Zignorowawszy pytanie tegoż prostaka zerknąłem w stronę swej cholernie bolącej nogi. Uczucie ścisku i kurcze nie ustaną, póki nie wciągnę pół kilo tych cudownych tabletek. A by móc to zrobić trzeba być niezauważalnym. Tak więc pozbywszy się natręta pogardliwym spojrzeniem uniosłem się na zdrowej nodze by pokuśtykać do prowadzącego zajęcia. Wystarczyło wstać, a ludzie wiedzieli już o co mi chodzi. Tak samo było i w tym wypadku: wystarczyło dać facetowi do zrozumienia, że zmierza się w jego kierunku a ten potakiwał już w moją stronę. Przywileje kalek, och tak. Zawróciłem w miejscu, doprowadzając do kolejnego, jeszcze bardziej bolesnego skurczu. Znikając zaraz za drzwiami bez większego namysłu wysypałem trzy białe specyfiki na dłoń, po czym połknąłem je jak smok. Ulga przyszła po pół minuty, jak zawsze zresztą. Działanie tego typu tabletek porównywalne może być do działania Boga. A jak głęboka jest wiara katolików, jak głębokie są morza i oceany tak głęboko wierzę w działanie tych małych, niepozornych zawiniątek. Powrót na lekcje nie miał najmniejszego sensu gdyż zostało niecałe pięć minut do dzwonka a ja, jako ten "biedny" i "ukarany" przez życie nie miałem najmniejszej ochoty pruć się tam tylko po to by patrzeć dalej na tych debili z boiska. Zatem pokuśtykałem w stronę szatni, gdzie znajdowała się moja torba, tego dnia lżejsza niż zwykle. Nie, nie było mniej lekcji. Po prostu przewidziałem wcześniej plan wydarzeń na dzień dzisiejszy i, tak jak podpowiadała mi koleżanka dedukcja: nie chciało mi się iść na kolejne zajęcia. Udałem się więc w stronę wyjścia z budynku, a by nie zostać złapanym na ucieczce zacząłem szybciej 'czołgać się' do celu. Nie zrobiło to większej różnicy gdyż i tak czy siak dzwonek dopadł mnie nim jeszcze ujrzałem drzwi. Tsa, szczęście kaleki. Pierwsi uczniowie zaczęli wypełniać korytarz, w tym także moja dobitnie górująca inteligencją klasa. Na całe szczęście każdy zajął się sobą, nawet nie szczycąc mnie swoim spojrzeniem i znikając za drzwiami szatni. W każdym "każdy" znajdzie się ktoś odstający od normy. We wszystkich świętych, w każdym niewinnym znajdzie się kłamca. Tak i tym przypadkiem moje "każdy" zostało zaburzone przez tego samego tępego uparciucha, który zaczepiał mnie na lekcji i wczoraj, wpadając na mnie niczym słoń na niewielki składzik porcelany. Najpierw zerknął w moją stronę, niby przelotnie. Nie zatrzymałem się, w nadziei (mówiłem już kiedyś, że nadzieja jest matką głupich?) iż odpuści i zajmie się swoim czubkiem nosa. Potem przystanął w miejscu, baczniej mi się przyglądając. Moim nieskoordynowanym ruchom, powłóczeniom nóg, ubraniem i w końcu twarzy. Napotykając mój wzrok speszył się chyba, gdyż ze zmieszania odwrócił się i złapał za kark. Świetnie, jedną nieproszoną przyczepę mniej. I tak, w chwale i świetnym uczuciu wolności dotarłem do miejsca mojej ucieczki. Korzystając z chwili wspomogłem się jeszcze jedną białą pigułką, by móc szybciej przejść do części "ucieczki". Kolejnym razem plan nie zadziałał. A pomyślałem tak dopiero kiedy wśród okalającego mnie zimnego powietrza, pod poszarzałym niebem, po którym już nawet ptaki nie chciały fruwać stanąłem twarzą w twarz, głowa w głowę z tym człowiekiem. Nienawiść zawładnęła moimi oczami, na usta cisnęły się słowa pogardy, a pięści zacisnęły się z niewiarygodnie dużą siłą. Pomimo to pozostawałem jednak niewzruszony. Unikałem intruza, ignorowałem, choć dla osoby równie ślamazarniej co ja to zadanie okazać się mogło na cięższe niż można by przypuszczać. Granica przekroczona została wraz z zastąpieniem mi drogi. Stanąwszy przede mną, zaszurał stopami o żwirową drogą i spojrzał na mnie z góry. Nie pozostając dłużnym wwiercałem swoją uzasadnioną nienawiść coraz głębiej i głębiej w jego przepełnione pewnością siebie oczy, by po chwili ta pewność siebie przygasła i w końcu - zniknęła. Moment wykorzystałem idealnie, gdyż zgranie się tylu czynników ze sobą w tym ułamku sekundy i użycie w niej mocy to naprawdę wyczyn. Zatrzymałem zatem przebieg krwi w ciele chłopaka na, dosłownie krótką chwileczkę by ten padł na kolana, a następnie zwinął się w nieudaczniczy kłębek bólu na ziemi. Minąłem go zakładając na twarz kamienną maskę, udającą brak emocji. Idealny czas, idealne miejsce - nikt nie widział całego zdarzenia, a ja mogłem dopiąć swego planu i na resztę dnia zaszyć się w swoim pokoju.
Alan? Przepraszam że tak brutalnie ;-;
Alan? Przepraszam że tak brutalnie ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz