W pokoju momentalnie zawiało zimnym powietrzem, co zapewne było sprawione przeze mnie. Próbowałem nie ukazać jakichkolwiek emocji, zaciskając dłonie na cienkim materiale bluzki i przełknąłem ślinę, chcąc wyprzeć to zdanie z głowy. Zachowanie z jego strony w jakiś sposób też bolało, ta nagła zmiana z tego, jak łagodnie reagował w moją stronę, w tą nagłą ostrość. Wiem, że źle zrobiłem tamtej nocy, ale co miałem zrobić, aby się zrekompensować?
Nie spuściłem wzroku z oczu chłopaka i rozluźniłem ręce, puszczając je luźno wzdłuż ciała i po chwili uśmiechnąłem się pod nosem
- A tobie co? - spytał, równie spokojnym tonem jak wcześniej.
- Nic. Zawsze musi się coś dziać? - skwitowałem, wolno kierując się w stronę drzwi - Po prostu... przynajmniej miło wiedzieć kogo miałem za swoje wsparcie - parsknąłem cichym śmiechem i wyszedłem z pokoju, rzucając za sobą jedynie ciche, ostatnie przepraszam i "Dobranoc", zamykając potem drzwi.
Ponownie splotłem ze sobą dłonie na klatce piersiowej, zaciskając je na ramionach przy okazji i wróciłem do swojego pokoju, nie widząc większego sensu, aby wracać tam i prowadzić dalszą "walkę", którą i tak zapewne bym przegrał. Usiadłem z powrotem na łóżku, przerywając w ten sposób też swoje przemyślenia i wziąłem telefon, jak i słuchawki, wznawiając swoją rutynę z energetykiem w dłoni. Inną rzeczą niż ostatnim razem był fakt, że nie czułem się winny i nie winiłem Ivana. Skoro uważa, że tak jest, to nie zamierzam się z tym sprzeczać. Uśmiechnąłem się blado, przeglądając swoją playlistę i wybrałem jakąś losową playlistę, biorąc łyk napoju z puszki i przysunąłem do siebie najbliższą poduszkę, przyciskając ją do klatki piersiowej oraz pod brodę, asekurując się nogami na wszelki wypadek.
___
Przez dwa pierwsze dni, z trudem przychodziło mi ignorowanie Ivana, ale później mi przeszło. Przynajmniej w jakimś stopniu.
Snu wciąż nie miałem, ale ze względu na stały powrót do kawy oraz napojów energetycznych, ponownie przestało mi to przeszkadzać, organizm znowu przestawiał się na mniej zdrowy tryb życia, a moje zachowanie w przeciągu tych dwóch dni zdążyło wrócić do mniej energicznego i emocjonalnego, jakie było po tej nocy, gdy powłóczyłem się za Ivanem. Profesor Feng proponował mi ze względu na dowiedzenie się o moim problemie ze snem, nie wiem w jaki sposób, ale się dowiedział, odpowiednie leki, ale odmówiłem. Choć teraz żałuję, przynajmniej miałbym sen. Bolesny, ze względu na towarzyszące ataki paniki, ale w końcu bym zasnął, prawda?
Poprawiłem na ramionach plecak, stojąc przed salą gimnastyczną i czekałem aż skończy się dana lekcja, chcąc iść do nauczyciela wychowania fizycznego. Zamiast jednak pana Fenga, stałem przed Peter'em Rohanem, który wyglądał na trochę zdziwionego moją wizytą
- Czegoś szukasz? - spytał, przeglądając jakiś plik papierów, który zapewne na sali nie był mu potrzebny.
- Profesora Fenga - powiedziałem, utrzymując kontakt wzrokowy, na co nauczyciel wskazał ręką na pokój oddalony od szatni.
Kiwnąłem lekko głową i wszedłem do środka, uśmiechając się blado w stronę nauczyciela, gdy ten mnie zauważył i podniósł się z fotela w pobliżu stolika
- Co ciebie tutaj sprowadza? - nie dał mi nawet odpowiedzieć, kończąc samemu tą "rozmowę" - Ach, zapewne po leki - uśmiechnął się szerzej, zaczynając grzebać po szufladach - Tylko nie wspominaj dyrektorowi o tym, że ci je dałem. W końcu nie powinienem raczej tego robić. To tylko ze względu na twoje zdrowie - zaśmiał się ciepło, wyciągając opakowanie, które wydało charakterystyczny dźwięk przy szybszym poruszeniu - Proszę. Liczę, że ci pomoże. I że będziesz aktywny na tych moich zajęciach - poklepał mnie po ramieniu.
- Dziękuję - odpowiedziałem, kładąc dłoń na klamce i czytając etykietę na lekach, chcąc mieć pewność, że nie jest to nic zbytnio wyniszczającego mój organizm, choć nie wiem czy można go zepsuć bardziej niż ja to zrobiłem.
Zignorowałem te myśli i wyszedłem z pokoju, z zamiarem skierowania się na pierwsze zajęcia. Wyminąłem znaną mi osobę, wciąż obserwując pudełko i skierowałem się w stronę odpowiedniej sali, a dokładniej od historycznej, siadając na wyznaczonym na samym początku miejscu.
___
Dochodziło do godziny 22, więc uznałem to za odpowiedni moment na pójście spać. Czyli zrobienie jako takiego eksperymentu na samym sobie
- Może zadziała, kto wie - mruknąłem cicho, biorąc do ręki najpierw dwie tabletki, sprawdzając czy to odpowiedni dawka, odkładając w ten sposób jedną z nich i popiłem pozostałą wodą, którą zakupiłem wcześniej w sklepie spożywczym.
Działanie nie rozpoczęło się natychmiastowo, więc w tym czasie bawiłem się w telefonie, przeszukując ponownie media społecznościowe. Przy okazji ustawiłem sobie budzik na odpowiednią godzinę, który wybudzi mnie jak zasnę. O ile oczywiście zasnę.
W końcu jednak się zaczęło, a oczy same zaczęły mi się zamykać. Mimo napływającego strachu, zacisnąłem dłonie na kołdrze, tak jak swoje powieki i mimo ataku paniki, nie podniosłem się ani nie otworzyłem oczu, chcąc po prostu zasnąć. I po kilkunastu minutach się udało. Spocony z ciężkim oddechem, odleciałem w końcu, uspokajając w ten sposób swój organizm.
___
Przeciągnąłem się, słysząc znajomą mi muzykę i wyłączyłem rozbrzmiewający po pokoju budzik. Wybrałem losowe ubrania, czyli biała bluza, razem z czarnymi, przylegającymi spodniami. W łazience wykonałem szybko poranną rutynę i przebrany, na nogi wsunąłem nic innego niż miodowe timberlandy. Szybko spakowałem to, co będzie mi potrzebne i gotowy, wyszedłem z pokoju w stronę sali gimnastycznej, tym razem z powodem wzięcia udziału w zajęciach, a nie do nawiedzenia profesor Fenga. Jak się już tam znalazłem, nie miałem spokoju ze względu na nagłe przybycie jednej z nielicznych osób, z którymi wymieniłem może dwa zdania. Co na mnie i tak było wiele
- Cheolsun, wiesz co? - spytał retorycznie, na co i tak odpowiedziałem oschłym "co" - Spokojnie, nikt ci krzywdy nie chce zrobić. Za to zauważyłem, że się tak trochę chłopie zmieniasz. Co nie zmienia faktu, że wyglądasz jak wampir - zaśmiał się kpiąco, na co i tak prychnąłem cicho pod nosem - To przez włosy.
- Co? - podniosłem wzrok, nie rozumiejąc w tym momencie o co mu chodzi.
- Czarne włosy i twoja mleczna cera sprawiają, że wyglądasz jeszcze bladziej - wzruszył ramionami - Powinieneś coś z nimi zrobić - stwierdził, na co podniosłem się w końcu z ziemi.
- Co ciebie tak naszło? - spytałem w pewnym momencie.
- Dzień dobrego serca. Wyglądasz jak jedno, wielkie nieszczęście. Wypadałoby coś z tobą zrobić. Więc nie wywiniesz się, bo po szkole ciebie gdzieś zabieram - stwierdził, idąc w końcu do szatni.
Usiadłem na ziemi, niezbyt zadowolony z tego, co się dzieje. Akurat włosów nie chciałbym zmieniać, a tym bardziej nie chce ich niszczyć. Wiem jednak, że nie uniknę tego.
___
Tępo patrzyłem w lustro, bawiąc się jednym z pasm włosów, który teraz nie był czarny, a brązowy, mający w sobie odcień czekolady
- Na co ja się zgodziłem... - mruknąłem pod nosem, patrząc na stojącą za mną postać, która szczerzyła się jak głupia - Jesteś z siebie dumny, co? - zmarszczyłem nos w niezadowoleniu.
- Tak, bo wygrałem przy okazji dodatkowe pieniądze - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
Dobrze wiedziałem, że nie robi tego bezinteresownie, ale nie odmówiłem. Czemu? Nic mnie nie powstrzymuje przed zmianą. Nigdy nie powstrzymywało, ale teraz przebiłem się przez towarzyszącą mi wcześniej blokadę.
Odwróciłem się w stronę kasy, płacąc tam odpowiednią kwotę. Może wyszło drożej niż zrobienie tego samemu, ale przynajmniej miałem pewność, że nie zniszczyłem sobie włosów wyjątkowo mocno. Ostatni raz rzuciłem okiem na wciąż dumnego z siebie, chłopaka i wywróciłem oczami, wychodząc z salonu i naciągając na głowę kaptur, kierując się z powrotem do akademii. Zobaczymy kiedy zacznę żałować tej decyzji jeszcze bardziej niż w danym momencie.
Dotarcie wiele mi nie zajęło, za to kątem oka zauważyłem znajomą, nieprzyjazną dla mnie sylwetkę i blond włosy. Przełknąłem ślinę, próbując zignorować płynące teraz myśli w mojej głowie i wszedłem szybciej niż zwykle do środka i wsadziłem do buzi ostatni kawałek zakupionej kanapki, którą cudem w siebie wcisnąłem
- Nie rób tego, pożałujesz... - mruczałem do siebie, idąc w stronę pokoju - Nic ci to nie da - dodałem na sam koniec, bawiąc się krańcem bluzki.
Odłożyłem torbę, którą targałem ze sobą cały dzień i usiadłem na łóżku, od razu włączając muzykę w słuchawkach dla odprężenia. W głębi serca, wiedziałem, że popełnię ten błąd, przed którym sam siebie ostrzegałem. Najwidoczniej nieskutecznie.
___
Wyjrzałem za okno, widząc na zegarku okolicę północy, licząc, że zauważę z tej odległości wcześniej widzianego przeze mnie blondyna. I tak było, przełknąłem ślinę i wziąłem grubszą bluzę, wiedząc, że najcieplej nie jest. Niezauważony w ten sposób wyszedłem z budynku na pobliża parkingu i zatrzymałem się, wiedząc, że chłopak mnie teraz zauważył
- To ty! - warknął, idąc w moją stronę i już zamierzał zaatakować, jednak w jakiś sposób udało mi się go powstrzymać.
- Nie przyszedłem po to, aby zostać pobity - przełknąłem ślinę, cofając się trochę - Tylko po to, czego Ivan wtedy nie odebrał - dodałem chwilę później.
- I jak niby chcesz to zrobić? A tym bardziej, jak chcesz zapłacić? - spytał równie ostrym tonem, po chwili lustrując mnie od góry do dołu, przez co na twarz wszedł mu nieprzyjemny uśmiech.
- Jak nie mam wyjścia to tak, jak zapewne myślisz - powstrzymałem drżenie głosu i wyrażenie obrzydzenia, gdy ten przysunął dłoń do mojej klatki piersiowej, wsuwając ją pod materiał ubrań.
- Potrafisz tak bardzo zabrudzić swoją dumę dla takiej błahostki - zaśmiał się oschle, na co nie odpowiedziałem, odwracając jedynie wzrok - To obrzydliwe - zacisnąłem wargi w cienką linię.
Czyli z tej dwójki, to ja jestem ten obrzydliwy?
Denerwował mnie fakt, że tak bardzo przedłużał bez większego sensu tą całą sytuację, przez co moje myśli coraz bardziej mnie przytłaczały, ale na wycofanie się było za późno. O wiele za późno.
Zacisnąłem powieki, otwierając po chwili oczy przez co wiatr wysuszył je, a po twarzy nie popłynęły zbierające się łzy.
___
Poprawiłem bluzę na posiniaczonych ramionach i odebrałem drżącymi dłońmi trzymany przez chłopaka towar i nim zdążył cokolwiek powiedzieć, wyszedłem z ciemnej alejki i będąc poza zasięgiem jego wzroku, zacisnąłem ponownie wargi, ignorując teraz już lecące łzy po twarzy i wręcz biegiem puściłem się do akademii, chcąc to mieć już za sobą.
Dużo czasu nie minęło, ale mi się ciągnęło to w nieskończoność. A zbliżała się dopiero godzina pierwsza, nawet i tak sporo czasu zostało do danego czasu. I mimo tego jak bardzo chciałem go cofnąć, nie mogłem.
Najpierw zapukałem w drzwi, ściągając przy okazji kaptur z głowy i nie czekając jednak na odpowiedź otworzyłem je, ze względu na fakt, że tym razem on zapomniał je zamknąć i zauważyłem najwidoczniej obudzonego chłopaka na łóżku
- Cheol? Co... - nie dałem mu dokończyć, rzucając trzymaną przeze mnie używkę na biurko.
- Nie odzywaj się do mnie. Nawet nie wiem po co to zrobiłem, ale nie zbliżaj się do mnie - nie powstrzymywałem drżenia własnych warg i głosu i wyszedłem z pokoju, trzaskając drzwiami co mogło obudzić przynajmniej połowę skrzydła.
Po wejściu do siebie, zsunąłem się na ziemię i oparłem plecy o drzwi, próbując uspokoić siebie samego. Spojrzałem na stojące na stoliku tabletki, wahając się przed wzięciem ich. Wstałem na miękkich nogach, podchodząc do stolika i otwierając pudełko, wysypując jedną z nich na dłoń, biorąc ją na sucho ze względu na niechęć do szukania butelki wody.
[ Ivan?
wtf, jak przeszłaś przez ten shit to brawo. nie było warto, no ale. ]
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cheolsun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cheolsun. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 listopada 2016
czwartek, 10 listopada 2016
Od Cheolsun'a C.D Ivana
Nagły kontakt z kimś innym wystraszył mnie, przez co najpierw spiąłem się i tym razem nie powstrzymałem cichego pisku, przez co do moich uszu dotarł cichy chichot. Jakiś czas później sam oplotłem swoje ręce w pasie białowłosego, zamykając oczy i mrucząc coś niewyraźnie gdy chłopak uznał ze musimy poprowadzić poważną rozmowę
- To jutro - dodałem po chwili równie cicho, jedną ręką odkładając telefon wraz z słuchawkami na bok i wytarłem czubkiem kciuka pojedyncze łzy, które spływały po twarzy białowłosego, zauważone przeze mnie w trakcie podniesienia wzroku.
Opuściłem oczy z powrotem na dół, patrząc tępo na materac i wbiłem twarz w klatkę piersiowa Ivana, zaciskając dłonie na materiale jego bluzy
- Przepraszam... wiem ze to nic nie da, ale nic więcej teraz zrobić nie mogę - drżenie głosu wyczuwalne było bardzo dobrze, bo skupiłem się, aby nie wybuchnąć płaczem w danym momencie - Błagam cię, nie zostawiaj mnie więcej. Nawet nie wiesz jak bardzo się bałem po prostu wyjść z pokoju - uciąłem niezbyt istotny, dla niego powód mojego strachu przed wyjściem i lekkim obróceniem głowy, wytarłem twarz w materiał odzieży.
Na moment ucichłem, chcąc pozbyć się drżenia głosu jak i co jakiś czas słyszalnego pociągania nosem, a gdy już miałem zacząć mówić dalej, poczułem wędrujące ciepło na plecach, czego źródłem była dłoń Ivana
- Idiota - mruknął cicho, kończąc tym dzisiejszą wieczorną rozmowę i zamykając mi buzie na dzisiaj.
Zacisnąłem jedynie mocniej dłonie i widząc, że chłopak zasnął, jak najdelikatniej wsunąłem jedna z nóg pomiędzy te Ivana i przysunąłem się w ten sposób bliżej, czując ciepło od jego osoby jeszcze mocniej
- Dobranoc - powiedziałem cicho przed ponownym zamknięciem oczu, wiedząc, że nie odzyskam odpowiedzi.
Oparłem głowę na torsie białowłosego i mimo pojawiających się niezbyt przyjemnych obrazów w głowie, czułem, że w końcu mogę spokojnie zasnąć ze względu na obecność drugiej osoby.
___
Ze snu wybudziło mnie czyjeś wiercenie się na łóżku. Jęknąłem niezadowolony pod nosem i przetarłem dłonią po sklejonych oczach, czując po chwili pustkę przy sobie
- Gdzie idziesz? - spytałem, przechodząc do siadu, pocierając nadgarstkami o oczy i przechylając lekko głowę na bok, obserwując czynności wykonywane przez Ivana, który znowu wyciągnął mi coś do ubrania, kładąc to na krzesło - Nie chce mi się iść nigdzie - burknąłem cicho, kładąc się z powrotem na łóżku i spojrzałem na podchodzącego do krańca mebla Ivana - Chodź - powiedziałem przed nim, przesuwając się lekko do tyłu i uderzając pare razy w wolne miejsce - Proszę - dodałem ciszej, otulając się szczelniej kołdrą.
Białowłosy przez chwile się wahał, na końcu decydując się, aby wrócić na jakiś czas do łóżka, ponownie jednak odwrócony do mnie plecami. Oplotłem swoje chude ręce wokół jego pasa i zamknąłem z powrotem oczy, korzystając z dłuższej możliwości odpoczynku
- Cheolsun? - odpowiedziałem jedynie cichym mruknięciem - Spóźnisz się na zajęcia - otworzyłem jedno oko, patrząc w ten sposób na zegarek i jak poparzony wyskoczyłem z łóżka, co dobrym pomysłem nie było, ze względu na zawroty głowy, które postanowiły zawitać.
Przyłożyłem dłoń do czoła, licząc ze to coś da i rozejrzałem się po pokoju za ubraniami, co pomogło mi przywrócić odpowiednie widzenie
- A tak w ogóle - zacząłem w pewnym momencie, idąc do łazienki i przebierając się tam w odpowiednie ubrania, niewiele później wychodząc gotowy - Twoje projekty..? - spytałem w końcu, co zmusiło go do przejścia do siadu.
- Znajoma mi pomogła - odpowiedział sprawnie, a ja wydałem z siebie tylko ciche "och" - Co tez oznacza, że nasz układ nie jest już aktualny - dodał, przez co nerwowo zacząłem bawić się własnym rękawem.
- Ale ja nie chce go przerywać - burknąłem pod nosem, mając cichą nadzieje, ze mnie nie usłyszał, co się nie stało, przez co przełknąłem głośno ślinę i wyminąłem chłopaka w drzwiach, wychodząc z pokoju.
- Nawet jak on nie przyjdzie do mnie, to ja sam to zrobię - stwierdziłem cicho sam do siebie, wiedząc, że za mną nie idzie, ze względu na usłyszenie jego kroków jakiś czas później.
- Porozmawiać i tak na poważnie musimy, wiedz ze się z tego nie wymigasz - rzucił za mną, na co nie odpowiedziałem i przyspieszyłem kroku, idąc w stronę odpowiedniej sali lekcyjnej.
[ Ivan? ]
- To jutro - dodałem po chwili równie cicho, jedną ręką odkładając telefon wraz z słuchawkami na bok i wytarłem czubkiem kciuka pojedyncze łzy, które spływały po twarzy białowłosego, zauważone przeze mnie w trakcie podniesienia wzroku.
Opuściłem oczy z powrotem na dół, patrząc tępo na materac i wbiłem twarz w klatkę piersiowa Ivana, zaciskając dłonie na materiale jego bluzy
- Przepraszam... wiem ze to nic nie da, ale nic więcej teraz zrobić nie mogę - drżenie głosu wyczuwalne było bardzo dobrze, bo skupiłem się, aby nie wybuchnąć płaczem w danym momencie - Błagam cię, nie zostawiaj mnie więcej. Nawet nie wiesz jak bardzo się bałem po prostu wyjść z pokoju - uciąłem niezbyt istotny, dla niego powód mojego strachu przed wyjściem i lekkim obróceniem głowy, wytarłem twarz w materiał odzieży.
Na moment ucichłem, chcąc pozbyć się drżenia głosu jak i co jakiś czas słyszalnego pociągania nosem, a gdy już miałem zacząć mówić dalej, poczułem wędrujące ciepło na plecach, czego źródłem była dłoń Ivana
- Idiota - mruknął cicho, kończąc tym dzisiejszą wieczorną rozmowę i zamykając mi buzie na dzisiaj.
Zacisnąłem jedynie mocniej dłonie i widząc, że chłopak zasnął, jak najdelikatniej wsunąłem jedna z nóg pomiędzy te Ivana i przysunąłem się w ten sposób bliżej, czując ciepło od jego osoby jeszcze mocniej
- Dobranoc - powiedziałem cicho przed ponownym zamknięciem oczu, wiedząc, że nie odzyskam odpowiedzi.
Oparłem głowę na torsie białowłosego i mimo pojawiających się niezbyt przyjemnych obrazów w głowie, czułem, że w końcu mogę spokojnie zasnąć ze względu na obecność drugiej osoby.
___
Ze snu wybudziło mnie czyjeś wiercenie się na łóżku. Jęknąłem niezadowolony pod nosem i przetarłem dłonią po sklejonych oczach, czując po chwili pustkę przy sobie
- Gdzie idziesz? - spytałem, przechodząc do siadu, pocierając nadgarstkami o oczy i przechylając lekko głowę na bok, obserwując czynności wykonywane przez Ivana, który znowu wyciągnął mi coś do ubrania, kładąc to na krzesło - Nie chce mi się iść nigdzie - burknąłem cicho, kładąc się z powrotem na łóżku i spojrzałem na podchodzącego do krańca mebla Ivana - Chodź - powiedziałem przed nim, przesuwając się lekko do tyłu i uderzając pare razy w wolne miejsce - Proszę - dodałem ciszej, otulając się szczelniej kołdrą.
Białowłosy przez chwile się wahał, na końcu decydując się, aby wrócić na jakiś czas do łóżka, ponownie jednak odwrócony do mnie plecami. Oplotłem swoje chude ręce wokół jego pasa i zamknąłem z powrotem oczy, korzystając z dłuższej możliwości odpoczynku
- Cheolsun? - odpowiedziałem jedynie cichym mruknięciem - Spóźnisz się na zajęcia - otworzyłem jedno oko, patrząc w ten sposób na zegarek i jak poparzony wyskoczyłem z łóżka, co dobrym pomysłem nie było, ze względu na zawroty głowy, które postanowiły zawitać.
Przyłożyłem dłoń do czoła, licząc ze to coś da i rozejrzałem się po pokoju za ubraniami, co pomogło mi przywrócić odpowiednie widzenie
- A tak w ogóle - zacząłem w pewnym momencie, idąc do łazienki i przebierając się tam w odpowiednie ubrania, niewiele później wychodząc gotowy - Twoje projekty..? - spytałem w końcu, co zmusiło go do przejścia do siadu.
- Znajoma mi pomogła - odpowiedział sprawnie, a ja wydałem z siebie tylko ciche "och" - Co tez oznacza, że nasz układ nie jest już aktualny - dodał, przez co nerwowo zacząłem bawić się własnym rękawem.
- Ale ja nie chce go przerywać - burknąłem pod nosem, mając cichą nadzieje, ze mnie nie usłyszał, co się nie stało, przez co przełknąłem głośno ślinę i wyminąłem chłopaka w drzwiach, wychodząc z pokoju.
- Nawet jak on nie przyjdzie do mnie, to ja sam to zrobię - stwierdziłem cicho sam do siebie, wiedząc, że za mną nie idzie, ze względu na usłyszenie jego kroków jakiś czas później.
- Porozmawiać i tak na poważnie musimy, wiedz ze się z tego nie wymigasz - rzucił za mną, na co nie odpowiedziałem i przyspieszyłem kroku, idąc w stronę odpowiedniej sali lekcyjnej.
[ Ivan? ]
poniedziałek, 7 listopada 2016
Od Cheolsun'a C.D Ivana
Zacisnąłem dłonie na rękawach od bluzy, robiąc to samo ze swoimi wargami i tępo patrzyłem w kierunku, w którym poszedł Ivan. Nie zwróciłem uwagi na łzy lecące od jakiegoś czasu po mojej twarzy i słysząc odległe szczekanie psów, zacząłem w końcu iść na ślepo przed siebie, licząc, że się wydostanę z tego miejsca, a potem trafię jakoś do akademii, a jak nie... to nie wiem. Będę musiał na coś wpaść, nawet jeżeli będzie się to równać ze spytaniem jakiegoś podejrzanego typa na ulicy o drogę. Potarłem ramiona, licząc, że doda mi to ciepła i rozejrzałem się, w poszukiwaniu jakiegoś źródła światła, najlepiej świateł samochodowych, bo znaczyło by to, że jestem blisko drogi, która dokądś prowadzić musi. Przy okazji, naciągniętym na nadgarstek krańcem rękawa wytarłem łzy pod oczami, co dużo nie dało, ponieważ na ich miejscu zjawiły się kolejne, niekontrolowane przeze mnie.
Nie chciałem sprawić problemu.
Ja powinienem oberwać od tego blondyna, nie Ivan.
Za to teraz, znowu stracę sen. I jedyną osobę, z którą utrzymywałem kontakt.
Cofnąłem się parę kroków, widząc, że wszedłem na drogę, a z przeciwnej strony jedzie samochód, gdzie trąbienie przerwało moje przemyślenia. Mruknąłem coś jedynie niewyraźnie pod nosem i wróciłem na chodnik, rozglądając się po okolicy, aby znaleźć coś rozpoznawalnego dla mnie. Zawiesiłem wzrok na dość wysokiej wieży, którą skądś kojarzyłem, więc trochę pewniej skierowałem się w tamtą stronę.
___
Siedziałem już bezpiecznie w swoim pokoju, o ile bezpiecznym można nazwać siedzenie w kącie z nerwowym wzrokiem latającym po całym pokoju, a godzina sięgała powoli czwartej nad ranem. Aby odwrócić swoją uwagę, zacząłem przeglądać różne fora społecznościowe i inne media internetowe, dla zajęcia swojego czasu, licząc, że w ten sposób czas zleci mi szybciej, co się nie stało. Podłączyłem słuchawki do urządzenia, włączając w nim losowy utwór i oparłem głowę o ścianę, podkulając nogi pod brodę i zamykając oczy na krótką chwilę, chcąc w ten sposób powstrzymać zbierające się ponownie łzy w oczach.
Przejrzałem swoją szafę, będąc ponownie na nogach, na ślepo wybierając coś z jej wnętrza, chcąc mieć to już z głowy i odłożyłem na krzesło, bez fatygowania się, aby je złożyć.
___
Od całego zajścia minęły chyba cztery dni. Nie liczyłem już nawet ile razy w trakcie przechodzenia od pokoju do klas zatrzymywałem się przy jego drzwiach, wciąż w głowie mając myśl, że mieliśmy pracować. Zapukać nie zapukałem, ze względu na opanowujący mnie w tym momencie strach. Tak samo gdy wymijałem białowłosego na korytarzu. Wystarczyło to jedno, wypełnione złością jak i agresją spojrzenie z jego strony, a moje wypełniało się widocznym przerażeniem. Nie próbowałem nawet zacząć rozmowy, nie było nawet takiej okazji.
Rzeczą, która z jakiegoś powodu zabolała mnie najbardziej była ta, która wydarzyła się tego dnia.
Po skończonych lekcjach skierowałem się na stołówkę, chcąc przynajmniej dać obraz, że coś jem. W trakcie drogi, zostałem zatrzymany przez profesora Fenga, który stwierdził, że jest do idealny moment na poprowadzenie rozmowy o tym, że moja aktywność jest jeszcze mniejsza niż była. Utrzymywałem z nim kontakt, dopóki gdzieś nie śmignęły mi krótkie, białe włosy, które należeć mogły do jednej osoby. Zignorowałem w ten sposób nauczyciela wychowana fizycznego i skupiłem się na tym co robi chłopak, korzystając z momentu, że ten na mnie nie zwraca uwagi. Czego pożałowałem. Niedługo za nim przylazła brunetka, uczepiając się jego ramienia, co chłopakowi widocznie nie przeszkadzało. Przełknąłem możliwe, że zbyt głośno ślinę
- Cheolsun - wybudził mnie ostrzejszy głos nauczyciela, przez co zwróciłem z powrotem na niego wzrok - Bez przerwy się wyłączasz.
- Ja... ja przepraszam, muszę już iść - przełknąłem tworzącą się w gardle gulę po raz kolejny i wyminąłem profesora, kierując się w inną stronę niż zamierzałem, czując po chwili na sobie czyiś wzrok, a potem słysząc cichy śmiech, nie zwracając nawet uwagi czyj on był.
Przejechałem nadgarstkiem pod oczami, skręcając następnie w stronę odpowiedniego skrzydła, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju.
Nie wiedziałem czemu akurat to sprawiło, że coś we mnie pękło, ale tak było. Czułem jak oczy powoli puchną od ciągłego ocierania ich, więc w jakiś sposób powstrzymałem się od nawracającego płaczu, który jedynie mocniej uświadamiał mnie w mojej słabości, co zmusiło mnie do ponownego naciągnięcia na twarz cienkiej, ale jednak, maski, która przez cały czas mi towarzyszyła, dopóki nie zostałem poproszony o odebranie projektów.
___
Podniosłem się na trzęsących nogach z łóżka, biorąc ubrania jak i strój sportowy, przypominając sobie, że może i nie zaczynam, ale kończę dzisiaj wychowaniem fizycznym. W dodatku lepiej wyobrazić sobie tego nie mogłem ze względu na połączenie dwóch klas ze sobą. Przejechałem dłonią po z powrotem bladej twarzy i przebrałem się we własnym tempie i wyszedłem z pokoju, z zamiarem rozpoczęcia lekcji, na których skupiałem się na tym, co było za oknem, przy okazji robiąc notatki czy zadania, przez co czas zleciał mi w dość sprawnym tempie. Akurat gdy tego nie chciałem, ze względu na zbliżającą się lekcję wychowania fizycznego, która miała być za niecałe piętnaście minut. Co zleciało mi równie sprawnie mimo mojego nieróbstwa w przeciągu tego czasu.
Razem z resztą osób wszedłem do szatni, kątem oka widząc Ivana żegnającego się z jego dziewczyną, inaczej tego nazwać nie mogę, z zamiarem przebrania się w odpowiedni ubiór. Nie minęło nawet pięć minut, a wszyscy stali ustawieni w szeregu, kiedy zapadła decyzja, że będziemy grać w piłkę nożną, na co instynktownie podniosłem rękę do góry
- Tak Cheolsun, trzeba grać - profesor Feng uśmiechnął się, wzruszając bezradnie ramionami, a ja opuściłem jedynie dłoń bezwładnie na dół, wiedząc, że innego wyboru nie mam.
Zostaliśmy rozdzieleni na drużyny, przez co rozgrywka zaczęła się wcześniej niż się tego spodziewałem. Tak samo jak kolejna sytuacja. Stałem tam, gdzie powinienem, obserwując toczącą się rozgrywkę, ale rzeczą, której nie zauważyłem był lecący wspólnie z kimś jeszcze w moją stronę Ivan, przez co przez spóźniony refleks, w trójkę wylądowaliśmy na ziemi, co dla mnie skończyło się uderzeniem w głowę o zimną podłogę, choć chłopacy zapewne lepiej nie skończyli. Syknąłem cicho pod nosem, wysuwając się spod podwójnego ciężaru i podniosłem się z ziemi, czując przy pochyleniu głowy lekki strużek lecący pod moim nosem
- Wszystko dobrze? - usłyszałem głos profesora, który podszedł do mnie, z zamiarem położenia dłoni na moim ramieniu, którą krótkim ruchem odepchnąłem od siebie.
- Tak. Zaraz wrócę - powiedziałem cicho, niezbyt przyjemnym dla ucha głosem i spojrzałem na Ivana, który podnosił się z podłogi i na moment nawiązałem z nim kontakt wzrokowy, widząc w jego oczach cień przejęcia, który chwilę później wyparował, równie jak ja przez skierowanie się w stronę łazienki, z zamiarem zajęciem się problemem dotyczącym krwi z nosa.
[ Ivan? ]
Nie chciałem sprawić problemu.
Ja powinienem oberwać od tego blondyna, nie Ivan.
Za to teraz, znowu stracę sen. I jedyną osobę, z którą utrzymywałem kontakt.
Cofnąłem się parę kroków, widząc, że wszedłem na drogę, a z przeciwnej strony jedzie samochód, gdzie trąbienie przerwało moje przemyślenia. Mruknąłem coś jedynie niewyraźnie pod nosem i wróciłem na chodnik, rozglądając się po okolicy, aby znaleźć coś rozpoznawalnego dla mnie. Zawiesiłem wzrok na dość wysokiej wieży, którą skądś kojarzyłem, więc trochę pewniej skierowałem się w tamtą stronę.
___
Siedziałem już bezpiecznie w swoim pokoju, o ile bezpiecznym można nazwać siedzenie w kącie z nerwowym wzrokiem latającym po całym pokoju, a godzina sięgała powoli czwartej nad ranem. Aby odwrócić swoją uwagę, zacząłem przeglądać różne fora społecznościowe i inne media internetowe, dla zajęcia swojego czasu, licząc, że w ten sposób czas zleci mi szybciej, co się nie stało. Podłączyłem słuchawki do urządzenia, włączając w nim losowy utwór i oparłem głowę o ścianę, podkulając nogi pod brodę i zamykając oczy na krótką chwilę, chcąc w ten sposób powstrzymać zbierające się ponownie łzy w oczach.
Przejrzałem swoją szafę, będąc ponownie na nogach, na ślepo wybierając coś z jej wnętrza, chcąc mieć to już z głowy i odłożyłem na krzesło, bez fatygowania się, aby je złożyć.
___
Od całego zajścia minęły chyba cztery dni. Nie liczyłem już nawet ile razy w trakcie przechodzenia od pokoju do klas zatrzymywałem się przy jego drzwiach, wciąż w głowie mając myśl, że mieliśmy pracować. Zapukać nie zapukałem, ze względu na opanowujący mnie w tym momencie strach. Tak samo gdy wymijałem białowłosego na korytarzu. Wystarczyło to jedno, wypełnione złością jak i agresją spojrzenie z jego strony, a moje wypełniało się widocznym przerażeniem. Nie próbowałem nawet zacząć rozmowy, nie było nawet takiej okazji.
Rzeczą, która z jakiegoś powodu zabolała mnie najbardziej była ta, która wydarzyła się tego dnia.
Po skończonych lekcjach skierowałem się na stołówkę, chcąc przynajmniej dać obraz, że coś jem. W trakcie drogi, zostałem zatrzymany przez profesora Fenga, który stwierdził, że jest do idealny moment na poprowadzenie rozmowy o tym, że moja aktywność jest jeszcze mniejsza niż była. Utrzymywałem z nim kontakt, dopóki gdzieś nie śmignęły mi krótkie, białe włosy, które należeć mogły do jednej osoby. Zignorowałem w ten sposób nauczyciela wychowana fizycznego i skupiłem się na tym co robi chłopak, korzystając z momentu, że ten na mnie nie zwraca uwagi. Czego pożałowałem. Niedługo za nim przylazła brunetka, uczepiając się jego ramienia, co chłopakowi widocznie nie przeszkadzało. Przełknąłem możliwe, że zbyt głośno ślinę
- Cheolsun - wybudził mnie ostrzejszy głos nauczyciela, przez co zwróciłem z powrotem na niego wzrok - Bez przerwy się wyłączasz.
- Ja... ja przepraszam, muszę już iść - przełknąłem tworzącą się w gardle gulę po raz kolejny i wyminąłem profesora, kierując się w inną stronę niż zamierzałem, czując po chwili na sobie czyiś wzrok, a potem słysząc cichy śmiech, nie zwracając nawet uwagi czyj on był.
Przejechałem nadgarstkiem pod oczami, skręcając następnie w stronę odpowiedniego skrzydła, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju.
Nie wiedziałem czemu akurat to sprawiło, że coś we mnie pękło, ale tak było. Czułem jak oczy powoli puchną od ciągłego ocierania ich, więc w jakiś sposób powstrzymałem się od nawracającego płaczu, który jedynie mocniej uświadamiał mnie w mojej słabości, co zmusiło mnie do ponownego naciągnięcia na twarz cienkiej, ale jednak, maski, która przez cały czas mi towarzyszyła, dopóki nie zostałem poproszony o odebranie projektów.
___
Podniosłem się na trzęsących nogach z łóżka, biorąc ubrania jak i strój sportowy, przypominając sobie, że może i nie zaczynam, ale kończę dzisiaj wychowaniem fizycznym. W dodatku lepiej wyobrazić sobie tego nie mogłem ze względu na połączenie dwóch klas ze sobą. Przejechałem dłonią po z powrotem bladej twarzy i przebrałem się we własnym tempie i wyszedłem z pokoju, z zamiarem rozpoczęcia lekcji, na których skupiałem się na tym, co było za oknem, przy okazji robiąc notatki czy zadania, przez co czas zleciał mi w dość sprawnym tempie. Akurat gdy tego nie chciałem, ze względu na zbliżającą się lekcję wychowania fizycznego, która miała być za niecałe piętnaście minut. Co zleciało mi równie sprawnie mimo mojego nieróbstwa w przeciągu tego czasu.
Razem z resztą osób wszedłem do szatni, kątem oka widząc Ivana żegnającego się z jego dziewczyną, inaczej tego nazwać nie mogę, z zamiarem przebrania się w odpowiedni ubiór. Nie minęło nawet pięć minut, a wszyscy stali ustawieni w szeregu, kiedy zapadła decyzja, że będziemy grać w piłkę nożną, na co instynktownie podniosłem rękę do góry
- Tak Cheolsun, trzeba grać - profesor Feng uśmiechnął się, wzruszając bezradnie ramionami, a ja opuściłem jedynie dłoń bezwładnie na dół, wiedząc, że innego wyboru nie mam.
Zostaliśmy rozdzieleni na drużyny, przez co rozgrywka zaczęła się wcześniej niż się tego spodziewałem. Tak samo jak kolejna sytuacja. Stałem tam, gdzie powinienem, obserwując toczącą się rozgrywkę, ale rzeczą, której nie zauważyłem był lecący wspólnie z kimś jeszcze w moją stronę Ivan, przez co przez spóźniony refleks, w trójkę wylądowaliśmy na ziemi, co dla mnie skończyło się uderzeniem w głowę o zimną podłogę, choć chłopacy zapewne lepiej nie skończyli. Syknąłem cicho pod nosem, wysuwając się spod podwójnego ciężaru i podniosłem się z ziemi, czując przy pochyleniu głowy lekki strużek lecący pod moim nosem
- Wszystko dobrze? - usłyszałem głos profesora, który podszedł do mnie, z zamiarem położenia dłoni na moim ramieniu, którą krótkim ruchem odepchnąłem od siebie.
- Tak. Zaraz wrócę - powiedziałem cicho, niezbyt przyjemnym dla ucha głosem i spojrzałem na Ivana, który podnosił się z podłogi i na moment nawiązałem z nim kontakt wzrokowy, widząc w jego oczach cień przejęcia, który chwilę później wyparował, równie jak ja przez skierowanie się w stronę łazienki, z zamiarem zajęciem się problemem dotyczącym krwi z nosa.
[ Ivan? ]
niedziela, 6 listopada 2016
Od Cheolsun'a C.D Ivana
Z lekkim zmartwieniem na twarzy, szedłem razem z Ivanem z powrotem do akademii. Nie wiedziałem co spowodowało u nim nagły strach? Nie wiem jak to dokładniej nazwać, a to prawdopodobnie najbardziej trafna nazwa.
Całą drogę panowała cisza z obydwóch stron, a jak weszliśmy do budynku, coś błysnęło za oknem, na co wcześniej uwagi nie zrobiłem. Teraz jednak tak, ze względu na towarzyszący dźwięk, spóźniony kilka sekund
- Och... byleby korków nie wysadziło przynajmniej - mruknąłem cicho, kierując się razem z nim w stronę pokoi.
Humor Ivana ze względu na pogodę i stan jego ubrań do najlepszych nie należał, ale sprawiał to, że na mojej twarzy zjawiał się lekki uśmiech. Po chwili jednak byliśmy w jego pokoju, gdzie przypomniałem sobie, że muszę przez kolejne parę godzin pomóc przy projektach Ivanowi
- Masz, przebieraj się - podał mi to, co było potrzebne, więc bez mówienia czegokolwiek, skierowałem się do łazienki i nałożyłem je na siebie, po chwili wychodząc z niej i dając Petersovi robić to, co musiał.
- Nurtuje mnie jedno - zacząłem w końcu - Twoje włosy naturalnie są takiego koloru czy nie? - spytałem, na co spotkałem się ze śmiechem ze strony niższego.
- Oczywiście, że nie. Prawdopodobieństwo, że byłby naturalne sięga prawie zera - wstrzymał swoją pracę, jak i śmiech, przez co spuściłem lekko wzrok.
- Prawie zera, czyli takie było - próbowałem wybrnąć ze swojego idiotycznego pytania i syknąłem cicho, czując lekko ukłucie w bok - Ała - burknąłem pod nosem.
- Przypadkiem - mruknął, sprawdzając czy z ukłutego miejsca leci krew przez co mimowolnie wzdrygnąłem się lekko, gdy podwinął materiał bluzki.
- Nie leci, spokojnie - chwyciłem krawędź materiału, ściągając go z powrotem na dół.
Ivan wrócił do pracy, na co zleciało nam kolejne kilka godzin pracy, a ja mogłem się przebrać w swoje ubrania
- Czyli... - zaciąłem się na moment.
- Będę u ciebie o 22:30 - dokończył za mnie, na co kiwnąłem lekko głową i wyszedłem z pokoju.
___
Nie byłem zbyt zadowolony z faktu, że był poniedziałek, a w dodatku musiałem wstać wcześniej od Ivana, co łatwe dla mnie nie było, ze względu na towarzyszącą mi wygodę w łóżku. Podniosłem się jednak z łóżka do siadu i podniosłem z krzesła ubrania, wybrane już wczorajszego wieczoru przez Petersova do ubrania na dzisiaj, a dokładniej luźny, czarny sweter przez głowę, niezbyt obcisłe rurki oraz białe trampki, ubrane po wykonaniu łazienkowej rutyny.
Ze względu na ciągły sen białowłosego, starałem się nie zachowywać się jakoś głośno i wypełzłem z pokoju, zamykając cicho za sobą drzwi i kierując się w stronę sali, widząc, że dzisiaj znowu jest dzień gdy zaczynam wychowaniem fizycznym, co wciąż mnie niezbyt radowało. Choć jest szansa, że będzie lepiej niż zwykle, ze względu na powolne odbudowywanie się mojego organizmu, jak i jego odporności.
___
W przeciągu dnia wiele się nie działo, ze względu na powrót do mojej normalnej rutyny, czyli bycia zwyczajną, szara myszką w szkole, co zmienia się dopiero w trakcie pory obiadowej, kiedy Ivan zjawia się i zgarnia mnie do wspólnej pracy nad projektami przez kolejne godziny, a potem ostatnim kierunkiem jest mój pokój
- Zimno tu - mruknąłem do samego siebie, przebierając się ze względu na czas na przybycie Ivana.
- Nie narzekaj - odezwał się głos w trakcie otwierania drzwi, przez co miałem wrażenie, że wyskoczę z własnej skóry, naciągając przez głowę bluzkę od piżamy.
- Zrób tak jeszcze raz... - zasłoniłem twarz dłońmi, uspokajając swój lekko trzęsący oddech.
- Dobra, dobra. Chodź już - odłożył swoje rzeczy, które przyniósł se sobą na kolejny dzień.
Nic więcej nie powiedziałem i wdrapałem się na łóżko oraz pod kołdrę, czekając aż chłopak zrobi to samo, abym miał możliwość przyczepienia się do jego pleców. Gdy już to zrobił, a ja sam byłem gotowy przysunąć się do białowłosego, zachowanie z jego strony na to mi nie pozwoliło. Podniosłem lekko głowę, spoglądając na niego pytającym wzrokiem, gdy oplótł dłonie wokół mojego pasa i przysunął do siebie, przez co w ostatniej chwili powstrzymałem piśnięcie, które zamierzało wydostać się z mojego gardła
- Dobranoc - powiedział cicho przed zgaszeniem lampy za nim.
- Dobranoc - odpowiedziałem niewyraźnie, samemu wsuwając jedną z dłoni pod talię Ivana, a drugą nad nią, splatając je nawzajem za jego plecami, powoli odpływając do snu.
[ Ivan? ]
Całą drogę panowała cisza z obydwóch stron, a jak weszliśmy do budynku, coś błysnęło za oknem, na co wcześniej uwagi nie zrobiłem. Teraz jednak tak, ze względu na towarzyszący dźwięk, spóźniony kilka sekund
- Och... byleby korków nie wysadziło przynajmniej - mruknąłem cicho, kierując się razem z nim w stronę pokoi.
Humor Ivana ze względu na pogodę i stan jego ubrań do najlepszych nie należał, ale sprawiał to, że na mojej twarzy zjawiał się lekki uśmiech. Po chwili jednak byliśmy w jego pokoju, gdzie przypomniałem sobie, że muszę przez kolejne parę godzin pomóc przy projektach Ivanowi
- Masz, przebieraj się - podał mi to, co było potrzebne, więc bez mówienia czegokolwiek, skierowałem się do łazienki i nałożyłem je na siebie, po chwili wychodząc z niej i dając Petersovi robić to, co musiał.
- Nurtuje mnie jedno - zacząłem w końcu - Twoje włosy naturalnie są takiego koloru czy nie? - spytałem, na co spotkałem się ze śmiechem ze strony niższego.
- Oczywiście, że nie. Prawdopodobieństwo, że byłby naturalne sięga prawie zera - wstrzymał swoją pracę, jak i śmiech, przez co spuściłem lekko wzrok.
- Prawie zera, czyli takie było - próbowałem wybrnąć ze swojego idiotycznego pytania i syknąłem cicho, czując lekko ukłucie w bok - Ała - burknąłem pod nosem.
- Przypadkiem - mruknął, sprawdzając czy z ukłutego miejsca leci krew przez co mimowolnie wzdrygnąłem się lekko, gdy podwinął materiał bluzki.
- Nie leci, spokojnie - chwyciłem krawędź materiału, ściągając go z powrotem na dół.
Ivan wrócił do pracy, na co zleciało nam kolejne kilka godzin pracy, a ja mogłem się przebrać w swoje ubrania
- Czyli... - zaciąłem się na moment.
- Będę u ciebie o 22:30 - dokończył za mnie, na co kiwnąłem lekko głową i wyszedłem z pokoju.
___
Nie byłem zbyt zadowolony z faktu, że był poniedziałek, a w dodatku musiałem wstać wcześniej od Ivana, co łatwe dla mnie nie było, ze względu na towarzyszącą mi wygodę w łóżku. Podniosłem się jednak z łóżka do siadu i podniosłem z krzesła ubrania, wybrane już wczorajszego wieczoru przez Petersova do ubrania na dzisiaj, a dokładniej luźny, czarny sweter przez głowę, niezbyt obcisłe rurki oraz białe trampki, ubrane po wykonaniu łazienkowej rutyny.
Ze względu na ciągły sen białowłosego, starałem się nie zachowywać się jakoś głośno i wypełzłem z pokoju, zamykając cicho za sobą drzwi i kierując się w stronę sali, widząc, że dzisiaj znowu jest dzień gdy zaczynam wychowaniem fizycznym, co wciąż mnie niezbyt radowało. Choć jest szansa, że będzie lepiej niż zwykle, ze względu na powolne odbudowywanie się mojego organizmu, jak i jego odporności.
___
W przeciągu dnia wiele się nie działo, ze względu na powrót do mojej normalnej rutyny, czyli bycia zwyczajną, szara myszką w szkole, co zmienia się dopiero w trakcie pory obiadowej, kiedy Ivan zjawia się i zgarnia mnie do wspólnej pracy nad projektami przez kolejne godziny, a potem ostatnim kierunkiem jest mój pokój
- Zimno tu - mruknąłem do samego siebie, przebierając się ze względu na czas na przybycie Ivana.
- Nie narzekaj - odezwał się głos w trakcie otwierania drzwi, przez co miałem wrażenie, że wyskoczę z własnej skóry, naciągając przez głowę bluzkę od piżamy.
- Zrób tak jeszcze raz... - zasłoniłem twarz dłońmi, uspokajając swój lekko trzęsący oddech.
- Dobra, dobra. Chodź już - odłożył swoje rzeczy, które przyniósł se sobą na kolejny dzień.
Nic więcej nie powiedziałem i wdrapałem się na łóżko oraz pod kołdrę, czekając aż chłopak zrobi to samo, abym miał możliwość przyczepienia się do jego pleców. Gdy już to zrobił, a ja sam byłem gotowy przysunąć się do białowłosego, zachowanie z jego strony na to mi nie pozwoliło. Podniosłem lekko głowę, spoglądając na niego pytającym wzrokiem, gdy oplótł dłonie wokół mojego pasa i przysunął do siebie, przez co w ostatniej chwili powstrzymałem piśnięcie, które zamierzało wydostać się z mojego gardła
- Dobranoc - powiedział cicho przed zgaszeniem lampy za nim.
- Dobranoc - odpowiedziałem niewyraźnie, samemu wsuwając jedną z dłoni pod talię Ivana, a drugą nad nią, splatając je nawzajem za jego plecami, powoli odpływając do snu.
[ Ivan? ]
Od Cheolsun'a C.D Ivana
Słowa Ivana mnie zabolały i to mocno. Cudem było, że nie rozpadłem się przed oczami białowłosego, ani w żadnym większym stopniu w pokoju. Oczy miałem czerwone, ale nic więcej. Drżące wargi były czymś w miarę naturalnym ze strony mojego organizmu. A muzyka nie pomagała, na co wcześniej w głębi serca liczyłem.
Podkuliłem nogi pod brodę, opierając ją na kolanach i zamknąłem oczy, przy okazji zaciskając wciąż drżące mi wargi, dopóki nie usłyszałem otwieranych drzwi, gdzie po tym wszystko zdarzyło się szybko. Za szybko, a nim ja się obejrzałem, Ivan leżał na jednym z końców mojego łóżka. Odłożyłem telefon wraz ze słuchawkami na bok i położyłem się, przykrywając się kołdrą oraz zawieszając na jakiś moment wzrok na suficie, licząc, że sen mnie dopadnie. Bez strachu.
Zamknąłem oczy i w jakby zwolnionym tempie czułem jak udaje mi się zasnąć, ale wtedy ponownie musiał pojawić się koszmar z dzieciństwa. Ten który polegał na tym, że byłem goniony przez klauna, zmieniający się w postać, wyższą o kilka metrów, a widoczna była tylko dla mnie, co tym bardziej wzbudzało we mnie panikę, widząc, jak ludzie dookoła ignorują całą sytuację. Ignorują jak potwór zbliża się w moją stronę, w wolnym tempie wbijając pazury od swoich rąk na wylot przez mój tors. Tyle wystarczyło, aby wystraszyć dziesięcioletniego mnie, tym bardziej jak powtarzało się to prawdopodobnie dłużej niż tydzień.
Otworzyłem oczy, przez co przed podniesieniem się z łóżka widziałem postać nad sobą, widząc jej szarą skórę jeszcze bliżej niż zwykle. Powstrzymałem się od krzyknięcia, nie chcąc denerwować Petersova, któremu wciąż nie chciałem wybaczyć, ale panująca sytuacja zmuszała mnie do tego.
Ignorując fakt czy chłopak śpi, czy nie, przysunąłem się powoli do niego i oplotłem swoje ręce wokół jego talii, wbijając twarz w zgięcie w karku. Ciepło, bijące od pleców Ivana, pomogło mi w jakiś sposób uspokoić się po sytuacji, która przed chwilą wystąpiła
- Co ty robisz? - spytał zmęczonym tonem, na co pokręciłem głową przed odpowiedzią.
- Siedź cicho. Miałem spać, tak? - mruknąłem w jego kark, zamykając oczy.
Białowłosy nie powiedział nic więcej i wrócił prawdopodobnie do spania, a ja jedynie widząc przed oczami ten sam obraz, zacisnąłem dłonie na materiale jego bluzki.
Ignorując możliwość denerwowania tym chłopaka, nie rozluźniłem dłoni oraz nie powstrzymałem tworzących się powoli łez, które w pewnym momencie zostawią prawdopodobnie ślad na karku Ivana.
W końcu jednak ciężar na powiekach stał się na tyle wielki, że nawet nie myślałem o koszmarze, a sen, którego nie miałem od... długiego czasu, naprawdę długiego czasu, w końcu miał możliwość wzięcia udziału w moim życiu, przez co rozluźniłem dłonie na bluzce Ivana w trakcie snu.
___
- Cheolsun. Wstawaj - odezwał się ktoś ostro, co jednak w moich uszach brzmiało trzy razy łagodniej.
Jęknąłem cicho niezadowolony, czując, że powinienem wstać z tego łóżka. Puściłem chłopaka, podnosząc się do siadu i przejechałem dłonią po oczach, aby rozbudzić je w jakimś stopniu. Chwilę później, uśmiechnąłem się lekko, ukazując w ten sposób swoje królicze zęby
- W końcu się wyspałem - mruknąłem cicho do siebie, wciąż mając przyklejony uśmiech na twarzy.
- Dobra, trzeba ciebie jakoś ubrać - stwierdził, podchodząc do mojej szafy i otwierając każdą pojedynczą szufladę.
- To wszystko nie zmienia faktu, że to zabolało - powiedziałem w pewnym momencie, zmazując wesoły wyraz twarzy - To, co powiedziałeś w nocy - dodałem, chcąc mieć pewność, że wie o co chodzi.
[ Ivan? ]
Podkuliłem nogi pod brodę, opierając ją na kolanach i zamknąłem oczy, przy okazji zaciskając wciąż drżące mi wargi, dopóki nie usłyszałem otwieranych drzwi, gdzie po tym wszystko zdarzyło się szybko. Za szybko, a nim ja się obejrzałem, Ivan leżał na jednym z końców mojego łóżka. Odłożyłem telefon wraz ze słuchawkami na bok i położyłem się, przykrywając się kołdrą oraz zawieszając na jakiś moment wzrok na suficie, licząc, że sen mnie dopadnie. Bez strachu.
Zamknąłem oczy i w jakby zwolnionym tempie czułem jak udaje mi się zasnąć, ale wtedy ponownie musiał pojawić się koszmar z dzieciństwa. Ten który polegał na tym, że byłem goniony przez klauna, zmieniający się w postać, wyższą o kilka metrów, a widoczna była tylko dla mnie, co tym bardziej wzbudzało we mnie panikę, widząc, jak ludzie dookoła ignorują całą sytuację. Ignorują jak potwór zbliża się w moją stronę, w wolnym tempie wbijając pazury od swoich rąk na wylot przez mój tors. Tyle wystarczyło, aby wystraszyć dziesięcioletniego mnie, tym bardziej jak powtarzało się to prawdopodobnie dłużej niż tydzień.
Otworzyłem oczy, przez co przed podniesieniem się z łóżka widziałem postać nad sobą, widząc jej szarą skórę jeszcze bliżej niż zwykle. Powstrzymałem się od krzyknięcia, nie chcąc denerwować Petersova, któremu wciąż nie chciałem wybaczyć, ale panująca sytuacja zmuszała mnie do tego.
Ignorując fakt czy chłopak śpi, czy nie, przysunąłem się powoli do niego i oplotłem swoje ręce wokół jego talii, wbijając twarz w zgięcie w karku. Ciepło, bijące od pleców Ivana, pomogło mi w jakiś sposób uspokoić się po sytuacji, która przed chwilą wystąpiła
- Co ty robisz? - spytał zmęczonym tonem, na co pokręciłem głową przed odpowiedzią.
- Siedź cicho. Miałem spać, tak? - mruknąłem w jego kark, zamykając oczy.
Białowłosy nie powiedział nic więcej i wrócił prawdopodobnie do spania, a ja jedynie widząc przed oczami ten sam obraz, zacisnąłem dłonie na materiale jego bluzki.
Ignorując możliwość denerwowania tym chłopaka, nie rozluźniłem dłoni oraz nie powstrzymałem tworzących się powoli łez, które w pewnym momencie zostawią prawdopodobnie ślad na karku Ivana.
W końcu jednak ciężar na powiekach stał się na tyle wielki, że nawet nie myślałem o koszmarze, a sen, którego nie miałem od... długiego czasu, naprawdę długiego czasu, w końcu miał możliwość wzięcia udziału w moim życiu, przez co rozluźniłem dłonie na bluzce Ivana w trakcie snu.
___
- Cheolsun. Wstawaj - odezwał się ktoś ostro, co jednak w moich uszach brzmiało trzy razy łagodniej.
Jęknąłem cicho niezadowolony, czując, że powinienem wstać z tego łóżka. Puściłem chłopaka, podnosząc się do siadu i przejechałem dłonią po oczach, aby rozbudzić je w jakimś stopniu. Chwilę później, uśmiechnąłem się lekko, ukazując w ten sposób swoje królicze zęby
- W końcu się wyspałem - mruknąłem cicho do siebie, wciąż mając przyklejony uśmiech na twarzy.
- Dobra, trzeba ciebie jakoś ubrać - stwierdził, podchodząc do mojej szafy i otwierając każdą pojedynczą szufladę.
- To wszystko nie zmienia faktu, że to zabolało - powiedziałem w pewnym momencie, zmazując wesoły wyraz twarzy - To, co powiedziałeś w nocy - dodałem, chcąc mieć pewność, że wie o co chodzi.
[ Ivan? ]
sobota, 5 listopada 2016
Od Cheolsun'a C.D Ivana
Nie chciałem sprawić wrażenia, że nie chce z nim pracować. Ale nie wyszło, znam siebie i pewnie i tak jutro do niego przyjdę, chyba, że on tego nie będzie chciał. To już inna sytuacja.
Wszedłem do swojego pokoju, zrzucając z barków plecak i wziąłem ponownie do rąk piżamę z zamiarem przebrania się w nią, ze względu na brak innych obowiązków do końca dnia. Dość szybko nasunąłem na nogi czarne, dresowe spodnie, a na górę białą bluzkę z krótkim rękawkiem. Nie wziąłem się jeszcze za słuchanie muzyki czy radia, tylko za zrobienie tego, co narzucili nam dzisiaj nauczyciele. Szczególnie przedmiot ścisły, co trochę czasu mi zajęło, ale w końcu się udało. Nawet z moim niechętnym podejściem na samym początku.
Odłożyłem książki wspólnie z zeszytami na bok i oparłem głowę o ścianę, rysując niewiadome szlaczki na biurku na przeciwko mnie. Było mi w jakimś stopniu wstyd tego, że Ivan tak dobrze mógł zauważyć moją niechęć do współpracy. Powinienem być zadowolony, że ktoś mnie w końcu zauważył, a mi jak zwykle nie pasuje.
Zacisnąłem wargi i wyprostowałem się, sięgając po telefon leżący w pobliżu i sprawdziłem w ten sposób godzinę, na której widniała godzina 23:00. Westchnęłam cicho i podniosłem się z łóżka, znajdując gdzieś czarna bluzę i włożyłem ją przez głowę, a na nogi wsunąłem wcześniej noszone przeze mnie dzisiaj buty. Przy okazji sięgnąłem po telefon ze słuchawkami oraz portfel, mając plan się przejść i zarazem dokupić sobie "prowiant" do pokoju.
Odczekałem moment, słysząc za drzwiami kroki, bo mimo wszystko, nieprędko mi wpaść teraz na jakiegoś nauczyciela. Otwierając cicho drzwi, wyszedłem z pokoju i równie cicho je zamknąłem, kierując się w stronę wyjścia z akademii.
___
Trzymając siatkę w jednej dłoni, kierowałem się z powrotem do akademii, wyciągając z niej jedną z kilku butelek. Odkręciłem ją i wziąłem pare łyków, rozglądając się po lekko oświetlonym mieście dzięki lampom. Długo jednak tak nie mogłem, ponieważ znalazłem się w pobliżu akademii i zamierzałem iść do siebie, dopóki nie zauważyłem dwóch sylwetek stojących w okolicach parkingu i nie rozpoznałem w nich jednego głosu. Podszedłem cicho w tamta stronę, zostając niezauważonym przed osobników i bez większego problemu mogłem zauważyć co robią. Nie podejrzewałbym jednak Ivana o branie narkotyków. Wydaje się za bardzo pozytywną osobą. Chyba ze to była zasługa tych używek.
Usunąłem się z pola widzenia jak jeden z nich zaczął kierować się w moja stronę i gdy przeszedł obok, niezauważony podszedłem do Ivana, który na początku mnie nie zauważył. Miałem za to teraz okazje i sensowniejszy powód, aby go o to spytać
- Co ty tutaj robisz? - syknął, widocznie niezadowolony z mojej okazji.
- Nie wydam ani ciebie, ani tego chłopaka i zostanę modelem - już zauważyłem irytację na jego twarzy - Jak zgodzisz się pomóc z moim problemem - dodałem. >
- Jakim? - spytał od razu, mając już mnie dość.
- Somnifobią i bezsennością - zacisnąłem dłoń na siatce - W taki sposób, że będziesz ze mną spać - bez większego myślenia wyrzuciłem to z siebie, nie spuszczając wzroku z oczu Petersova, czekając na słowa z jego strony.
[ Ivan? ]
Wszedłem do swojego pokoju, zrzucając z barków plecak i wziąłem ponownie do rąk piżamę z zamiarem przebrania się w nią, ze względu na brak innych obowiązków do końca dnia. Dość szybko nasunąłem na nogi czarne, dresowe spodnie, a na górę białą bluzkę z krótkim rękawkiem. Nie wziąłem się jeszcze za słuchanie muzyki czy radia, tylko za zrobienie tego, co narzucili nam dzisiaj nauczyciele. Szczególnie przedmiot ścisły, co trochę czasu mi zajęło, ale w końcu się udało. Nawet z moim niechętnym podejściem na samym początku.
Odłożyłem książki wspólnie z zeszytami na bok i oparłem głowę o ścianę, rysując niewiadome szlaczki na biurku na przeciwko mnie. Było mi w jakimś stopniu wstyd tego, że Ivan tak dobrze mógł zauważyć moją niechęć do współpracy. Powinienem być zadowolony, że ktoś mnie w końcu zauważył, a mi jak zwykle nie pasuje.
Zacisnąłem wargi i wyprostowałem się, sięgając po telefon leżący w pobliżu i sprawdziłem w ten sposób godzinę, na której widniała godzina 23:00. Westchnęłam cicho i podniosłem się z łóżka, znajdując gdzieś czarna bluzę i włożyłem ją przez głowę, a na nogi wsunąłem wcześniej noszone przeze mnie dzisiaj buty. Przy okazji sięgnąłem po telefon ze słuchawkami oraz portfel, mając plan się przejść i zarazem dokupić sobie "prowiant" do pokoju.
Odczekałem moment, słysząc za drzwiami kroki, bo mimo wszystko, nieprędko mi wpaść teraz na jakiegoś nauczyciela. Otwierając cicho drzwi, wyszedłem z pokoju i równie cicho je zamknąłem, kierując się w stronę wyjścia z akademii.
___
Trzymając siatkę w jednej dłoni, kierowałem się z powrotem do akademii, wyciągając z niej jedną z kilku butelek. Odkręciłem ją i wziąłem pare łyków, rozglądając się po lekko oświetlonym mieście dzięki lampom. Długo jednak tak nie mogłem, ponieważ znalazłem się w pobliżu akademii i zamierzałem iść do siebie, dopóki nie zauważyłem dwóch sylwetek stojących w okolicach parkingu i nie rozpoznałem w nich jednego głosu. Podszedłem cicho w tamta stronę, zostając niezauważonym przed osobników i bez większego problemu mogłem zauważyć co robią. Nie podejrzewałbym jednak Ivana o branie narkotyków. Wydaje się za bardzo pozytywną osobą. Chyba ze to była zasługa tych używek.
Usunąłem się z pola widzenia jak jeden z nich zaczął kierować się w moja stronę i gdy przeszedł obok, niezauważony podszedłem do Ivana, który na początku mnie nie zauważył. Miałem za to teraz okazje i sensowniejszy powód, aby go o to spytać
- Co ty tutaj robisz? - syknął, widocznie niezadowolony z mojej okazji.
- Nie wydam ani ciebie, ani tego chłopaka i zostanę modelem - już zauważyłem irytację na jego twarzy - Jak zgodzisz się pomóc z moim problemem - dodałem. >
- Jakim? - spytał od razu, mając już mnie dość.
- Somnifobią i bezsennością - zacisnąłem dłoń na siatce - W taki sposób, że będziesz ze mną spać - bez większego myślenia wyrzuciłem to z siebie, nie spuszczając wzroku z oczu Petersova, czekając na słowa z jego strony.
[ Ivan? ]
Od Cheolsun'a C.D Ivana
Spojrzałem na kartkę z wypisanymi cyframi na niej, biorąc swój plecak i schowałem ją do kieszeni, łapiąc za klamkę
- Dobranoc - odpowiedziałem, nie zwracając uwagi czy chłopak w ogóle mnie usłyszał i wyszedłem z jego pokoju, zamykając powoli za sobą drzwi.
W drodze do pokoju zapisałem kontakt w telefonie, co zajęło mi ją prawie całą, ponieważ długa ona nie była. Wszedłem do środka, przebierając się tam w piżamę i podnosząc słuchawki ze stolika, podłączając je do telefonu, włączając następnie muzykę. W ten sposób będąc gotowym do spędzenia kolejnej bezsennej nocy, słuchając muzyki wyszukałem odpowiedni kontakt i napisałem krótką wiadomość do Ivana z treścią "Czas mam zawsze. Cheolsun" i bez większego zastanowienia wysłałem ją, wracając do wcześniejszej czynności, którą było siedzenie opartemu o ścianę i przy okazji patrzenie się w pustą przestrzeń, wsłuchując się w każdy lecący po kolei utwór.
___
Po raz kolejny tej nocy, patrzyłem na numer należący do Petersova, ale zawsze gdy zamierzałem już coś do niego napisać, usuwałem to, a tym bardziej widząc na telefonie godzinę 3:37, która do najlepszych nie należy. Chwilę potem za to jak poparzony szukałem jakiegoś napoju energetycznego, który powinien tutaj być. Na momenty gdy oczy zamykały mi się niemiłosiernie mocno, potrzebowałem tego pobudzenia przynajmniej na jakiś czas, a zawsze coś dawało, więc nie wątpiłem, że pomoże. Natrafiając dłonią na metalową puszkę, wyjąłem ją z szuflady i otworzyłem, dość łapczywie biorąc pierwszy, spory łyk i odkładając ją na bok, przełączając z wolniejszej piosenki, na bardziej wyższą, która ma większe szanse na utrzymanie mnie na nogach. Przy okazji, wstałem z łóżka i przejrzałem szafę w poszukiwaniu jakiś ubrań na jutro, przez co skończyło się na białej, niewiele przydużej koszuli i równie luźnych jeansowych spodniach, a o butach to niezbyt myślałem w danym momencie. Złożyłem ubrania i położyłem je na krzesło obok biurka, powtarzając tą czynność potem jeszcze parę razy, dla zajęcia czasu przez co zacząłem przyglądać się swojemu pokojowi i zauważać w nim panującą pustkę. Fakt, znajdowały się w nim moje osobiste rzeczy, ale jednak coś było takiego, że wydawał się jakby brakowało mu własnej osobowości, gdzie ze mną nie było inaczej, ale czy robiłem coś, aby to zmienić? Nie. I to był prawdopodobnie główny problem, ale nie było mi do tego śpieszno i wolałem zostać pod tym obrazem nieodzywającego się chłopaka, nierzucającego się w oczy, tyle mi wystarczało.
Sam sobie przerwałem przemyślenia, odkładając ubrania po raz ostatni i wracając na łóżko, zostając tam w pozycji leżącej, opierając głowę na poduszce i tępo patrząc w sufit, wracając do słuchania muzyki. Obróciłem lekko głowę na bok, splatając dłonie na klatce piersiowej i sięgnąłem dłonią po napój energetyczny, biorąc kolejny haust z puszki. Spojrzałem przy okazji na godzinę, gdzie przy szukaniu energetyka, wybraniu ubrań i złożenia ich oraz rozłożenia ponad dziesięć razy, zleciało mi do godziny czwartej. Czyli jeszcze dwie godziny do możliwość wyjścia bez większego stresu z pokoju, ze względu na brak całkowitej ciszy na korytarzach akademii.
___
Po kolejnych godzinach, moje słuchanie muzyki przerwał numer dzwoniący na mój telefon, który dość sprawnie odebrałem, nie zwracając uwagi na nazwę kontaktu
- Halo? - powiedziałem, przecierając oczy i rozglądając się po pokoju.
- O której kończysz dzisiaj zajęcia? - spytał znajomy głos, który przez wczesną porę był ciężki dla mnie do rozpoznania.
- Ech... - zaciąłem się na moment, myśląc o moim planie lekcji - Około czternastej - odpowiedziałem w końcu, słysząc wcześniej już poirytowane westchnięcie z drugiej strony telefonu.
- Dobra, bądź na stołówce o 15:20 - nim zdążyłem powiedzieć coś więcej, chłopak się rozłączył, a w słuchawkach z powrotem leciała muzyka.
Zatrzymałem utwór, odkładając telefon na bok i idąc z wcześniej wybranymi ubraniami do łazienki, gdzie wykonałem poranną toaletę, która zajęła mi jakieś kolejne dwadzieścia minut. Po tym czasie wyszedłem z łazienki i podniosłem swój plecak, drapiąc się po obojczyku i wsunąłem na stopy jeszcze miodowe timberlandy, wiążąc je. W takim stanie wyszedłem z pokoju, ponawiając rutynę z wczoraj, czyli podróż do sklepu po kawę lub napój energetyczny, wrócić do szkoły na lekcje i co bym zrobił zwykle, to powrót do pokoju, ale dzisiaj nie było mi to dane.
Trzymałem ciepły kubek w jednej dłoni, obserwując życie na korytarzu w trakcie kierowania się w stronę sali od geografii. Przyłożyłem napój do warg, biorąc jeden łyk i wchodząc do chwilowo pustej klasy, siadając w jednej ławce z tyłu, gdzie po chwili zaczęli zbierać się ludzie, na samym końcu wspólnie z profesorem Rohanem, który w szybkim tempie rozpoczął swoje zajęcia.
___
Od jakiś piętnastu minut siedziałem już na stołówce, w swoim własnym tempie jedząc wybrane jedzenie z opartą głową na jednej dłoni. Mimo panującego hałasu dookoła, ja i tak uważałem, że jest spokój, bo nikt nie naruszał mojej przestrzeni. Nie na długo, ponieważ prawie równo w czasie do stolika przyszedł Ivan. Podniosłem na niego wzrok, widząc, że robi to samo co wczoraj, czyli studiuje zapewne to, co mam na sobie. Spuściłem wzrok ponownie na talerz, drapiąc się po obojczyku
- Możemy już iść? - spytałem, zamierzając wstać od stołu - I to spojrzenie jest niepotrzebne - burknąłem pod nosem, odsuwając od siebie tacę, na której zostało wciąż trochę jedzenia.
[ Ivan? ]
- Halo? - powiedziałem, przecierając oczy i rozglądając się po pokoju.
- O której kończysz dzisiaj zajęcia? - spytał znajomy głos, który przez wczesną porę był ciężki dla mnie do rozpoznania.
- Ech... - zaciąłem się na moment, myśląc o moim planie lekcji - Około czternastej - odpowiedziałem w końcu, słysząc wcześniej już poirytowane westchnięcie z drugiej strony telefonu.
- Dobra, bądź na stołówce o 15:20 - nim zdążyłem powiedzieć coś więcej, chłopak się rozłączył, a w słuchawkach z powrotem leciała muzyka.
Zatrzymałem utwór, odkładając telefon na bok i idąc z wcześniej wybranymi ubraniami do łazienki, gdzie wykonałem poranną toaletę, która zajęła mi jakieś kolejne dwadzieścia minut. Po tym czasie wyszedłem z łazienki i podniosłem swój plecak, drapiąc się po obojczyku i wsunąłem na stopy jeszcze miodowe timberlandy, wiążąc je. W takim stanie wyszedłem z pokoju, ponawiając rutynę z wczoraj, czyli podróż do sklepu po kawę lub napój energetyczny, wrócić do szkoły na lekcje i co bym zrobił zwykle, to powrót do pokoju, ale dzisiaj nie było mi to dane.
Trzymałem ciepły kubek w jednej dłoni, obserwując życie na korytarzu w trakcie kierowania się w stronę sali od geografii. Przyłożyłem napój do warg, biorąc jeden łyk i wchodząc do chwilowo pustej klasy, siadając w jednej ławce z tyłu, gdzie po chwili zaczęli zbierać się ludzie, na samym końcu wspólnie z profesorem Rohanem, który w szybkim tempie rozpoczął swoje zajęcia.
___
Od jakiś piętnastu minut siedziałem już na stołówce, w swoim własnym tempie jedząc wybrane jedzenie z opartą głową na jednej dłoni. Mimo panującego hałasu dookoła, ja i tak uważałem, że jest spokój, bo nikt nie naruszał mojej przestrzeni. Nie na długo, ponieważ prawie równo w czasie do stolika przyszedł Ivan. Podniosłem na niego wzrok, widząc, że robi to samo co wczoraj, czyli studiuje zapewne to, co mam na sobie. Spuściłem wzrok ponownie na talerz, drapiąc się po obojczyku
- Możemy już iść? - spytałem, zamierzając wstać od stołu - I to spojrzenie jest niepotrzebne - burknąłem pod nosem, odsuwając od siebie tacę, na której zostało wciąż trochę jedzenia.
[ Ivan? ]
czwartek, 3 listopada 2016
Od Cheolsun'a C.D Ivan'a
Nie dość, że przez sporą część dnia musiałem unikać pana Lancowskiego, to jeszcze zmęczenie zaczęło ujawniać mi się jeszcze bardziej przez nienajlepszy stan organizmu, który wciąż nie pozbierał się po wychowaniu fizycznym. Między innymi przez nawracające zawroty głowy, przez co długi czas przed obiadem spędziłem w swoim pokoju, siedząc na łóżku i słuchając muzyki, aby odwrócić swoją uwagę. To była moja jedyna technika na takie sytuacje.
A apetytu na nic nie miałem, więc w trakcie siedzenia na stołówce, jedynie mieszałem widelcem w jedzeniu, dopóki Ivan nie oświadczył, że jestem mu do czegoś potrzebny.
Przełknąłem cicho ślinę, słysząc propozycję, a raczej wymóg ze strony białowłosego i podniosłem wzrok z talerza na chłopaka, nabierając coś w końcu na widelec
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł - stwierdziłem w końcu, zapychając sobie następnie usta sałatą jak i jakimś mięsem.
- Ale mnie to niezbyt interesuje - stwierdził szybko i podniósł się ze swojego miejsca, prawdopodobnie z zamiarem pójścia do siebie, czekając przy tym aż zrobię to samo.
Przełknąłem trzymane jedzenie w buzi i poszedłem odnieść tacę na swoje miejsce, widząc kątem oka, że białowłosy idzie za mną. Mi za to śpieszno nie było, tak samo jak do zostania jego modelem. Nie wiem co mu wpadło do głowy, aby to akurat mnie sobie wybrać, ale sam ten pomysł mnie nie pocieszał, a wręcz przeciwnie. Wypuściłem powietrze powoli i gdy zauważyłem łatwiejsze, w jakimś stopniu, przejście pomiędzy ludźmi, odłożyłem trzymany przeze mnie przedmiot i puściłem się biegiem, przeciskając się przez zgromadzenie ludzi, co jakiś czas kogoś przepraszając, gdy dostał ode mnie ramieniem, w głębi serca licząc, że to mi coś da
- Hej! Gdzie ty biegniesz? - usłyszałem za sobą, po chwili również i kroki, przez co prawie wywróciłem się o własne nogi, ale skończyło się na lekkim potknięciu.
Daleko jednak nie dobiegłem ze względu na uczucie osłabienia, przez co zatrzymałem się przy najbliższym parapecie i otworzyłem sobie okno, niedługo potem widząc przy sobie Ivana
- Nie odpuścisz mi tego, prawda? - spytałem, po chwili jednak mrużąc lekko oczy ze względu na wyraz twarzy chłopaka, uderzając go potem lekko w dłoń, która zbliżała się w stronę mojego nosa, przez co sam dotknąłem tam palcami, czując na nich ciepłą ciecz.
- Masz - podał mi chusteczkę, którą z wcześniejszym niewyraźnym podziękowaniem od niego wziąłem i przyłożyłem ją do nosa - I nie - powiedział dodatkowo, wznawiając krok.
Niezbyt zadowolony z przebiegu sytuacji poszedłem za nim, nie wiedząc na co dokładniej się szykować. Projektów nie miałem nawet okazji przejrzeć, czego pewnie i tak bym nie zrobił, gdyby mi je dał. A jedyne z czego kojarzę jego nazwisko, a nie imię, jest z innych projektów, które były ujawnione w szkole i roznosiły się wśród uczniów, czego uniknąć się nie da.
Przemyślenia na temat prac Ivana przerwało mi dotarcie do jego pokoju, gdzie wyrzuciłem chusteczkę, wciąż czując jakieś pozostałości pod nosem, więc wcześniej pytając, poszedłem do łazienki z zamiarem przemycia tego. Po powrocie wiele spokoju nie miałem, ponieważ białowłosy od razu wziął się do pracy
- Jeżeli mogę wiedzieć - zacząłem w pewnym momencie, ignorując wykonywane mierzenie przez chłopaka - Czemu wybrałeś sobie, że to ja zostanę twoim modelem? - spytałem, patrząc na nieład w pokoju Ivana, głównie składający się z papieru.
[ Ivan? ]
A apetytu na nic nie miałem, więc w trakcie siedzenia na stołówce, jedynie mieszałem widelcem w jedzeniu, dopóki Ivan nie oświadczył, że jestem mu do czegoś potrzebny.
Przełknąłem cicho ślinę, słysząc propozycję, a raczej wymóg ze strony białowłosego i podniosłem wzrok z talerza na chłopaka, nabierając coś w końcu na widelec
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł - stwierdziłem w końcu, zapychając sobie następnie usta sałatą jak i jakimś mięsem.
- Ale mnie to niezbyt interesuje - stwierdził szybko i podniósł się ze swojego miejsca, prawdopodobnie z zamiarem pójścia do siebie, czekając przy tym aż zrobię to samo.
Przełknąłem trzymane jedzenie w buzi i poszedłem odnieść tacę na swoje miejsce, widząc kątem oka, że białowłosy idzie za mną. Mi za to śpieszno nie było, tak samo jak do zostania jego modelem. Nie wiem co mu wpadło do głowy, aby to akurat mnie sobie wybrać, ale sam ten pomysł mnie nie pocieszał, a wręcz przeciwnie. Wypuściłem powietrze powoli i gdy zauważyłem łatwiejsze, w jakimś stopniu, przejście pomiędzy ludźmi, odłożyłem trzymany przeze mnie przedmiot i puściłem się biegiem, przeciskając się przez zgromadzenie ludzi, co jakiś czas kogoś przepraszając, gdy dostał ode mnie ramieniem, w głębi serca licząc, że to mi coś da
- Hej! Gdzie ty biegniesz? - usłyszałem za sobą, po chwili również i kroki, przez co prawie wywróciłem się o własne nogi, ale skończyło się na lekkim potknięciu.
Daleko jednak nie dobiegłem ze względu na uczucie osłabienia, przez co zatrzymałem się przy najbliższym parapecie i otworzyłem sobie okno, niedługo potem widząc przy sobie Ivana
- Nie odpuścisz mi tego, prawda? - spytałem, po chwili jednak mrużąc lekko oczy ze względu na wyraz twarzy chłopaka, uderzając go potem lekko w dłoń, która zbliżała się w stronę mojego nosa, przez co sam dotknąłem tam palcami, czując na nich ciepłą ciecz.
- Masz - podał mi chusteczkę, którą z wcześniejszym niewyraźnym podziękowaniem od niego wziąłem i przyłożyłem ją do nosa - I nie - powiedział dodatkowo, wznawiając krok.
Niezbyt zadowolony z przebiegu sytuacji poszedłem za nim, nie wiedząc na co dokładniej się szykować. Projektów nie miałem nawet okazji przejrzeć, czego pewnie i tak bym nie zrobił, gdyby mi je dał. A jedyne z czego kojarzę jego nazwisko, a nie imię, jest z innych projektów, które były ujawnione w szkole i roznosiły się wśród uczniów, czego uniknąć się nie da.
Przemyślenia na temat prac Ivana przerwało mi dotarcie do jego pokoju, gdzie wyrzuciłem chusteczkę, wciąż czując jakieś pozostałości pod nosem, więc wcześniej pytając, poszedłem do łazienki z zamiarem przemycia tego. Po powrocie wiele spokoju nie miałem, ponieważ białowłosy od razu wziął się do pracy
- Jeżeli mogę wiedzieć - zacząłem w pewnym momencie, ignorując wykonywane mierzenie przez chłopaka - Czemu wybrałeś sobie, że to ja zostanę twoim modelem? - spytałem, patrząc na nieład w pokoju Ivana, głównie składający się z papieru.
[ Ivan? ]
środa, 2 listopada 2016
Od Cheolsun'a C.D Ivan'a
Przejechałem po zmęczonych oczach, co jakiś czas rzucając okiem na okno, przerywając w ten sposób bazgranie bez większego sensu na kartce, przy okazji słuchając muzyki w słuchawkach. W końcu zauważyłem powoli, że niebo w wyjątkowo powolnym tempie się rozjaśnia, co znaczyło, że zbliżała się ludzka godzina. Spojrzałem na czas w telefonie, widząc tam godzinę 5:47
- Mogło być lepiej... - mruknąłem cicho do samego siebie, po raz kolejny przecierając klejące się do siebie nawzajem powieki.
Podniosłem się z łóżka, zatrzymując w tym momencie również muzykę i przejrzałem na szybko szafę, w poszukiwaniu odpowiednich ubrań na dzisiejszy dzień, wyciągając na samym końcu jakieś czarne jeansy i oraz bluzkę w poziome czerwone i białe paski. Zakryłam usta dłonią w trakcie ziewania i znalazłem się w łazience, z zamiarem sprawnego wzięcia prysznica, który przy okazji, przynajmniej powinien, mnie rozbudzić, tym bardziej ze względu na zimną wodę, codziennie mi towarzyszącą.
Odświeżony, szukałem potrzebnych mi rzeczy na dzisiejszy dzień, pakując je do czarnego plecaka i gotowy, wyszedłem, ponownie ze słuchawkami w uszach, z pokoju i skierowałem się w stronę głównego wyjścia z akademii, chcąc pójść do najbliższego sklepu po jakiś napój energetyczny, lecz przy samych drzwiach zostałem zatrzymany przez dyrektora szkoły
- Cheolsun, jak zwykle wcześnie rano. I dobrze - uśmiechnął się ciepło - Potrzebuję twojej pomocy. Nie będzie mnie dzisiaj większość dnia, a trzeba załatwić sprawę z kostiumami. Przechodząc do rzeczy, musisz iść do Ivana, wiesz raczej kto to, i odebrać od niego projekty kostiumów. Proste, poradzisz sobie - stwierdził z uśmiechem, wychodząc z akademii.
- Zaraz! Ja nie wiem... kto to jest - westchnąłem cicho, widząc jak dyrektor Emeret znika za drzwiami.
Chwilowo nie zamierzałem zająć się tą sprawą i zrobiłem to co chciałem wcześniej, czyli poszedłem do najbliższego spożywczego i kupiłem tam napój energetyczny jak i coś do jedzenia, podsumowując to jedynie czymś ze słodyczy.
Z zakupionymi przedmiotami i w połowie opróżnionym energetykiem wróciłem do szkoły i spojrzałem ponownie na godzinę w telefonie i skierowałem się pod odpowiednią salę, którą niestety była sala gimnastyczna. Ja i wychowanie fizyczne to dość... nieciekawy temat. Często próbuję zrobić wszystko, aby nie brać w nich udziału, ale ostatnio profesor Feng postanowił powiedzieć, że jak nie zjawię się ćwiczący na następnych zajęciach, to będzie źle. Prawdę mówiąc, to tyle, ale wystarczyło, abym zgodził się na taki układ.
Razem z resztą osób stałem ustawiony na sali, słuchając nauczyciela, gdzie nagle po całej sali rozeszły się krzyki za tym, w co dzisiaj będziemy grać. I skończyło się na siatkówce, i tym, że po niecałych dziesięciu minutach gry zmuszony byłem, aby zejść z boiska ze względu na nagłe osłabienie ukazane przez krew z nosa i bliskie omdlenie
- Cheolsun, wprowadzasz się w poważne kłopoty takim zaniedbywaniem swojego organizmu - stwierdzenie profesora Fenga było pierwszą rzeczą, którą usłyszałem po posadzeniu się na ławce.
- Gdybym tylko miał wybór... - powiedziałem niesłyszalnie, trzymając chusteczkę przy nosie i spojrzałem w górą, aby złapać kontakt wzrokowy z nauczycielem - Postaram się - to były jedyne słowa skierowane w jego stronę w danym momencie i ponownie podniosłem się z ławki.
- Jak już stoisz to możesz iść się przebrać od razu, nie mam nawet zamiaru wpuścić ciebie z powrotem na boisko - powiedział przez moim wyjściem, gdzie zrobiłem to, co powiedział, czyli zmieniłem swój ubiór.
___
Po raz ostatni, dla mnie, zadzwonił dzisiaj dzwonek informujący o skończonej lekcji, co przypomniało mi o tym, że miałem znaleźć tego... Ivana? Tak. Te projekty. Westchnąłem cicho i zebrałem się jako ostatni i po wyjściu z klasy skierowałem się w stronę spisu pokoi, szukając tam odpowiedniego imienia, ze względu na brak znajomości nazwiska chłopaka. Po niedługim czasie w końcu je znalazłem, a było ono przy numerze drugim w pokojach jednoosobowych. Zapamiętując potrzebną mi informację, bez większego pośpiechu szedłem do pokoju drugiego.
Stałem przed odpowiednimi drzwiami, po raz ostatni poprawiając plecak na ramieniu i przełknąłem ślinę, przykładając dłoń do wejścia z zamiarem zapukania, co po kilkunastu sekundach w końcu zrobiłem, a wtedy drzwi zostały otwarte przez mniej więcej mojego wzrostu, białowłosego chłopaka, a ja po raz kolejny dla uspokojenia przełknąłem ślinę oraz zacisnąłem dłoń na uchwycie od plecaka
- Ja od dyrektora Emereta. Chodzi o projekty na bal kostiumowy - powiedziałem prawie na jednym tchu, zachowując przy tym jednak w miarę spokojny ton, jak i nic nie mówiący wyraz twarzy.
[ Ivan? ]
- Mogło być lepiej... - mruknąłem cicho do samego siebie, po raz kolejny przecierając klejące się do siebie nawzajem powieki.
Podniosłem się z łóżka, zatrzymując w tym momencie również muzykę i przejrzałem na szybko szafę, w poszukiwaniu odpowiednich ubrań na dzisiejszy dzień, wyciągając na samym końcu jakieś czarne jeansy i oraz bluzkę w poziome czerwone i białe paski. Zakryłam usta dłonią w trakcie ziewania i znalazłem się w łazience, z zamiarem sprawnego wzięcia prysznica, który przy okazji, przynajmniej powinien, mnie rozbudzić, tym bardziej ze względu na zimną wodę, codziennie mi towarzyszącą.
Odświeżony, szukałem potrzebnych mi rzeczy na dzisiejszy dzień, pakując je do czarnego plecaka i gotowy, wyszedłem, ponownie ze słuchawkami w uszach, z pokoju i skierowałem się w stronę głównego wyjścia z akademii, chcąc pójść do najbliższego sklepu po jakiś napój energetyczny, lecz przy samych drzwiach zostałem zatrzymany przez dyrektora szkoły
- Cheolsun, jak zwykle wcześnie rano. I dobrze - uśmiechnął się ciepło - Potrzebuję twojej pomocy. Nie będzie mnie dzisiaj większość dnia, a trzeba załatwić sprawę z kostiumami. Przechodząc do rzeczy, musisz iść do Ivana, wiesz raczej kto to, i odebrać od niego projekty kostiumów. Proste, poradzisz sobie - stwierdził z uśmiechem, wychodząc z akademii.
- Zaraz! Ja nie wiem... kto to jest - westchnąłem cicho, widząc jak dyrektor Emeret znika za drzwiami.
Chwilowo nie zamierzałem zająć się tą sprawą i zrobiłem to co chciałem wcześniej, czyli poszedłem do najbliższego spożywczego i kupiłem tam napój energetyczny jak i coś do jedzenia, podsumowując to jedynie czymś ze słodyczy.
Z zakupionymi przedmiotami i w połowie opróżnionym energetykiem wróciłem do szkoły i spojrzałem ponownie na godzinę w telefonie i skierowałem się pod odpowiednią salę, którą niestety była sala gimnastyczna. Ja i wychowanie fizyczne to dość... nieciekawy temat. Często próbuję zrobić wszystko, aby nie brać w nich udziału, ale ostatnio profesor Feng postanowił powiedzieć, że jak nie zjawię się ćwiczący na następnych zajęciach, to będzie źle. Prawdę mówiąc, to tyle, ale wystarczyło, abym zgodził się na taki układ.
Razem z resztą osób stałem ustawiony na sali, słuchając nauczyciela, gdzie nagle po całej sali rozeszły się krzyki za tym, w co dzisiaj będziemy grać. I skończyło się na siatkówce, i tym, że po niecałych dziesięciu minutach gry zmuszony byłem, aby zejść z boiska ze względu na nagłe osłabienie ukazane przez krew z nosa i bliskie omdlenie
- Cheolsun, wprowadzasz się w poważne kłopoty takim zaniedbywaniem swojego organizmu - stwierdzenie profesora Fenga było pierwszą rzeczą, którą usłyszałem po posadzeniu się na ławce.
- Gdybym tylko miał wybór... - powiedziałem niesłyszalnie, trzymając chusteczkę przy nosie i spojrzałem w górą, aby złapać kontakt wzrokowy z nauczycielem - Postaram się - to były jedyne słowa skierowane w jego stronę w danym momencie i ponownie podniosłem się z ławki.
- Jak już stoisz to możesz iść się przebrać od razu, nie mam nawet zamiaru wpuścić ciebie z powrotem na boisko - powiedział przez moim wyjściem, gdzie zrobiłem to, co powiedział, czyli zmieniłem swój ubiór.
___
Po raz ostatni, dla mnie, zadzwonił dzisiaj dzwonek informujący o skończonej lekcji, co przypomniało mi o tym, że miałem znaleźć tego... Ivana? Tak. Te projekty. Westchnąłem cicho i zebrałem się jako ostatni i po wyjściu z klasy skierowałem się w stronę spisu pokoi, szukając tam odpowiedniego imienia, ze względu na brak znajomości nazwiska chłopaka. Po niedługim czasie w końcu je znalazłem, a było ono przy numerze drugim w pokojach jednoosobowych. Zapamiętując potrzebną mi informację, bez większego pośpiechu szedłem do pokoju drugiego.
Stałem przed odpowiednimi drzwiami, po raz ostatni poprawiając plecak na ramieniu i przełknąłem ślinę, przykładając dłoń do wejścia z zamiarem zapukania, co po kilkunastu sekundach w końcu zrobiłem, a wtedy drzwi zostały otwarte przez mniej więcej mojego wzrostu, białowłosego chłopaka, a ja po raz kolejny dla uspokojenia przełknąłem ślinę oraz zacisnąłem dłoń na uchwycie od plecaka
- Ja od dyrektora Emereta. Chodzi o projekty na bal kostiumowy - powiedziałem prawie na jednym tchu, zachowując przy tym jednak w miarę spokojny ton, jak i nic nie mówiący wyraz twarzy.
[ Ivan? ]
Cheolsun Lee
"Zaufanie jest jak zapałka, drugi raz jej nie odpalisz"
Imię: Cheolsun
Pseudonim: Cheol, Słoneczko
Nazwisko: Lee
Wiek: 18 lat
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny
Głos: Jungkook - BEGIN
Moc: Początkująca kontrola nad powietrzem
Pokój: jednoosobowy - 4
Aparycja: Cheol należy do osób szczupłych, przy okazji mając 178 centymetrów wzrostu. Ma również zarys mięśni, lecz nie nazwałby siebie silnym, jak już to przeciętnie. Bardziej zalicza siebie do osób zwinnych oraz szybkich, ze względu na szkolne sukcesy w kategoriach typu sztafety. Na lewej łydce Lee jest w miarę długa blizna, po przygodzie w trakcie snu, którego przez długi czas z tego względu nie lubił wspominać, wciąż nie przychodzi mu to z przyjemnością. Ma również bliznę na lewym policzku, nie znając do końca jej pochodzenia. Jego krok jest wyjątkowo lekki i niezbyt słyszalny
Posiada ciemne, jak to bywa określane, czekoladowe tęczówki oraz krótkie, brązowe włosy. Ma również przekłute uszy, mając w dziurkach czarne lub srebrne kolczyki, najczęściej. Szczególną cechą wyglądu Cheolsuna są jego z lekka królicze zęby, często ukazywane w dużym, słodkim uśmiechu.
W zwyczaju jest mu się ubierać w białe lub czarne rzeczy, choć zobaczenie go w kolorze z cudem nie graniczy. Bywa, że jednak są to jedynie dodatki lub narzucona odzież wierzchnia.
Charakter: Lee jest osobą wpierw nieśmiałą, która będzie nakładała nerwowy uśmiech na swoją twarz tylko po to, aby nie dać po sobie znać, że czuje się niezręcznie. Co i tak po nim widać. Na samym początku sprawia również wrażenie osoby aspołecznej, zimnej, przez brak porozumiewania się z jego strony, co później się zmienia. Niezręczność jednak towarzyszy mu przy poznaniu nowych osób przez jakiś okres czasu, dopóki nie pozna kogoś lepiej, a czasami i tak potrafi mieć nerwowe zachowania, które niektóre osoby potrafią irytować.
Azjata po bliższej znajomości zmienia się w osobę żywszą, przynajmniej słownie. Stara się zachować spokój w większości sytuacji, ale nie zawsze to wychodzi. Z drugiej strony jest też cichy i spokojny jak poprzednio, tylko bez towarzyszącej temu duchowej nerwowości i stresu. Wszystko i tak zależy od jego humoru i przebiegu dnia, jak i nocy.
Czasami lubi się droczyć z ludźmi, ale jedynie wtedy, gdy wie kiedy przestać i nie nacisnąć na złe miejsce w osobie, nie chcąc ryzykować złością z czyjejś strony.
Stara się nie ukazywać faktu, że jest dość uczuciowy i coraz częściej daje mu się nałożyć maskę pustą od negatywnych, czasami pozytywnych emocji, ale przebicie się przez nią do trudnych rzeczy nie należy. Jest nawet proste, wystarczy trafić w czuły punkt Cheolsun'a, którym jest jego rodzina. Większość emocji wyczytać się ze wzroku chłopaka, niż z jego mimiki.
Partner: Brak
Rodzina: Lee Yerim - 53 letnia mama, mocno chorowita, ale wyjątkowo ciepła osoba
Lee Daesung - 56 letni ojciec, wiecznie podróżujący i poważny człowiek, kierujący siebie i wszystkich zasadami
Lee Seulgi - 15 letnia siostra, opiekująca się pod nieobecność taty mamą. Przeciwieństwo swojego brata
Zainteresowania: W jakimś stopniu można powiedzieć, że Cheolsun jest uzdolniony wokalnie. Lubi śpiewać i przy okazji sprawia mu to przyjemność. Nigdy nie robił i nie robi tego publicznie, jedynie w swoim pokoju, gdy jest sam. Przyjemność sprawia mu gotowanie, choć jego umiejętności są dość ograniczone. Próbuje eksperymentować w kuchni, co miewa złe skutki, więc trochę zwolnił.
Inne:
- Nie był w żadnym związku, bojąc się tego i w tym samym czasie nigdy nie czuł do kogoś żadnych poważniejszych uczuć.
- Ma dość słabą głowę do alkoholu.
Inne zdjęcia:
Kontakt: 육군.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
