środa, 21 grudnia 2016

Od Nihili CD Shane'a

Chłopak wyszedł z gabinetu i zostałam tylko z lekarzem. Spojrzał się na mnie i wziął w swoją dłoń moją, oglądając nadgarstek na którym pojawiła się wysypka. Wyrwałam rękę z jego dłoni, nie pozwalając mu do końca jej obejrzeć. Gdyby to było możliwe, zrobiłabym się cała czerwona ze wściekłości, które w zebrała we mnie, już od pierwszego spotkania z tajemniczym i wyjątkowo działającym na moje nerwy, brunetem. Nie przypomniałam sobie kiedy ostatnio, ktoś tak bardzo wyprowadził mnie z równowagi.
Lekarz u którego byłam, usiał za biurkiem i spojrzał na mnie poważnie.
 - Ile pani to już zażywa? - zapytał się. Po jego oczach widziałam, że chce wiedzieć o tym jak najwięcej.
 - Ile?! Biorę to dobrze już kilka lat a w tamtym roku byłam dwa razy na płukaniu żołądka. Ale wie pan co? Nie mam zamiaru tego odstawić. Dlaczego? A dlatego, że jest mi po nich lepiej i mogę normalnie funkcjonować! I gówno mnie obchodzi co mówił tamten imbecyl! - wykrzyczałam wstają gwałtownie. Widziałam jego lekko spanikowane spojrzenie. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam z gabinetu, cała kipiąca z nerwów. Znowu otulił mnie jakże cudowny zapach chloru, który panował w szpitalu. Idealnie komponowałam się ze ścianami budynku, ona także były chorobliwie białe.
Zatrzymałam się i usiadłam na jednym z kilku krzeseł pod ścianą. Spuściłam głowę i widziałam tylko poruszające się nogi. Włosy zasłoniły moją twarz. Łzy zaczynały napływać do moich kryształowych oczu. Nie były to łzy smutku, określiła bym to jako łzy wściekłości i bezradności. Gorące spływały po moich policzkach piekąc. Kilka kapło na podłogę. Zacisnęłam zęby, by nie zacząć krzyczeń ze wściekłości, która zaczynała mnie coraz bardziej pochłaniać.
Do mojej głowy przyszła idiotyczna myśl. Powiedział, że mogę umrzeć w najbliższym czasie, jeżeli nie zaprzestane używania tabletek... Martwe ciało przybiera na początku białego odcienia... A więc śmiało mogę powiedzieć, że jestem chodzącym trupem. Gwałtownie podniosłam głowę i zaśmiałam się głośno. Poczułam na sobie jak kilka osób popatrzyło na mnie. Po chwili uświadomiłam sobie, że zaniosłam się głośnym śmiechem i próbowałam go teraz zdusić. Wyjęłam z kieszeni tabletki uspokajające i wzięłam ich co najmniej trzy. O mało się nie zakrztusiłam, gdyż nadal się chichotałam. Opamiętałam się po dłuższej chwili, po czym wstałam i puściłam budynek.
***
Dopiero na wieczór wróciłam do akademika. Mimo iż była wczesna godzina, było już ciemno i przeraźliwie zimno. Opatuliłam się mocnej czarnym płaszczem, próbując zatrzymać cenne ciepło. 
Miałam wrażenie, że mój nos za chwilę mi odpadnie a usta strasznie mi popękały od zimna.
Gdy brałam wdech, czułam jak zimne powietrze dociera do moich płuc, było to dziwne uczucie, które teraz mi towarzyszyło. Z kolei gdy je wypuszczałam, otaczała mnie lekka mgiełka, która po chwili znikała.
Omiotłam wzrokiem pusty dziedziniec, gdy nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałam się uważnie, by znaleźć tego kogoś... lub po prostu mi się wydawało. Uśmiechnęłam się lekko, heh, ja i moje chore urojenia. Podeszłam do wielki drzwi i wyciągnęłam moją słabą, delikatną dłoń w stronę klamki gdy usłyszałam śmiech, kpiący śmiech. Odwróciłam głowę w tamtą stronę, widząc opartego o mur budynku, uśmiechającego się złośliwie bruneta. Stał ode mnie kilka metrów ode mnie, bezczelnie się do mnie uśmiechając z kpiną. Tabletki uspokajające najwyraźniej jeszcze działały, gdyż spokojnym krokiem podeszła do wysokiego chłopaka.
 - I jak się czujesz? Słyszałem cię jeszcze jak się rozdarłaś na lekarza... - zaśmiał się złośliwie, nadal patrząc z góry na albinoskę.
 - Nie będę zwracała uwagi na twoje ujadliwe komentarze. Zresztą... jak mam posłuchać rady człowieka, który postępuje tak samo? Leki to leki, różnią się tylko działaniem, a mnie nie obchodzi co będzie za tydzień. Dla mnie za tydzień mogę już leżeć w trumnie i wąchać kwiatki od dołu! I tak wyglądam już jak trup! Nie! Zamknij się! Teraz mówię ja! - powiedziała ostro gdy chciał jej przerwać. - Biorę je by utrzymać się jakoś na powierzchni i móc normalnie funkcjonować w społeczeństwie! - wykrzyczała a do jej oczu zaczynały wzbierał łzy, co zaczynało rozmazywać jej widok. Nawet nie zastanawiając się nawet nad tym co robi, zamachnęła się ręką by uderzyć chłopaka z pięści w policzek. Jej cios został zatrzymany centralnie przed jego policzkiem. Chłopak złapał za jej przeraźliwie chudy nadgarstek, mocno go ściskając. Zalała się łzami, które spływały po jej policzkach. Wolną ręką, uderzyła go lekko w klatkę piersiową. Nie miała już siły na nic. Nie wiedziała nawet czy zdoła wykrzesać siłę by pójść do swojego pokoju. Dziś był zły dzień. Bardzo zły dzień.

Shane? No to... przepraszam od razu, nie wiem co w nią wstąpiło :<
No i wybacz za tą ''oszałamiającą'' długość, ale wena wyjechała do ciepłych krajów xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz