Przyjemne mrowienie na karku i dreszcz wstrząsający ciałem towarzyszą mi, kiedy ciepłe wargi chłopaka muskają delikatnie moje. Jest to dotyk tak niewinny i czuły, a zarazem płomienny, że spragniona większych impresji podnoszę się na kolana, przewyższając ciemnookiego o głowę i nie przerywając pocałunku, nie licząc krótkich pauz z przeznaczeniem na oddech i małe urywki chichotu, które wciąż łaskotały mnie w gardło. Dłonie wplotłam w jego rozwichrzone włosy, gdy on oparł swoje na moich plecach i przyciągnął mnie do siebie bliżej. Przy Devonie… wszystko wyglądało inaczej. Wszystko było weselsze, prawdziwsze. Traciło wartości materialne, nabierało wyraźniejszych barw. Byłam mu za to.. wdzięczna.
Opadamy z impetem na łóżko, kiedy moje ciało przeważa nad lichą podporą z ramion chłopaka. Kiedy się już uspokajamy przenoszę wzrok z białego sufitu na twarz leżącego obok mnie i w ostateczności decyduję się zawiesić spojrzenie na szykownej lampce nocnej obok łóżka, by po raz kolejny nie dać się omotać tym ciemnym tęczówkom.
-Mamy na dziś jakieś konkretne plany? –łagodny głos chłopaka przerywa chwilę milczenia, która pozwoliła nam odetchnąć. Podpieram się na łokciu i wydaję z siebie ‘pomruk zastanowienia’. W mojej głowie rodzi się uroczy plan spędzenia całej reszty dzisiejszego dnia pod cieplutkim kocykiem zajadając się niezdrowymi fast food’ami (czyt. wyborna pizza z podwójnym serem i kartonowym kubkiem coca-coli), jednak do głowy wpada mi kolejny pomysł..
-Na popołudnie. –rzucam obojętnie nie chcąc zdradzać szczegółów. Ciemnooki zerka na mnie podejrzliwie, na co reaguję szerokim uśmiechem i walnięciem go tak przy okazji poduszką w klatkę piersiową. Devon przyjmuje zbolały wyraz twarzy i prawą ręką pociera miejsce, w którym przed chwilą wylądował jasiek. Ponownie wybucham śmiechem podnosząc się z łóżka. Kroki kieruję do kuchni, gdzie machinalnie zaprowadza mnie burczenie w brzuchu. Po chwili dołącza do mnie chłopak, pomagając mi przy śniadaniu.
Równą godzinę później żegnam się z ciemnookim zarzucając na siebie tylko jego bluzę, żeby odwiedzić swoje lokum. Kiedy wkładam brzęczący klucz do dziurki w drzwiach, zaczepia mnie nie kto inny jak moja kochana siostrunia.
-Mm. Hej. –mówi nieśmiałym półgłosem. Odpowiadam jej krótkie ‘cześć’ i naciskam klamkę, by znaleźć się już w pokoju. –Słuchaj, możemy pogadać? –ton jej głosu, jego barwa przyprawiają mnie o ciarki. Błagalny ale stanowczy. Przez chwilę zastanawiam się czy jest to dobry pomysł ale decyduję się zaufać intuicji, która rzadko kiedy mnie zawodzi. Otwieram szerzej drzwi zapraszając bliźniaczkę gestem dłoni. Ta, sztywno wchodzi do środka i zajmuje miejsce na krawędzi kanapy w salonie. Przynoszę dziewczynie kubek gorącej czekolady z bitą śmietaną, piankami i cynamonem – ulubione picie nas obu z dzieciństwa i przysiadam naprzeciw niej.
-Na początku.. chciałam przeprosić. Miałaś rację. No wiesz..
-Tak, wiem. –przerywam jej, nie chcąc wracać do tego tematu. Zamknięty rozdział. Tak myślę. Cieszyłam się, że wszystko wraca do normy. Posłałam siostrze lekki uśmiech, co i ona odwzajemniła.
-Przychodzę.. w sumie to przychodzę w trochę innej sprawie. –Unoszę brwi zaintrygowana przejęciem w jej głosie. – Bo widzisz, tata się trochę nudzi i ostatnio zaczął coś marudzić o świętach i… Eh, co ja będę owijać w bawełnę. Po prostu chce, żebyście przyszli razem z Devonem. – moje policzki po raz kolejny przybierają się w czerwony kolor reagując na słowo ‘razem’, a ja próbuję to zamaskować zdziwionym wyrazem twarzy. Święta za dwa tygodnie, czy to nie trochę za późno? W restauracji mówił, że nie ma nikogo… teraz ma mnie. Warto spróbować, prawda?
-Nie odpowiem Ci teraz. Muszę z nim porozmawiać. –dziewczyna kiwa głową, dopija zawartość kubka i zaczyna się zbierać do wyjścia. -Ale uważam, że to dobra propozycja. -zdanie wywołuje kolejną falę dyskusyjną, która odrobinę się przyciąga w czasie, a dokładniej rzecz ujmując trwa do pory obiadowej. Żegnam się z siostrą wracającą do ojca i sama zaczynam się zastanawiać nad drugim posiłkiem. Stawiam na pierworodną idee, zrodzoną jeszcze u Devona i wystukuję w telefonie numer do pizzerii. W oczekiwaniu na obiad postanowiłam doprowadzić się do porządku i oddałam się porannej toalecie z gorącym prysznicem włącznie. Po jakimś czasie wyszłam z łazienki pocierając mokre włosy o ręcznik idealnie, zgrywając się z dostawcą jedzonka, który zapukał do drzwi mojego pokoju. Zapłaciłam uśmiechniętemu chłopakowi dając skromny napiwek i pochwyciłam ciepłe opakowanie, z którego wydostawał się zabójczy zapach świeżo upieczonego ciasta. W trzy minuty ogarnęłam się i stałam już ponownie przed mieszkaniem Devona. Zapukałam cicho w drewniane drzwi, a brak reakcji skłanił mnie do wejścia na aroganta. Pokój był otwarty, jednak pusty... przynajmniej tak mi się wydawało. Kiedy odłożyłam karton na stół, do moich uszu doszedł dźwięk kroków. Wychyliłam głowę z kuchni i natychmiast tego pożałowałam. Devon. W bokserkach. Tylko.
-Aaagh! -krzyknęłam zasłaniając oczy obiema dłońmi i rumieniąc się tak, jak jeszcze nigdy. Zaczęłam się gwałtownie cofać, wpadając przy tym na wszystko, co było w pobliżu. Przedmiotem, który okazał się być największą przeszkodą na mojej drodze, jednocześnie umiejętnie mnie podcinając okazało się najzwyklejsze krzesło. Myślałam, że od niemiłego przywitania z podłogą dzieli mnie sekunda, jednak silna ręka chłopaka uniemożliwiła mi to zbliżenie. Spoglądam na rozbawioną twarz ciemnookiego, gdy on pociągnął moje ciało do pionu. -Boże, przepraszam, przyniosłam coś do jedzenia ale chyba przyjdę później -powiedziałam pospiesznie wychodząc z pomieszczenia. Byłam już przy drzwiach, kiedy zatrzymał mnie donośny śmiech, przyprawiający mnie po raz kolejny o wstydliwy rumieniec.
-Daj spokój, chodź, bo wystygnie. -wzdycham głośno, zaciskając powieki. Jedzenie to jedzenie, prawda? Wracam do kuchni, gdzie ubrany już w spodnie chłopak zaczął nakładać kawałki ciasta na talerze. Usiadłam obok niego i zaczęłam wgryzać się w niebiańską porcję.
-Mm, tak w ogóle to miałam ochotę zabrać Cię dziś na lodowisko, tu niedaleko. Ale w sumie to jeszcze zostało trochę czasu -uśmiecham się prowokacyjne do ciemnookiego przerywającego przeżuwanie. Wzdycham cicho przechodząc do ciekawszego tematu -.. Cam mnie dziś odwiedziła. Ojciec chciałby, żebyś przyszedł do nas.. na święta. -podnoszę wzrok na siedzącego obok mnie bez koszulki i momentalnie odwracam spojrzenie. – Co ty na to?
Devon? Oddaj mi moje szczęście c; nic mi nie wychodzi ;x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz