sobota, 5 listopada 2016

Od Kayline cd. Daniela

Dalej siedziałam, wsłuchując się dokładnie w każde słowo przez niego wypowiedziane. gdy skończył, w ciszy wpatrywałam się w jego plecy. Jest tym...tym Arumianinem,widzi aury innych, potrafi wyssać duszę z każdej napotkanej osoby, a ja jestem w niebezpieczeństwie, bo tamci mnie widzieli...Ci Luksjanie. wrogowie, którzy mają do nich podobną moc wysysania życia, ale nie umieją jej "zachować", przez co Arumianie są od nich lepsi. W co ja się wmieszałam...
Na zewnątrz nie wypowiedziałam ani jednego słowa, natomiast w środku krzyczałam najgłośniej jak potrafię. Chciało mi się płakać i jednocześnie pozabijać wszystko co mi w ręce wpadnie. W tej sytuacji byłam bezsilna. Mówiąc "poradzę sobie". wiedziałam, że tak nie będzie. Kompletnie nie wiedziałam, co robić...Poczułam jak moje ciało gwałtownie drga. Zsunęłam się z motoru, na którym siedziałam i podkuliłam nogi. Po chwili, poczułam łzy spływające po moich policzkach. Schowałam głowę w kolanach, wydobywając z siebie cichy szloch. Mocno zamknęłam oczy.
- Kayline.- Usłyszałam głos chłopaka.
- Zostaw mnie.- Mruknęłam, odsuwając się do tyłu.
- Ja? Czyli to teraz moja wina?!- Podniósł głos, na co drgnęłam. Nie lubiłam, jak ktoś z kim rozmawiam, zaczyna wrzeszczeć. To powodowało we mnie coś jak strach...A raczej obawę. Nigdy nie umiałam sensownie wyrazić, co czułam.
Usiłowałam wstać, jednak nogi się pode mną ugięły, przez co oparłam się o pojazd.
-.Nie krzycz... Uciekałam, aż dotarłam tam. Jakiś taksówkarz mnie tu przywiózł, a że przebiegłeś mi prosto przed nosem, a za tobą ci faceci, chciałam zobaczyć o co chodzi. Ten drugi miał broń. Nawet, gdybyś nie chciał,on prędzej by cię zabił...Wiem o tym.- Szepnęłam, obejmując się rękami.
- On by mnie- Zaczął, jednak podeszłam na tyle blisko, by mu przerwać.
- Nie chciałam, by zrobił ci krzywdę. A mógł. Serio. Wiem o tym, ale nie umiem tego wyjaśnić. A zresztą...Gdy tylko wrócę, oni mnie zabiją!Bo starałam się pomóc!- Wykrzyczałam ostatnie zdanie. Nie dla tego, że byłam na Daniela zła...no, może trochę. Ale też  dla tego, że miałam tego dość. Zawsze, gdy tylko staram się komuś pomóc, jest źle...
Wróciłam na swoje poprzednie miejsce, pozwalając, aby łzy dalej leciały wystruganymi przez siebie ścieżkami. czując, że zaraz wybuchnę, wytarłam oczy o rękaw i zaczęłam gorączkowo szukać tego przedmiotu. Mówiąc przedmiot, mam na myśli broń. Wyciągnęłam ją i skierowałam przed siebie.
- Co ty robisz?! Dawaj to!- Chłopak, chcąc zabrać mi ją, podbiegł do mnie. Robiąc zwinny unik, ominęłam jego rękę. Sprawdziłam magazynek...Był prawie pełny.
- Daniel, co ja mam robić?- Spytałam, nawet, jeśli brzmiało to głupio, miałam nadzieję, że on coś wymyśli. Głos mi się łamał za każdym razem, gdy chciałam coś powiedzieć.
- Było się w to nie mieszać.- Prychnął, odwracając się ode mnie. Był zły.To było widać na kilometr...
- Musisz być na mnie zły tylko dla tego, że chciałam pomóc?! Skąd miałam wiedzieć, skoro nie chciałeś mi nic powiedzieć?! Zawsze jest tak samo. Chcę dobrze, a wychodzi jak zawsze!- Wydarłam się, powodując echo. Chciałam uciec. Uciec stąd jak najdalej...Tylko robię wszystkim problemy. Chciał coś powiedzieć, jednak znowu mu przerwałam.- Jeśli tak ci przeszkadzam, to sam mnie zabij.- Wyciągnęłam w jego stronę rękę z bronią, na co się skrzywił. Po chwili czekania, schowałam pistolet z powrotem do kieszeni i zaczęłam kierować się w stronę pomostu.- Boję się...- szepnęłam niemal niesłyszalnie ,przyznając to przed  samą sobą. Myśl Kay, myśl...Sama nie dasz im rady. Zabić ich? Ciekawe czym...Jesteś tylko człowiekiem z jakąś tam mocą, a oni potrafią kiwnąć palcem i zabiją cię w sekundę.

<Daniel? Coś tak rozumiem, ale jak się mylę, daj znać>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz