- Święta? - pomimo zmieszania Ivy zawiesza na mnie wzrok. Czy to moje dzisiejsze ubranie przyprawiało ją o tak szampański nastrój? Jeśli tak muszę częściej się tak ubierać.. a raczej tego nie robić. - Wiesz trochę głupio się przyznać.. - zaczynam zdanie, by po chwili przerwać je na rzecz walki o ostatni kawałek pizzy. Udaje mi się złapać zdobycz jako pierwszy, lecz ręka dziewczyny, zastygnięta na mojej walczy do samego końca. Ze śmiechem na ustach oddaję jej jedzenie i wracam do przerwanej rozmowy - w zasadzie to nigdy nie obchodziłem świąt - emocje. Zmieszanie, szok, irytacja, smutek, szczęście, zadowolenie i w końcu - satysfakcja. To co przez następnych kilka minut działo się z wyrazem twarzy jasnowłosej.. to.. to było coś pięknego. Wartego każdych pieniędzy i każdego czasu. Byłbym w stanie zmyślić coś jeszcze na poczekaniu dla lepszego efektu, jednak nie udaje mi się przez dukanie dziewczyny.
- A-ale j-jak to? - szeroko otwarta buzia, układająca się w literę "o" wywołuje u mnie napad śmiechu. To robi się coraz bardziej niepokojące, przejmuję jej dziwne odruchy. - Co cię tak śmieszy? - teraz nadeszła irytacja. Za chwilę będzie smutek, zmieszanie i szczęście. - To.. To smutne że... - zawiesza się, myśli i kończy: - No nie wiem.. Może to i lepiej.. Ale wiesz co jest najważniejsze? - kiwam głową w stronę dziewczyny. - To, że twoje pierwsze święta będą najlepsze na świecie! Obiecuję ci to! - uradowana Ivy energicznie powstaje, wykonuje dziwaczny taniec o mało co nie rozwalając sobie głowy o szafki, porywa mnie do niego po czym zaplata swoje ręce na moich łopatkach, a głowę kładzie na torsie.
- Ciekawy obrót spraw - słowa wymruczane we włosy dziewczyny wracają ją do rzeczywistości lecz ja, spodziewając się gwałtownego ruchu z jej strony obejmuję ją w talii i nie daję popsuć tej chwili. - Wiesz, powinienem zostać psychologiem - Ivy spogląda na mnie z dołu, jakby nie połapała o co mi chodzi, ale to już mniej ważne. Stoimy chwilę w milczeniu, które przerywa głośny, ciągły dzwonek telefonu. Z westchnieniem puszczam wolno jasnowłosą, która przez chwilę szuka telefonu, by następnie wpaść na pomysł sprawdzenia kieszeni. Jako iż nie należę do podsłuchiwaczy wychodzę do innego pomieszczenia, przy okazji znajdując i zarzucając na siebie jakieś ubranie. W oczekiwaniu na powrót dziewczyny rozsiadam się na kanapie w salonie i z determinacją przerzucam kanały w telewizji. Natrafiając na muzykę zatrzymuję się i pogłaśniam dźwięk, co wywołuje z kuchni zaciekawioną Ivy. Rzuca mi karcące spojrzenie, co w mojej opinii znaczyć miało "przycisz to", po czym wraca do rozmowy. A ja wracam do słuchania. Następna piosenka, jakiś nieznośny rap dłuży się w nieskończoność, potem jest jeszcze dłuższa przerwa i w końcu kilka porządnych kawałków. Przez cały ten czas zza ściany dochodzą mnie niezrozumiałe urywki zdań i podekscytowany głos mojego gościa. W końcu, po najdłuższych w moim życiu dwudziestu trzech minutach z kuchni wyszła Ivy, niosąc ze sobą uśmiech od ucha do ucha i jeszcze weselsze spojrzenie. Dzień zapowiada się wyśmienicie.. Wróć. Dzień zapowiadałby się wyśmienicie, gdybym nie zaczął znów kaszleć. Zignorowawszy to zmierzyłem wzrokiem dziewczynę i zadałem dość retoryczne pytanie - Czyli idziemy na to lodowisko, tak?
Ivy? Wszyscy wyjeżdżają ostatnio na wakacje: moja wena, yt.. Proszę, nie bij i napraw to..
Ivy? Wszyscy wyjeżdżają ostatnio na wakacje: moja wena, yt.. Proszę, nie bij i napraw to..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz