas, którym zamierzałem przeszyć marynarkę. Czarnowłosy patrzył na mnie nie zrozumiale, w efekcie czego z głośnym "jeeeeny" przyłożyłem sobie dłoń do czoła, wskazując mu dłonią łazienkę.
Opuścił ją po długich piętnastu minutach w ciągu, których niemal kompletnie straciłem swoją cierpliwość.
- Dłużej się nie dało? - warknąłem zaciskając dwa palce na czubku swojego nosa. Zlustrowałem chłopaka wzrokiem, wszystko dobrze na nim leżało, nic nie wisiało, ani też nie było za małe.
- Nie ukłuj mnie - burknął cicho, gdy zbliżyłem się do chłopaka z pudełkiem wypełnionym igłami. Przewróciłem oczami z wrednym chichotem przez chwilę mając ochotę powbijać mu je wszystkie w kolano.
Przesunąłem dłonią po materiale, wzrokiem nakreślając miejsca, konieczne do wycięcia, po czym instruując Azjatę jak ma ustać zacząłem wycinać odpowiednie partie materiału.
Praca, gdy jak się potem okazało Cheolsun, w końcu się przełamał szła jak należy. Chłopak nieco nadrobił w moich oczach gdy przestał marudzić i mimo późnej godziny wytrwale pomagał mi w dokończeniu drugiego stroju.
- To na tyle - mruknąłem wyrzucając do kosza pudełko po pizzy, pierwszej rzeczy jaką miałem w ustach w ciągu dwóch ostatnich dni. Zgarnąłem z biurka małą karteczkę i długopis zapisując na niej dziewięć cyfr.
- Masz, to mój numer. Napisz do mnie jak wrócisz z pokoju, a odezwę się do Ciebie rano. Dobranoc - rzuciłem i zgarniając piżamę z końca kanapy wszedłem do łazienki, nie czekając aż chłopak wyjdzie z pokoju.
Cheolsun?
Ten brak weny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz