Samotny tłum, zmierzający donikąd mijał nas szerokim łukiem, jakby nasza skóra zmieniła się na zielony kolor, a zamiast uszu wyrosły długie, szpiczaste i zgniłozielone kolce. Obojętność mieszająca się z odrazą wstrzymała napad śmiechu równie mój jak i dziewczyny. Kamuflaż składający się z kamiennej twarzy i braku emocji kolejny raz dopasował nas do przechodniów, zaś atmosfera pomiędzy mną a Ivy wyraźnie zgęstniała. Opuszczając okalającą nas chmarę ludzi odetchnąłem z ulgą, otrzymując również zatroskane spojrzenie jasnowłosej. Moje powietrze rozumiało. Zaproponowałem powrót taryfą, na co dziewczyna przystała. Oczekując na pojazd przysiedliśmy na ochodzącej z farby ławce tuż pod latarnią. Płaty śniegu, pomiatane przez wzbierający wiatr lądowały na naszych odzieniach, głowach i zamarzniętych dłoniach, pozostawiając po sobie mokre plamy. Z moim wzrokiem dane było mi obejrzeć każdą, nawet najmniejszą kropelkę i podziwiać jej piękno. Rozmyślenia przerwała dziewczyna, opierając się o mój bok, a długimi palcami szukając mojej dłoni. Udało jej się to, z początku niepewnie położywszy je na mojej skórze, która zareagowała gęsią skórką, przez niewinne zaplatanie palców do solidnego uścisku. Zerknąwszy w dół na Ivy przyłapałem ją na gapieniu się. Zawstydzona uciekła wzrokiem do swoich butów, a soczyście różowy rumieniec rozszedł się po jej twarzy. Przybiłem piątkę ze swoją podświadomością, dochodząc do tego że to moja osoba tak na nią działa. Postanowiłem podroczyć się z dziewczyną i podjąć temat dla niej równie niekomfortowy co sytuacja sprzed chwili.
- Ivy, wiesz może jak to jest, kiedy czujesz coś do drugiej osoby i zdaje ci się, że ona czuje to samo? - pytające spojrzenie przeszyło mnie na wylot, a brew jasnowłosej powędrowała do góry. Zaśmiałem się wzrok skupiając na czarnej przestrzeni przed sobą. - No wiesz, niektórzy nazywają to miłością - szeroki uśmiech wpełzł na moją twarz, bez mojej wyraźnej zgody. Nie dało się już tego zatrzymać. Kątem oka dostrzegłem, jak moje powietrze zbiera się na odpowiedź, blokowaną jednak przez zawstydzenie. - No, dajesz, obiecuję, nikomu się nie wygadam - dodałem jej otuchy, obejmując jej ramię.
- Może.. - ledwo co wydukała słowo, a przed nami zatrzymał się pojazd. Biały neon ustawiony na jego dachu z wyraźnym, ciemnym napisem "taxi" utrwalił nas w przekonaniu, iż trzeba wstać.
- Dokończymy tą rozmowę później - mrugnąłem do dziewczyny i jako pierwszy wstałem, by podać jej dłoń którą ta chętnie pochwyciła. Zapakowaliśmy się do środka, prosząc o podwózkę do miejsca, gdzie droga główna stykała się z wyraźnie nową, asfaltową nawierzchnią prowadzącą do akademii. Kierowca przytaknął i zajął się pracą, w mojej zaś głowie zrodził się kolejny ciekawy plan. - Więc pójdziesz ze mną na kolację? Ten piątek? - zapytałem posyłając zdezorientowanej dziewczynie szelmowski uśmiech. Chwilę zajęło jej przemyślenie sprawy, zgodziła się jednak kiwnięciem głowy. - Możesz pochwalić się siostrze że idziesz na randkę - mój dzisiejszy humor poprawiał sam fakt, iż będzie dane spędzić mi więcej czasu z tą osobą. Delikatna w swojej niewinności, silna w konieczności. Osoba intrygująca pod względem osobowości, pociągająca również w sensie fizycznym, co akurat w moim przekonaniu nie grało tak dużej roli jak samo wnętrze człowieka. Reszta drogi upłynęła w przyjemnej ciszy, wypełnianej jedynie cichą muzyką wydobywającą się z radia taksówki. Obserwacja okien w tym przypadku kończyła się czarną plamą przed oczami, wybielającą się niekiedy by za chwilę ponownie zniknąć w mroku, podobnie co do uczuć znikających w duszy człowieka. Niekiedy na zawsze, często jedynie na jakiś okres czasu, by powrócić ze strojoną siłą i dać nam do myślenia.
Ivy? Plany szlachetne, wykonanie.. sama oceń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz