Mimo wszystko w mojej głowie kłębiły się ciężkie myśli, nie wiedziałem jakie... Nie rozumiałem dlaczego wątpię, ale te rażące poczucie bezradności było silniejsze ode mnie. Czasem tak jest, zdaje Ci się, że nie jesteś sam, że ktoś o Ciebie dba, troszczy się. Prawda jest jednak taka, że ów osoba grzebie się we własnych interesach i czeka tylko na moment kiedy Ty sam staniesz się bezużyteczną zabawką w rękach władzy do jakiej dąży bliska Ci osoba.
Czy ja tego chciałem? Czy wystarczył mi fakt, że dla Aleksandra jestem tylko częścią, krótkim rozdziałem?
W jego życiu chciałem być tym czym nigdy by się nie podzielił.
Odetchnąłem cicho kiedy nauczycielka sztuki położyła na moim ramieniu dłoń. Jej wzrok powędrował po kartce papieru przede mną. Narysowałem tam gołębia, na samym środku, jako symbol pokoju. Wokół niego ludzie kłębili się w swoich brudnych grzechach.
Para gejów w czynności aż nadto jednoznacznej, nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie wielki transparent, z wyraźnym napisem "Bóg" ich duma była aż zbyt widoczna co poniekąd napawało mnie irytacją. Nieco wyżej narysowałem mężczyznę, rozwalony na fotelu i z piwem w dłoni. Korona na jego głowie miała symbolizować to, że jest w swoim królestwie, że nie widzi świata poza utartym śladem pijaństwa. Kojarzył mi się z kimś... Tą osobą, którą za wszelką cenę chciałem wymazać z pamięci, ale ona wracała nawet w muśnięciach ołówkiem. Dalej kobieta i mężczyzna, u spowiedzi bez obrączek, nie byli oni szczęśliwi, a delikatnie ściągnięte usta sugerowały strach przed najwyższym. Obserwowałem przez dłuższą chwilę postaci, ich poczynania, zachowanie starałem się wejść w ich głowę dojrzeć szczegóły tego brudnego życia, jakie wiedli. Chociaż były to tylko postaci, bez uczuć namalowane na śnieżnobiałym papierze, za wszelką cenę starałem się z nimi utożsamić. Nie miałem ochoty rozmyślać nad własnym życiem bawić się w dzielenie go na wady i zalety bo to boli, a myśli, które całej szopce towarzyszyły mogły przynieść naprawdę bolesne wnioski. Odsunąłem od siebie pracę opierając głowę o ścianę, gdy drzwi do mojego pokoju uchyliły się z cichym, ale przyjemnym dla ucha skrzypnięciem, podniosłem głowę by dostrzec wysokiego chłopaka o burzy blond włosów i jasnych oczach, lekki uśmiech na jego twarzy nieco ożywił moje smutne myśli. Odruchowo podniosłem się i wtuliłem w ciało chłopaka wydychając nerwowo powietrze. Ukojenie jakie przynosiła mi jego obecność nieco mnie otumaniało, nie zdawałem sobie sprawy z niczego co tak naprawdę było złe.
Bardzo złe...
- Olek - odsunąłem się od chłopaka siadając ponownie na na łóżku, wyższy zajął miejsce tuż obok mojego z początku nie zauważając papieru pod jego lewą dłonią. - Jak myślisz, teraz będzie lepiej? - spojrzałem na chłopaka, krótki błysk w jego oku napawał mnie nadzieją, która zgasła wraz ze wzruszeniem jego ramion.
Tylko na tyle było go stać, zwykłe wzruszenie ramionami.
Odetchnąłem cicho nie chcąc wybuchać niepotrzebną złością i zwróciłem na niego wzrok.
- Jesteś gotowy na kolejną podróż samolotem? - chłopak spojrzał na mnie jakbym właśnie ogłupiał, nie wiedziałem jaka była pierwsza jego myśl, ale zapewne zamierzał opuścić ten pokój z trzaskiem drzwi bo po co spędzać czas z kompletnym wariatem.
- Nie uważasz, że to trochę kosztuje? - wzruszyłem ramionami, zobojętniały na jego stwierdzenie. Faktycznie, to kosztowało ale nie było rzeczy niemożliwych.
- Wszystko da się zrobić - mruknąłem posyłając uśmiech swoim niecnym planom. Ułożyłem plecy na poduszce oczekując aż Olek zrobi to samo, gdy to się jednak nie stało wróciłem do poprzedniej pozycji zerkając na twarz blondyna.
- Co się dzieje? - lekkie zmarszczki w kącikach oczu, pojawiały się za wsze gdy myślał o czymś za mocno, albo to tylko moje przewrażliwienie. Ekker zwrócił na mnie swoje spojrzenie zagryzając nerwowo wargę, wiedziałem o czym myślał, to było aż zbyt pewne.
- Przepraszam... - słowo to w jego ustach wypadło cicho, blado, spokojnie jakby w ogóle niewypowiedziane wytworzyło się w pragnieniach mojej świadomości.
Jednak jego realność potwierdził ruch warg. Podniosłem się by moje kolana wbiły w miękką, białą pościel i objąłem chłopaka wokół barków opierając czoło o jego kark.
Uderzył mnie zapach perfum chłopaka wymieszany z jego szamponem przesunąłem wargami po ciepłej skórze, całując chłopaka następnie po policzku
- Nie masz za co, nie przejmuj się. Będzie dobrze - spojrzałem chłopakowi w oczy doszukując się w nich jakiejkolwiek wiary w moje słowa, wiedziałem, że choćby nie wiem jak zabiorę go tam, jeśli miał się poczuć przez to szczęśliwy.
Chciałbym go takiego zobaczyć. Zobaczyć Olka kiedy naprawdę się cieszy... Tak... Szczerze.
***
Dni mijały, a w raz z nimi w życie wchodziły moje pomysły. Oczywiście oszczędności, które zostały mi po pogrzebie babci pokrywały sporą część wydatków, ale to nie wystarczyło.
Co prawda z odśnieżania podwórka ludziom z pobliskiego miasteczka też nie było fortuny ale byłem bliżej niż dalej.
Olek nic nie wiedział, nie miał prawa się dowiedzieć. Nie chciałem żeby był zły, lub o cokolwiek się obwiniał.
To był jeden z tych dni, gdzie myślałem o tym mocniej niż zwykle, to był jeden z tych dni gdzie byłem szczęśliwy, wiedząc, że mam go obok.
Czując to, że mnie nie zostawi.
Chociaż siedzieliśmy tylko w bibliotece po szkolnych lekcjach na zajęciach dodatkowych, chyba nic mi nie mogło tego zastąpić.
- Idą święta - zauważyłem.
- Wiem - zbył mnie chłopak, nie obdarzając nawet spojrzeniem.
- Nie cieszysz się? - wzruszenie ramionami nie udzieliło mi konkretnej odpowiedzi. Włożyłem kolejną książkę do półki i lekko złapałem chłopaka za rękę. - W te święta będzie fajnie - może nie była to obietnica, ani nawet stwierdzenie, ale mój prezent był niemal gotowy i tak bardzo chciałem by się udał. Blondyn ponownie nie zaszczycił mnie żadnym słowem, jednak kąciki różowych ust uniosły się w górę.
- Masz już jakieś plany? - spytał jego głos odbił się echem od ścian mojej czaszki, ugryzłem się w język nie chcąc powiedzieć niczego co jakkolwiek wprowadzi Olka na odpowiedni trop.
- Nie interesuj się - warknąłem pokazując Olkowi język.
- Pamiętasz co się stało jak ostatni raz się tak zachowywałeś? - nastolatek zrobił krok w moją stronę, na co się cofnąłem mrucząc ciche "to biblioteka"
- No to co? - odciął się z rozbawieniem. Na te słowa jakby na klaśnięcie dłoni zza rogu wyłonił się chłopak o włosach przefarbowanych na niebiesko, kolczykiem w uszach, nosie i wardze, obdartej bluzce i czarnych rurkach.
- Michael...? - spojrzałem na chłopaka nie kryjąc zdumienia i zażenowania. Obserwowałem chłopaka, jak mija nas bez słowa, nie spojrzał na mnie, nasze spotkania nie zetknęły się nawet na chwilę. Chwilę, w której zapragnąłbym odzyskać przyjaciela. - On...
- Wygląda gorzej niż wcześniej? - dokończył za mnie chłopak, choć kompletnie nie to miałem na myśli. Zgromiłem chłopaka spojrzeniem.
- Tak bardzo mnie teraz nienawidzi? - zerknąłem na niego. Dłonią delikatnie potarł moje ramię, ale nic nie powiedział. To więc bardziej niż pewne, że się ze mną zgadza.
Od przykrych myśli całe szczęście oderwał mnie alarm, mówiący o tym, że powinienem zbierać się "do pracy" dziś ostatni dzień, jutro mogę opłacić bilety.
Ta myśl napawała mnie przyjemną nadzieją.
- Muszę lecieć - mruknąłem, odkładając książki na stolik obok regału.
- Gdzie idziesz? - blondyn zatrzymał się w przejściu uniemożliwiając mi wyjście - Po raz kolejny - dodał, uniosłem się mocno na palcach i wpiłem w wargi chłopaka, nie pozwalając mu się odsunąć. - Wszystko Ci wyjaśnię, jeszcze dziś obiecuję - wyminąłem chłopaka przechodząc pod jego ramieniem.
***
Oczekiwanie było najgorsze.
Oczekiwanie na wypłatę,
Oczekiwanie na swoją kolejkę,
Oczekiwanie na przyjęcie przelewu,
Oczekiwanie na bilety,
Oczekiwanie aż ten wredny blondyn ruszy swoją tłustą dupę i pofatyguje się do mojego pokoju.
Byłem bliski od przedarcia obu papierków gdy zegar cały czas pokazywał o minutę więcej, a Ekkera nadal nie było w moim pokoju. Nie chodziło o to, że się martwię bardziej, że podniecenie i radość jaką wywołały u mnie ostatnie wydarzenia były nie do wytrzymania i musiałem się z kimś nimi podzielić. Kiedy już straciłem wszelką nadzieję i w pełnej gotowości zamierzałem pójść do chłopaka ten wparował do mojego pokoju i rozsiadł się na łóżku patrząc na mnie wyczekująco
- Co chciałeś? - spytał gdy znalazłem się przy jego boku.
- Pamiętasz? Kiedy mówiłeś mi, że chciałbyś wrócić do Norwegi... Pomyślałem, że... - urwałem, wzrok chłopaka za bardzo na mnie ciążył.
- Nie chcesz mi powiedzieć, że Ty... - zaczął z jednej strony jakby zły z drugiej szczęśliwy.
- Bo idą święta... Nie wiedziałem co Ci dać... Tak pomyślałem, że może się ucieszysz - spuściłem wzrok na swoje kolana biorąc głęboki oddech - Jeśli nie chcesz nie musisz jechać, jeszcze mogę wszystko cofnąć - spojrzałem na chłopaka wyczekując jego reakcji.
Olek?
Tyle nieobecności i to jedyne na co mnie stać.
Przepraszam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz