niedziela, 25 grudnia 2016

Od Ivy do Devona


Od kiedy pamiętam, jedną z większych cząsteczek tworzących mnie – Ivy – były emocje. Nie miałam problemu z okazywaniem ich, co jest bardzo przydatną umiejętnością, równocześnie będąc przekleństwem. Z roku na rok uczyłam się je kontrolować -nie powstrzymywać ale też nie dać się  im targać jak wariatka w ataku smutku, złości czy szczęścia. Problem w tym, że niektóre powinny być eksplozją i wydobywać się bez żadnego zawahania, nie blokowane i nie rewidowane. A ja, słynąca jako człowiek uwielbiający sobie nieświadomie utrudniać życie, robiłam na wspak. Tak właśnie znaleźliśmy się z Devonem w sytuacji… w jakiej się znaleźliśmy. Tłumiłam w sobie emocje, które miały być spontaniczne, aż w końcu nie wytrzymałam, dając się ponieść chwili. To trochę tak, jakby cały ten przyjemny, wewnętrzny gorąc, małe ogniki czekały przyczajone pod powierzchnią, sumowały się, rosły w siłę i teraz wybuchały erupcją tak silną, że moje ciało nie jest w stanie ich pomieścić.
Wpiłam się ponownie w miękkie usta Devona, jednocześnie starając się zapanować nad samą sobą. Poczułam jak opuszki moich palców zaczęły pulsować pragnieniem, więc zanurzyłam je w gęstych włosach chłopaka, rozdzielając nimi co poniektóre kosmyki.
-Ivy.. –łagodny szept chłopaka muska moją brodę, wprawiając ją w ledwo zauważalne drganie. Wiem, że to wariactwo. Wiem, że mnie ponosi. A jednak ignoruję głos rozsądku, wołający gdzieś na końcu mojego mózgu i daję się ponieść chwili, coraz bardziej przylegając do ciała ciemnookiego.
-No co? –rzucam nieugięte spojrzenie, lekceważąc nerwowe kołatanie w klatce piersiowej. –Nie odpowiedziałeś. Tak albo nie. Proste pytanie, prosta odpo.. –moje rzekome  przemówienie, które układałam przez cały czas w głowie zostaje bestialsko przerwane nagłym pocałunkiem ze strony chłopaka. Nie, żebym miała coś przeciwko. Przewracamy się na kanapę tak, że Devon leży na boku z dłońmi na moich plecach, które powstrzymują mnie przed iście milusim spotkaniem z podłogą, a ja oplatam się nogą wokół jego biodra. Skanuję wzrokiem każdy milimetr twarzy chłopaka, zanim ponownie spoglądam mu w ciemne oczy. Spodziewałam się zobaczyć w nich.. zdegustowanie? Jednak błyszczące tęczówki wyraźnie wpatrują się we mnie skoncentrowane i przenikliwe. Już nie mam obaw, że się im poddam. Teraz ja prowadzę. Ja rozdaję karty.
Jesteśmy już tak blisko, że bliżej się nie da, moje serce bije tuż przy jego piersi i na odwrót, a dla mnie to wciąż za daleko. Zanurzyłam się ponownie w słodkich wargach Deviego, jednocześnie przetaczając  tak, żeby siedzieć na nim okrakiem, a dłońmi wędrując po klatce piersiowej i ostatecznie zatrzymując  na dole koszulki, gdzie bawełniany materiał styka się z gładką skórą. Nie odrywając ust od ciemnookiego zaczęłam bawić się górną częścią jego ubrania, ugniatając ją i stopniowo podwijając do góry. Chwilę potem pozbyliśmy się zbędnego okrycia, a ja miałam wyrazisty obraz jego torsu. Bosko.  W następnej kolejności w powietrze pofrunęła moja koszulka, ściągnięta przez chłopaka i rzucona gdzieś w kąt pokoju. Czyli współpraca, fantastycznie się składa. Serce zaczęło wręcz tłuc się w mojej klatce piersiowej, oddech przyspieszył, a ręce wciąż chciały dotykać.  Przesunęłam lekko palcami po jego brzuchu, podziwiając silne mięśnie, a kiedy moja dłoń dotarła do linii bioder, wizja ponownego widoku Devona w skromnym ubraniu okazała się być tak kusząca, że zaczęłam ściskać górną część spodni ciemnookiego. Ten nie pozostawał dłużny, jedną ręką przesuwając po mojej nodze i układając ją delikatnie na udzie, zaś drugą umieszczając na moim odkrytym boku. Gest ten sprawił, że po plecach przeszedł mnie dreszcz ale zignorowałam go, ponownie przyciągnięta do chłopaka.
-Czyli co? Przejmujemy inicjatywę? –zachichotałam wprost w jego wargi. Podobało mi się to uczucie. Podobało mi się, że chciałam znacznie większej części Devona dla siebie. Pytaniem było tylko, do jakiego stopnia zdołamy się opanować. Ciemnooki podciągnął się do pozycji siedzącej, a moje nogi oplotły się wokół jego pasa. Gdzieś w tym wszystkim zgubiło się ciche ‘możliwe’ ale istnieje ewentualność, że przesłyszałam się przez krew głośno szumiącą mi w uszach. Całujemy się do upojenia, aż kręci mi się w głowie od smaku jego ust. No cóż. Jestem gotowa się poświęcić.
Devon? ... ;-;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz