Tafla lodu, ludzie w kolorowych czapkach i szalikach,
przyjemny dla ucha dźwięk łyżew tnący powierzchnię ślizgawki oraz delikatny
mróz-sprawca skostniałych palców i szczypiącego nosa. Wszystko super, poza małym szczegółem, który przesądził o
planach na dzisiejszy dzień. Kaszel. Uparty, wciąż nie ustępował Devonowi
testując jego granice wytrzymałości i gasząc każdą nowo powstałą iskierkę
nadziei na ‘lepsze jutro’, jaką udało się mu odbudować.
-Nie mój drogi. -kręcę przecząco głową, ignorując wymowny wzrok chłopaka. -W obecnej sytuacji spróbujemy się trochę podkurować. Jak będziesz grzecznym pacjentem to może dostaniesz ode mnie upominek. -rzucam zaczepnie, zajmując miejsce na kanapie obok ciemnookiego i wręczając mu kubek gorącej herbaty, z której uwalniał się nieziemski aromat imbiru, miodu i pomarańczy, bądź czegoś z rodzaju cytrusów. Był to zapach tak niewiarygodnie przyjemny i rozkoszny, że sama zaczęłam się zastanawiać nad zaparzeniem sobie torebki, co ostatecznie nie doszło do skutku.
-Jak mam to rozumieć? -sugestywne spojrzenie chłopaka ponownie doprowadza mnie do wybuchu chichotu, kiedy on tylko z uszczypliwym uśmieszkiem przygląda mi się, jakbym była zdrowo kopnięta. No cóż, zaczynam się przyzwyczajać.
-Postaraj się właściwie. -bełkotam wycierając policzki od łez, między kolejnymi partiami narastającego we mnie śmiechu. -Naklejka, lizaczek.. no chyba, że będziesz pacjentem idealnym. W takim wypadku mogę się zastanowić nad ewentualnym spełnieniem jednego życzenia.. –teraz to Devon parska śmiechem, co zmusza mnie do przejęcia od niego kubka z napojem, chroniąc go od rozlania na ubrania chłopaka. Tym razem odmówię rozrywki z serii ‘jest ubranie, nie ma ubrania’.
-Interesujące.. –stwierdza wciąż rozbawiony. –Może…
-Pij lepiej tą herbatę, bo jeszcze Ci wystygnie. –przerywam mu na bezczelnego, mimowolnie się uśmiechając, wciskając w ręce przechwycony wcześniej przedmiot i uniemożliwiając tym samym dokończenie myśli. To chyba nawet lepiej…Resztę dnia spędzamy również w mieszkaniu ciemnookiego, z początku oglądając film o dość ciekawej fabule, następnie próbując grać na konsoli, co jak się okazało absolutnie nie wpisuje się w listę moich umiejętności, by później upiec trochę stanowczo przesłodzonych ciastek i w takowy sposób dotrwać do wieczoru. Przez cały ten czas Devon był przeze mnie hojnie obdarowywany licznymi herbatkami z magicznymi właściwościami, przysmakami, które miały załagodzić choć trochę kaszel i nowymi pomysłami umiejętnie odrzucanymi przez chłopaka. Szczerze wątpiłam, aby uporczywa dolegliwość brała swoje źródło stricte w gardle, nie mniej jednak warto było próbować, choćby dla samego widoku zbolałej miny ciemnookiego, chwytającego kolejne kubki herbaty o coraz to nowszym smaku.
Podeszłam do stojącego przy oknie chłopaka, żeby odebrać mu ostatnią na dziś porcję napoju, jednak wstrzymałam się widząc nieobecny wyraz jego twarzy. Pstryknięcia przed nosem nie działały, nawet nie mrugnął, co zaczęło mnie odrobinę niepokoić.
-Hej, coś Cię gryzie? –pytam cicho i łagodnie, kładąc delikatnie dłoń na jego plecach. Cofam ją, kiedy czuję dreszcz przechodzący po ciele ciemnookiego. –Devon? –tym razem reaguje na mój zaniepokojony głos i kręci przecząco głową nie spuszczając z oka świata za oknem. A jest na co patrzeć. Na zewnątrz jest cudownie. Nad oświetloną wysokimi latarniami drogą unosi się nisko gęsta mgła, przesuwając powoli. Odsłonięty księżyc na bezchmurnym niebie rzuca na miasto swój blask, wprawiając co poniektóre śnieżynki w urocze migotanie i nadając nocnej scenerii bajeczności. Wszystko wygląda jak wycięte z najlepszej baśni Andersena. –Choć już spać.. –mamrotam wymuszając na swoim organizmie przeciągłe ziewanie, na które Devon reaguje zgodnie z moim zamierzeniem, chwytając mnie za rękę i ciągnąc w stronę sypialni. Nie czułam się zmęczona, dlatego obiecałam sobie nie zasypiać tym razem, zanim ciemnooki nie uśnie pierwszy, aczkolwiek ciepła temperatura pod kołdrą i zapach leżącego obok mnie otumaniły mnie na tyle, żebym chcąc-nie chcąc szybko przeniosła się do krainy snów.
-Nie mój drogi. -kręcę przecząco głową, ignorując wymowny wzrok chłopaka. -W obecnej sytuacji spróbujemy się trochę podkurować. Jak będziesz grzecznym pacjentem to może dostaniesz ode mnie upominek. -rzucam zaczepnie, zajmując miejsce na kanapie obok ciemnookiego i wręczając mu kubek gorącej herbaty, z której uwalniał się nieziemski aromat imbiru, miodu i pomarańczy, bądź czegoś z rodzaju cytrusów. Był to zapach tak niewiarygodnie przyjemny i rozkoszny, że sama zaczęłam się zastanawiać nad zaparzeniem sobie torebki, co ostatecznie nie doszło do skutku.
-Jak mam to rozumieć? -sugestywne spojrzenie chłopaka ponownie doprowadza mnie do wybuchu chichotu, kiedy on tylko z uszczypliwym uśmieszkiem przygląda mi się, jakbym była zdrowo kopnięta. No cóż, zaczynam się przyzwyczajać.
-Postaraj się właściwie. -bełkotam wycierając policzki od łez, między kolejnymi partiami narastającego we mnie śmiechu. -Naklejka, lizaczek.. no chyba, że będziesz pacjentem idealnym. W takim wypadku mogę się zastanowić nad ewentualnym spełnieniem jednego życzenia.. –teraz to Devon parska śmiechem, co zmusza mnie do przejęcia od niego kubka z napojem, chroniąc go od rozlania na ubrania chłopaka. Tym razem odmówię rozrywki z serii ‘jest ubranie, nie ma ubrania’.
-Interesujące.. –stwierdza wciąż rozbawiony. –Może…
-Pij lepiej tą herbatę, bo jeszcze Ci wystygnie. –przerywam mu na bezczelnego, mimowolnie się uśmiechając, wciskając w ręce przechwycony wcześniej przedmiot i uniemożliwiając tym samym dokończenie myśli. To chyba nawet lepiej…Resztę dnia spędzamy również w mieszkaniu ciemnookiego, z początku oglądając film o dość ciekawej fabule, następnie próbując grać na konsoli, co jak się okazało absolutnie nie wpisuje się w listę moich umiejętności, by później upiec trochę stanowczo przesłodzonych ciastek i w takowy sposób dotrwać do wieczoru. Przez cały ten czas Devon był przeze mnie hojnie obdarowywany licznymi herbatkami z magicznymi właściwościami, przysmakami, które miały załagodzić choć trochę kaszel i nowymi pomysłami umiejętnie odrzucanymi przez chłopaka. Szczerze wątpiłam, aby uporczywa dolegliwość brała swoje źródło stricte w gardle, nie mniej jednak warto było próbować, choćby dla samego widoku zbolałej miny ciemnookiego, chwytającego kolejne kubki herbaty o coraz to nowszym smaku.
Podeszłam do stojącego przy oknie chłopaka, żeby odebrać mu ostatnią na dziś porcję napoju, jednak wstrzymałam się widząc nieobecny wyraz jego twarzy. Pstryknięcia przed nosem nie działały, nawet nie mrugnął, co zaczęło mnie odrobinę niepokoić.
-Hej, coś Cię gryzie? –pytam cicho i łagodnie, kładąc delikatnie dłoń na jego plecach. Cofam ją, kiedy czuję dreszcz przechodzący po ciele ciemnookiego. –Devon? –tym razem reaguje na mój zaniepokojony głos i kręci przecząco głową nie spuszczając z oka świata za oknem. A jest na co patrzeć. Na zewnątrz jest cudownie. Nad oświetloną wysokimi latarniami drogą unosi się nisko gęsta mgła, przesuwając powoli. Odsłonięty księżyc na bezchmurnym niebie rzuca na miasto swój blask, wprawiając co poniektóre śnieżynki w urocze migotanie i nadając nocnej scenerii bajeczności. Wszystko wygląda jak wycięte z najlepszej baśni Andersena. –Choć już spać.. –mamrotam wymuszając na swoim organizmie przeciągłe ziewanie, na które Devon reaguje zgodnie z moim zamierzeniem, chwytając mnie za rękę i ciągnąc w stronę sypialni. Nie czułam się zmęczona, dlatego obiecałam sobie nie zasypiać tym razem, zanim ciemnooki nie uśnie pierwszy, aczkolwiek ciepła temperatura pod kołdrą i zapach leżącego obok mnie otumaniły mnie na tyle, żebym chcąc-nie chcąc szybko przeniosła się do krainy snów.
Nad ranem budzę się zlana potem, postawiona na nogi przez
naprawdę dopracowany pod względem realistyczności koszmar autorstwa mojej
wyobraźni. Stara kumpela płata mi figle. Chwilę zajmuje mi uspokojenie oddechu
i.. odkrycie braku Devona przy boku. Zsuwam się z łóżka i po cichu, na palcach
przebiegam po całym mieszkaniu: sypialnia, salon, przedpokój, kuchnia, łazienka
i powtórka z „rozrywki”.
-Dev? Jesteś tu? –coraz bardziej spięta, przestałam myśleć logicznie, szukając chłopaka pod łóżkiem, za firankami, pod stołem czy w szafie. Nic. Nigdzie żywej duszy, ani nawet małej wskazówki. Czasem sytuacja wymaga od nas trzeźwego myślenia, w jak najmniej trzeźwym momencie życia i odniosłam wrażenie, że te oto moment właśnie nadszedł. Przycisnęłam palce do skroni starając się ogarnąć bajzel kłębiący się w mojej głowie, niestety nie poskutkowało to tak, jakbym chciała. W biegu chwyciłam pierwszy lepszy ciuch, nie wiem nawet czy mój, czy ciemnookiego i wyszłam z pokoju nie przejmując się stanem, jakim byłam. Zima dawała się we znaki, wszędzie znajdował się biały puch, mróz szczypał w gołe części ciała, tym samym znakomicie rozbudzając osoby zaspane. Objęłam się rękami w pasie i skierowałam w stronę.. no właśnie, czego? Szłam przed siebie, zaglądając w coraz to mniej spodziewane miejsca i zakątki.
Nie miałam pojęcia, gdzie mogło wywiać chłopaka, jednak cichy głosik w mojej głowie podpowiadał mi, że niedługo go odnajdę.
Dev? Pozostawiam to twojej wyobraźni.. Ja też chyba pojadę na te wakacje ;v
-Dev? Jesteś tu? –coraz bardziej spięta, przestałam myśleć logicznie, szukając chłopaka pod łóżkiem, za firankami, pod stołem czy w szafie. Nic. Nigdzie żywej duszy, ani nawet małej wskazówki. Czasem sytuacja wymaga od nas trzeźwego myślenia, w jak najmniej trzeźwym momencie życia i odniosłam wrażenie, że te oto moment właśnie nadszedł. Przycisnęłam palce do skroni starając się ogarnąć bajzel kłębiący się w mojej głowie, niestety nie poskutkowało to tak, jakbym chciała. W biegu chwyciłam pierwszy lepszy ciuch, nie wiem nawet czy mój, czy ciemnookiego i wyszłam z pokoju nie przejmując się stanem, jakim byłam. Zima dawała się we znaki, wszędzie znajdował się biały puch, mróz szczypał w gołe części ciała, tym samym znakomicie rozbudzając osoby zaspane. Objęłam się rękami w pasie i skierowałam w stronę.. no właśnie, czego? Szłam przed siebie, zaglądając w coraz to mniej spodziewane miejsca i zakątki.
Nie miałam pojęcia, gdzie mogło wywiać chłopaka, jednak cichy głosik w mojej głowie podpowiadał mi, że niedługo go odnajdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz