Droga w kierunku mojego pokoju oprócz uprzejmej ciszy urozmaicana była licznymi potknięciami jasnowłosej o wystające skrawki ziemi czy kamyki z których wysypany był parking. Ta śmiała się sama z siebie, jakby obłąkana czy niezdrowo rąbnięta psychicznie. Moim fatum niestety był kaszel, dość irytujący i zwiększający swoją siłę co każdą minutę. Wreszcie, dotarłszy do ciepłego pomieszczenia zrzuciliśmy z siebie wierzchne ubranie i jak jeden brat odwiedziliśmy kuchnię. Zaparzyłem nam gorącej herbaty, kiedy Ivy przygotowała kilka kanapek z wcześniej wygrzebanych z lodówki składników. Kolacje udało nam się skończyć przed pierwszą w nocy, zaplanowanie kolejnych kilku godzin graniczyło z cudem. W końcu zdecydowałem się na prysznic, ale nim wstałem z wygodnej kanapy minęło kilka, może kilkanaście kolejnych minut.
- Więc, jeśli tak bardzo chcesz mnie niańczyć możesz przyjść umyć mi plecy - posyłam już czerwieniącej się dziewczynie chytry uśmiech, po czym znikam w łazience na dobrych kilkadziesiąt minut. Ivy nie przyszła, no i cóż, moje plecy nie zostały umyte. Opuszczając mój mały azyl zastaję śpiącą na kanapie dziewczynę, której włosy porozrzucane na wszystkie możliwe strony zajęły więcej miejsca niż samo jej ciało. Westchnienie towarzyszy mi kiedy spostrzegam, jaki przedmiot robi za jej poduszkę. Moja bluza. Bardzo lubię tą bluzę. Już nie odzyskam tej bluzy. Dalsze kontemplacje na temat przyszłości ubrania przerywam sobie sam, gdyż w oczy rzuca mi się nowa, nawet nie rozpakowana z folii gra na konsolę. O tak, to będzie piękna noc. Ale najpierw trzeba pozbyć się mieszkańca kanapy. Przenoszę więc delikatnie dalej drzemiącą Ivy, która dla mnie nie sprawia żadnego ciężaru na swoje szerokie łóżko, po czym okrywam ją kołdrą. Chwilę spędzam jeszcze na wpatrywaniu się w jej delikatne rysy twarzy, aż przypominam sobie o grze. Do godziny ósmej, jak nie lepiej oddany jestem światu gier, ciągłej destrukcji i możliwości wrócenia życia, jeśli tylko zrobi się coś nie tak. Nawet jeśli nie można się wskrzesić, zawsze można ponownie wczytać i mieć kolejną szansę na poprawę. Od tego iście ciekawego zajęcia odrywa mnie Ivy, która zamiast wstać jak człowiek tłucze się i spada z łóżka. Wiem to, gdyż od razu po usłyszeniu trzasku udaję się do sypialni, gdzie dziewczyna rozwalona na podłodze uśmiecha się do siebie i mamrocze coś niezrozumiale. Pomagam jej podnieść się, samemu przy tym podśmiewając się z kaleki.
- Dzień dobry - wita się zaspanym głosem, zaś szeroki uśmiech nie schodzi z jej twarzy nawet na chwilę. - Choć nie wiem czy taki dobry - śmiech tej dziewczyny zaraża. Dosłownie. Jest wszędzie, wypełnia całe pomieszczenie, przesiąka innych, w końcu i ty sam zaczynasz się śmiać, nawet jeśli nie masz ku temu powodów czy chęci. Ivy zatrudnić mogłaby się jako zawodowy komik, albo ktoś kto pomaga ludziom w depresji ujrzeć świat z trochę lepszej, weselszej strony. Tak, to na pewno nie byłoby takie głupie. - O czym tak myślisz? - wypowiada słowa powoli i z precyzją taką, jaką słyszę z jej ust pierwszy raz, poklepując miejsce na łóżku obok siebie. Korzystam z zaproszenia, zaraz usadawiając się na miękkim, zagrzanym materacu.
- O tobie - urywam pogawędkę krótko, gdzyż moim ciałem zawłada dziwna chęć bliskości. Głos, idealnie zniżony, a słowa prawie wyszeptane pomagają gęsiej skórce w pojawieniu się na rękach jasnowłosej. Zbliżając się do jej twarzy wyczuwam charakterystyczny zapach dziewczyny, ten uwielbiony przeze mnie, tak dokładnie zapamiętany. Mógłbym rozpoznać go z miliona innych, a swojej decyzji byłbym pewien bardziej tego iż ziemia kręci się wokół słońca.
Ivy? Dobrze, mogę być twoim mistrzem, ale jak na razie - uratuj ten wątek bo ja nie wiem.. x-x
- Więc, jeśli tak bardzo chcesz mnie niańczyć możesz przyjść umyć mi plecy - posyłam już czerwieniącej się dziewczynie chytry uśmiech, po czym znikam w łazience na dobrych kilkadziesiąt minut. Ivy nie przyszła, no i cóż, moje plecy nie zostały umyte. Opuszczając mój mały azyl zastaję śpiącą na kanapie dziewczynę, której włosy porozrzucane na wszystkie możliwe strony zajęły więcej miejsca niż samo jej ciało. Westchnienie towarzyszy mi kiedy spostrzegam, jaki przedmiot robi za jej poduszkę. Moja bluza. Bardzo lubię tą bluzę. Już nie odzyskam tej bluzy. Dalsze kontemplacje na temat przyszłości ubrania przerywam sobie sam, gdyż w oczy rzuca mi się nowa, nawet nie rozpakowana z folii gra na konsolę. O tak, to będzie piękna noc. Ale najpierw trzeba pozbyć się mieszkańca kanapy. Przenoszę więc delikatnie dalej drzemiącą Ivy, która dla mnie nie sprawia żadnego ciężaru na swoje szerokie łóżko, po czym okrywam ją kołdrą. Chwilę spędzam jeszcze na wpatrywaniu się w jej delikatne rysy twarzy, aż przypominam sobie o grze. Do godziny ósmej, jak nie lepiej oddany jestem światu gier, ciągłej destrukcji i możliwości wrócenia życia, jeśli tylko zrobi się coś nie tak. Nawet jeśli nie można się wskrzesić, zawsze można ponownie wczytać i mieć kolejną szansę na poprawę. Od tego iście ciekawego zajęcia odrywa mnie Ivy, która zamiast wstać jak człowiek tłucze się i spada z łóżka. Wiem to, gdyż od razu po usłyszeniu trzasku udaję się do sypialni, gdzie dziewczyna rozwalona na podłodze uśmiecha się do siebie i mamrocze coś niezrozumiale. Pomagam jej podnieść się, samemu przy tym podśmiewając się z kaleki.
- Dzień dobry - wita się zaspanym głosem, zaś szeroki uśmiech nie schodzi z jej twarzy nawet na chwilę. - Choć nie wiem czy taki dobry - śmiech tej dziewczyny zaraża. Dosłownie. Jest wszędzie, wypełnia całe pomieszczenie, przesiąka innych, w końcu i ty sam zaczynasz się śmiać, nawet jeśli nie masz ku temu powodów czy chęci. Ivy zatrudnić mogłaby się jako zawodowy komik, albo ktoś kto pomaga ludziom w depresji ujrzeć świat z trochę lepszej, weselszej strony. Tak, to na pewno nie byłoby takie głupie. - O czym tak myślisz? - wypowiada słowa powoli i z precyzją taką, jaką słyszę z jej ust pierwszy raz, poklepując miejsce na łóżku obok siebie. Korzystam z zaproszenia, zaraz usadawiając się na miękkim, zagrzanym materacu.
- O tobie - urywam pogawędkę krótko, gdzyż moim ciałem zawłada dziwna chęć bliskości. Głos, idealnie zniżony, a słowa prawie wyszeptane pomagają gęsiej skórce w pojawieniu się na rękach jasnowłosej. Zbliżając się do jej twarzy wyczuwam charakterystyczny zapach dziewczyny, ten uwielbiony przeze mnie, tak dokładnie zapamiętany. Mógłbym rozpoznać go z miliona innych, a swojej decyzji byłbym pewien bardziej tego iż ziemia kręci się wokół słońca.
Ivy? Dobrze, mogę być twoim mistrzem, ale jak na razie - uratuj ten wątek bo ja nie wiem.. x-x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz