Stałam tam, powstrzymując się od odruchu wymiotnego. Okej, Alkohol, papierosy...Ale wymiociny po których wszyscy lezą? Za.Dużo.Wszystkiego. Jedyną rzeczą, którą bałam się tam zobaczyć, to Kendall liżącą się z jakimś cholernym typem. Zazdrość? Nope. Bardziej widok jej, płaczącej w kącie pokoju. Co, jak co, ale jest delikatną dziewczyną. A takie przeżycie, zapewne źle by się dla niej skończyło. Wołając ją, coś mignęło mi przed oczyma. A po tym, ujrzałam brunetkę stojącą blisko mnie. Poczułam znów mocny zapach, ale to nie powstrzymało mnie przed spojrzeniem w dół. Kendall, kompletnie zalana. Jak ona zdążyła tak szybko się upić?! I kto jej to dał?!.
-Dobrze się bawisz?- wymruczała, przymykając oczy.
-Ken, nie powinnaś sama wiesz o tym.- odezwałam się, spokojniej niż wcześniej. Nawet gdybym robiła jej jakieś wyrzuty, zignorowałaby to.- Nie powinnaś się tak mocno upić.- dodałam cicho, rozglądając się za ochroniarzami. Mogliby nas stąd wyrzucić, lub chociażby wezwać policje,co nie było nam na rękę. A zwłaszcza mi... Ku mojemu zdziwieniu, dziewczyna znacznie się do mnie przybliżyła. Jej wzrok był zamglony, ale..jakby wiedziała, co robi.Ona chyba nie chce...Przeszło mi przez myśl. Po chwili, nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Chciałam się odsunąć, ale coś mi na to nie pozwalało. Zamknęłam mimowolnie oczy...te emocje..i wszystko inne...Oddałam jej pocałunek, pogłębiając go. Złapałam jej poliki, przyciągając jej głowę bliżej mojej. Nie chciałam tego przyznać. Ale...podobało mi się. Zagryzając jej dolną wargę, mogłam poczuć smak malinowej pomadki. Moje ręce zjechały do talii, jeżdżąc jej kojąco po plecach.~ KAY OGARNIJ SIĘ.~ Krzyknął mój głos, co wydawało mi się głośniejsze niż muzyka. W jednym momencie przerwałam, odsuwając ją od siebie. Ale była na tyle pijana, że nie zwróciła na to uwagi, głupio się do mnie uśmiechając. Narastała we mnie złość, chęć wyprucia jej flaków. Jak mogła to zrobić?! A do tego, zszokowanie dało mi się we znaki. Moje ręce nieznacznie drżały, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Wychodzimy.- Wycedziłam przez zaciśnięte zęby, biorąc ją na fraki i dosłownie wyrzucając na zewnątrz. Widząc ją rzygającą w koncie, nie bardzo wiedziałam co robić. Rzadko się upijałam, prawie w ogóle. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko zabrać ją do łazienki. Ale nie w klubie. A w szpitalu. Jest za młoda na alkohol, nawet w takiej małej ilości może spowodować duże szkody.
- Ja chcę wrócić, tam jest mój u..ukochany...-jęknęła. Ukochany...
- To on dał ci alkohol?- Spytałam, nachylając się nad nią. Przytaknęła niewyraźniej, opierając głowę o ławkę, stojącą obok budynku. Ukradkiem posłałam jej groźne spojrzenie, po czym niczym na dzikim zachodzie, kopnęłam drzwi. Zwróciłam przy tym uwagę stojących najbliżej mnie. Ignorując ich, skierowałam się do baru. Jedynym osobnikiem płci męskiej, jaki tam siedział, był brunetem. Mimo tego, iż przy nim było kilka pustych szklanek po alkoholu, trzymał się nieźle. Podeszłam do niego, z kamienną twarzą. Jego wzrok został skierowany na mnie. Teraz możesz się na coś przydać. Powiedziałam w myślach, co mój głos idealnie zinterpretował. Kontrola została przejęta przez niego.
- Hej mała, może..- nie dokończył, gdyż dostał z pięści...boleśnie zaczerwienione miejsce, znaczyło że dostał mocno. I dobrze...- O ty mała...-Wstał, chcąc się zamachnąć. A jednak! Alkohol robi swoje...Nie zdążył nawet porządnie ustać, gdyż dostał drugi raz. Uśmiechnęłam się wrednie, wystawiając mu środkowy palec.
- Nie ładnie dawać alkohol nieletnim, idioto. - Odwróciłam się z niesmakiem, kręcąc bezsilnie głową. Dzięki.Mruknęłam po chwili, a kontrola wróciła. Gdyby nie mój "przyjaciel", zapewne nie odważyłabym się na takie coś. Jest moją pomocą, prawą ręką, moim sprzymierzeńcem którego mam ochotę czasem zabić. Wychodząc na zewnątrz, Kendall właśnie zaprzyjaźniła się z tym kawałkiem drewna. A nawet więcej! Bo zaczęła go namiętnie całować i wyznawać mu miłość. Z lekkim rozbawieniem pomogłam jej wstać. Udało się, a w międzyczasie sięgnęłam po telefon, wybierając pierwszy numer na samej górze.
- Halo, braciszku..? - zaczęłam, słodkim głosikiem. Słyszałam westchnienie zza drugiej strony, więc kontynuowałam- Taka sprawa... Musisz nas gdzieś podwieźć.
- Nas? Nie mów mi, że jakiegoś chłopaka!?- Oburzył się, a w głowie miałam jego naburmuszony wygląd.
- Nie, debilu! Koleżankę! - wrzasnęłam po namyśle. Koleżankę... I nic więcej.
Po błaganiach, w końcu się zgodził. A już po chwili, czekał na nas w swoim aucie.
- Ona jest pijana? - jęknął - czemu dałaś jej alkohol!?- Odwrócił głowę w stronę śpiącej dziewczyny, po czym skierował wzrok na mnie.
- To... Nie ja. - szepnęłam - sama poszła, a dał jej jakiś chłopak.
- To czemu jej nie powstrzymałaś?- Wyrzut, jaki słychać było w jego głosie, totalnie mnie zrujnował. Był jedyną osobą, którą darzyłam taką miłością. Dla tego jego zdanie było dla mnie takie ważne.
- No próbowałam! Ale...- Moje próby obrony najwyraźniej nie robiły na nim żadnego wrażenia.
-Właśnie widać. Wiesz, myślałem że jesteś bardziej odpowiedzialna.
- Bo jestem. Daj już spokój to nie moja wina...Próbowałam.- Powtórzyłam, pocierając zimne ramiona. Zza okna widać było miasto. Teraz, wydawało się być ciekawsze niż...wszystko inne. Tyle myśli, a to wszystko przez jedną osobę. Jeśli zapomni o dzisiejszej noc, to dobrze. Lepiej jeśli nie będzie pamiętała ani klubu...ani tym bardziej pocałunku. Ale teraz trzeba pomyśleć, co powiedzieć lekarzowi.
<Kenny?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz