czwartek, 22 grudnia 2016

Od Kayline do Kendall

Tak samotnie idąc ulicami, aż robiło mi się niedobrze. Te wszystkie ozdoby świąteczne, świecidełka, aż do porzygania. Czy na prawdę ktoś chce robić ze swojego domu stojącą świeczkę? Bynajmniej ja nie. Przesada nie należała, oraz dalej nie należy co do moich  zwyczajów "dekorowań".
- Przepraszam.- Powiedziała jakaś kobieta, która najwidoczniej tak jak ja, chodziła zamyślona nie zwracając uwagi na wielu przechodniów. Co najgorszego jest w zimie? Krótkie dni...nic się nie da zrobić, bo o 16 już ciemno jak w dupie. A jednak! Można kupować ozdoby i lampki! ~Ty. Ciebie też to czeka~ Zagroził głos, któremu od razu kazałam się zamknąć. Zazwyczaj na tym, rozmowa się kończy, ale..nie tym razem. Słyszałam, o jego planach na święta, co mam kupić, co i jak przygotować...
- JESTEŚ TYLKO GŁOSEM, IDIOTO!- Wydarłam się w końcu, zwracając na siebie uwagę przechodniów. Wyglądałam dziwnie? Owszem. Ale kogo to obchodzi? Mnie i jakiegoś chłopaka, na którego niespodziewanie wpadłam, kłócąc się z samą sobą. Poleciałabym w dół, gdyby nie jego silny uścisk. Ujrzawszy jego zielone tęczówki, brąz czuprynę, zaniemówiłam. Brunet z MC... powód kłótni, ale za to...zabójczo przystojny powód kłótni.
- Haj, ja cię gdzieś widziałem.- Uśmiechnął się, przy czym zmiękły mi kolana. Pierwszy raz ktoś tak na mnie działa! Ale, ale...Nie na to czas, trzeba wracać, romanse to nie dla mnie.
- Taaak...kupowałam lody i Chikery..- Wycedziłam, podnosząc się do pozycji stojącej. Wydawał się być zadowolony ze swojej "pomocy", jaką mi dał. Kiwnął głową, pytając, czy może mnie odprowadzić. Odmawianie nie pomagało, tak jak i naleganie chłopaka. Dwa, uparte duchy toczyły ze sobą walkę o to samo. 
- Ale serio...sama, o tej porze?- Dopytał, marszcząc brwi.
- Pójdzie ze mną- za sobą, usłyszałam dosyć dziecięcy głos, pasujący tylko do jednej osoby, którą objęłam przyjaźnie ramieniem. Chłopak, tylko zmierzył ją niechętnym wzrokiem, tak z resztą i ona.
Po jego odejściu, odwróciłam do niej wzrok.- Dzięki, Ken.- Mruknęłam, ciągnąc jej policzki niczym babcia, nie widząc swojej wnuczki od dawna.
- Ken?- Zdziwiła się, a jednak ucieszyła, machając ręką w moim kierunku. Te promyki w jej oczach, mówiły wszystko. Uśmiechnęłam się złośliwie, popychając ją w kierunku przeze mnie wyznaczonym.
- A co, nie mogę cię tak nazywać?- Prychnięcie i udawanie obrażanej...normalnie aktorka.
- Znaczy ten...możesz- odparła nieśmiało, widocznie wierząc w moje mini "przedstawienie". Walnęłam ją lekko w ramię, śmiejąc się przy tym. Śnieg przestał padać, więc otrzepałam się z niego. Ukradkiem zauważyłam zwrócony ku mojej osobie, wzrok Kendall. Więc gdy ją na tym przyłapywałam, ona prędko odwracała głowę, niczym spłoszone zwierze. Wzruszyłam ramionami, wznawiając nasz marsz.
- a gdzie tak właściwie idziemy?- Dobre pytanie, Ken. Dobre pytanie... Ponownie wzruszyłam ramionami, sadzając ręce do kieszeni.- Za to ja mam pomysł.- Uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Dawaj- kiwnęłam głową w jej stronę. Tajemniczo przybliżyła się do mnie, chcąc szepnąć mi coś do ucha. Nastawiłam głowę, czekając na jej propozycję.
- Możemy iść na imprezę.- Pod wpływem emocji, zaśmiałam się głucho, niemal nie wybuchając przy wszystkich,. A jednak...Mój śmiech słychać była w całej dzielnicy, którą właśnie podążałyśmy.
- Impreza? Kendall, ty dzieckiem jeszcze jesteś!- Położyłam w rozbawieniu rękę na jej ramię. Ta, wielce obrażona krzyżowała ręce, patrząc gdzie indziej, udając że mnie nie zna.- Ty nawet osiemnastki nie masz!

<Kenny? XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz