-Nikt ci nie kazał się na mnie gapić.- odgryzła się i zmarszczyła razem brwi.
Otworzyłam usta mając już coś powiedzieć, ale uznałam, że to wszystko jest bez sensu. Zaplątałam się we własnych wyjaśnieniach. A nawet gdybym kontynuowała kłótnie ze starszą ode mnie dziewczyną by na pewno skończyło się to źle, bardzo źle. Zrezygnowana pokręciłam głową na znak, że nie chcę tego kontynuować. Odpuściłam. Nie zwracając uwagi na Kay obojętnie przeszłam obok niej, ale coś kazało mi spojrzeć za siebie. W mojej głowie od razu pojawiła się wizja przepraszającej miny dziewczyny. Kontem oka zauważyłam tylko zamykające się drzwi od jej pokoju, a następnie usłyszałam głośny huk. *Rzeczywistość jest i zawsze będzie zimna i bezlitosna.*
~*~
Znów poczułam ogromne rozczarowanie. Jednak jedynie mogłam tylko cierpliwie czekać. No właśnie, ale na co? Sama nie byłam tego pewna, a ciekawość aż zżerała mnie od środka. Siedziałam na ławce w parku przyglądając się drzewom. Ich gałęzie delikatnie uginały się pod wpływem wiatru, a ostatnie jesienne liście opadały na ziemię odróżniając się przy tym różnymi barwami od zwyczajnie białego śniegu. Wszystko było pokryte dość dużą warstwą puchatego śniegu, który aż lśnił się pod wpływem światła z latarń. Szczerze mówiąc stęskniłam się za zimą i tym chłodem, który zawsze delikatnie szczypał mnie w policzki. Gorzej było już z wiatrem, który nie zawsze chciał rozwiewać moje wątpliwości jakże smutki. Moją uwagę przykuły korony drzew które tworzyły tajemnicze cienie, przemieszczające się w zgodnym rytmie z wiatrem, niektóre z nich nawet przypominały mi ludzi. Nałożyłam na siebie swoje okulary club-master z firmy Ray Ban, aby dostrzec, chociaż najmniejszy szczegół tego tajemniczego zjawiska. Cienie zaczęły bardziej przypominać mi ludzką postać. Ten cień „ludzkiej” postaci zaczął się jakby przemieszczać w moją stronę. Zaczęłam się niepokoić nie wiedząc co robić w tej sytuacji. To coś się zbliżało a ja sparaliżowana nadal siedziałam na ławce. Z daleka było czuć intensywną woń alkoholu, a brzdęk butelki coraz głośniej zaczynał dzwonić mi w uszach. Miałam już zamiar uciekać, lecz to coś złapało mnie za nadgarstek wykręcając go do tyłu. Poczułam przy tym niesamowity ból. Próbowałam się jakoś uwolnić z jego uścisku, lecz nawet szarpanie się nie pomogło.
-Ślicznotka z ciebie.- powiedział z ohydnym uśmiechem na twarzy.- Jestem ciekaw co cię tutaj sprowadziło.- dokończył niebezpiecznie przybliżając się do mnie.
-Puszczaj mnie.- pisnęłam zaczynając się wyrywać.
Mężczyzna był silniejszy, wpadłam w panikę szarpiąc się jeszcze mocniej. Zauważyłam że nieznajomy trzyma coś błyszczącego i srebrnego w lewej dłoni. Nóż. Spojrzałam się ku nieznajomemu z wyrazem bezsilności na twarzy. Czułam jak jego obrzydliwe dłonie zaczynają błąkać się po moim ciele przeszukując najmniejsze kieszenie w mojej bluzie.
<Kayline? Help D:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz