Nie miałam zamiaru sprzeciwiać się dziewczynie, a na dodatek raczej bym nie chciała ją samą puszczać na dwór o trzeciej w nocy. Powoli wstałam z łóżka i podniosłam swoją szarą bluzę, która znajdowała się na podłodze przez niezbyt precyzyjny rzut blondynki. Założyłam ją na siebie, a następnie chwyciłam swoje buty old school z firmy Vans.
-Gotowa?- zapytała się z niecierpliwieniem w głosie.
-Tak.- odpowiedziałam łapiąc jeszcze za swój portfel.- Możemy już iść.
Wychodząc na korytarz przymknęłam delikatnie za sobą drzwi próbując przy tym nie narobić żadnego hałasu, który by mógł obudzić innych uczniów. Biorąc następne kroki w stronę wyjścia szłam za Kayline wielokrotnie odwracając się, aby mieć pewność że nikt nas nie obserwuję. Będąc już przy drzwiach od wyjścia ubrałyśmy się w buty i wyszłyśmy na dwór zostawiając przy tym drzwi otwarte. Na dworze było ciemno, a delikatny, jak i chłodny jesienny wiatr rozwiewał nasze włosy. Niebo ozdabiały gwiazdy, które najwyraźniej nie czuły się osamotnione, bo towarzyszył im nawet i tej nocy księżyc. Idąc przez uliczkę mijając przy tym ku swojego boku blondynkę czułam się trochę „bezpieczniej” niż zazwyczaj. Z „małego” zamyślenia wyrwała mnie delikatna kropla wody, która wylądowała na moim policzku, od razu podniosłam wzrok z chodnika kierując go do góry. Nagle zdałam sobie sprawę, że to śnieg. Z nieba zaczęło spadać co raz więcej puszystych płatków śniegu, które przy kontakcie z ziemią od razu się roztapiały.
-Kay, patrz śnieg!.- wrzasnęłam ciesząc się jak małe dziecko przy otwieraniu świątecznego prezentu.
Ta tylko uśmiechnięta kontynuowała swoją wyprawę do celu nawet nie zwracając na mnie uwagi. Widocznie widok śniegu nie ucieszył ją tak samo, jak mnie. Próbując dogonić dziewczynę mój wzrok nadal był skoncentrowany na śniegu, który dosłownie po chwili stał się jednolitym puchem znajdującym się właśnie pod moimi nogami. Nie wiem czemu, ale nadal patrzyłam się w jej kierunku, mogłam dostrzec, że była inna od tych osób, które znałam.. Musiała widocznie poczuć na sobie mój wzrok, bo odwróciła się i spojrzała się na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy. Jej oczy aż błyszczały w świetle otaczających nas latarni. Szaleństwem by była próba, chociaż nawet w jakiś logiczny sposób wyjaśnienia tego, co teraz właśnie robiłam. A wypowiedzenie tego ustnie by miało efekty chcenia się właśnie zabić. Śnieg nadal nieprzerwanie sypał, a nieba już prawie nie było widać, nie umożliwiając mi lepszego widoku. Mogłam tylko dostrzec mocne światło przede mną przebijające się przez płatki śniegu. Widocznie byłam już na miejscu. Wchodząc do środka od razu moja uwagę przykuły puste stoliki, które zazwyczaj były zapełnione tłumem ludzi.
-Zgubiłam cię po drodze, wybacz.- zaśmiała się zgniatając papierek z numerkiem, który trzymała w swoich dłoniach.- Zamówiłam lody.- poinformowała mnie po krótkiej chwili ciszy.
-Dzięki.- mruknęłam siadając przy jednym ze stolików obok okna.-Masz zapłacisz.- podałam jej pieniądze.
Dziewczyna kiwnęła głową na znak zgody i tylko jak zamówienie zostało zrealizowane wzięła pieniądze i podeszła do kasy. Stał tam wysoki brunet, który co raz uśmiechał się do blondynki, a ta tylko odwzajemniała ten gest. Z niesmakiem przyglądałam się tej transakcji. Byłam nadzwyczajnie zazdrosna o uwagę blondynki. Tylko jak Kayline wróciła z tacą lodów i chikery, spojrzenie bruneta powędrowało na mnie. Ja nie chcąc się w nic pakować wysłałam mu tylko jedno z moich zabójczych spojrzeń, na które on tylko zmarszczył brwi parskając.
-Proszę lód dla ciebie z karmelową polewą.- powiedziała podając mi loda, który znajdował się w dość dużym plastikowym pudełku z łyżką obok.- No właśnie miałam się zapytać, czy ten, ktoś inny mieszka w twoim pokoju, bo na plakietce przy drzwiach piszę „Kendall Elizabeth”.- zapytała się z zaciekawieniem.
-To moje drugie imię.- odpowiedziałam próbując swego „karmelowego loda”, nie mogąc powstrzymać się od cichego śmiechu.
-Och, ja niestety nie byłam takim szczęściarzem i skończyło się jedynie na Kayline.- westchnęła udając smutną minę, która po chwili zmieniła się w łagodny wyraz twarzy.- No cóż Elizabeth takie życie.- zaczęła się ze mną droczyć.
-Proszę już nie zaczynaj...- teatralnie westchnęłam przewracając oczami.- Wiedz, że kontynuując to, co właśnie zaczęłaś...- nie dokończyłam.
-Czy to groźba? Szantaż?- nie dała mi dokończyć.
Szczerze mówiąc na to pytanie nawet ja nie znałam odpowiedzi. Groźba, groźbą, ale raczej nikt by nie przejmą się nadzwyczajną groźbą lub nawet szantażem wypowiedzianego z ust zwykłej siedemnastolatki. No, prawdę mówiąc nie jestem aż tak zwykła, z tego powodu, że nie każdy może przemieszczać różne przedmioty za pomocą siły umysłu, lub nawet komunikować się za pomocą myśli, ale to tylko mały szczegół, który i tak nie wyróżnia mnie od innych osób przebywających w akademii.
„ani to ani to.. niestety”
<Kayline?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz