piątek, 23 grudnia 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Było tak jak się spodziewałem, zimna woda i temperatura nie sprzyjała mojej skórze przez co zadbanie o higienę było dla mnie naprawdę trudne, dłonie zdążyły mi posinieć, tak samo jak wargi, w których powoli traciłem czucie. W końcu udało mi się doprowadzić do porządku, nim palce mi odmarzły kompletnie. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze,  myśląc o tym co działo się w tym momencie. Droga kompletnie mnie wyczerpała, świadomość w jakim miejscu również nie sprzyjała dobremu samopoczuciu. W końcu jednak udało mi się uspokoić skołatane nerwy i doprowadzić do porządku. Wyszedłem z pokoju otulony w ciepły sweter i spodnie od dresu, najgrubsze jakie znalazłem.  Droga do pokoju również była ogromnym wyzwaniem, nie znałem tego domu tak, a co za tym idzie nie miałem pojęcia jak poukładane są w nim meble, wysunąłem dłonie do przodu zdając się na intuicję zacząłem poszukiwać drogi na schody.
Moja intuicja również okazała się zawodna, gdy po kilku minutach błądzenia po pokojach coś ostrego wbiło się w moją dłoń, przebijając jej skórkę. Pisk, który dla mnie wydawał się cichym rozległ się echem po całym domu, przywołując na górę blondyna, szedł w moją stronę również po ciemku, latarka w telefonie nie była mu do niczego potrzebna, wychował się tu, znał każdy zakamarek tego miejsca.
Miejsca, które mnie wydawało się tak srogie i zimne.
- Co Ci się stało? - spytał, sięgając po telefon. Chwycił moją dłoń włączając urządzenie, zarejestrowałem dzięki niemu, że byliśmy w kuchni, a przyczyną całego zajścia był stary nóż, krew, która do tej pory spływała po mojej dłoni otuliła rękę Ekkera, wywołując we mnie odruch wymiotny. - Nie wziąłeś telefonu? - jego karcący wzrok widziałem nawet w ciemności, przez co zrobiło mi się jeszcze gorzej.
- Padła mi bateria - mruknąłem na swoje usprawiedliwienie, obserwując jak chłopak przeszukuje szafki w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby nam pomóc.
- W torbie mam apteczkę - mruknąłem, moje lekko zaróżowione policzki stawały się coraz bardziej czerwone, nawet nie wiem czemu było mi tak głupio. Poznawanie tej części życia Olka było dla mnie swego rodzaju wyzwaniem, nie byłem nawet pewien czy on chce bym w tym uczestniczył, ale się nie wycofam.
Już nie.
Odetchnąłem cicho gdy piekący ból oderwał mnie od przytłaczających myśli i przypomniał o spływającej po dość głębokiej ranie krwi. Dzięki Bogu na pomoc nie musiałem czekać długo bo w drzwiach stanął Ekker trzymając w dłoniach wspomnianą wcześniej apteczkę. Po chwili bolesnego odkażania mogłem cieszyć się świeżym opatrunkiem.
- Musimy coś zrobić, nie wiem jak głęboka jest ta rana - mruknąłem Olek.
- Nie przestań, nie boli aż tak - nie wiem czy mój głos zabrzmiał szczerze, sam czułem jak załamuje się pod wpływem emocji. Odruchowo złapałem chłopaka za ramie i z cichym "prowadź" oraz miną aż zbyt zdeterminowaną ruszyłem do przodu, co rozbawiło blondyna.
Nastolatek wypuścił mnie dopiero na dole by za chwilę znowu ruszyć w swoją, nieznaną mi stronę. Dobrze wiedział gdzie iść, by przypomnieć sobie przeszłość.
Byłem ciekaw jakie wydarzenia odtwarza właśnie w swojej głowie błądząc po swoim jakby nie patrzeć domu, nie chciałem mu w tym przeszkadzać. usiadłem na miękkiej, nieco zakurzonej kanapie chłód pokoju przenikał wolno przez warstwy ubrań otaczając mnie samego gęsią skórką. Odetchnąłem cicho sięgając po równie zakurzony koc na końcu pokoju. Patrząc w ogień sam zacząłem zastanawiać się co dalej. Po raz kolejny przyszło mi na myśl jak bardzo chciałbym wiedzieć co czuje do mnie chłopak, nie rozumiałem go. Nie potrafiłem odczytać niczego z jego zachowania, a mimo to, nie chciałem wyznać, że mam tego dość.
Bałem się, że go stracę.
Kochałem blondyna, to było bardziej niż pewne.
Czy gdyby tak nie było byłbym w stanie poświęcić dla jego radości tak wiele? Gdybym mógł okazać jak wiele dla mnie znaczy, zrobiłbym wszystko by widzieć go szczęśliwego...
Miłość jest trudna.
Przetarłem dłonią zmęczone powieki średnio wiedząc co ze sobą zrobić, gdy kroki, które do tej pory słyszałem gdzieś w oddali zaczęły do mnie docierać aż w końcu ustały, zastąpione ciężkim oddechem. Spojrzałem w przód, Olek nie wyglądał najlepiej, mógłbym przysiąc, że w jego oczach widziałem łzy, przetarł twarz gdy tylko zorientował się, że na niego patrzę, a ja jak ten ostatni idiota mogłem jedynie wlepiać wzrok w chłopaka nie mówiąc nic. Zdjąłem koc ze swoich nóg, okrywając chłopakowi plecy.
- Nie jest mi zimno - warknął karcąc mnie wzrokiem. Nie dałem a wygraną. Otuliłem nastolatka dokładniej i przytuliłem do jego plecy, palcami lekko wodząc po ramieniu.
- Wiem - mruknąłem, patrząc na jego twarz. Był taki nieobecny, zatopiony w przeżyciach, pewnie cięższych niż mi się zdawało. Wysunąłem jedną z dłoni do góry, gładząc lekko policzek chłopaka. Przymrużył oczy, opierając głowę na poduszce.
- Jesteś zmęczony, nie chcesz iść spać? - spytałem ostrożnie, nie chcąc mu przeszkadzać. Tak bardzo bałem się, że to jednak był błąd. Ekker wolno skinął głową, po czym wstał ponownie zostawiając mnie samego.

***

Obudziłem się nad ranem, już w łóżku niesiony koszmarem, który wyleciał z mojej pamięci równie szybko co się w niej pojawił. Przesunąłem palcem po policzku, który piekł od małego zadrapania.
Ciche pociągnięcie nosem otrzeźwiło mój umysł na tyle bym zorientował się, że nie jestem w łóżku sam. Powoli dotarło do mnie gdzie jestem i co się dzieje, powróciła też o mnie przytłaczająca waga całej sytuacji. Odwróciłem się do chłopaka lekko podnosząc. Udawał, że śpi, wiedziałem, że tak nie jest. Jego dłoń nerwowo zaciskała się na materiale była tak blada jak śnieg, który przyklejał się do szyb, jego biel była widoczna nawet w ciemnościach. Przez chwilę obserwowałem jak zimne płatki zamieniają się w krople i spływają w dół rozdrabniając się na parapecie. Nie słyszałem niczego poza własnym biciem serca i ciężkim oddechem Olka. Chłopak nie dał za wygraną, nadal udawał twardy sen jednak zbyt pewnym było, że nie śpi o czym wiedzieliśmy oboje. Pochyliłem się nad nastolatkiem sięgając jego ust swoimi wargami, splotłem nasze palce uwalniając kołdrę od zacisku. Przerywając pocałunek wolną dłonią sunąłem po włosach blondyna, pozostając tak przez dłuższy czas.
Chciałem mu powiedzieć, żeby się nie martwił, że wszystko będzie dobrze, chciałem go pocieszyć.

***
Nie wiem kiedy zasnąłem ale okres od ostatniej zapamiętanej minuty do rana wydawał się być tylko krótką drzemką. Ocknąłem się, tym razem jednak sam gdy na dworze było już jasno. Pierwszy raz mogłem w spokoju obejrzeć pomieszczenie, które przestało przypominać pokój z nawiedzonego domu. Przesunąłem dłonią po czystej pościeli trochę tracąc przy tym na czujności. Wysunąłem spoza łóżka bose stopy natychmiast żałując tej decyzji. Zimno podłogi zetknęło się z moimi stopami wywołując dreszcze, drewno było wręcz lodowate, ale poniekąd przyjemne. Przez krótką chwile trwałem tak w bezruchu próbując przywołać swoje ukochane i wiecznie gorące Perth.
- Eh... Wy Australijczycy - czyjś rozbawiony głos dotarł do moich uszu. - Nigdy nie rozumiecie prawdziwego życia - zaśmiałem się słysząc radość w głosie chłopaka. Uniosłem wzrok by domyślić się, że Aleksander chwilę temu wrócił z dworu, rozsunięta kurtka, przerzucony przez szyję szalik. czerwone policzki i przeszklone oczy.
- Wyszedłeś tak na dwór? - spojrzałem na chłopaka, który widocznie kompletnie nie zrozumiał co mam na myśli. Przytaknął energicznie głową, na co z oburzeniem zbliżyłem się do niego i sam zapiąłem chłopakowi kurtkę. - Zaraz znowu będziesz chory - mruknąłem próbując zachować pozory złości.
- Przepraszam mamo - mruknął opryskliwie. Zły nastrój zdawał się dawno ulotnić, humor wyraźnie dopisywał. Zaplotłem ręce na klatce piersiowej wracając do swojego łóżka. Blondyn nie dał za wygraną, cichy śmiech otoczył nas oboje gdy zajął miejsce tuż obok mnie.
- Byłem rano na zewnątrz - zaczął - Spotkałem tutaj takiego starca, był młodszy kiedy go ostatnio widziałem - zauważył z namysłem. Parsknąłem cichym śmiechem obracając się w jego stronę. W jego oczach tańczyły znajome iskierki w akompaniamencie szerokiego uśmiechu tworzyły idealną harmonię.
W tym momencie zdałem sobie sprawę, jak wiele znaczy dla mnie jego szczęście, jak wiele jestem jeszcze w stanie poświęcić dla chłopaka by tylko ujrzeć go takiego jakim mogłem cieszyć się nim teraz. Nie odpowiadając na anegdotę zbliżyłem swoje wargi do jego ust, muskając je delikatnie. Stopniowo pogłębiałem pocałunek, brakowało mi tego ostatnio. Oplotłem dłońmi kark blondyna gdy ten łożył ręce wzdłuż moich żeber, oderwałem się od chłopaka i musnąłem wargami jego szyję.
- Olek - oderwałem się od chłopaka, całując go w zimny nos - Poczekaj - mruknąłem. Podniosłem się z łóżka i popędziłem w stronę naszych bagaży. Bez problemu odnalazłem podręczny słownik z rozmówkami norweskimi i wróciłem na górę.
Po raz kolejny tego dnia dane mi było usłyszeć przyjemny śmiech gdy siadając na kołdrze otworzyłem słownik na pierwszej stronie.
- Spróbuj coś powiedzieć - poprosił układając się ponownie pod kołdrą. Odszukałem zdania "dziś jest zimno" i wlepiając wzrok w litery spróbowałem przeczytać krótkie stwierdzenie. Jednak zamiast pochwały lub drwiącego uśmiechu otrzymałem pełne pogardy spojrzenie.
- Wiesz co właśnie powiedziałeś? - zgromił mnie wzrokiem.
- Nie - przełknąłem nerwowo śpię szukając obelgi, którą mogłem pomylić.
- Jesteś beznadziejny - pokręcił przecząco głową całując lekko policzek.
- Ale co ja... - zacząłem kompletnie zdezorientowany, chwilę temu mógłbym przysiądz, że właśnie wykonam wszystkie  pokolenia jego rodziny.
- Jestem zawiedziony Twoimi językowymi umiejętnościami - pokręcił przecząco głową.
- Mój język jest akurat bardzo sprawny - zaprotestowałem. Za późno było jednak by cofnąć swoją głupotę.  - Udusisz sie zaraz - stwierdziłem z zażenowaniem gdy Olek poczerwieniał ze śmiechu. Rzuciłem w chłopaka książką, która trafiła go w ramię.
- Chcesz gdzieś dziś jechać? - spojrzałem na chłopaka z powagą.
- Chcę wszystko zobaczyć... To co było kiedyś - szepnął. Wtedy naszła mnie ta straszna myśl, że jeśli Olkowi się tu spodoba, jeśli zatęskni za tym co było... jeśli nie będzie chciał ze mną wracać...? Przełknąłem gulę w gardle próbując pozbyć się obaw.



Aleksander?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz