sobota, 5 listopada 2016

Od Daniela cd. Kayline

Ja ją zabije. Uduszę tę dziewuchę. Wyssę z niej energie przy pierwszej lepszej okazji!
Dziewczyna mnie zdenerwowała. Po co ona w ogóle się w to mieszała? Teraz nie tylko będę musiał uchronić swoją du*ę, ale i jej! Mam ich dosyć! I tą babę i tamtych idiotów! W ogóle po co oni zaczynali? W ogóle po co ja tam szedłem?! Dlaczego nigdy nie potrafię panować nad agresją?!
Jechałem jak szalony. Najpierw po ulicy, a potem wjechałem w las. Zatrzymałem się dopiero nad jeziorem, w którym byliśmy jakiś czas temu. To to samo miejsce, do którego Kayline chciała przyjechać,a  potem wrzeszczała na mnie, abyśmy stad odjechali. Gdy to sobie przypomniałem, zrobiłem się jeszcze bardziej wkurwiony. Zsiadłem z motoru i po prostu rzuciłem kask na ziemię. Dziewczyn zsiadła druga i o wiele spokojniej, odkładając kask na siedzenie.
- Skąd ty się tam ku*wa wzięłaś? - nie miałem zamiaru udawać, że wszystko jest spokojne. Krew się we mnie gotowała, zamieniając się w czystą lawę.
- Uciekałam przed policjantami i... po prostu przypadkiem... - wytłumaczyła mniej więcej. Jej głos był spokojny, ale jej aura była fioletowa. I dobrze. Niech się boi.
- To po co się w to mieszałaś?! - krążyłam w te i we w te jak szalony. Wzrok miałem wbity w ziemię, w niebo, w nią, na motor, na jezioro... patrzyłem wszędzie. Musiałem być ostrożny. Jeśli nas znajdą, nie mam szans. Bez pożywienia się Luksjaninem nie pokonam takiej gromady ich samych. Dziewczyna mi w niczym nie pomoże, jedynie wszystko pogorszy. Ona ich tym bardziej nie pokona.
- Bo miałeś kłopoty! - podniosła ton, na co przystanąłem i się odwróciłem w jej stronę.
- I to był ten powód?! - sam w to nie wierzyłem. - Od kiedy w ogóle ktoś się mną przejmuję?! - krzyknąłem pytając o to jakby cały świat. Milczała. Podszedłem do niej bliżej. - Teraz to ja będę musiał pomóc tobie! - warknąłem. Widocznie ona nic nie rozumiała.
- W czym? - jej głos był cichy. Zmarszczyłem brwi.
- Żebyś kur*a nie zginęła! - denerwowała mnie. Odsunąłem się od niej i podszedłem do brzegu zaciskając pięści. Nie miałem ochoty na wyssanie z niej energii. Chciałem ją zabić. Kayline znowu milczała.
- Nie ważne kto mnie będzie chciał zabić, poradzę sobie - powiedziała stanowczo, a ja ją uznałem za największą idiotkę na świecie.
- Jestem od ciebie silniejszy i starszy, a jakoś mi musiałaś pomóc, bo byłem w rzekomym niebezpieczeństwie - tym razem się na nią nie wydzierałem. Po prostu byłem zażenowany.
- Ale on by cie zastrzelił?! - odparła to w taki sposób, jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie. A było wręcz przeciwnie.
- Posłuchaj mnie - odwróciłem się w jej stronę i już się uspokoiłem. ale to ne znaczy, że miałem ochotę jej skręcić kark i wrzucić do tej wody, aby nikt nie znalazł jej ciała i mi niczego nie udowodnił. - Nie zabiłby mnie, bo go znałem. Był na to za słaby, dlatego nie strzelał w ciebie, tylko obok! - warknąłem rozwścieczony, jakby samo mówienie o tym było denerwujące. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale tylko wyjąkała coś niezrozumiałego.
- Skoro tak ci działam na nerwy, bo chciałam ci pomóc, to dlaczego niby masz mnie teraz ratować przed czymś, przed czym rzekomo nie dam rady? - założyła ręce na piersi.
Westchnąłem zrezygnowany. Jedynym sposobem aby jej to wytłumaczyć, było powiedzenie jej prawdy. A tego bym chciał uniknąć. Ale jeśli tego nie zrobię, ta odejdzie i od razu zginie. A dlaczego mi tak zależało, aby utrzymać ją przy życiu? Bo nienawidziłem Lukcjanów i nigdy bym nie pozwolił im na taką przyjemność!
Zdenerwowany zmieniłem się w cień i w sekundzie znalazłem się przy niej. Poczułem jak się wzdryga. Nachyliłem się nad nią.
- Posłuchaj, jeśli chcesz ku(wa o tym wiedzieć, to nigdy w życiu nie możesz temu powiedzieć. Nikomu! Nawet tym, którzy są tacy jak ja czy oni. Nigdy! Jeśli tak, zabije cię bez mrugnięcia okiem. Zrozumiałe? - nachyliłem się nad nią tak, że nasze twarze dzieliły centymetry. Jej aura znowu była fioletowa, ale jednak to skinęła twierdząco głowa. - Nie kiwaj głową, tylko odpowiedź! - warknąłem.
- Tak... - jej głos bł cichy. Nakazałem jej siąść, co wykonała. Odszedłem od niej parę kroków i postarałem ochłonąć, aby moje słowa tworzyły sensowne zdanie, a nie kompletną porażkę.
- Na ziemi istnieją nie tylko ludzie tacy jak ty, że mają jakieś super moce i takie tam - zacząłem. - Przybyli także na Ziemię tak zwany "kosmici". Arumianie i Luksjanie. Są to wrogowie od wielu lat, ponieważ Luksjanie zniszczyli naszą planetę. Ja jestem Arumianinem i mogę wyssać energię z każdego żywego ciała, które daje mi siłę. Widzę twoją aurę, jestem szybszy od dźwięku i zamieniam się w cień. Luksjanie to ludzie "żarówka" - tak ich nazywałem. - Świecą i oślepiają ludzi. Mogą rzucić w ciebie kulą światła, która odbierze ci energię życiową i zabije od razu. Jednak oni nie potrafią zbierać tej energii w sobie, dzięki czemu jesteśmy od nich silniejsi, szybsi, zwinniejsi. Tamci ludzie byli właśnie Luksjanami. Zaatakowali mnie w miejscu, gdzie jest to zakazane. Wyrzucili cała naszą trójkę. Wybiegłem w las, a oni za mną, bo chciałem się nimi pożywić. Niestety oni wzięli za sobą posiłki i wtedy ty się zjawiłaś. Będą chcieli cię zabić, bo byłaś tam wtedy i wiesz, co się stało - skończyłem. Odwróciłem się do niej plecami i wpatrywałem się w tafle wody. - A nie chcę, aby cię zabili, bo to jest ostatnia rzecz, jaką bym podarował Luksjaninom - radość zwycięstwa - dodałem na sam koniec.

<Kayline? Rozumiesz coś? Jeśli nie, daj znać, wytłumaczę>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz