środa, 2 listopada 2016

Od Daniela cd. Kayline

Odsłoniłem swój motocykl, założyłem kask i wsiadłem na niego. Przekręciłam kluczyki i wyjechałem na ulicę, tym samym włączając się do ruchu drogowego. Nie interesowało mnie gdzie oni podążali, kto jakie miał samochody, jakie marki, czy mieli jakieś problemy z policją czy Bóg wie co jeszcze. Zająłem się sobą i swoją drogą. Najpierw wstąpiłem do sklepu, gdzie kupiłem sobie trochę owoców oraz dodatkowy inhalator, ponieważ poprzedni znowu zgubiłem. A gdzie? Gdybym wiedział, bym go raczej odnalazł. Włożyłem owoce w siatce pod siedzenie, zajadając się wpierw kiwi. Mała zielona soczysta kuleczka, którą się powinno obierać, a ja ją wpierdzielałem ze skórką. I tak różnicy nie czułem. Inhalator także wsadziłem pod siedzenie i nałożyłem kask. Gdy zjadłem owoc wsiadłem na maszynę i ruszyłem dalej. Czułem na sobie czyjś wzrok, ale nie miałem ochoty stawać na środku jezdni i się rozglądać za moim obserwatorem. Jechałem przed siebie długi czas, aż nie wylądowałem w całkowicie innej dzielnicy. Co ja tu robiłem?
Polowanie... czas zacząć.
Miałem zamiar się pożywić. I nie człowiekiem, ale Luksjaninem. W tym miejscu znajdował się bar dla ludzi, Arumianin i naszych wrogów. Jednak tam bójki i mordowanie były surowo zakazane, tak więc musiałem poczekać. W środku napiłem się jakiegoś drinka, a potem wyszedłem na zewnątrz.

<Kayline? Brak weny. Podrzuć pomysł>

Od Kayline cd. Daniela

Znów otworzyłam oczy uświadamiając sobie, że zasnęłam. Było mi zimno, więc nawet nie chciało mi się myśleć o wstawaniu.
~Wstawaj leniu.~ Głos w mojej głowie wrzasnął tak mocno, że spadłam z łóżka i walnęłam o jego kant. Złapałam się za głowę z krzywą miną, po czym wstałam, starając się znowu nie upaść. Dach.
ubrałam się, już bez tego całego makijażu, wzięłam potrzebne rzeczy i torbę sportową. Mała, lecz pojemna.  Zamykając za sobą drzwi, spojrzałam przed siebie. A dokładniej na drzwi na przeciwko moich. Jest taki sam...Ludzie udają troskliwych, chcących ci pomóc, czy nawet dotrzymać towarzystwa, a potem bezlitośnie dźgają cię nożem. Złym pomysłem jest wyjawianie swoich tajemnic, bo zawsze znajdzie się ktoś kto je wykorzysta, nawet, jeśli będzie to twój najlepszy przyjaciel.
Odwróciłam się i wyszłam.
Skręciłam w lewo, na przystanek, który było widać już z daleka. Zajęłam miejsce na drewnianej ławce, kątem oka spoglądając na rozkład jazdy. Miałam jeszcze 10 minut...
Dalej myślałam. Przypominają sobie różne sytuacje z mojego życia, stwierdziłam, że niczym nie różnię się od innych. Lecz...nie do końca. I nie mówię tu o tym, że jestem jakimś ideałem, tylko że wszyscy ludzie których znałam byli tacy sami. Podli, udawali takich miłych i przyjaznych, a potem pokazują swoją prawdziwą twarz. Przez nich od razu wyrabiam sobie zdanie o danym człowieku, dając mu miano takiego jak inni.
W tym momencie nadjechał autobus. Za wcześnie, ale cieszyło mnie to. zajęłam miejsce na samym końcu, przy oknie. Podczas jazdy wpatrywałam się w widok za oknem, jednocześnie słuchając muzyki.

XxX

Oto i mój cel. Spojrzałam na wysoki, solidny budynek stojący przede mną. Światła w oknach były zgaszone, ale zauważyłam kilku strażników w środku. Drzwi wejściowe o dziwo były otwarte, więc bez problemu dostałam się do środka. Jeszcze kilka razy odetchnęłam i pobiegłam schodami do góry, po czym wsiadłam do widny. Nie napotkałam żadnego z policjantów, co było dużym ułatwieniem, ale i dziwną sytuacją. Czemu on jest tak mało strzeżony? 
Wyszłam z windy i skierowałam się do innych, krótkich schodów z drzwiami na szczycie.
Delikatni pociągnęłam za klamkę,  przez co powietrze dostało się do środka, robiąc niewielki hałas.
Przekroczyłam próg i uśmiechnęłam się. Przede mną było widać wiele budynków, parków, ludzi, aut i innych rzeczy.
Upuściłam torbę obok drzwi i poszłam do krawędzi dachu. Usiadłam, a nogi wyprostowałam na  niskim murku, który zajmowałam. No, nieźle...  
Wzrokiem przeanalizowałam całą okolicę. spoglądając na ulicę, ujrzałam znajomy motor. Potem, z jakiegoś małego sklepu wyszedł Daniel, trzymając w ręku siatkę.

<Daniel?>

Od Daniela cd. Kayline

Dziewczyna była zabawna. Na prawdę. Coraz bardziej mnie zaskakiwała. Uważała, że wszyscy ludzie są tacy sami, w tym ja. Czyli, że bezpodstawnie dała mi opinię "każdego". A ona zaś jest panią, władcą, boginią i uważa się za inną. To była na prawdę zabawne. Z jednej strony miała rację,  że była inna. Zazwyczaj gdy trafiałem na kobiety, były to egoistyczne królewny. A w tej chwili ona się taka ukazała, więc teraz miałem mieszane uczucia.
Przestałem się opierać i wróciłem do siebie, zdając sobie sprawę, że ona jednak nie jest inna, tylko taka sama jak wszyscy - uważają się za innych i lepszych. Ja się uważam za lepszego, bo nie jestem zwykłym człowiekiem z jakąś tam przypadkową mocą. A co do inności, to już nie ja w tym decyduje. Można pod rożnym kątem spojrzeć na człowieka - pod takim samym, jak na wszystkich się patrzy, albo innych.
Była późna godzina. Wziąłem szybki prysznic pod chłodną wodą, a potem już nie czekając ani chwili dłużej wskoczyłem do łóżka w bokserkach i zasnąłem.

Stanęliśmy na przeciwko siebie. Tylko ja i on. Sami na polu. Jeden cel - walka. Na śmierć i życie? Być może. Jeśli wpierw on nie ucieknie, bo ja nie mam zamiaru się poddać. Przygotowałem się. Byłem w stu procentach gotowy, tak jak on. Wiatr był po mojej stronie. Stanąłem w odpowiedniej pozycji, po czym zmarszczyłem czoło.
- Gotowy? - zapytałem.
Skinął głową. Obydwoje ruszyliśmy w tym samym momencie odbijając się tylnymi łapami od ziemi. Skoczył na mnie, ale ja zrobiłem szybki unik. Tym samym chciałem go uderzyć tylnymi łapami, jednak on odskoczył. Ruszyłem na niego biegiem, a gdy wylądowałem na nim, chwilę się zataczaliśmy po błocie, aż mnie nie ugryzł w szyję. Cicho zaskowytałem, po czym uderzyłem go pazurami po mordzie, tym samym zostawiając ślad na jego policzku. Puścił mnie, a ja go kopnąłem tylnymi łapami. Uderzył plecami o kamień, jednak się nie poddał. Skoczył na mnie, a ja przyjąłem jego atak. Otwarłem pysk i przejechałem kłami po jego twarzy, odgryzając tym samym część jego ucha. Usłyszałem cichy jęk bólu, a następnie sam go poczułem na przedniej łapie. Wgryzł mi się w nią, a ja byłem zmuszony drugą wydłubać mu oko, a następnie ugryźć go w szyję. Puścił mnie. Chwyciłem go za fraki i rzuciłem nim o drzewo. Usłyszałem chrupnięcie kości. Zacząłem biec za nim, jednak łapa mi w tym przeszkadzała. Wgryzł się głęboko, jeśli nie tknął kości. On sam zaś zaczął uciekać, chociaż z trudem. Przywalił głową o drzewo i teraz biegł, jakby był po alkoholu. Wiedziałem, że to nie był koniec...


Dopiero gdy otworzyłem oczy zdałem sobie sprawę, że walka pomiędzy dwoma wilkami na śmierć i życie była tylko wytworem mojego umysłu podczas snu. Spojrzałem na zegar. Była godzina 6:48. Położyłem jeszcze głowę na poduszce i po paru minutach zlazłem z materaca ze świadomością, że jednak już nie zasnę. Plan na dzisiaj? Hm...
Przejażdżka motorem i... polowanie.

<Kayline?>

wtorek, 1 listopada 2016

Od Devona do Ivy

Zwierzęta są lepsze od ludzi. Zawsze można na nie liczyć. Są milion razy bardziej empatyczne, wiedzą kiedy po prostu przyjść do ciebie i nic nie mówić, a kiedy szturchnąć cię w ramie i dać ci znać "nie smuć się, ja tu jestem". Wolę takie zwierzę od człowieka. Zdecydowanie.
Całą drogę powrotną do domu milczeliśmy, ciszę przerywały jedynie oddechy naszych czterokopytnych towarzyszy oraz śpiew ptactwa zamieszkałego w tutejszych lasach. Dzień zaczął się na dobre, co można było wywnioskować po bajecznej pogodzie. Na miejscu zostawiłem zwierzęta pod opieką Ivy, przęgącą się do roboty, samemu chcąc przyszykować coś do jedzenia. Padło na hamburgery oraz hot-dogi z grilla, którego wcześniej musiałem wyjąć ze starej szopy i dokładnie wyczyścić. Po wrzuceniu jedzenia na ruszt wróciłem do dziewczyny. Widząc jak siedzi przed siwym wałachem, dzierżąc dzielnie w jednej dłoni kopsytkę a drugą podtrzymując nogę zniecierpliwionego już zwierzęcia zastanawiam się o co chodzi. Całkiem pobladła skóra oraz zaczerwienione oczy dają znak do uruchomienia mojej czerwonej lampki w głowie. Odbieram przedmiot od Ivy po czym pomagam jej wstać. Syczy gdy dotykam jej ramienia. Tam musi leżeć problem, jednak na razie o tym nie wspominam i prowadzę ją do salonu.
- Dobra, pokaż to - rozkazuję wracając do niej z bandażem i środkiem dezynfekującym, kiedy ta siada na sofie. Wykrzywia usta, nadal próbując zamaskować swój ból, a wzrokiem unikając mojego spojrzenia. No cóż.
- Nie wiem o co ci chodzi - nawet mówienie sprawia jej ból. Wzdycham, po czym sam zabieram się najpierw za zdjęcie z niej bluzy, a potem bluzki. Dostaję porządny cios w brzuch, nim zdążam porządnie chwycić cieńszy materiał. Poprzez utkwienie swojego iście pytającego spojrzenia oraz podniesienia jednej brwi próbuję zrozumieć o co jej chodzi. Mam zamiar tylko opatrzyć jej to cholerne ramię, tak? - Daj to, sama sobie poradzę - niespotykana oschłość z jej strony daje mi do myślenia. Może faktycznie za bardzo się narzucam. Odstawiam bandaż i buteleczkę, po czym bez słowa wychodzę na zewnątrz, zerknąć na kolację. Będąc już za drzwiami słyszę głośne westchnięcie Ivy.
***
Stoję przy grillu sącząc ulubiony napój i wlepiając wzrok w taflę jeziora. Myśli zalewają mój mózg z prędkością światła, zdecydowanie potrzebuję nieco samotności do tych wszystkich przemyśleń. Po skończeniu grillowania pierwszej partii mięsa pozostawiam resztę do dokończenia na potem, a kilka gotowych kanapek na stoliku dla dziewczyny. Kończę zajmować się nadal stojącymi przed domem zwierzętami, po czym odprowadzam je na pastwisko. Oparty o ogrodzenie przyglądam się tarzającej się w trawie kasztance oraz spokojnemu, acz czujnemu wałachowi. Poniekąd oba przypominają mnie oraz Ivy. Wałach spokojny i zrównoważony, jednocześnie gotowy zaufać i współpracować. Kasztanka zaś narowista i spragniona wolności tak bardzo, iż nie zważa na nic więcej. Połączenie wybuchowe, z drugiej strony doskonale rozumiejące tą drugą stronę. Przecieram zmęczone oczy i postanawiam wybrać się na niewielkie odwiedziny. Siwek natychmiastowo zauważa mój ruch, i jakby czytając w moich myślach ochoczo do mnie podbiega. Głaszczę zwierzę po muskularnej szyi, chwilę potem zaczynając jednak kreślić małe kółeczka na skórze konia. Rozpoczynając od jednej z nóg, przesuwam się powoli, aż do samego łba. Zwierzę szybko reaguje na masaż, rozluźniając mięśnie i obniżając głowę, jakby do snu. Kiedy pod koniec faktycznie już zasypia podchodzi do mnie również zaciekawiona klacz. Odsuwa głowę od otwartej dłoni, nadal jednak stojąc tuż przede mną. Od razu, kiedy dostrzega kostkę cukru w mojej dłoni łapczywie podsuwa bliżej pysk, jakby zapominając o ostatnich kilku sekundach. Przeżuwając przysmak już spokojniej reaguje na moją obecność, dając się nawet pogłaskać. Odwracam się i odchodzę od zwierząt, chcąc dać im chwilę spokoju. Przy płocie stoi Ivy, bacznie obserwując każdy mój ruch. Jedną ręką trzyma bolącego ramienia. Opierając się o tą samą belkę tuż przed nią drastycznie zmniejszam między nami odległość, wywierając tym samym nieco presji na dziewczynie. W momencie obrzucony jestem przepraszającym wzrokiem, jakbyśmy dopiero co pokłócili się bóg wie o co. Ale nic takiego się nie stało, więc po co to wszystko. Oboje w tym samym momencie kierujemy swoje oczy w dół, o dziwo na moje ręce z palcami tańczącymi na drewnie.

I-I-I-Ivyyy? Ty wiesz co... ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)

Od Kayline cd. Daniela

Powiedzieć, czy może nie? Jaką mam pewność, że on dotrzyma słowa? 
- Daniel..-zaczęłam, wpatrując się w dół z obojętną miną. A przynajmniej starałam się, by ona taka była.- Nie mogę. Nawet gdybym chciała ci uwierzyć, nie mogę.  tu nie chodzi o to, że wiem, że na pewno złamiesz obietnice, ale na jakiś sposób pewnie to wykorzystasz.- Zakończyłam, wymijając go i zdejmując kurtkę, która chwilę później wylądowała na blacie.
- Czemu myślisz, że to wykorzystam?- Znów się do mnie zbliżył i oparł się o białą powierzchnię.
- Bo wszyscy ludzie są tacy sami?- Prychnęłam, chcąc znów go wyminąć. I udało się, jednak go to zirytowało. Zajęłam miejsce na łóżku, kładąc się na nim. Rękami zakryłam twarz.- Dla tego chcę, abyś ty pierwszy zaczął.
- W tedy to ty możesz to wykorzystać.- Odparł, wspominając moje poprzednie słowa.
Spojrzałam na niego z westchnieniem.
- Nie wiem czy wiesz, ale nie jestem taka jak inni...może kiedyś ci powiem.
- Ale chcę wiedzieć teraz.- Uparcie zaczął kręcić się po pokoju.
- Zaczynasz działać mi na nerwy. Mógłbyś łaskawie wyjść i dać mi spokój?-Spojrzałam na zegarek. było późno...sama wstałam i wyprowadziłam go z pomieszczenia, z lekkimi trudnościami. No bo...nie dość, że jest wyższy o głowę, albo i więcej, to jeszcze masywniejszy. Jednak udało się. Oparłam się o drzwi, a wzrok skierowałam na niego.
- Pa.- szepnęłam- i na razie nie pytaj o nic. Bo i tak ci nie powiem.No..może kiedyś. Ale pamiętaj o twojej obietnicy. Ja mówię, potem ty.- Zakończyłam lekkim uśmiechem i zamknęłam delikatnie drzwi. Chwilę stojąc, opierałam się o nie plecami. Kroki, które przed chwilą słyszałam, ucichły. Jestem padnięta. Kompletnie...
 Wróciłam na łóżko i rozłożyłam się na nim, rozprostowując ręce. Przymknęłam oczy. Świat jakby zaczął wirować, co wywołało u mnie cichy śmiech. To było przyjemne. Zaczęłam wyobrażać sobie jakieś...nieco dziwne rzeczy. jakieś zabawne historyjki, niektóre wymyślone, a niektóre z mojego życia. takie coś pozwoliło mi szybciej zasnąć, więc po kilkunastu minutach po prostu zasnęłam.

XxX

Otworzyłam oczy i prędko podniosłam się do siadu. O nie...Znów koszmar. Nie pamiętałam go. ale wiem , że byłam przerażona. Oddychałam głęboko, zamknęłam oczy i w głowie policzyłam do dziesięciu. Jest okej. Dziś nie miałam ochoty w ogóle wstawać z łóżka. A leżenie w nim cały dzień było tak cudowne! Ale nie...mam lepszy pomysł! z tego co wiem, prawie najwyższy budynek jest dzisiaj całkiem nieczynny. czemu by tego nie wykorzystać? Na przykład jakimś sposobem przedostać się na dach? To niezły pomysł. Czasem w dzieciństwie tak robiłam. albo sama, albo z braćmi.
Ułożyłam się na prawym boku i postanowiłam jeszcze chwilę poleżeć.

<Daniel?>