- Przepraszam.- Powiedziała jakaś kobieta, która najwidoczniej tak jak ja, chodziła zamyślona nie zwracając uwagi na wielu przechodniów. Co najgorszego jest w zimie? Krótkie dni...nic się nie da zrobić, bo o 16 już ciemno jak w dupie. A jednak! Można kupować ozdoby i lampki! ~Ty. Ciebie też to czeka~ Zagroził głos, któremu od razu kazałam się zamknąć. Zazwyczaj na tym, rozmowa się kończy, ale..nie tym razem. Słyszałam, o jego planach na święta, co mam kupić, co i jak przygotować...
- JESTEŚ TYLKO GŁOSEM, IDIOTO!- Wydarłam się w końcu, zwracając na siebie uwagę przechodniów. Wyglądałam dziwnie? Owszem. Ale kogo to obchodzi? Mnie i jakiegoś chłopaka, na którego niespodziewanie wpadłam, kłócąc się z samą sobą. Poleciałabym w dół, gdyby nie jego silny uścisk. Ujrzawszy jego zielone tęczówki, brąz czuprynę, zaniemówiłam. Brunet z MC... powód kłótni, ale za to...zabójczo przystojny powód kłótni.
- Haj, ja cię gdzieś widziałem.- Uśmiechnął się, przy czym zmiękły mi kolana. Pierwszy raz ktoś tak na mnie działa! Ale, ale...Nie na to czas, trzeba wracać, romanse to nie dla mnie.
- Taaak...kupowałam lody i Chikery..- Wycedziłam, podnosząc się do pozycji stojącej. Wydawał się być zadowolony ze swojej "pomocy", jaką mi dał. Kiwnął głową, pytając, czy może mnie odprowadzić. Odmawianie nie pomagało, tak jak i naleganie chłopaka. Dwa, uparte duchy toczyły ze sobą walkę o to samo.
- Ale serio...sama, o tej porze?- Dopytał, marszcząc brwi.
- Pójdzie ze mną- za sobą, usłyszałam dosyć dziecięcy głos, pasujący tylko do jednej osoby, którą objęłam przyjaźnie ramieniem. Chłopak, tylko zmierzył ją niechętnym wzrokiem, tak z resztą i ona.
Po jego odejściu, odwróciłam do niej wzrok.- Dzięki, Ken.- Mruknęłam, ciągnąc jej policzki niczym babcia, nie widząc swojej wnuczki od dawna.
- Ken?- Zdziwiła się, a jednak ucieszyła, machając ręką w moim kierunku. Te promyki w jej oczach, mówiły wszystko. Uśmiechnęłam się złośliwie, popychając ją w kierunku przeze mnie wyznaczonym.
- A co, nie mogę cię tak nazywać?- Prychnięcie i udawanie obrażanej...normalnie aktorka.
- Znaczy ten...możesz- odparła nieśmiało, widocznie wierząc w moje mini "przedstawienie". Walnęłam ją lekko w ramię, śmiejąc się przy tym. Śnieg przestał padać, więc otrzepałam się z niego. Ukradkiem zauważyłam zwrócony ku mojej osobie, wzrok Kendall. Więc gdy ją na tym przyłapywałam, ona prędko odwracała głowę, niczym spłoszone zwierze. Wzruszyłam ramionami, wznawiając nasz marsz.
- a gdzie tak właściwie idziemy?- Dobre pytanie, Ken. Dobre pytanie... Ponownie wzruszyłam ramionami, sadzając ręce do kieszeni.- Za to ja mam pomysł.- Uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Dawaj- kiwnęłam głową w jej stronę. Tajemniczo przybliżyła się do mnie, chcąc szepnąć mi coś do ucha. Nastawiłam głowę, czekając na jej propozycję.
- Możemy iść na imprezę.- Pod wpływem emocji, zaśmiałam się głucho, niemal nie wybuchając przy wszystkich,. A jednak...Mój śmiech słychać była w całej dzielnicy, którą właśnie podążałyśmy.
- Impreza? Kendall, ty dzieckiem jeszcze jesteś!- Położyłam w rozbawieniu rękę na jej ramię. Ta, wielce obrażona krzyżowała ręce, patrząc gdzie indziej, udając że mnie nie zna.- Ty nawet osiemnastki nie masz!
<Kenny? XD>
- JESTEŚ TYLKO GŁOSEM, IDIOTO!- Wydarłam się w końcu, zwracając na siebie uwagę przechodniów. Wyglądałam dziwnie? Owszem. Ale kogo to obchodzi? Mnie i jakiegoś chłopaka, na którego niespodziewanie wpadłam, kłócąc się z samą sobą. Poleciałabym w dół, gdyby nie jego silny uścisk. Ujrzawszy jego zielone tęczówki, brąz czuprynę, zaniemówiłam. Brunet z MC... powód kłótni, ale za to...zabójczo przystojny powód kłótni.
- Haj, ja cię gdzieś widziałem.- Uśmiechnął się, przy czym zmiękły mi kolana. Pierwszy raz ktoś tak na mnie działa! Ale, ale...Nie na to czas, trzeba wracać, romanse to nie dla mnie.
- Taaak...kupowałam lody i Chikery..- Wycedziłam, podnosząc się do pozycji stojącej. Wydawał się być zadowolony ze swojej "pomocy", jaką mi dał. Kiwnął głową, pytając, czy może mnie odprowadzić. Odmawianie nie pomagało, tak jak i naleganie chłopaka. Dwa, uparte duchy toczyły ze sobą walkę o to samo.
- Ale serio...sama, o tej porze?- Dopytał, marszcząc brwi.
- Pójdzie ze mną- za sobą, usłyszałam dosyć dziecięcy głos, pasujący tylko do jednej osoby, którą objęłam przyjaźnie ramieniem. Chłopak, tylko zmierzył ją niechętnym wzrokiem, tak z resztą i ona.
Po jego odejściu, odwróciłam do niej wzrok.- Dzięki, Ken.- Mruknęłam, ciągnąc jej policzki niczym babcia, nie widząc swojej wnuczki od dawna.
- Ken?- Zdziwiła się, a jednak ucieszyła, machając ręką w moim kierunku. Te promyki w jej oczach, mówiły wszystko. Uśmiechnęłam się złośliwie, popychając ją w kierunku przeze mnie wyznaczonym.
- A co, nie mogę cię tak nazywać?- Prychnięcie i udawanie obrażanej...normalnie aktorka.
- Znaczy ten...możesz- odparła nieśmiało, widocznie wierząc w moje mini "przedstawienie". Walnęłam ją lekko w ramię, śmiejąc się przy tym. Śnieg przestał padać, więc otrzepałam się z niego. Ukradkiem zauważyłam zwrócony ku mojej osobie, wzrok Kendall. Więc gdy ją na tym przyłapywałam, ona prędko odwracała głowę, niczym spłoszone zwierze. Wzruszyłam ramionami, wznawiając nasz marsz.
- a gdzie tak właściwie idziemy?- Dobre pytanie, Ken. Dobre pytanie... Ponownie wzruszyłam ramionami, sadzając ręce do kieszeni.- Za to ja mam pomysł.- Uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Dawaj- kiwnęłam głową w jej stronę. Tajemniczo przybliżyła się do mnie, chcąc szepnąć mi coś do ucha. Nastawiłam głowę, czekając na jej propozycję.
- Możemy iść na imprezę.- Pod wpływem emocji, zaśmiałam się głucho, niemal nie wybuchając przy wszystkich,. A jednak...Mój śmiech słychać była w całej dzielnicy, którą właśnie podążałyśmy.
- Impreza? Kendall, ty dzieckiem jeszcze jesteś!- Położyłam w rozbawieniu rękę na jej ramię. Ta, wielce obrażona krzyżowała ręce, patrząc gdzie indziej, udając że mnie nie zna.- Ty nawet osiemnastki nie masz!
<Kenny? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz