niedziela, 11 grudnia 2016

Od Kayline cd. Kendall

Zaprzestałam jedzenia, by obdarzyć dziewczynę swym niezrozumiałym spojrzeniem. Ta jednak zdawała się nie rozumieć, o co właściwie mi chodzi. Otóż jakiś inny głosik pojawił się w mojej głowie, odpowiadając na zadane przeze mnie pytanie.
- Co to było?- Spytałam, nieco się nad nią pochylając. Bóg chciał, aby w tym momencie ona się odsunęła i niema zleciała w dół razem z krzesłem. Powstrzymał ją jednak mój uchwyt za ramę siedzenia. Westchnęła z ulgą, łapiąc się o kant powierzchni.
- A..to.- westchnęła- oprócz poruszania rzeczami, mogę używać telepatii, ale tylko na chwilę. Przy dłuższym połączeniu, mogłoby być źle.- wytłumaczyła, przysuwając się do stolika. Ta odpowiedź nie "wypełniła" całej mojej ciekawości. Pozostało pytanie Jak ten gad mógł to usłyszeć?
~Ja też to słyszałem...~ Pierwszy raz wyczułam w tym.."czymś", bo nie wiem jak to nazwać, taką niepewność. Zmrużyłam czoło, wzrokiem ustając na swoich rękach- Coś się stało?- Tym razem to ona się zbliżyła, biorąc łyżkę wypełnioną karmelem. Ten nie był zbyt przekonany o pożywieniu się nim, więc zleciał z powrotem do kubeczka.
Moja ignorancja w tym momencie była silniejsza niż wszystko inne. Nie pozwalała mi się skupić na dalszych słowach ludzi wokół mnie a na tym, że ON to słyszał. Nigdy tak nie było. Tylko ja miałam dostęp do jego słów, a on do moich. - Kay!- Poczułam mocne szturchnięcie, co wybudziło mnie z tego "transu".
- Mówiłaś coś?- Uniosłam głowę by spojrzeć na nią, jednak widząc jej zmieszany, jakby zmartwiony wzrok uciekłam oczami gdzie indziej.
- Co to było?- niosła ręce w geście kompletnego zdziwienia. Nie odpowiadała jej, sama nie znając wyjaśnienia. Wzruszyłam delikatnie ramionami, jak gdyby nigdy nic, delektując się kanapką.

~*~

Wychodząc, biały puch poleciał prosto w moją twarz, powodując mroźny ból na polikach. Pisnęłam, zakładając na głowę kaptur. Zima, jak zima. Śnieg sypał mocno, zakrywając większość ulic, aut, budynków, a nawet ludzi, którzy bez większego sukcesu się z niego otrzepywali. Kątem oka spoglądając na Kendall, zrobiło mi się zimniej.
- A ci to gorąco nie jest?- Prychnęłam wymownie, na co spuściła głowę, pocierając ramiona. Jest zima, a ta w bluzie samej...
Skrzyżowałam ręce, w głowię mając przygotowany plan na resztę nocy. Ale że brunetce jest zimno...Jedyną opcją było pójście do pokojów. Złapałam ją za przedramię, ciągnąc w stronę jezdni. Posłusznie wykonywała moje ruchy, co było mi na rękę! Niezbyt widziało mi się ciąganie ją pod bacznym spojrzeniem przechodniów, których było nadzwyczaj dużo. Na pytanie "gdzie idziemy?", wskazałam Akademię.

Przeszłyśmy przez drzwi wejściowe, wpuszczając do środka zimne powietrze. Gdy ona bezgłośnie szła korytarzem, starając się nie obudzić innych, ja jak stado koni hasałam odbijając się od ścian.
- To mój pokój.- Zatrzymała się nagle, co i ja zrobiłam.
- No tak. Więc...Pa.- Machnęłam ręką, rozglądając się za kartką z napisem "Kayline".Nacisnęłam klamkę, ale nie dane było mi chociaż spojrzeć na swój pokój.- Co jest?- Mruknęłam, odwracając się w kierunku pokoju numer 5.
- Ten chłopak...o czym rozmawialiście?- Zaczęła niepewnie, ukradkiem chowając się za drzwiami.
- Ten, czyli...?
- Z MC.- Odparła, a ja w tej chwili pomyślałam, że zachowuje się jak mój rodzic. Zmrużyłam oczy, zmniejszając dystans między nami.
- Co z nim nie tak?- Oparłam się o pobliską ścianę.
- Nic, znaczy...- jej szept był przepełniony zazdrością, czułam to. Ale czemu? Zawsze jestem miła dla sprzedawców jedzenia, a poza tym, ten był przystojny...- Dałaś mu swój numer?-Poczułam mały napływ złości. Nie dla tego, że mam do niej jakiś problem, czy coś. Ale dla tego, że miesza się w nie swoje sprawy. Nie był to mój numer, a zwykła karteczka z kuponem. To jednak nic nie zmienia.
- A co cię to, przepraszam interesuje? To chyba..moja sprawa, co komu daje?

<Kendall?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz