Ciemna limuzyna, będąca wzorem luksusu i utwierdzeniem w przekonaniu, iż osoba poruszająca się nią dysponuje grubym portfelem zatrzymała się tuż przed mymi stopami. Kierowca sprawujący ogółem rolę szofera wysiadł z pojazdu by otworzyć drzwi naszej dwójce. Ivy, choć oblana czerwonym rumieńcem uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku wozu, co wkrótce zrobiłem i ja, uprzednio kiwając na faceta by powrócił za kierownicę. Wnętrze samochodu urządzone było z klasą na jaką przystało ludziom wożącym się takimi zabawkami. Siedzenia obite białą skórą, szyby przyciemnione, niewielki barek wypchany po brzegi najdroższymi szampanami oraz oświetlenie, którego pozazdrościłby nie jeden klub nocny. Całość współgrała ze sobą, jednocześnie pozostawiając tu nieco wolnego miejsca, by nie czuć się zbyt ciasno. Od razu udało mi się dostrzec niewielki podarunek od firmy, którym była butelka dobrego szampana. Posławszy zaczepny uśmiech dziewczynie otworzyłem go i zapełniłem nim dwa kieliszki, z czego jeden potem podałem jasnowłosej. Wzniosłem toast na cześć dzisiejszego wieczoru, stuknąłem się szkłem z Ivy i skosztowałem alkoholu. Ten palił przyjemnie podniebienie, następnie przełyk, po chwili zostawiając za sobą ciepło promieniujące wewnątrz ust. Postanowiłem przerwać ciszę panującą od jakiejś chwili, przez chwilę jednak zastanawiając się co ciekawego powiedzieć. No cóż, w życiu nie byłem na randce, nikt nie może mieć mi tego za złe. Ivy na pewno nie miała, gdyż niespodziewanie zaśmiała się, a wzburzająca nią fala śmiechu nasilała się z każdym kolejnym parsknięciem. Uniosłem jedną brew w geście zapytania, co jeszcze bardziej pogrążyło dziewczynę w oceanie śmiechu.
- Kompletnie nie rozumiem o co ci chodzi - wycedziłem, lecz by załagodzić suchość tego zdania dodałem: - Ale podoba mi się to. - A dziewczyna znów się zaśmiała. Pociągnąłem kolejny łyk szampana, oczekując aż moja towarzyszka choć trochę uspokoi się. Uśmiech przy tym nie schodził mi z ust, ale cóż, tak już mam. Tak już mam przy niej.
- Okay, ten wieczór zapowiada się świetnie - odezwała się wreszcie, opanowawszy śmiech, błądząc swoim wzrokiem po każdym rogu. W końcu nasze spojrzenia skrzyżowały się, na co oboje zareagowaliśmy zmierzeniem każdego milimetra swojej twarzy. Dziewczyna dziś wyjątkowo nałożyła więcej makijażu, choć z umiarem (za co szczerze jej dziękuję). Oczy podkreśliła kredką i cieniami o kolorze zbliżonym do jej cery. Ponad to wydłużyła rzęsy, spod których teraz wydobywało się zaintrygowane spojrzenie. Udało mi się przyuważyć również niewielką, acz widoczną dla sprawnego oka zmianę w kolorystyce jej ust. Cholera, przyglądanie im się musiało okropnie (dwuznacznie!) wyglądać, a myśl ta była tak gwałtowna, że odwróciłem głowę w stronę okna. Chwilę próbowałem ustalić w której części drogi do celu jesteśmy, dając tym samym obraz na moją twarz z profilu dziewczynie. Kątem oka przyuważyłem, jak ta studiuje każdą jej część, skupia się na każdym niechlujnie rozrzuconym włosie, przechodząc w dół, aż do ust. Tego już za wiele, nie będzie.. Zdanie, w samym jego środku, wędrujące po mojej głowie przerwane jest nagle i niespodziewanie pocałunkiem. Teraz skupiam całą swoją uwagę na uspokojeniu myśli i dziewczynie, która jedną dłoń gubi w mojej gęstej czuprynie, drugą zaś kładzie na prawym policzku. By nie pozostać dłużnym swoimi rękoma oplatam Ivy w talii, by przyciągnąć ją do siebie jeszcze bardziej. Odrywamy się od siebie za potrzebą zaczerpnięcia powietrza, co akurat zgrywa się czasowo z dotarciem pod restaurację. Szofer otwiera drzwi, a widząc nas uśmiecha się tylko i gestem dłoni zaprasza do wyjścia. Przepuściwszy jasnowłosą wychodzę i ja, a drzwi zatrzaskują się tuż za moimi plecami. Pojazd odjeżdża, by ustąpić miejsca następnym, również zamierzającym spędzić tu dzisiejszy wieczór. Przyglądam się solidnemu budynkowi, dość minimalistycznie urządzonemu, co przełamuje jednak duża ilość świateł, dobywających się z każdego kąta i oświetlających każdy róg. Trzeźwość myślenia wraca do mnie kiedy Ivy opiera się na moim boku z cichym westchnieniem.. ulgi?
- Tak, ten wieczór będzie świetny - uśmiecham się do dziewczyny łapiąc ją w talii i prowadząc do szklanych drzwi. Zarezerwowany stolik powinien znajdować się gdzieś na uboczu, jednak nie daleko od sceny, na której to dziś miała pojawić się jakaś wyjątkowa atrakcja. Przypomnienie w głowie jest bardzo ważne, aby potem nie nabawić się jakichś bezsensownych i głupich nieporozumień w tak eleganckim miejscu. Pod znakiem zapytania stoi tylko ubiór kroczącej obok mnie Ivy, która nie wiedząc dokąd się wybiera w końcu musiała się w coś ubrać. Choć mogła przyjść również bez niczego. Kobiety są nieobliczalne.
Ivy? Dziękuję ci Pyćągu za wsparcie w trudnych chwilach i.. nienawidzę za to co kazałaś zrobić za tą "pomocną pomoc" (:
- Kompletnie nie rozumiem o co ci chodzi - wycedziłem, lecz by załagodzić suchość tego zdania dodałem: - Ale podoba mi się to. - A dziewczyna znów się zaśmiała. Pociągnąłem kolejny łyk szampana, oczekując aż moja towarzyszka choć trochę uspokoi się. Uśmiech przy tym nie schodził mi z ust, ale cóż, tak już mam. Tak już mam przy niej.
- Okay, ten wieczór zapowiada się świetnie - odezwała się wreszcie, opanowawszy śmiech, błądząc swoim wzrokiem po każdym rogu. W końcu nasze spojrzenia skrzyżowały się, na co oboje zareagowaliśmy zmierzeniem każdego milimetra swojej twarzy. Dziewczyna dziś wyjątkowo nałożyła więcej makijażu, choć z umiarem (za co szczerze jej dziękuję). Oczy podkreśliła kredką i cieniami o kolorze zbliżonym do jej cery. Ponad to wydłużyła rzęsy, spod których teraz wydobywało się zaintrygowane spojrzenie. Udało mi się przyuważyć również niewielką, acz widoczną dla sprawnego oka zmianę w kolorystyce jej ust. Cholera, przyglądanie im się musiało okropnie (dwuznacznie!) wyglądać, a myśl ta była tak gwałtowna, że odwróciłem głowę w stronę okna. Chwilę próbowałem ustalić w której części drogi do celu jesteśmy, dając tym samym obraz na moją twarz z profilu dziewczynie. Kątem oka przyuważyłem, jak ta studiuje każdą jej część, skupia się na każdym niechlujnie rozrzuconym włosie, przechodząc w dół, aż do ust. Tego już za wiele, nie będzie.. Zdanie, w samym jego środku, wędrujące po mojej głowie przerwane jest nagle i niespodziewanie pocałunkiem. Teraz skupiam całą swoją uwagę na uspokojeniu myśli i dziewczynie, która jedną dłoń gubi w mojej gęstej czuprynie, drugą zaś kładzie na prawym policzku. By nie pozostać dłużnym swoimi rękoma oplatam Ivy w talii, by przyciągnąć ją do siebie jeszcze bardziej. Odrywamy się od siebie za potrzebą zaczerpnięcia powietrza, co akurat zgrywa się czasowo z dotarciem pod restaurację. Szofer otwiera drzwi, a widząc nas uśmiecha się tylko i gestem dłoni zaprasza do wyjścia. Przepuściwszy jasnowłosą wychodzę i ja, a drzwi zatrzaskują się tuż za moimi plecami. Pojazd odjeżdża, by ustąpić miejsca następnym, również zamierzającym spędzić tu dzisiejszy wieczór. Przyglądam się solidnemu budynkowi, dość minimalistycznie urządzonemu, co przełamuje jednak duża ilość świateł, dobywających się z każdego kąta i oświetlających każdy róg. Trzeźwość myślenia wraca do mnie kiedy Ivy opiera się na moim boku z cichym westchnieniem.. ulgi?
- Tak, ten wieczór będzie świetny - uśmiecham się do dziewczyny łapiąc ją w talii i prowadząc do szklanych drzwi. Zarezerwowany stolik powinien znajdować się gdzieś na uboczu, jednak nie daleko od sceny, na której to dziś miała pojawić się jakaś wyjątkowa atrakcja. Przypomnienie w głowie jest bardzo ważne, aby potem nie nabawić się jakichś bezsensownych i głupich nieporozumień w tak eleganckim miejscu. Pod znakiem zapytania stoi tylko ubiór kroczącej obok mnie Ivy, która nie wiedząc dokąd się wybiera w końcu musiała się w coś ubrać. Choć mogła przyjść również bez niczego. Kobiety są nieobliczalne.
Ivy? Dziękuję ci Pyćągu za wsparcie w trudnych chwilach i.. nienawidzę za to co kazałaś zrobić za tą "pomocną pomoc" (:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz