Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kendall. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kendall. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2017

Od Kendall cd. Kayline

Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, nie wiedziałam czy postępie źle do tym bardziej gorszej sytuacji ale szczerze mówiąc bym nie mogła się pogodzić z tak wielką stratą. Cicho wypuściłam powietrze przez usta a następnie wreszcie się przełamując położyłam się koło już chyba śpiącej blondynki. W pokoju panowała całkowita ciemność ale i tak mogłam dostrzec najmniejsze szczegóły a tym bardziej ten jeden który znajdował się przede mną. Mój wzrok przez cały czas spoczywał na niej, i tych niebieskich oczach wpatrujących się w moje niebiesko brązowe tęczówki. Delikatnie przeczesała dłonią moje brąz włosy a następnie założyła pasmo za moje ucho. Opuszki jej gładkich palców zaczęły powoli przemieszczać w dół zatrzymując się na policzku który był wypełniony piegami które leniwie się rozciągały aż do nosa dając przy tym podobny widok jak na gwiazdy które jak zawsze wypełniały całe niebo nocami.   
Chyba nic by się nie stało gdybym tak nagle znikła, nie zostawiając po sobie żadnego śladu czy nawet jakiejś wskazówki. Przynajmniej wszystko by się dobrze mi układało, taka powolna i wyczerpująca praca która by była warta swojego wysiłku. Zastanawiasz się do czego dążę? To lepiej przestań bo sama nie wiem, jest to i będzie zwykłym zmarnowaniem swojego cennego czasu którego już mi brakuje. Jest jeden problem, czy by mi kiedyś wybaczyła? Nawet gdybym wróciła lub bym zrozumiała co zrobiłam, czy by mi wybaczyła? Ja robiłam to wiele razy nawet gdy ona nie prosiła o to, nawet tamtej nocy wybaczyłam jej ale ona nie świadoma tego nie zwracała zbytnio uwagi na tą całą sytuacje. Powiedziała mi coś co chciałam usłyszeć od dawna, a ja zamiast się cieszyć próbuję jakoś poukładać wszystko w moich skłębionych myślach. Nadal gładząc mnie kciukiem po policzku uśmiechnięta przybliżyła się do mnie, a ja jedynie złapałam jej dłoń łącząc ją ze swoją.
- - szepnęłam dość zmęczonym głosem i zakończyłam to wtulając się w jej zagłębienie w szyi.
Wciągając powietrze przez nozdrza dotarł do mnie jak zawsze zapach perfum których używała, a zadziwiające było to że pamiętałam wszystko nawet te nieważne szczegóły które zawsze siedział za cieniem tych ważniejszych aby chociaż kiedyś ujrzeć światło dzienne tego dziwnego świata. Tkwiłam tak w swoich myślach aż do tego momentu kiedy zostałam obdarzona falą ciepła, były to tylko Kayline która objęła mnie rękoma w pasie starając się uważać aby zbyt mocno mnie nie objąć. Bez zastanowienia się tak po prostu złożyłam na jej brodzie jednorazowy pocałunek, który się skończył na kolejnym na szyi.
-Dobranoc.- szepnęłam stykając swoje usta z jej ciepłą skórą na szyi.
~~~
Ciekawa jestem tego czy to wszystko jest zwyczajnym snem czy po prostu bardzo realistyczną rzeczywistość która tak na prawdę nie jest prawdziwa, ..taka zwyczajna iluzja oszukująca nasze wszystkie zmysły. Jeśli to jest sen nie chcę się budzić nawet wiedząc że to wszystko jest jedynie zwyczajnym snem. Cicho mrucząc przewróciłam się na drugą stronę ciała mając znów zapaść w tą krainę snów ale dźwięki dobiegające z korytarza nie dawały mi spokoju ciągle powracający co ułamek sekundy. Kolejny głośny huk na który nie zwróciłam zbytnio uwagi lecz każdy następny doprowadzał mój umysł do kompletnego niezrozumienia dla czego ktoś by coś robił akurat w sobotę rano. Leniwie otworzyłam oczy od razu stykając się z wzrokiem do ściany, tej białej ściany przy której zazwyczaj się budziłam każdego poranka.  Jedną ręką zaczęłam macać drugą połowę łóżka próbując znaleźć swojego smartfona miejąc nadal swój wzrok na ścianie. Mogłam jedynie wyczuć tylko materiał od pościeradła jak i moją drugą poduszkę która zawsze lądowała na ziemi po nocy. Ciepło, tak mogłam jedynie opisać ten przedmiot który właśnie się znajdował pod moją dłonią, mając już za niego złapać odwróciłam się w jego stronę. Myślałam że moje serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej na widok tego co miałam przede mną. Wpatrujące się we mnie niebieskie oczy próbując jakoś wyczytać coś z mojej twarzy, blond włosy które pod padającymi na nie promieniami słońca aż się błyszczały, zwyczajna over sized czarna bluza i niebieskie poszarpane spodnie na kolanach i udach w stylu mom jeans.
-Wreszcie wstałaś.- powiedziała a jej wyraz twarzy się zmienił nagle w szeroki uśmiech ukazujący rząd białych zębów.
Miałam już odwzajemnić uśmiech blondynki ale na wizje wczorajszej nocy chciało mi się ją porządnie no, ochrzanić. Marszcząc brwi nie odwracałam z niej wzroku.
-Przestań próbować unikać tego tematu.- odpowiedziałam z pewnym siebie głosem lecz trochę zachrypniętym.- Chyba sama wiesz o co mi chodzi, i nie muszę ci znów tłumaczyć jak to szkodzi twojemu zdrowiu.- dokończyłam ale tak na prawdę dopiero zaczynałam tocząc ze sobą walkę aby zbytnio mnie nie poniosło.
-Mówi ta która sama się upiła a następnie wylądowała w szpitalu, hymmm?- rzekła głupio się uśmiechając do mnie widocznie nie rozumiejąc powagi tej całej dopiero zaczynającej się rozmowy.
-Rozmawiamy teraz o tobie a nie o mnie, więc nie zmieniaj tematu.- warknęłam dając jej znać że nie odpuszczę tak szybko.
Nie odpowiedziała jedynie zbliżyła się i swoim ciężarem ciała przygniotła mnie patrząc na mnie z góry nadal z tym swoim uśmiechem. Drgnęłam, rzucając na nią zimne jak i ciężkie spojrzenie a ona nawet tym się nie przejęła nadal wpatrując się we mnie swoimi niebieskimi oczami przypominające mi jedynie ocean.
-Nigdy się nie dowiesz.. ja już się dowiedziałam.- odgryzła się, ale nie mogłam zrozumieć jak się dowiedziała.
Z niezrozumieniem mój wzrok powędrował na mój bark który był w połowie przykryty kołdrą, na widok tylko czarnych ramiączek i gołej skóry aż mogłam wyczuć jak moja twarz robi się cała czerwona. Zawsze byłam nieśmiała ale teraz bym mogła się zakopać pod ziemią i dosłownie tam umrzeć. Cichy śmiech wydobył się z ust blondynki która nadal spoczywała na mnie ledwo dając mi jaką kolwiek swobodę ruchu.
-Tym razem wygrałaś ale pamiętaj jeszcze kiedyś do tego wrócimy.- po chwili ciszy powiedziałam bardziej okrywając się kołdrą aż do szyi.
Cmoknęła mnie w usta następnie przecząco kręcić głowo złapała mnie w pasie podnosząc do góry.
-Proszę przestań.- pisnęłam wpierw chichocząc.
Nagle usłyszałam cichą wibracje dobiegającą z podłogi, był to mój telefon. Chcąc odebrać to połączenie chciałam wstać lecz Kay nie umożliwiała mi tego.
-Ciekawe kto dzwoni? Może ktoś ważny, ale chyba będzie musiał trochę poczekać... bo po prostu masz, przepraszam my mamy ważniejsze rzeczy do roboty.- powiedziała całując mnie delikatnie w usta.
Oddałam jej pocałunek pogłębiając go z uśmiechem na ustach, nie mogłam zrozumieć samej siebie, raz jestem zła na nią a po chwili już wszystko jest okey i ta cała złość idzie w nie pamięć. A na dodatek te dziwne uczucie które się pojawia na widok lub zwyczajny dotyk przez jej osobę jest po prostu nie wyobrażalnie silny i przyjemny aby w tym samym czasie zastanawiać się o czymś innym tym bardziej o zwyczajnym telefonie. Ale niech przynajmniej wie że dając jej całą uwagę na prawdę mi zależy.

<Kay?>

wtorek, 27 grudnia 2016

Od Kendall do Kayline


Cisza zalewała wszystkie dźwięki, nawet odgłos szumu gęstego deszczu uderzającego o szybę stał się jakoś bardziej cichy niż wcześniej. Krople deszczu nadal nie przestawały uderzać w okno, przez które mogłam widzieć ponury widok miasta, które przejęło teraz szare odcienie nieba na siebie, powodując przy tym całość zwyczajnie bez koloru. Wsłuchiwałam się w każde wypowiedziane przez nią słowo, próbując przy tym wszystko poukładać w swoich skłębionych myślach. Bałam się tego, ale przyzwyczaiłam się, ale do bólu jeszcze nie. „Bezsensowna nadzieja” więc czemu mi ją dałaś, jeśli twierdzisz, że to wszystko jest i będzie bezsensowne. Nie rozumiem czemu nie ode pchałaś mnie tamtej nocy, jeśli tak boisz się mnie zranić. A ja dałam się nabrać, na to, że to jest coś więcej niż tylko zwyczajnie uczucie. Dałaś mi nadzieję a teraz mi ją odbierasz jakby nigdy nic. „Nie chcę, abyś cierpiała”, i tak już cierpię, powoli zapadając się w czarną otchłań.
-Masz rację.- zaczęłam dość smętnie wpatrując się w drewnianą podłogę.- Nic z tego nie wyjdzie.- dokończyłam próbując nie okazywać przy tym żadnych emocji.
Oczywiście zależało mi na niej, na tej jedynej osobie, która przy każdej kolejnej sekundzie raniła moje serce. Pierwszy raz, poczułam tak ogromny ból, ale przecież ja już się oduczyłam cierpieć, przecież już nic nie czuję, jestem niewidzialna, niewyczuwalna. Musiałam się z tym pogodzić, że ona nie czuje to samo co ja. Ale nie umiałam, próbowałam sobie wmawiać, że już nic nie czuję, ale to nie działało. Zależało mi tylko na szczerości i ją dostałam. Dla miłości można pocierpieć, ale ona tego nie chciała.

Od tamtej chwili nasz kontakt się urwał, tak nagle. Dni mijały, a my nadal tylko obojętnie mijałyśmy siebie na korytarzu, nawet nie wymieniając ze sobą ani jednego słowa czy zwyczajnego spojrzenia. Widywałam ją codziennie po lekcjach w bibliotece, jak zwykle czytała tą samą starą książkę, zawsze siedząc na tym samym krześle, przy tym samym stoliku. A wieczorami przebywała w swoim pokoju, no prawie tak samo, jak ja. Teraz chodziłam na spacery, nie mając już kogoś do martwienia się za mnie. I tak wszystko było mi obojętne. Wieczory co raz stawały się dłuższe i męczące, a noce nie przespane, co nie zbyt dobrze wpływało na moje zdrowie. Leki senne by nie były wtedy nawet potrzebne, bo przy niej zawsze zasynałam, może dlatego, że czułam się bezpieczna, ku jej boku. Wtedy nie musiałam nawet okrywać się żadnym kocem, bo ciepło otaczające mnie zawsze otulało mnie na noc. Nie mogłam zapomnieć, o tym wszystkim, właśnie tak pogrążałam się w swoich myślach.

To było zwyczajne uczucie nic więcej. Kłamca. Nie mogłam już poczuć tego uczucia, bo już dawno zgasło. Kłamca. Pogodziłam się z faktem, że nie odwzajemnia tego uczucia. Kłamca. I tak co raz, każdego dnia, może bym zapomniała, ale nie nosząc na nadgarstku tę srebrną bransoletkę.

~*~

Kolejny ponury dzień spędzony na czytaniu nie zbyt ciekawych książek w bibliotece. Wracając do akademika, ze swoim czarno-szarym plecakiem na plecach zauważyłam kogoś stojącego przy wejściu. Szary dym unosił się do góry, a zapach papierosów zaczynał się rozprzestrzeniać w moją stronę. Wzrok mnie zawodził, nawet kiedy miałam na sobie swoje okulary więc nie mogłam zauważyć kto to jest. Nie mając chęci stania tam i wdychania tego powietrza znów zaczęłam iść a obraz przede mną zaczynał bardziej się wyostrzać. Blond włosy i niebieskie oczy, które wpatrywały się w niebo, to mogła być tylko jedna osoba, Kay. Poczułam nieprzyjemny napływ złości, na widok jej z opakowaniem papierosów w ręce. Bez zastanowienia się wyrwałam opakowanie z jej ręki.
-Nie ma mowy, wiesz ile to szkód może ci narobić.- wydarłam się dając ponieść się emocjom i czując jak moje policzki już płonął ze złości.
Nie obchodziło mnie to, że już ze sobą nie rozmawiamy, ale to nie znaczy, że nie mogę jej zakazać tykania tego świństwa. Nigdy bym nie spodziewała się tego, że aż tak zareaguje. Poczułam jak rękoma łapie mnie za bluzę przygwożdżając do ściany, byłam tym więcej niż zaskoczona. Dosłownie zatkało mnie, zmieniła się, i to bardziej niż myślałam. Przez moje ciało przeszedł strach, niepewność, a serce waliło mi tak głośno, że byłam pewna, że niebiesko oka mogła je usłyszeć.
-Puść mnie.- powiedziałam niemal szeptem i zaczęłam się wiercić próbując się uwolnić z jej uścisku.

<Kay?>

sobota, 24 grudnia 2016

Od Kendall do Kayline



-Więc, co się stało?- spytała się przy tym kładąc się na łóżko akurat obok mnie.
Nie rozumiałam jednej rzeczy, czemu mnie się pyta jak sama wie o tym, co wczoraj się wydarzyło. Śmieszyło mnie to, a tym bardziej irytowało, że udawała jakby nigdy nic, po prostu jakby wszystko chciała ukryć z jakiegoś powodu. Ciekawe jakiego.. Delikatnie uśmiechnęłam się zwracając przy tym uwagę starszej blondynki.
-Co?- zapytała się marszcząc razem brwi próbując jakoś zrozumieć o co mi chodzi.
Cicho westchnęłam, gdyby to było takie łatwe. Z jednej strony chciałam jej powiedzieć, że pamiętam wczorajszą noc, a z drugiej nie chciałam tego zrobić, bo nadzwyczajnie się bałam. Leżąc tak, i miejąc ku swojego boku Kayline moje myśli schodziły na tą łatwiejszą drogę, która by kosztowała mnie o wiele więcej cierpienia. Kątem oka mogłam zauważyć, że dziewczyna miała odwrócona głowę w moim kierunku, wpatrując się we mnie swoimi niebieskimi tęczówkami. Próbowałam się jakoś przełamać, powiedzieć chociaż jedno zwyczajne słowo, ale nic z tego. Myślałam, że to zniknie, myślałam, że to po prostu coś przelotnego, a ku mojemu zdziwieniu to wracało do mnie, jeszcze silniejsze niż przedtem. Nie mogłam już tak dłużej czekać aż wreszcie zauważy dane przeze mnie wskazówki. Oderwałam wzrok, który przez większość czasu spoczywał na nie zbyt ciekawym suficie i skierowałam go na Kay.
-Skłamałam.- powiedziałam niemal szeptem.- Wszystko pamiętam z wczorajszej nocy.- przyznałam się zakładając kosmyk moich brązowych włosów spadających mi na twarz za ucho.
-Ale przecież...- zaczęła kończąc w połowie zdania.- nie pamiętasz, tak właśnie powiedziałaś.- dokończyła z wyczuwalną obawą.
Widać było po niej zaskoczenie, jak i niedowierzanie w wypowiedziane przeze mnie słowa. Zaczęła błądzić wzrokiem po pokoju mając już zamiar się znowu odezwać, ale tego nie zrobiła. Nie miałam zamiaru czekać na jej odpowiedź, mi wystarczyło tylko to, że już nie będę musiała tłumić w sobie te wszystkie uczucia, które właśnie ze mnie wylatywały wprost do nieba, tworząc przy tym kolejne świecące gwiazdy. Podparłam się rękoma o łóżko i usiadłam na nim, a następnie okrakiem weszłam na blondynkę, która przyglądała mi się ze zdziwieniem na twarzy. Bez zastanowienia pochyliłam się nad nią i delikatnie musnęłam ją w usta. Przynajmniej ten ostatni raz, ale tym razem na trzeźwo.
-Zapomnij o wszystkim.- powiedziałam odsuwając się od jej twarzy, lecz nadal utrzymując kontakt wzrokowy.- Ja próbowałam, nie umiałam, może ty będziesz umieć..- szepnęłam czując okropny ból przy każdym wypowiedzianym przeze mnie słowie.
Zeszłam z niej stając już na nogach i kierując się w stronę otwartych już przeze mnie drzwi. Zawsze ciążyła nade mną obawa nad utraceniem kogoś bliskiego, tym razem to ja sama spowodowałam taką bolesną stratę. Szczerze mówiąc nie rozumiałam samej siebie, wrzeszczy, zawsze umie ochrzanić, a ja nadal widziałam tylko jej dobrą stronę, którą ukazywała tylko w nielicznych przypadkach. Nigdy bym też nie pomyślała, że zakocham się w takiej osobie, a jednak czasem się zdarza popełnić błąd, ale raczej bym nie nazwała tego błędem. Nie, nie miałam zamiar się upić tamtej nocy, aby dodać sobie odwagi, upiłam się dlatego, aby chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkich zmartwieniach.

 „Kiedyś się dowiesz jak to jest walczyć o kogoś, kto nie zwróci na ciebie nawet uwagi. A jak już to zrobi będzie za późno.. jeszcze kiedyś się dowiesz Kendall.. a jak już tak się stanie na pewno sobie uświadomisz, że czasami po prostu warto być chłodną osobą, która ma wszystko gdzieś, nawet miłość.”

Każdego następnego dnia spędzonego z nią robiłam sobie nadzieję, której nawet nie było, a nawet gdyby tam gdzieś się znajdowałabym mogła uznać, że jest kompletnie fałszywa. Miałam zamiar przekroczyć już próg drzwi, ale coś mnie zatrzymało. Ciepło, które ocieplało moją lodowatą dłoń lekko ją ściskając.
-Proszę, nie rób mi nadziei jak jej nie ma.- w tym momencie mój głos dosłownie się załamał, spuściłam głowę w dół wypuszczając przez usta cały smutek, który przebywał we mnie.
Nie miałam zamiaru się odwracać, aby znów ujrzeć ten wzrok jak zwykle błądzący szukając odpowiedzi na różne pytania. Jedynie chciałam w ciszy poukładać swoje myśli które od dawna były w tragicznej rozsypce. Nadal mogłam usłyszeć tylko głuchą ciszę która wypełniała pomieszczenie, które jeszcze nie opuściłam. Poczułam jak rozluźnia uścisk, dając mi odejść. Wiedziała, że uszanuję jej decyzję, którą jeszcze nie podjęła, ale było już za późno na podjęcie jej kiedy indziej. Mnie wystarczyłoby nawet jedno kiwnięcie głową lub nawet krótkie spojrzenie. Czemu? Bo łatwo mnie uszczęśliwić, nawet najmniejszym gestem, nawet gdyby on oznaczałby koniec. Jak zwykle uległam i odwróciłam się do tyłu spotykając się z łagodnym spojrzeniem Kayline. Byłam gotowa przyjąć na siebie każde słowo, które by właśnie teraz wypowiedziała, nawet te, które bym nie chciała usłyszeć.

„Ale może i znajdziesz kogoś, kto nawet nie zwracając na ciebie uwagi, będzie o tobie myślał nocami. Nawet nie zauważysz jak ten ktoś będzie ci się przyglądał z myślami w obłokach. On sam nawet nie zauważy jak bardzo mu na tobie zależy, nawet nie usłyszy, kiedy miłość będzie pukała mu do drzwi, bo na pewno sama wejdzie bez żadnego zaproszenia do jego serca.”

<Kay?>

piątek, 23 grudnia 2016

Od Kendall do Kayline


Słońce powoli wchodziło na niebo, a mnie obudziły delikatne promienie słońca padające na moją twarz wywołując u mnie duże niezadowolenie, cicho mruknęłam, to coś, co nawet nie było zbytnio wyraźne, aby nazwać to zdaniem zmieniło się w ciche westchnięcie. Bardziej wtuliłam się w poduszkę nie mając ochoty wstawać o tak wczesnej porze. Ciepło które mnie otulało było niezmiernie miłe, a ten przyjemny zapach perfum unoszący się w powietrzu dziwnie mi się kojarzył z jedną osobą. Ciekawość wygrała nad strachem, gdy powoli otworzyłam oczy przede mną ujrzałam ją, wpatrującą się we mnie swoimi niebieskimi oczami wypełnionymi ciekawością. Nagle poczułam stopniowo narastający ból głowy który, nie dawał mi spokoju a przy tym odwróciłam wzrok od dziewczyny. Nie pamiętałam nic, a przy najmniej tak sobie wmawiałam. Może i wszystkiego nie pamiętałam, ale jeden drobny szczegół został mi w pamięci. Szczerze mówiąc nie jest on taki drobny, raczej ogromny i trudny do wyjaśnienia tym bardziej zwyczajnymi słowami.
-Jak mnie głowa boli.- syknęłam łapiąc się za czoło.- Przecież.. ja....- burknęłam sama do siebie.
-Nic nie pamiętasz z wczorajszej nocy?- zapytała się.
-Nie.- odpowiedziałam kręcąc przecząco głową unikając przy tym kontaktu wzrokowego.

"Zwyczajnie przestraszyłam się tego uczucia obdarzałam je nią każdego dnia. Chciałam zapomnieć, lecz tylko gdy znów spojrzałam w jej oczy wszystko wracało, bardziej dając o sobie znać. Wiedziałam że ona nie myśli tak jak ja, a ja głupia nie poddawałam się. Ta zazdrość przy każdym spojrzeniu, lub nawet uśmiechu do innej osoby aż zżerała mnie od środka. A ja nadal się nie odezwałam, a ni jednym słowem które by mogło zmienić dosłownie wszystko, na dobre lub złe, ale ja nadal się boję. Ukrywać miłości się nie powinno a ja nadal to robię."

Skłamałam nie wiedząc nawet czemu, może dlatego, że nie wiedziałam jak by zareagowała, jak by się zachowała a może po prostu zwyczajnie się bałam powiedzieć jej całą prawdę. Te dziwne uczucie, niepewności, strachu, jak i bólu. Bałam się, że wyśmieje mnie, że odrzuci moje uczucie, nie dając mi nic w zamian. Nie mogłam spojrzeć w jej oczy, tłumiąc te wszystkie uczucia w sobie, tylko i wyłącznie dla mnie nie dając dostępu do nich dla innych osób. Innych osób.. właśnie tylko ona była tą jedyną osobą, dla której próbowałam się jakoś otworzyć. Miałam dość, bez zastanowienia się wstałam z łóżka kierując się w stronę otwartych już drzwi, zostawiając blondynkę samą w jej własnym pokoju. Tylko jak już stałam koło swojego łóżka bezwładnie opadłam na nie, zapadając się we własnej rozpaczy, jak i okrutnych myślach.
-Życie jest okropne..- szepnęłam, a co kolejne słowo mój głos bardziej się łamał.
Leżałam tak mając na sobie swój szary sweter rozmyślając o tym, czy warto to ciągnąć dalej, aż się zwyczajnie poddam. Zawsze wmawiano mi, że czas zagoi wszystkie rany, a co ze wszystkimi wspomnieniami? Przecież nie można zapomnieć o wszystkim ot, tak. Nawet gdy minie czas, a uczuć już nie będzie, wspomnienia i tak zostaną na zawsze. Błądziłam w swoich myślach jak we mgle. Zanim się obejrzałam na podwórku było już ciemno, a latarnie były już włączone po to, aby rozświetlać większość ulic miasta. Nie wiem czemu, ale miałam chęć na to, aby wyjść na dwór. Tylko gdy miałam już wyjść po drodze spotkałam Kay, obojętnie przeszłam obok niej, nie mając zamiaru odwracać się za siebie. Będąc już na dworze cicho westchnęłam kierując wzrok na bezchmurne niebo, które było już wypełnione gwiazdami. W miarę upływu czasu zaczęło się robić chłodniej, a wiatr co raz delikatnie rozwiewał moje włosy. Nagle usłyszałam jak ktoś idzie w moją stronę, przez chrzęszczenie śniegu pod nogami tej osoby.

<Kay?>

czwartek, 22 grudnia 2016

Od Kendall do Kayline


-Za miesiąc będę już miała.- burknęłam marszcząc delikatnie przy tym brwi.- Czemu nie? Chociaż na chwilę, tak wejść i wyjść.- dodałam po chwili próbując jakoś zachęcić Kay.
Szczerze mówiąc zachowała się jak natarczywy rodzic, który wiele zakazuję, nie ma zaufania do nikogo, i jest niezwykle nadopiekuńczy. Wiedziałam, że ulegnie, a nawet gdyby tak się nie stało by poszła za mną. Nastąpiła niezręczna cisza, widocznie nie miała zamiaru mi odpowiedzieć na zadane przeze mnie pytanie. Nie mając już zamiaru dłużej czekać na to aż odpowie odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę najbliższego klubu, jakiego znałam zostawiając ją samą ze sobą. Będąc już przy klubie bez zastanowienia się weszłam do środka. Od razu poczułam mocną woń alkoholu i przytłaczająco ostry zapach papierosów, który po przekroczeniu progu dotarł do moich nozdrzy delikatnie drażniące je. Kolorowe światła migały rozjaśniając trochę całą przestrzeń, a dym z papierosów unosił się powoli w górę rozprzestrzeniając się dosłownie wszędzie. Muzyka grała głośno, ale przy najmniej mogłam, chociaż usłyszeć swoje własne myśli. Podeszłam do baru, stał tam dość wysoki brunet, który tylko przyglądał się tańczącym ludziom co raz podając dla innych ludzi drinki.
-Proszę, ja stawiam.- nagle powiedział podając mi drinka.
-Dziękuję ale..- zaczęłam odmawiając.
-Podziękujesz mi jak wypijesz.- przerwał mi uśmiechający się jeszcze szerzej.
Wzięłam drinka od barmana i wypiłam z kieliszka jednego łyka. Nigdy nie piłam, a moją pierwszą reakcją była myśl w typie "co za okropieństwo", skrzywiłam się i odłożyłam kieliszek na blat. Zaczęłam czuć się dość inaczej niż zazwyczaj, wszystko jakoś dziwnie zaczęło mi się rozmazywać, a muzyka stała się o wiele głośniejsza i wyraźniejsza niż wcześniej. Zaczęłam zauważać, że po wypiciu nawet małej ilości alkoholu staję się odważniejsza. Nie panowałam już nad sobą, co raz wydawało mi się, że w tym tłumie tańczących ludzi widzę Kayline. Przepchałam się na parkiet próbując jakoś wtopić się w ten ogromny tłum tańczących ludzi, a do tego wzrokiem szukałam niebieskookiej. Odwróciłam się i zauważyłam ją. Byłam pewna, że poczuła ode mnie mocną woń alkoholu, mimo iż stała w pewnej odległości ode mnie. Zaczęłam iść w jej stronę, aż stałam naprzeciwko jej.
-Dobrze się bawisz?- zapytałam się dość niewyraźne.
-Ken, nie powinnaś sama wiesz o tym.- odezwała się poważnie.- Nie powinnaś się tak mocno upić.- dodała niemal szeptem.
Znów to samo, lecz ku mojemu zdziwieniu nie zareagowałam teraz tak samo, jak wcześniej. Byłam już nieźle wstawiona, a powtarzająca dziewczyna to, że lepiej już iść tylko pogarszała całą sytuację. Nagle zarzuciłam swoję ręce na jej szyję i zbliżyłam się do niej. Byłam niebezpiecznie blisko jej twarzy, a ona temu nawet nie zaprzeczała, tylko przyglądała mi się z lekkim zszokowaniem na twarzy. Zbliżyłam swoją twarz do jej tak blisko, że mogłam poczuć jej oddech na swojej skórze. Przygryzłam dolną wargę, wiedziałam, że to już były tylko sekundy, które po chwili i tak przepadną w niepamięć następnego dnia. Mój wzrok powędrował na jej niebieskie oczy, które bacznie przyglądały się mi z zaciekawieniem. Delikatnie pocałowałam ją w usta, nie wiedziałam czemu, raczej nie chciałam wiedzieć, ale i tak wiem że ciekawość by wygrała.

<Kayline?>

wtorek, 13 grudnia 2016

OD Kendall cd. Kayline

Byłam w pełni świadoma tego, co właśnie zrobiłam. Tylko ta jedna straszna myśl owładnęła moją duszą. On nie żyję. Następnie ta jedna myśl, przemienia się w tysiąc innych „bardziej rozmaitych” myśli, które przemykały przez moją głowę nie dając mi nawet chociaż trochę ochłonąć. Zimne powietrze przedzierało się przez moje płuca utrudniając mi przy tym branie kolejnych oddechów. Zaczęłam panikować, a co raz wydzierająca się na mnie dziewczyna powtarzająca że to moja wina, tylko pogarszała całą sprawę. Ból w klatce piersiowej nie dawał mi spokoju. Próbowałam tak jakby nie zwracać na niego uwagi, ale nie dałam rady. Ale nawet to nie bolało tak mocno, jak słowa wymówione przez Kay które w dziwny sposób docierały do moich myśli. Dźwięk sygnału. Najbardziej przerażający dźwięk, sygnał pędzącej karetki pogotowia jak i radiowozów. Głęboko gdzieś znów poczułam lęk. Migające czerwono-niebieskie światła rzucały swoje kolory na śnieg, który nie wyglądał teraz tak niewinnie, jak wcześniej. Potem trzask drzwi, a następnie głośne krzyki odbiegające z parku.
-Chodź.- powiedziała już spokojniejszym tonem.
Nie zareagowałam, nawet nie miałam powodu, aby tak postąpić. Co chwilę zerkałam w jej kierunku. Wiatr delikatnie rozwiewał jej białe włosy, aż stapiające się z tłem nieba, które było całe białe, przez małe płatki śniegu. Milczała. Westchnęłam ciężko i niepewnie spojrzałam na blondynkę, na sekundę wstrzymując oddech, aby dodać sobie jakiejś otuchy. Jej jasnoniebieskie oczy były przepełnione obawą jakże bezgranicznym smutkiem, a z drugiej strony mogłam dostrzec w nich złość, jak i ból.
-Znajdą nas, a raczej mnie.. bez sensu jest uciekać.- szepnęłam nie łamiąc kontaktu wzrokowego.- Idź.- dodałam wskazując ręką na akademik.
-Nie mam zamiaru.- odparła patrząc na mnie ze zmieszaną miną niepokoju, jak i zaskoczenia, które przerodziły się w jedno stanowcze zdanie.
Miałam już zaprzeczyć jej słowom, wziąć wszystko na siebie wiedząc nawet, że bym nie udźwignęła tego ciężaru. Przecież to ja wyszłam, to ja wpakowałam się w kłopoty, a ona tylko próbowała mi pomóc, aby jakoś wybrnąć z tego cało i zdrowo. Zapadła zupełna cisza, a ja nadal wpatrywałam się na nią swoimi ciemnoniebieskimi oczami. Nagle poczułam jak łapie mnie za rękę delikatnie ściskając ją, a ja się lekko wzdrygnęłam. Momentalnie poczułam jak przez moje ciało przechodzi przyjemna fala *ciepła*. Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś tak chłodny w stosunku do innych ludzi, może mieć tak zwane uczucia. Moje myśli powoli uspakajały się.
-Chodź.- powtórzyła.
Kiwnęłam głową na znak zgody, a ona tylko od razu zaczęła mnie prowadzić w stronę akademika który znajdował się za rogiem. Wchodząc do środka budynku uczniowie jeszcze spali widocznie jeszcze nie obudził ich ten cały hałas. Dziewczyna zaprowadziła mnie do pokoju, miejąc mnie tam widocznie zostawić. Puszczając moją rękę, jeszcze raz na mnie spojrzała tym razem tylko bardziej opiekuńczo niż gniewnie, nie mówiąc przy tym ani jednego słowa. Wydawała się, jakaś nie obecna, zamyślona.., zamknięta w swoim własnym świecie.

„zostań, chociaż na chwilę, proszę”
Nie byłam już taka pewna siebie, czy dobrze zrobiłam prosząc ją o zostanie. To uczucie, tak jakby pragnienia czegoś, co i tak się nigdy nie wydarzy. Szkoda, że to nie jest takie łatwe do zrozumienia. Niby się złościsz, niby okazujesz emocje, a jednak nie umiesz się do niczego przyznać, nawet do tych małych błędów. Ale przecież się staram. Nie wystarczy próbować? Czy to nie wystarcza? Czy jest jakiś powód, by próbować jeszcze więcej, aż do skutku? Tylko tego nie mogłam zrozumieć, starając się więcej, próbując wstać po każdej kolejnej porażce, upadki nie stawiały się łatwiejsze do zniesienia. Po prostu było coraz gorzej.

„nie chciałam, przepraszam”
Pierwszy raz przyznałam się do popełnionego przez siebie błędu. Nie chciałam popsuć relacji z blondynką, no właśnie.. ale czemu? Może dlatego, że się bałam stracić kolejną osobę, dla której na pewno nie znaczyłam nic. Zawsze czułam głębokie przywiązanie do bliskich mi osób, ale to było inne. Dawało mi poczucie bezpieczeństwa, którego od dłuższego czasu mi brakowało. Pewne natomiast było jedno, jeżeli to uczucie, które towarzyszyło mi przez ostatnie parę dni, nie zniknie będzie to oznaczało, tylko że..
-Wiem.- odparła.
Potrząsnęłam głową, bo sama już nie byłam pewna swoich przemyśleń, jeśli to tak można nazwać. Mój wzrok skierował się na dwór. Jasnozłote promienie słońca nieśmiało przebijały się przez okno oświetlając mój pokój i delikatnie gładząc moje policzki. Słychać było tylko śpiew ptaków, który ustał, nawet cichy wiatr ucichł...

<Kayline?>

niedziela, 11 grudnia 2016

Od Kendall cd. Kayline

-To, czemu robiłaś to wiedząc, że wszystko widzę i słyszę..- odparłam próbując jakoś wybrnąć z tego żywo, ale blondynka nie dawała mi za wygraną.
-Nikt ci nie kazał się na mnie gapić.- odgryzła się i zmarszczyła razem brwi.
Otworzyłam usta mając już coś powiedzieć, ale uznałam, że to wszystko jest bez sensu. Zaplątałam się we własnych wyjaśnieniach. A nawet gdybym kontynuowała kłótnie ze starszą ode mnie dziewczyną by na pewno skończyło się to źle, bardzo źle. Zrezygnowana pokręciłam głową na znak, że nie chcę tego kontynuować. Odpuściłam. Nie zwracając uwagi na Kay obojętnie przeszłam obok niej, ale coś kazało mi spojrzeć za siebie. W mojej głowie od razu pojawiła się wizja przepraszającej miny dziewczyny. Kontem oka zauważyłam tylko zamykające się drzwi od jej pokoju, a następnie usłyszałam głośny huk. *Rzeczywistość jest i zawsze będzie zimna i bezlitosna.*
~*~
Znów poczułam ogromne rozczarowanie. Jednak jedynie mogłam tylko cierpliwie czekać. No właśnie, ale na co? Sama nie byłam tego pewna, a ciekawość aż zżerała mnie od środka. Siedziałam na ławce w parku przyglądając się drzewom. Ich gałęzie delikatnie uginały się pod wpływem wiatru, a ostatnie jesienne liście opadały na ziemię odróżniając się przy tym różnymi barwami od zwyczajnie białego śniegu. Wszystko było pokryte dość dużą warstwą puchatego śniegu, który aż lśnił się pod wpływem światła z latarń. Szczerze mówiąc stęskniłam się za zimą i tym chłodem, który zawsze delikatnie szczypał mnie w policzki. Gorzej było już z wiatrem, który nie zawsze chciał rozwiewać moje wątpliwości jakże smutki. Moją uwagę przykuły korony drzew które tworzyły tajemnicze cienie, przemieszczające się w zgodnym rytmie z wiatrem, niektóre z nich nawet przypominały mi ludzi. Nałożyłam na siebie swoje okulary club-master z firmy Ray Ban, aby dostrzec, chociaż najmniejszy szczegół tego tajemniczego zjawiska. Cienie zaczęły bardziej przypominać mi ludzką postać. Ten cień „ludzkiej” postaci zaczął się jakby przemieszczać w moją stronę. Zaczęłam się niepokoić nie wiedząc co robić w tej sytuacji. To coś się zbliżało a ja sparaliżowana nadal siedziałam na ławce. Z daleka było czuć intensywną woń alkoholu, a brzdęk butelki coraz głośniej zaczynał dzwonić mi w uszach. Miałam już zamiar uciekać, lecz to coś złapało mnie za nadgarstek wykręcając go do tyłu. Poczułam przy tym niesamowity ból. Próbowałam się jakoś uwolnić z jego uścisku, lecz nawet szarpanie się nie pomogło.
-Ślicznotka z ciebie.- powiedział z ohydnym uśmiechem na twarzy.- Jestem ciekaw co cię tutaj sprowadziło.- dokończył niebezpiecznie przybliżając się do mnie.
-Puszczaj mnie.- pisnęłam zaczynając się wyrywać.
Mężczyzna był silniejszy, wpadłam w panikę szarpiąc się jeszcze mocniej. Zauważyłam że nieznajomy trzyma coś błyszczącego i srebrnego w lewej dłoni. Nóż. Spojrzałam się ku nieznajomemu z wyrazem bezsilności na twarzy. Czułam jak jego obrzydliwe dłonie zaczynają błąkać się po moim ciele przeszukując najmniejsze kieszenie w mojej bluzie.

<Kayline? Help D:>

Od Kendall cd. Kayline

Nie miałam zamiaru sprzeciwiać się dziewczynie, a na dodatek raczej bym nie chciała ją samą puszczać na dwór o trzeciej w nocy. Powoli wstałam z łóżka i podniosłam swoją szarą bluzę, która znajdowała się na podłodze przez niezbyt precyzyjny rzut blondynki. Założyłam ją na siebie, a następnie chwyciłam swoje buty old school z firmy Vans.

-Gotowa?- zapytała się z niecierpliwieniem w głosie.

-Tak.- odpowiedziałam łapiąc jeszcze za swój portfel.- Możemy już iść.

Wychodząc na korytarz przymknęłam delikatnie za sobą drzwi próbując przy tym nie narobić żadnego hałasu, który by mógł obudzić innych uczniów. Biorąc następne kroki w stronę wyjścia szłam za Kayline wielokrotnie odwracając się, aby mieć pewność że nikt nas nie obserwuję. Będąc już przy drzwiach od wyjścia ubrałyśmy się w buty i wyszłyśmy na dwór zostawiając przy tym drzwi otwarte. Na dworze było ciemno, a delikatny, jak i chłodny jesienny wiatr rozwiewał nasze włosy. Niebo ozdabiały gwiazdy, które najwyraźniej nie czuły się osamotnione, bo towarzyszył im nawet i tej nocy księżyc. Idąc przez uliczkę mijając przy tym ku swojego boku blondynkę czułam się trochę „bezpieczniej” niż zazwyczaj. Z „małego” zamyślenia wyrwała mnie delikatna kropla wody, która wylądowała na moim policzku, od razu podniosłam wzrok z chodnika kierując go do góry. Nagle zdałam sobie sprawę, że to śnieg. Z nieba zaczęło spadać co raz więcej puszystych płatków śniegu, które przy kontakcie z ziemią od razu się roztapiały.

-Kay, patrz śnieg!.- wrzasnęłam ciesząc się jak małe dziecko przy otwieraniu świątecznego prezentu.

Ta tylko uśmiechnięta kontynuowała swoją wyprawę do celu nawet nie zwracając na mnie uwagi. Widocznie widok śniegu nie ucieszył ją tak samo, jak mnie. Próbując dogonić dziewczynę mój wzrok nadal był skoncentrowany na śniegu, który dosłownie po chwili stał się jednolitym puchem znajdującym się właśnie pod moimi nogami. Nie wiem czemu, ale nadal patrzyłam się w jej kierunku, mogłam dostrzec, że była inna od tych osób, które znałam.. Musiała widocznie poczuć na sobie mój wzrok, bo odwróciła się i spojrzała się na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy. Jej oczy aż błyszczały w świetle otaczających nas latarni. Szaleństwem by była próba, chociaż nawet w jakiś logiczny sposób wyjaśnienia tego, co teraz właśnie robiłam. A wypowiedzenie tego ustnie by miało efekty chcenia się właśnie zabić. Śnieg nadal nieprzerwanie sypał, a nieba już prawie nie było widać, nie umożliwiając mi lepszego widoku. Mogłam tylko dostrzec mocne światło przede mną przebijające się przez płatki śniegu. Widocznie byłam już na miejscu. Wchodząc do środka od razu moja uwagę przykuły puste stoliki, które zazwyczaj były zapełnione tłumem ludzi.

-Zgubiłam cię po drodze, wybacz.- zaśmiała się zgniatając papierek z numerkiem, który trzymała w swoich dłoniach.- Zamówiłam lody.- poinformowała mnie po krótkiej chwili ciszy.

-Dzięki.- mruknęłam siadając przy jednym ze stolików obok okna.-Masz zapłacisz.- podałam jej pieniądze.

Dziewczyna kiwnęła głową na znak zgody i tylko jak zamówienie zostało zrealizowane wzięła pieniądze i podeszła do kasy. Stał tam wysoki brunet, który co raz uśmiechał się do blondynki, a ta tylko odwzajemniała ten gest. Z niesmakiem przyglądałam się tej transakcji. Byłam nadzwyczajnie zazdrosna o uwagę blondynki. Tylko jak Kayline wróciła z tacą lodów i chikery, spojrzenie bruneta powędrowało na mnie. Ja nie chcąc się w nic pakować wysłałam mu tylko jedno z moich zabójczych spojrzeń, na które on tylko zmarszczył brwi parskając.

-Proszę lód dla ciebie z karmelową polewą.- powiedziała podając mi loda, który znajdował się w dość dużym plastikowym pudełku z łyżką obok.- No właśnie miałam się zapytać, czy ten, ktoś inny mieszka w twoim pokoju, bo na plakietce przy drzwiach piszę „Kendall Elizabeth”.- zapytała się z zaciekawieniem.

-To moje drugie imię.- odpowiedziałam próbując swego „karmelowego loda”, nie mogąc powstrzymać się od cichego śmiechu.

-Och, ja niestety nie byłam takim szczęściarzem i skończyło się jedynie na Kayline.- westchnęła udając smutną minę, która po chwili zmieniła się w łagodny wyraz twarzy.- No cóż Elizabeth takie życie.- zaczęła się ze mną droczyć.

-Proszę już nie zaczynaj...- teatralnie westchnęłam przewracając oczami.- Wiedz, że kontynuując to, co właśnie zaczęłaś...- nie dokończyłam.

-Czy to groźba? Szantaż?- nie dała mi dokończyć.

Szczerze mówiąc na to pytanie nawet ja nie znałam odpowiedzi. Groźba, groźbą, ale raczej nikt by nie przejmą się nadzwyczajną groźbą lub nawet szantażem wypowiedzianego z ust zwykłej siedemnastolatki. No, prawdę mówiąc nie jestem aż tak zwykła, z tego powodu, że nie każdy może przemieszczać różne przedmioty za pomocą siły umysłu, lub nawet komunikować się za pomocą myśli, ale to tylko mały szczegół, który i tak nie wyróżnia mnie od innych osób przebywających w akademii.

„ani to ani to.. niestety”

<Kayline?>

sobota, 10 grudnia 2016

Od Kendall cd. Kayline

Uśmiechnęłam się pod nosem zakładając srebrną bransoletkę na swoją rękę. Była ona podobna do mojej starej lecz trochę się różniła przez jeden mały powód.
-Więc co będziemy robić?- zapytała się krążąc wzrokiem po moim pokoju tak jakby czegoś szukała.- Jest już dość późno..- dodała po chwili patrząc na zegarek, który wisiał na ścianie.
-Nie wiem.- mruknęłam cicho ziewając.- Może zagramy w karty?
-W Karty? Nie, mam na myśli na pewno nie, zbyt nudne i nieciekawe.- odpowiedziała z rozbawieniem w głosie.
-Boisz się, że przegrasz..- szepnęłam wiedząc, że dziewczyna nie odmówi nawet małej rywalizacji.
-Co ja? Ta, rozdawaj karty i zobaczymy kto tutaj przegra.- odpowiedziała udając oburzoną.
Kayline wskoczyła na łóżko i usiadła naprzeciwko mnie, ja akurat wolałam leżeć na brzuchu. Szczerze mówiąc wiedziałam, że nie odmówi małej rywalizacji. Ludzie po prostu tacy są chcą zawsze udowodnić, że ktoś się myli. Potasowałam karty i podzieliłam talię na dwie części, dając jedną z nich dla Kay. Miałyśmy zamiar grać w tak zwaną ‘wojnę’. Bez wątpienia wiedziałam, że przegram, bo już nie kłamiąc zawsze miałam i będę mieć pecha co do gier karcianych. Pierwsze karty zostały już wyłożone. Jednak tym razem miałam szczęście, bo moja karta miała wyższą wartość niż dziewczyny. Grałyśmy tak dość długo aż niespodziewanie dla niebiesko okiej skończyły się karty.
-Wygrałam.- powiedziałam i wyszczerzyłam zęby z zadowolenia.
-A-Ale przecież. Jak to możliwe, na pewno oszukiwałaś!- burknęła na znak że nie jest zadowolona wyniku.- Nie gram w takie coś.- parsknęła mając już zamiar wstawać z łóżka.
-Nie.-niezadowolona z tego pomysłu cicho pisnęłam łapiąc dziewczynę za nadgarstek i w tym samym czasie ciągnąc nią ze sobą.
Bezwładnie opadłam na łóżko delikatnie przy tym podskakując co wywołało u mnie mały chichot. Spojrzałam na dziewczynę, która tylko uśmiechnęła się do mnie i szybko odwróciła wzrok, od razu moją uwagę przykuł jej nadgarstek, który był odsłonięty przez podwinięty do góry rękaw od jej bluzy. Bez żadnego uprzedzenia odwróciłam się znów na brzuch łapiąc Kayline za rękę. Ta tylko przemierzyła mnie wzrokiem nawet nie ruszając ręką. Podwinęłam bluzę wyżej przy każdym ruchu patrząc na blondynkę. Na nadgarstku miała dwa tatuaże.
-Masz zimne dłonie..- zauważyła.- Zimno ci?
-Trochę, zaraz wrócę tylko pójdę po koc.
Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę korytarza. Przy wejściu do budynku znajdowała się szafa z rzeczami uczniów. Otworzyłam ją od razu znajdując swój niebieski koc leżący na górnej półce. Z trudnością do niego dosięgnęłam, ale udało mi się jakoś go złapać za kawałek materiału. Wracając do swojego pokoju otworzyłam drzwi, a tam ujrzałam śpiąca Kayline. Karty, które leżały wcześniej rozwalone na łóżku znajdowały się teraz poukładane na moim biurku. Zmęczenie coraz bardziej dawało mi o sobie znać, a powieki stawały się coraz cięższe, lecz różne myśli wciąż krążyły po mojej głowie nie dając mi spokoju. Nie mając już nawet ochoty na przebranie się zgasiłam światło, a następnie powoli wgramoliłam się na łóżko próbując przy tym nie obudzić śpiącej Kayline. Odwróciłam głowę, aby sprawdzić, czy blondynka już na pewno śpi. Pochyliłam się lekko nad nią. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała rytmicznie do jej bicia serca. Miała ona również delikatnie zaróżowione policzki i mały uśmiech na twarzy. Widocznie spała. Nie chcąc ją obudzić okryłam ją tylko kołdrą, a sama owinęłam się w niebieski koc. Dopiero w tym momencie do mnie dotarło, że właśnie w tej chwili dziele swoje łóżko, jak i moją kołdrę z osobą, która sama wprosiła mi się na noc. Cóż, czasami tak się zdarza. Przewracając się z boku na bok po paru minutach wreszcie zasnęłam..

„Nie mogę od tego się uwolnić, tylko gdy zamykam oczy, to coś znów do mnie przychodzi małymi krokami odbierając mi całą nadzieję. Nie jest to dla mnie nowością bo już od dłuższego czasu nie mogłam sobie z tym poradzić. Sny były krótkie, a noce nieprzespane. Myślałam, że będą one lżejsze do zniesienia. Myliłam się. Te same powtarzające się sny nie dawały mi spokoju.. powoli niszczyły mnie od środka.”

Obudziłam się cała przerażona, z trudem biorąc kolejne głębokie oddechy. W uszach nadal szumiało mi moje przyspieszone bicie serca. Odrzucając koc na bok usiadłam na łóżku i zaczęłam rozglądać się po pokoju aż napotkałam niebieskie tęczówki Kayline, nic nie mówiąc przyglądałam się wyrazowi jej twarzy. Widocznie ją obudziłam.
-Przepraszam..- szepnęłam po chwili przecierając swoje zaszklone oczy dłonią.

<Kayline?>

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Od Kendall CD. Kayline

Przestraszona zaczęłam biec przed siebie, biegłam ile sił w nogach nie patrząc się za siebie, lecz z wyraźnego słowa ‘cholera’ wymówionego przez Kayline mogłam się domyślić że nieznajomy mężczyzna zaczął biec za nami. Ledwo oddychałam z trudem biorąc kolejne oddechy, ale nie przestawałam biec. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie się włamałam do czyjejś posiadłości. Nigdy bym tego nie zrobiła, a jednak trzeba mnie tylko trochę przycisnąć do ściany abym się wreszcie przełamała. Nagle usłyszałam cichy pisk. Była to Kayline, która widocznie potknęła się i upadła solidnie na ziemię. Nie mając zamiaru zostawiać jej tam samej z tym mężczyzną zatrzymałam się i pomogłam jej wstać. Zarzuciłam jej prawą rękę na moje barki i w ten sposób pomogła jej wstać. Jednak było już za późno. Przed nami stał już ten mężczyzna. Mogłam zauważyć jak wyjmuję broń.
-Myślałyście, że uciekniecie co?- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
Wymierzył w nas pistoletem i nacisnął spust, ale byłam szybsza, zanim się obejrzał jego noga zaczęła krwawić. Następnie jęknął i bezwładnie padł na ziemię zwijając się z bólu. Stałam tam nie dowierzając w to, co właśnie zrobiłam. Mogłam go przecież zabić.. albo on nas. Z pośpiechem zostawiłyśmy go tam samego i zaczęłyśmy iść w stronę akademika. Przez całą drogę szłam miejąc Kayline ‘pod ramię’. Szczerze mówiąc było mi trochę ciężko, ale bardziej martwiłam się o tego gościa, którego zostawiłyśmy. Tylko jak już dotarłyśmy do akademika cicho weszłyśmy do środka budynku zamykając za sobą drzwi. Było już dość późno więc raczej nie chciałam nikogo obudzić, bo byśmy musiały od razu się tłumaczyć gdzie byłyśmy i co robiłyśmy. Wchodząc do mojego pokoju pomogłam blondynce usiąść na moim łóżku, a sama od razu skoczyłam po okład z lodu, nawilżone chusteczki i apteczkę. Wracając do pokoju zauważyłam, że dziewczyna ma całą rękę we krwi tak samo, jak nos.
-Nieudacznik z ciebie.- powiedziałam wzdychając na widok zakrwawionej Kayline.
Z jednej strony śmieszyło mnie to jak można mieć aż takiego pecha, a z drugiej serce mi aż bolało na ten widok. Podeszłam do Kayline i kucnęłam przed nią i odruchowo spytałam się czy nic jej nie jest.
-Wszystko okey?- zapytałam się dość słabym głosem, delikatnie wycierając nawilżoną chusteczką krew z okolic jej nosa.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Nadal wycierałam krew, robiłam to starannie i delikatnie wiedząc, że na pewno ją to boli. Następnie zabrałam się za oczyszczenie rany wodą utlenianą. Za pierwszym razem blondynka cicho syknęła z bólu, ale za każdym następnym razem już nie słychać było jej niezadowolenia. Skupiona na oczyszczeniu rany nie zauważyłam jak Kayline mi się przyglądała.
-Co?
-Po prostu nie rozumiem cię.- odpowiedziała wymachując rękami. – Czemu nie jesteś wściekła na mnie? Czemu mnie tam po prostu nie zostawiłaś? Nie wiem i nie rozumiem.
Nie odpowiedziałam kończąc oczyszczać ranę. Tak, mogłam ją tam zostawić z tym mężczyzną. Nie musiałabym wtedy używać swojej mocy prawie zabijając go... ale po prostu nie mogłam.

<Kayline? Przestępca ze mnie i z cb>

piątek, 18 listopada 2016

Od Kendall cd .Kayline


Wchodząc do kawiarni od razu uderzyło mnie ciepłe powietrze wypełnione zapachem świeżej kawy. Po wejściu do środka zaczęłyśmy rozglądać się za wolnym stolikiem, przemierzając wzrokiem całe pomieszczenie zauważyłam jeden przy oknie. Wskazałam ręka na stolik delikatnie szturchając Kayline w ramię. Będąc już przy stoliku zajęłyśmy miejsca i zaczęłyśmy coś wybierać z menu. Nie mogłam się zdecydować więc zamówiłam jedynie owocową herbatę, a Kayline miętowa i do tego kawałek czekoladowego ciasta.

-Więc twoją mocą jest telekineza?- zapytała się z zaciekawieniem w głosie.

-Tak.- odpowiedziałam, trochę nieśmiało, powoli przystawiając do ust filiżankę z herbatą i ostrożnie biorąc pierwszy łyk.

-Ciekawe...- szepnęła z widocznym uśmiechem na twarzy. Widać było, że coś kombinuje.

Spojrzałam się na nią próbując jakoś wyczytać z jej wyrazu twarzy co planuję, ale ona tylko kontynuowała konsumowanie swojego ciasta.

-Jakieś plany na wieczór czy raczej będziesz się uczyć?- podniosła wzrok patrząc się prosto na mnie.

-Chyba nie, zresztą sama nie wiem. – powiedziałam zakładając kosmyk włosów spadających na moją twarz za ucho.

Większość czasu spędziłyśmy na rozmawianiu o tym, jak trafiłyśmy do akademii, raczej jak Kayline tutaj trafiła. Ja tylko uważnie słuchałam czasem zadając pytania. Czas szybko minął a za nim się obejrzałyśmy była już prawie piąta. Nie chciałam zbytnio wracać, ale dziewczyna uparła się, że ma niby kilka spraw do załatwienia.

~*~

Właśnie tego mi brakowało, chwili dla siebie. Nigdy nie miałam wystarczająco czasu, aby chociaż zrelaksować się nie robiąc niczego, bo zawsze byłam w biegu. Tutaj czas zdawał się zwalniać pozwalając mi na oderwanie się od codziennej rzeczywistości, która aż niszczyła mnie od środka. Ja zawsze żyłam w swoim świecie nie mając zamiaru nigdzie się wybierać, może po prostu się bałam, że rzeczywistość wreszcie otworzy mi oczy ukazując całą prawdę, lecz pewna jestem tego, że ta prawda by była pełna rozczarowań i bólu.

-Długo tak będziesz jeszcze leżeć?- z rozmyślania wyrwał mnie głos blondynki która stała przy drzwiach.

Leniwie podniosłam się z łóżka i spojrzałam się na nią z przymrużonymi oczami próbując jakoś wyczytać z jej wyrazu twarzy to, czemu tu przyszła i czego chce.

-Raczej nie, a więc czemu przyszłaś do mnie?- zapytałam się chłodniej niż zazwyczaj.

-A więc mam pomysł i potrzebuję twojej pomocy raczej twojej mocy. – wytłumaczyła z uśmiechem na twarzy widocznie już coś kombinując.

-Mojej pomocy?- szepnęłam z niedowierzaniem że osoba która nazwała mnie tchórzem potrzebuję akurat mojej pomocy.- Więc w czym mam ci pomóc?- bo chwili zastanawiania się powiedziałam krzyżując ręce.

~*~

Zawsze przestrzegałam wszystkie zasady, aż do dzisiejszej nocy, nawet nie zastanawiając się łamałam zasady jedne po drugich. Tylko kiedy dotarłyśmy na wyznaczone miejsce przez dziewczynę od razu zrozumiałam o co jej chodzi. Przed nami znajdował się prywatny basen ogrodzony dość wysokim ogrodzeniem.



-Nie ma mowy.- wydukałam niezadowolona z pomysłu niebieskookiej.- Nie wolno nam sama o tym wiesz...- dodałam po chwili wskazując na basen za ogrodzeniem.

Miałam już iść, nie chciałam mieć z tym nic wspólnego a na dodatek było na tyle ciemno, że na niebie widniały gwiazdy. Wzięłam pierwszy krok, ale daleko nie zaszłam, bo wyższa ode mnie Kayline przygwoździła mnie do ogrodzenia trzymając mnie za bluzę.

-Nigdzie nie idziesz.- warknęła dając znać, że nawet gdybym próbowała uciec nic z tego by nie wyszło.- Proszę, chociaż ten jeden raz...- powiedziała patrząc mi w oczy.

Uległam zawsze miałam słabość do bliższych kontaktów wzrokowych, a na dodatek zgodzenie się na pomoc w włamaniu się do czyjegoś prywatnego basenu z posiadłością wydawało mi się jedynym sensownym rozwiązaniem, a na dodatek jeszcze nie znałam ją tak dobrze, aby wiedzieć, do czego jest zdolna..



<Kayline?>

czwartek, 17 listopada 2016

Od Kendall cd. Kayline

-Długo już tutaj jesteś, w tej akademii?- zapytałam się, utrzymując te samo tempo co blondynka.
-Dość długo.- odpowiedziała, z lekkim niesmakiem na twarzy.- Ty jesteś tutaj nowa?
-Mhym.- mruknęłam i kiwnęłam głową.
Zapadła niezręczna cisza. Nadal idąc z wypełnionym książkami plecakiem na plecach próbowałam się jakoś przepchać przez tłum uczniów przechodzących przez korytarz. Już miałam otworzyć usta i się spytać o coś blondynkę, ale ona po prostu znikła z mojego pola widzenia. Nagle poczułam jak ktoś łapie mój nadgarstek, szczerze mówiąc się przestraszyłam.
-Chodź, bo cię jeszcze podepczą.- powiedziała i zaczęła iść przepychając się między innymi uczniami.
Kayline zaczęła mnie gdzieś prowadzić a ja bez żadnego sprzeciwu podążałam za nią. Dziewczyna zaprowadziła mnie akurat pod tę sale w której miałam teraz lekcję historii. Tę lekcję miałam z Emeret’ em Lancowskim.
-Dzięki.- podziękowałam z małym uśmiechem na twarzy.
-Nie ma za co, a teraz chodź, bo jeszcze się spóźnimy.- szybko odpowiedziała wchodząc do sali.
Wchodząc do środka większość uczniów już siedziało na swoich miejscach, więc nam zostały te najgorsze z przodu. Idąc do swojej ławki czułam jak każdy na mnie się patrzy, było to trochę krępujące, ale się nie dziwię sama bym się gapiła na takiego gamonia jak ja. Siedząc już na niezbyt wygodnym krześle i czytając literaturę o nordyckich bogach usłyszałam czyiś szept. Od razu zaczęłam się rozglądać po sali aż napotkałam niebieskie tęczówki Kayline. Nie wiem czemu, ale co raz patrzyła na książki w starej drewnianej półce przy biurku Emeret’a. Nie rozumiejąc, o co jej chodzi zmarszczyłam tylko brwi i znów zaczęłam czytać lekturę.
-Tchórz, czy może nie umiesz używać swojej mocy?- parsknęła.
Po prostu nie zareagowałam na złośliwy komentarz dziewczyny.

Tchórz? Przecież nie jestem tchórzem...
Skupiłam się na czytaniu książki, ale tak naprawdę to była tylko przykrywka. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie to robię. Wszystkie książki wypadły z półki lądując na ziemi i robiąc przy tym głośny huk.

<Kayline?>

środa, 16 listopada 2016

Od Kendall do Kayline

Wybiła już północ. Chyba każdy z nas miał kiedyś taki problem. Problem z zaśnięciem.

Wszyscy śpią, a ja jedyna chodzę po korytarzu rozmyślając o różnych rzeczach. To był już trzeci dzień pod rząd, kiedy nie mogłam zasnąć. Zawsze sobie powtarzałam, że następnym razem będzie już po wszystkim, ale bezsenność powracają nie dając mi odpłynąć do krainy snów. Od tego całego chodzenia zaczęły mnie boleć nogi więc po cichu wróciłam do pokoju przymykając za sobą delikatnie drzwi, aby nikogo nie obudzić. Podeszłam do okna i ostrożnie wskoczyłam na parapet upewniając się, czy jest dość wytrzymały, aby mnie utrzymać. Światło lśniącego księżyca przebijało się przez szare chmury, bez trudu oświetlając większość mojego pokoju. Zawsze był tam o tej samej porze jak zawsze, cierpliwie czekając, aby ujrzeć moja twarz. Mijały minuty a ja nadal wpatrywałam się za okno w niebo, czas jakby się zatrzymał. Odwróciłam wzrok od nieba i z przymrużonymi oczami ze zmęczenia spojrzałam na zegarek. Wskazywał 1:32. Nie dowierzając, przetarłam oczy dłonią i znów spojrzałam w kierunku zegarka, 1:33. Na myśl, że jutro są lekcje szybko zeskoczyłam z parapetu i usiadłam na łóżko. Długo tak nie siedziałam, bo po paru minutach leżałam już w łóżku okryta kocem i kołdrą. Znienacka usłyszałam ciche kroki dobiegające z korytarza, lecz nie zwracam na nie uwagi. Może ktoś rzeczywiście przechadzał się po korytarz? Mogłam usłyszeć jak kroki zmierzają w moim kierunku. Nagle usłyszałam głośny huk. Szybko zerwałam się z łóżka i podeszłam do drzwi uchylające je. Tam zauważyłam dwóch chłopaków bijących się wyższy brunet przycisnął mniejszego blondyna do ściany, a ten wymierzyć mu silny cios w nos. Nie mogłam tak stać i nie reagować więc podbiegłam do nich próbując ich jakoś rozdzielić.
-Nie wtrącaj się.- warknął brunet szarpiąc blondyna coraz mocniej za bluzę.

<Kayline? Dawno nie pisałam więc mam brak weny ;/>

wtorek, 15 listopada 2016

Kendall Elizabeth Richardson

Życie to przejść wolnym, rozważnym krokiem na palcach przez lata, jakie nam dał los.



Imię: Kendall Elizabeth
Pseudonim: Woli jak ktoś zwraca się do niej po prostu po imieniu. Tylko dla niektórych osób pozwala zdrabniać swoje imię zazwyczaj jest to Kenny. Co do jej drugiego imienia nigdy jego nie używa, a tym bardziej nie pozwala innym nim się posługiwać. Jedynie dla bliskich osób pozwala zdrabniać jej drugie imię zazwyczaj jest to: Eliza lub Beta i inne co tam jej wymyślą.
Nazwisko: Ma nazwisko patronimiczne, które odziedziczyła po swoim ojcu Richard’zie który również jak ona ma nazwisko po swoim ojcu. Normalnie by miała nazwisko Richardsdottir, ależ jej matka pochodzi z Anglii i nie zgodziła się na ‘zmienianie końcówki’ nazwiska więc Kendall nosi nazwisko Richardson.
Wiek: 17 lat
Płeć: Kobieta
Orientacja: Biseksualna
Głos: Madison Beer - All For Love ft. Jack & Jack
Link: https://www.youtube.com/watch?v=IGqKkcrUX7c
Moc: Włada dwoma mocami, jest to telekineza i jeszcze nie w pełni dopracowana telepatia. Potrafi ruszyć lub unieść dany przedmiot za pomocą siły umysłu, ale nie tylko, potrafi też ten przedmiot kompletnie zniszczyć. Może ona również unieść przedmiot nawet nie widząc go. Co do telepatii, umie porozumiewać się z innymi jednak na krótki czas, po dłuższym użytku tej mocy Kendall może mieć nudności a w najgorszym przypadku może zemdleć.
Pokój: numer 5
Aparycja: Jest niską osobą, ale bez przesady. Mierzy dokładnie 160 cm. Ma ciemnobrązowe włosy, które sięgają trochę dalej poza ramiona. Jej oczy są ciemnoniebieskie z dodatkiem zielonego odcienia, który dodaje jej więcej uroku. Kenny ma dość wysportowaną figurę, ale nie aż taką, aby miała widoczne mięśnie na brzuchu. Nie jest silną osobą, a jej waga nigdy nie przekroczyła 50 kg. Natura obdarzyła ją też kobiecymi kształtami. W okolicy nosa i policzków można dostrzec u niej piegi, które zazwyczaj zakrywa lekkim make-up'em z tego względu, że za nimi zbytnio nie przepada. Na lewej stronie żeber ma mały tatuaż „you’ll never know”, czyli po polsku „nigdy się nie dowiesz”. Na co dzień ubiera się w luźniejsze bluzy i czarne rurki lub legginsy, gustuję też w ciepłych golfach. A co do butów ma parę swoich ulubionych czyli czarne Vansy w stylu Old School, czarno-białe buty Nike i zwyczajne Timberland'y.
Charakter: Kendall, cóż jest bardzo wrażliwa osobą. Jest dość nieśmiała i zazwyczaj mało mówi. W stosunku do innych cicha i skryta i woli raczej nie wyróżniać się z tłumu. Właśnie dla tego może wyglądać na strasznie chłodną osobę, która trzyma się z daleka od innych. Z tych oto właśnie powodów można ją nazwać typową ‘szara myszką’ lecz jej nieśmiałość nie przeszkadza w nawiązaniu nowych znajomości, ale zazwyczaj potrzebuję trochę więcej czasu, aby nawiązać głębsze relacje z nowo poznanymi osobami. Jest łatwo ufna wręcz naiwna, jeśli chodzi o zaufanie do nieznajomych. Jest to spowodowane przez jej przejmowanie się nie swoimi sprawami. Dba więcej o innych niż o siebie. Dlatego też nie może przejść obojętnie obok trudności drugiej osoby nie pomagając jej. Z drugiej strony na jej twarzy zawsze gości promienny uśmiech. Zawsze roześmiana, wesoła, i często śmiejąca się. Kendall jest delikatną i dość wrażliwą osobą więc nawet najmniejszy komentarz może ją zranić. Nawet jeśli czuję się urażona nie da poznać to po sobie, że właśnie tak jest, po prostu wszystko dusi w sobie.
Partner: Nigdy nie miała i nie ma. Raczej nie szuka, ale kto wie co może się zdarzyć? Mimo tego ma nadzieję, że znajdzie kogoś, kto zaakceptuje ją taką, jaka jest.
Rodzina:
Richard Johnson – ojciec, żyję, ale nie utrzymuje zbytnio kontaktu z resztą rodziny.
Olivia Denn – matka, niestety zmarła w wypadku samochodowym.
Kelsey i Jack – starsza siostra, i młodszy brat.
Zainteresowania: W wolnym czasie pisze różne wiersze lub czyta ciekawe książki przesiadając w bibliotece parę dobrych godzin. Poza tym śpiewa i to dość dobrze, ale tylko jak nikogo nie ma w pobliżu. Potrafi też grać na różnych instrumentach, jednak najbardziej uwielbia grać na gitarze i pianinie. Mówiąc wprost jest wielbicielką sportów zimowych takich jak snowboard czy jazda na nartach, lecz nie przepada za łyżwami.
Inne:
-Nie może sobie wyobrazić chociaż jednego dnia bez wypicia jakiegoś ciepłego napoju. Jest wprost uzależniona od picia owocowej herbaty, nie pogardzi też dobrą kawą.
-Jej rodzina od strony ojca pochodzi z Danii i Norwegii, a matki z Anglii.
-Czasami wydaję się nie obecna lub zmęczona jest to spowodowanie przez bezsenność, na którą cierpi od 2 lat.
-Nigdy nie była w związku i nigdy nie czuła takiej potrzeby, ale czasami rozmyśla o tym, jak by to wszystko wyglądało. .. jak w tych filmach o kolorowych zakończeniach.
-Nie pije ani pali.
-Uczy się duńskiego i islandzkiego.

Kontakt: ~Elko1