Lekcja zaczęła się kilkanaście minut temu, jednak ludzie nadal wchodzą do sali, by potem z udawaną skruchą tłumaczyć się przed nauczycielami. Nawet ja, największa kaleka tej budy potrafię wstać wcześniej i odnaleźć się w tym kilkupiętrowym budynku lepiej niż nie jeden z tych cholernych spóźnialskich. Próbując ignorować coraz to nowsze twarze, co swoją drogą nie wychodziło mi wcale bawiłem się tabletkami schowanymi w kieszeni. Wygrywając z nich melodię, ledwo słyszalną przez cały gwar tego miejsca odprężałem się i przynajmniej nie musiałem myśleć o ciągłym bólu prawej nogi. Zapomniałem o nim całkowicie kiedy jako ostatnia do sali weszła dziewczyna o śnieżno białej cerze i równie jasnych włosach. Jak cała reszta skupiła się na przepraszaniu nauczyciela za.. chyba za zaspanie i nie spostrzegła mojego zaciekawienia swoją osobą. Odprowadziwszy królową śniegu wzrokiem pod samo okno, gdzie zajęła miejsce na parapecie wróciłem do rzeczywistości. A było to dość brutalne, uczucie rozrywania od pasa w dół i jednoczesnego polewania rany spirytusem w najczystszej postaci. Szybko odnalazłem w dużej kieszeni wieko od niewielkiego opakowania z lekarstwami, wygrzebałem kilka tabletek i kiedy zdawało mi się że nikt nie patrzy wpakowałem wszystkie do ust. Moje "zdawało mi się" zostało kompletnie obalone kiedy spostrzegłem wlepione w moją twarz dwoje szarych oczu, które zaiskrzyły się w momencie skrzyżowania spojrzeń i zgasły kiedy odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku. Cholera, brawo Shane od teraz masz swojego prywatnego detektywa. Reszta lekcji minęła tak samo jak poprzednia część: w wielkiej nudzie i głośnych krzykach ćwiczących. Dwie, a może i trzy minuty przed dzwonkiem ruszyłem okrężną drogą w stronę wyjścia, a oczy wszystkich niećwiczących zawiesiły się na moich nieskoordynowanych ruchach. Będąc już zaledwie trzy metry od drzwi jeden z przewyższających wzrostem i ogólną budową resztę chłopaków wleciał na mnie z impetem, przyciskając tym samym do zimnej ściany. Kilka zaskoczonych spojrzeń i zawieszone w środku zdań głosy rozpłynęły się w mojej podświadomości, by jako górująca emocja złość mogła działać w tej sytuacji. Odkleiwszy się ode mnie spryciarz rzucił mi pogardliwe spojrzenie, na co wwierciłem swoje w jego krzywą twarz. Gra w kosza została wstrzymana, a jako iż przez tą chwilę nie pilnował nas żaden nauczyciel dureń odezwał się typowym głosem bandziora z blokowiska:
- Coś ci nie pasuje kochanie? - jego mordę przyozdobił jeszcze bardziej wykrzywiony uśmiech, a kilkoro inteligentów za jego plecami zaśmiało się. Kątem oka dostrzegłem ruch z tyłu sali, coś białego poruszyło się.
- Bardzo błyskotliwa z ciebie osoba - odgryzłem się, co wywołało nutkę irytacji na twarzy stojącego naprzeciw mnie chłopaka. Spoglądał na mnie nieco z góry, gdyż i ja wzrostowo mierzyłem sobie nieco mniej od niego, kiedy na jego czole pojawiła się bruzda złości. Pięść jego zacisnęła się tak, że krew nie docierała do palców, a cała ręka uniosła się. I jak szybko ten ćwok załapał treść mojej wypowiedzi tak szybko padł przede mną na kolana. - Teraz ładnie przeproś, to może nie stanie ci się krzywda - koloryzowałem każde wypowiedziane słowo tak, by utworzyć przyjemną dla ucha całość, kiedy wszyscy zebrani dookoła ze zszokowanymi wyrazami twarzy blokowali przejście nauczycielowi. Coraz bardziej kurcząc się pod moimi stopami chłopak wysapał jakieś tam skąpe "przepraszam", idealnie w momencie kiedy do środka okręgu utworzonego z uczniów przedarł się nauczyciel. Dałem spokój przegranemu i wyszedłem z sali równo z dzwonkiem, zostając jednocześnie nie przyłapanym i niezauważonym przez nauczyciela. Ów sytuacja wyjątkowo poprawiła mój humor, tak bym spokojnie mógł przetrwać resztę tych nudnych lekcji i powstrzymać się od ucieczki ze szkoły. Byłoby to tym bardziej przydatne, jeśli w praniu wyszłaby jakaś informacja o kartkówce, teście czy bogu winnego mnie pytaniu. Swój spokojny marsz, a raczej powłóczenie nogami przerywa dziewczyna, zastępująca moją drogę nagle i niespodziewanie. Udaje mi się zachować przy tym spotkaniu równowagę jak i bezpieczny dystans do.. niej. Mierzę ją wzrokiem kilka sekund, a gdy upewniwszy się, iż był to zwykły wypadek wymijam i kuśtykam dalej w swoją drogę,
Nihili? Co to będzie, co to będzie?
- Coś ci nie pasuje kochanie? - jego mordę przyozdobił jeszcze bardziej wykrzywiony uśmiech, a kilkoro inteligentów za jego plecami zaśmiało się. Kątem oka dostrzegłem ruch z tyłu sali, coś białego poruszyło się.
- Bardzo błyskotliwa z ciebie osoba - odgryzłem się, co wywołało nutkę irytacji na twarzy stojącego naprzeciw mnie chłopaka. Spoglądał na mnie nieco z góry, gdyż i ja wzrostowo mierzyłem sobie nieco mniej od niego, kiedy na jego czole pojawiła się bruzda złości. Pięść jego zacisnęła się tak, że krew nie docierała do palców, a cała ręka uniosła się. I jak szybko ten ćwok załapał treść mojej wypowiedzi tak szybko padł przede mną na kolana. - Teraz ładnie przeproś, to może nie stanie ci się krzywda - koloryzowałem każde wypowiedziane słowo tak, by utworzyć przyjemną dla ucha całość, kiedy wszyscy zebrani dookoła ze zszokowanymi wyrazami twarzy blokowali przejście nauczycielowi. Coraz bardziej kurcząc się pod moimi stopami chłopak wysapał jakieś tam skąpe "przepraszam", idealnie w momencie kiedy do środka okręgu utworzonego z uczniów przedarł się nauczyciel. Dałem spokój przegranemu i wyszedłem z sali równo z dzwonkiem, zostając jednocześnie nie przyłapanym i niezauważonym przez nauczyciela. Ów sytuacja wyjątkowo poprawiła mój humor, tak bym spokojnie mógł przetrwać resztę tych nudnych lekcji i powstrzymać się od ucieczki ze szkoły. Byłoby to tym bardziej przydatne, jeśli w praniu wyszłaby jakaś informacja o kartkówce, teście czy bogu winnego mnie pytaniu. Swój spokojny marsz, a raczej powłóczenie nogami przerywa dziewczyna, zastępująca moją drogę nagle i niespodziewanie. Udaje mi się zachować przy tym spotkaniu równowagę jak i bezpieczny dystans do.. niej. Mierzę ją wzrokiem kilka sekund, a gdy upewniwszy się, iż był to zwykły wypadek wymijam i kuśtykam dalej w swoją drogę,
Nihili? Co to będzie, co to będzie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz