czwartek, 29 grudnia 2016

Od Shane'a do Nihili

- Zatem kochanie, teraz ty mnie posłuchasz - wyszeptałem nadal nie puszczając jej nadgarstka obsypanego wypukłościami świadczącymi o zmianach w organizmie. Każdemu wypowiedzianemu słowu towarzyszyła para z ust, typowa dla tak zimnej pory roku. - Zdaje się, że ten imbecyl - zacytowałem jej własne słowa by zdała sobie sprawę ile tak naprawdę słyszałem z tej 'rozmowy' po moim wyjściu - spędził długie lata na wkuwaniu na pamięć wszystkich formułek, przyczyn, dolegliwości i miliona innych rzeczy których po nazwie i tak nie wymieniłabyś za pół minuty, po to tylko żeby ratować właśnie takich półgłówków jak ty - monolog nabrał poważniejszego tonu, ja sam zaś przebiłem wzrokiem kilkukrotnie mniejszą ode mnie dziewczynę. Wyglądała wyjątkowo słabo, jakby za lekkim podmuchem wiatru miała przewrócić się i już nigdy nie podnieść. Patrzyła jednak wprost moich oczu, jakby zahipnotyzowana i ignorując łzy spływające po policzkach nadal słuchała. - I uwierz złotko, że moje a twoje leki różnią się. Mają inne składy, inne działania i milion innych rzeczy których po nazwie i tak nie wymieniłabyś za pół minuty. - powtórzyłem się specjalnie, by niemota zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Niektórym po prostu trzeba wypisać wielkimi, czerwonymi literami co mają zrobić bo bardziej zaawansowane słowa mogą ich zgubić. - Mogę być narkomanem, chociaż ja nie zabijam się na własne życzenie - mówiąc to wyciągnąłem plastikowy pojemnik z kieszeni jasnowłosej, po czym otworzyłem go i wysypałem całą zawartość na śnieg. - Ups. Mów co chcesz, ale i tak nie dam ci się zabić. Wiesz, ściany mają uszy, choć nie tylko - zerknąłem w stronę kamery, umieszczonej nad drzwiami. Jak planowałem wzrok dziewczyny powędrował w tym samym kierunku. - No już, uśmiechnij się do zdjęcia. Jeśli za dwa dni przyjdzie do mnie dyrekcja z zapytaniem co łączyło mnie ze zmarłą pokraką widoczną na filmie powiem że nic. I nie łódź się że pośmiertnie ktokolwiek się o ciebie zatroszczy - zakończyłem monolog i wypuściłem dziewczynę z metalowego uścisku. Teraz ja byłem górą. Zastraszyłem ją tak, by jej mózg obrał taktykę obronną. Zacznie stosować się do moich zaleceń, bo w końcu osoba tak pewna siebie i tak stanowcza jednak musi wiedzieć coś o czym gada. Studiowanie medycyny i psychologii jednocześnie - ktoś powie że niemożliwe. I oto stoi tu najlepszy przykład na to, że jak się chce, to wszystko można. Opuściłem miejsce znikając za rogiem, choć zacinający śnieg ukrył mnie już o wiele wcześniej. Wolnym krokiem udałem się do bocznego wejścia budynku. przy okazji zażywając kilka swoich tabletek. Pokaźna kolekcja opakowań w mojej kieszeni tylko polepszała mój już i tak nienaganny humorek.
***
Poranek okazał się wyjątkowo nie udany przez spektakularne wywrócenie się na lodzie jak i późniejszy problem w znalezieniu sali w której obecnie powinno się już być od jakichś czterech minut, ale to szczegół. Z racji przejścia całego budynku kilka razy bez pożądanych efektów stwierdziłem, iż wagary będą lepsze niż błądzenie jak dziecko we mgle bez całkowicie żadnych szans na odnalezienie się. Znalazłszy klasę od historii czyli przedmiot który widniał na moim planie jako drugi tego dnia sprawdziłem godzinę. Smutnym faktem okazało się pozostałe dziesięć procent baterii oraz godzina ósma dwadzieścia osiem. Widok najbliższych kilkudziesięciu minut nie zapowiadał się dobrze do momentu, kiedy zza rogu nie wyjrzała dziewczyna o białych włosach. Usiadła ona na podłodze, plecy podpierając o zimną ścianę i jakby nie czując mojej obecności tutaj zaczęła studiować wszystkie kropki na suficie. Zakradłem się do niej jak przyczajony tygrys, po czym ryknąłem, a raczej otwartą dłonią ukarałem ścianę tuż przy jej uchu. Reakcja była dość spodziewana: podskoczenie w miejscu i spanikowane spojrzenie posyłane we wszystkie kąty korytarza, aż w końcu natrafiła na moją sylwetkę.

Nihili? Wybacz mi że tak długo, nie dość że przeziębnie rozłożyło mnie na łopatki to na dodatek zero pomysłów ;-;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz