Proszącym wzrokiem zatrzymałam się na niej, chcąc ją zachęcić. Co może się stać? Z naszymi mocami, jesteśmy tak jakby silniejsze niż oni. Ale z drugiej, ciemniejszej strony, nie bardzo wolno nam używać naszych zdolności. Jest to zrozumiałe. No cóż, jakby co, coś się zawsze wymyśli.
Dziewczyna nie odpowiadała, cały czas próbując przerwać kontakt wzrokowy. Nie udawało jej się to. No zgódź się, zgódź się! Mawiałam w myślach, jakby to miało w czymś pomóc. Opuściłam bezwładnie ręce, lekko się odsuwając. Widać ulżyło jej, gdyż odetchnęła, kręcąc głową. Widząc jednak moje oczekiwanie na odpowiedź, kiwnęła niepewnie głową.
- Dobrze.- mruknęłam- zajmij się alarmem.- obmyślony miałam plan. przynajmniej jego niewyraźny zarys.
- Jak?- Jęknęła niezadowolona.- Tego chyba nie umiem.
- Oj, umiesz- posłałam jej zabójcze spojrzenie. Kolejne westchnięcie, także zakończone kiwnięciem. Ponagliłam ją ruchem ręki, a ta stanęła blisko bramy. Skierowałam na nią źrenice, by po chwili dało się usłyszeć charakterystyczne "piknięcie" i zieloną poświatę. Upewniając się, że można wejść, nacisnęłam metalową, białą klamkę, przymykając oczy. Udało się.
- Panie przodem- uśmiechnęłam się lekko. Wyminęła mnie i stanęła tuż przy wodzie, uprzednio się rozglądając. Światła w budynku były zgaszone, a okna zasłonięte. Domowników albo nie było, albo poszli spać.
Widząc Kendall, klęczącą przy zbiorniku, do głowy wpadł mi szatański pomysł. Po cichu podeszłam do niej, by po chwili szepnąć do jej ucha ciche *Buu*. Ta, odskoczyła jak poparzona, wpadając do basenu. Wybuchłam śmiechem, widząc jak wynurza się cała czerwona. Opadłam na ziemię, zasłaniając twarz, która kolorem się nie różniła. Ale, ale. Pokazała pazurki, łapiąc mnie za nogę i z łatwością wciągając mnie do wody, mimo mojego oporu i próby złapania się czegokolwiek. Pisnęłam, po czym ochlapałam ją. Mimo zimnej temperatury, bawiłyśmy się nieźle. Nawet ona, jak na taką "szarą myszkę", była zadowolona z tego pomysłu.
Całe mokre, postanowiłyśmy zaprzestać zabawy. Wygramoliłam się na brzeg, siadając przy murze wokół całego ogrodu i domu. Dziewczyna powtórzyła moje ruchy.
-Nie było tak źle, nie?- Wysapałam.
- Było..okej- wymruczała. Spojrzałam w górę, przecierając ze zmęczenia oczy. Nagle, usłyszałam nerwowe *Kayline!*. Zwróciłam uwagę na brunetkę, chowającą się za mną. Zmrużyłam oczy, a ona wskazała coś wyżej. Zorientowałam się, ze świateł zostało zapalone. Zerwałam się, biegnąc do najbliższej kryjówki, jaką był śmietnik, akurat obok bramy. Serce przyspieszyło, a i adrenalina dała o sobie znać. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, ale moja towarzyszka najwyraźniej nie podzielała mego entuzjazmu.
- C-co teraz?- Szepnęła, przysuwając się do mnie powoli. Pomachałam jej ręką, by przebiegła do mnie. Tak się stało, lecz i tak doznałyśmy małych zawałów. Otóż jakiś młody mężczyzna, z zarostem wyszedł nam na przeciw. Rozglądnął się podejrzliwie, kończąc na jakimś metalowym czymś. Poczułam paniczny oddech na swojej czyi.- Moja bransoletka- spojrzałam na nadgarstek Kendall. Rzeczywiście, miała na nim srebrną ozdobę, która teraz niestety spoczywała w rękach nieznajomego. W zamyśleniu zamknęłam oczy. To był mój pomysł, więc teraz go odzyskam.
Rozejrzałam się, napotykając w zasięgu wzroku niewielki kamień. Ostrożnie go chwyciłam, po czym bez ostrzeżenia rzuciłam na dosyć daleką odległość. Facet odwrócił się, nie wiedząc co robić. Jak to ciekawość, pobiegł sprawdzić. Ja w tym czasie, chylona pobiegłam w miejsce spoczynku bransoletki, biorąc ją w ręce. Ku mojemu zaskoczeniu, zza rogu wyszedł właściciel. Przeklęłam po nosem i podbiegłam do schodów, które łączyły ogród z domem. "Wtopiłam" się w nie, modląc się by mnie nie zauważył. Na szczęście nie był najbystrzejszą osobą, gdyż stał tuż przede mną. Gdybym chociaż odetchnęła, usłyszałby. Moja trzęsąca się ręka, jak na złość walnęła w szklane drzwi, powodując ciche stuknięcie. Zakryłam usta, które chciały wydusić coś z siebie. Cicho, to nie usłyszy.
Nagle odwrócił się, lecz na tyle wolno, że zdążyłam "kleić" się do jego tyłu. Gdy za mną była wolna droga zbawienia, pognałam w nią, ciągnąc za sobą Kendall. Nie obyło się bez krzyku mężczyzny, byśmy się zatrzymały.
- Biegnij!- Zaśmiałam się, puszczając ją.
<Kendall? Nie damy się! xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz