niedziela, 6 listopada 2016

Od Ivana C.D Cheolsuna

Wypuściłem powietrze z ust, na chwilę przerywając ciszę, która otoczyła nas ciężką gęstwiną, nie wiedziałem co mam mu powiedzieć.
To wszystko nie tak miało wyglądać...
Zbliżyłem się do Azjaty, siadając przed nim na miękkim dywanie, oparłem dłonie o własne policzki i westchnąłem, robiąc jakąś dziwną, bliżej nieokreśloną minę.
- Dobrze. Przeproszę Cię, jeśli obiecasz, że zapomnisz o tym co widziałeś wczoraj i nigdy, ale to nigdy nie będziesz się wtrącał w nie swoje sprawy. - mruknąłem, teraz już patrząc na niego z kompletną powagą. Musiał zrozumieć, że to o czym mówiłem to nie jakiś banalny żart dzieci z gimnazjum, nie chciałem by ktoś przez moje czyny ponosił konsekwencję. Zerknąłem na chłopaka, który z zamyślonym wyrazem twarzy w głowie szukał słów by mi na nie odpowiedzieć, lecz ten zaparł się honorem i mrukną ciche "ok" odwracając wzrok.
- Przepraszam... - szepnąłem pozwalając by na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, rozpromieniający nieco, smutną atmosferę pokoju. - Wracając do tematu... Musisz w końcu ubrać się jak człowiek. - z zamyśleniem i błyskiem w oczach przyskoczyłem do szafy chłopaka, biorąc się za wywalanie ubrań na podłogę.
- Co Ty robisz? - mruknął jak nastolatek, któremu rodzice właśnie zabrali telefon.
- Nie będziesz w tym chodził - wzruszyłem ramionami obojętny na jego zaprzeczenia i protesty, nie mogłem pozwolić by ktoś z kim pokazuję się w szkole, będzie chodził ubrany jak bezdomny.
To mi zniszczy reputację.
- Widzę dobry humor wrócił - stwierdził cynicznie czarnowłosy, zbierając z ziemi wyrzucone przeze mnie ubrania, w odpowiedzi jednak wyszczerzyłem zęby w wrednym uśmiechu i wyciągnąłem w stronę chłopaka trzy rzeczy:
Czarną koszulę z kołnierzem, we lekki złoty wzór, ciemną grafitowy, zamszowy płaszcz i czarne przylegające jeansy.
- Załóż to, tamto wyrzuć, nad resztą się zastanowimy. Dzisiaj sobota, więc idziesz ze mną do galerii dokupić rzeczy do kostiumu - wyrzuciłem już w pustą przestrzeń korytarza, pędząc do swojego pokoju, pewien jednak byłem, że Cheolsun nadal mnie słyszy, po wejściu do pokoju zgarnąłem z szafy pierwsze lepsze ubrania i wpełzłem do łazienki by odbyć swoją półgodzinną rutynę toaletową.
Z zaskoczeniem zauważyłem znajomą sylwetkę siedząca na moim łóżku z telefonem w dłoni.
Znajomą, ale lepiej ubraną.
- Widzę bezczelność już po mnie przejąłeś - mruknąłem zaplatając słonie na klatce piersiowej tak, by nie pognieść czarnej koszuli. Kąciki ust chłopaka uniosły się w górę ukazując pełen pewności siebie uśmiech, kompletnie nie podobny do jego osoby. Przewróciłem oczami i wyszedłem z pokoju, zgarniając po drodze portfel i telefon wiedząc, że Azjata i tak pójdzie za mną.
- Czego tak właściwie szukamy? - spytał równając ze mną kroku.
- Czego? - zawtórowałem mu - Okaże się - wzruszyłem ramionami, wywołując w nim spore zaskoczenie.
- Zawsze tak robisz? Jak coś projektujesz? Bez żadnego planu, koncepcji?
- Mam plan, wszystko zaprojektowałem teraz muszę tylko kupić resztę materiałów, przecież mi pomagałeś - zatrzymałem się i odwróciłem do ciemnowłosego stukając go lekko pięścią w czoło.

***

Droga do galerii była ciężka i trudna. Pogoda nie sprzyjała gdy jesienny wiatr wiał w oczy, zwalniając nasze tempo. Mimo to zmęczeni i mokrzy od lejącego deszczu dotarliśmy do ogromnego, kuszącego ciepłem i barwnymi kolorami budynku.
- Cholera jasna, moja kurtka - warknąłem wściekły strzepując krople z grubego materiału w męskiej toalecie. Zawinąłem ubranie wokół materiału i z impetem otworzyłem drzwi, zatrzaskując je za sobą. Czułem jak mokre włosy przyklejają mi się do czoła tracąc swoją objętość i blask. Co więcej rozbawienie na twarzy towarzyszącego mi chłopaka, wcale nie przyprawiało mnie o lepszy nastrój.
- Spadaj - burknąłem wkurzony lekko odpychając go w prawo.
- Daj spokój - zaśmiał się. Bezczelny. - Gdzie idziemy? - spytał, obrażony jednak nie udzieliłem mu odpowiedzi, a nie czekając na chłopaka ruszyłem do odpowiedniego sklepu.
- Potrzymaj- rzuciłem chłopakowi luźny podkoszulek ciemnego koloru dobierając pod niego pasek do spodni. Po sklepie krzątaliśmy się może z godzinę, w następnym prawie dwie i w jeszcze paru innych...
W końcu obładowani zakupami opuściliśmy ostatni z naszych celów. Szarówka na zewnątrz zniechęciła mnie do wyjścia. Nie miałem ochoty znowu moknąć na deszczu tym bardziej, że moje ubrania i tak były w opłakanym stanie, nie chciałem ich pogarszać.
- Chcesz coś zjeść? - spytałem zachęcając chłopaka lekkim szturchnięciem w łokieć - Albo nie. Ty chcesz coś zjeść - zadecydowałem za niego i idąc raźnym krokiem przez ogromną galerię skierowałem się do bardzo popularnej na skalę światową restauracji kuszącej wyglądem, zapachem i....
Tak, tak poszliśmy do maka.
Siedząc przy jednym ze stolików obserwowałem jedzącego chłopaka, samemu czekając na zamówienie, nie był już taki spięty jak na początku, znaczy... Już się tak nie krępował, zresztą nieważne. Zaplotłem dłonie na stoliku i wtuliłem twarz w rękaw koszuli, czując wyraźne zmęczenie całym dzisiejszym dniem, gdy jakaś dziewczyna wymówiła właśnie mój numer.
- Brhmgyy - wymamrotałem zbyt zmęczony by wpaść na konkretne słowo opisujące swój stan i powlokłem ciało prosto do kasy. Blond włosa kobieta z szerokim uśmiechem, który zignorowałem wręczyła mi tacę z jedzeniem, a ja odpuszczając sobie zasady uprzejmości zgarnąłem od niej tacę i wróciłem do stolika.
- Smacznego - mruknął głos na przeciwko mnie. Skinąłem uprzejmie głową i zabierając się do jedzenia zerknąłem na ledwie tkniętą tacę Cheolsuna, który wyraźnie przestał już jeść.
- Maz to skończyć - mruknąłem ostrzegawczo - Jeśli nie chcesz bym narobił Ci wstydu na całe miasto - burknąłem cicho, obserwując jak chłopak mimo wszystko przełamuje się i kończy to co zaczął.
Sam więc chętnie poszedłem w jego ślady, pochłaniając swój pierwszy i pewnie ostatni posiłek tego dnia.
- Wracamy? - spytał Cheoś zaraz po wyjściu, na co niechętnie skinąłem głową. Pogoda była coraz gorsza, na dworze grzmiało i błyskało się co dla mnie stanowiło powód do strachu.
Nienawidziłem burz, tak bardzo się ich bałem...
- Wszystko dobrze?  - spytał Azjata, jego głos dzielnie walczył z pogodą. Pokręciłem jedynie przecząco głową, milcząc przez resztę drogi...

Cheolsun?
Spokojnie, to cisza przed burzą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz