Stałem tam zażenowany obecnością niechcianego chłopaka w moim pokoju.
- Nie, chyba nie Twój - zauważyłem, podkreślając przy tym jego błyskotliwość - Mogę Ci jakoś pomóc? - wyraźnie zmęczony, potarł grzbiet nosa dwoma palcami. Przewróciłem oczami w geście irytacji i sam zacząłem zmierzać w stronę wyjścia. - Choć, zaprowadzę Cię. - mruknąłem cicho wychodząć na zewnątrz. Otoczony mrokiem korytarz zmusił mnie do wytężenia wzroku nim ten przyzywczai się do ciemności. - Jaki masz numer pokoju? - spytałem odwracając się w stronę milczącego do tej pory chłopaka.
- Dziewiętnaście - mruknął.
- Jesteś nowy, prawda? Niewielu ośmiela się przekroczyć próg mojego pokoju - zaśmiałem się cicho, ironizując naszą rozmowę. Niestety odzew był zupełnie inny. Chłopak westchnął ledwosłyszalnie dalej za mną pełznąc. Podprowadziłem go pod drzwi przypisanego chłopakowi pokoju.
- Ansel - wyciągnął dłoń w moją stronę jakby właśnie odnalazł w sobie siłę do nawiązania kontaktu.
- Laurence - odparłem chłodno. Cóż, ani jego ani moje imię nie należało do tych popularnych. Pomijając jakiekolwiek inne grzeczności odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w strone swojego pokoju. Światło przedostające się przez szparę w drzwiach zasugerowało mi, że ktoś właśnie postanowił mnie odwiedzić. Pewien tożsamości jegomościa zamknąłem za sobą drzwi gotów na spotkanie.
- Chyba powinienem nauczyć się je zamykać - posłałem sam sobie cieply uśmiech. Chłopak leżał na łóżku, zupełnie nie przejął moją obecnością. Jego jasne włosy rozpłynęły się na poduszce gdy zwrócił na mnie znudzone spojrzenie.
- Kto to? - spytał niewzruszonym tonem. Cather nie należał do osób, które bawią się w tak zwanego "kotka i myszkę".
- Nikt - mruknąłem. Czasem mam wrażenie, że chciałbym być taki jak on. Wyzuty z emocji, plujący jadem, w pewnym stopniu do tego właśnie dołżyłem, ale wciąż byłem zbyt słaby.
- Mam nadzieję - odparł dmuchając na swoje czoło by i reszta włosów odczepiła się od jego nieskazitelnie czystej cery. Mimo to, nie czekając na rozwinięcie rozmownięcie rozmowy wstał i podszedł do drzwi.
- Zamknij za sobą - rzuciłem, głos przedarł się przez moje lewe ramię i jakby w zwolnionym tempie dotarł do blondyna.
- Do zobaczenia - uśmieszek, który zaigrał na jego twarzy widziałem nawet stojąc do niego tyłem. Te lekko spękane, różowe usta lekko unoszące się do góry. Nie czekając aż wyjdzie poszedłem od razu do łazienki. Nie miałem ochoty o tym rozmawiać, o przeszłości, w której byłem tak bardzo głupi, tylko dlatego, że mu zaufałem. Zbliżając się do lustra niemal bałem się w nie spojrzeć, nie chciałem wiedzieć jakie przejęcie okazałem chłopakowi, nie chciałem widzieć u siebie tego strachu i bólu.
- Ogarnij się - szepnąłem, licząc, że rozmowa z samym sobą jakoś mnie uspokoi. Ten paradoks, mimo, że należałem do dość popularnych osób w szkole, tak naprawdę nie miałem teraz do kogo pójść. Czy jednak w ogóle chciałem?
Nie.
Nie było mi to do niczego potrzebne. Zresztą, i tak mi nie pomogą. Ci ludzie, oni... Potrfią tylko gardzić i choć sam byłem dokładnie taki, nie było sensu wśród takich przebywać. Odpuszczając sobie rozmyślania zdjąłem ubranie i wszedłem pod prysznic licząc, że woda ugasi nerwy, które wyjątkowo słabo dziś ukrywałem. Pozwoliłem spłukać z siebie cały brud, wszystkie złe emocje, czułem jak gorąca kąpiel koi spięte ciało, jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy i gdy przyzwyczaiłem swój organizm do gorącej temperatury założyłem podkoszulek i bokserki by następnie wskoczyć do miękkiego i ciepłego łóżka.
***
Następny dzień zaczął się znacznie lepiej. Obudzony przez wdzierające się do mojego pokoju promienie słonecznie nie ociągałem się zbyt długo. Wyciągnąłem z szafy białą koszulę, czarne spodnie by za chwilę na szkolnym korytarzu zawiązywać buty, gotów do szkoły.
Nie, że miałem ochotę spędzać dzisiejszy dzień z jakąkolwiek empatią wobec świata, po prostu chciałem go jak najszybciej skończyć. Zgarnąłem torbę i ruszyłem przez korytarz wraz z innymi rannymi ptaszkami, którzy zapragnęli zacząć wcześnie dzień. Stołówkę ominąłem szerokim łukiem by natychmiast skoczyć do sali lekcyjnej. Historia była jedynym przedmiotem, do którego nauka sprawiała mi przyjemność, zawsze przygotowany na lekcje lubiłem odwiedzać swojego nauczyciela nieco wcześniej. Nigdy nie mieliśmy dobrych relacji, zawsze wdawałem się z nim w niepotrzebne konflikty. Jednak to był właśnie ten rozmówca, który w jakiś sposób wydawał się być inteligentny. Zawsze gdy przychodziłem, opowiadał mi historię, których nie znałem nigdy wcześniej, poniekąd czułem się jakby wprowadzał mnie do innego, lepszego świata. Tym jednak razem w sali lekcyjnej nie zastałem nauczyciela, a chłopaka co pare godzin temu postanowił odwiedzić mój pokój.
- Jeteś fanatykiem historii czy nuda? - spytałem zajmując miejsce na ostatniej ławce od ściany. Wyciągnąłem nogi przed siebie spoglądając na punkt ponad nauczycielskim biurkiem.
- Bałem się, że pomylę sale lekcyjne - z jego gardła wydobył się jakby nie do końca szczery śmiech, przerwany przez wchodzących do klasy innych uczniów.
Niecałą minutę później po szkole rozniósł się przyjemny dźwięk sugerujący, że pora zacząć lekcję. Z korytarza ddało się słyszeć kroki nauczycieli, z wątpliwym zapałem podążających do klas gdy i w naszej pojawił sie nauczyciel.
- Widzę, że nasz nowy kolega zdążył się odnaleźć - stwierdził, gdy wytłumaczył, że chłopaka bardzo długo oczekiwał pod pokojem nauczycielskim - W takim razie cieszę się, że udało Ci się zaklimatyzować.
- Właściwie ledwo trafiłem do tej klasy - mruknął chłopak, wpatrywał się za okno obojętny na słowa nauczyciela, nie przejmujący się ciekawskimi spojrzeniami innych uczniów, którzy oczekiwali sensacji nowego. Oczywiście następnego zdania byłem aż zbyt pewien.
- Mam nadzieję, że pan Bentley szybko oprowadzi Cię po szkole.
Ansel?
Wybacz ale chcę to jakoś zacząć i nie mam pojęcia jak wprowadzić xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz