Chłopak nie wydawał się taki najgorszy, jak oceniłem go na początku. Może umiał stwarzac pozory, ale pierwszy raz spotkałem kogoś kto nie czerpał z tego radości. Tytuł bycia "tym nowym" w Paresscot był czymś naprawdę imponującym. Wtedy byłeś na ustach wszystkich, nawet nauczycieli. Każdy miał na Twój temat wyrobione zdanie, chociaż pierwszy raz widzieli Cię kilka godzin temu.
Odetchnąłem cicho, odrywając się od rozmyślań na temat "tego nowego" nie chciałem utożsamiać się z resztą tej pospolitej (nie)inteligencji. Zwróciłem wzrok ku górze, wlepiając spojrzenie w punkt za oknem. Biały pył oblepiał szyby, uniemożliwiając ciekawskim, obserwowanie świata na zewnątrz. Zniechęcony odwróciłem spojrzenie w stronę reszty uczniów, spokojnie mogłem przysłuchiwać się ich rozmowom, zastanawiałem się czemu się ich nie wstydzą, czemu nie boja się, że nie każdemu spodoba się to co usłyszą, a bądźmy szczerzy cicho oni nie byli. Kilkoro z nich wymieniło ze mną przyjazne "hej", niestety na żadne nie odpowiedziałem, nie wiedziałem nawet kim byli.
To kolejna rzecz, która, nie dało się ukryć wyjatkowo mnie bawiła. "Popularność" każdy chciał ją zdobyć, ale nie każdy na nią zasłużył.
Bynajmniej była ona bardzo prosta, jeśli Ty miałeś wszystko gdzieś, innych interesowało to coraz bardziej. Lgnęli do Ciebie chcąc znaleźć w Tobie przyjaciela, im bardziej ich odtrącałeś tym mocniej tego pragnęli. Dlatego właśnie nie zaskoczyło mnie, gdy zwracając wzrok na Ansela dostrzegłem również wianuszek jego wiernych fanów. Nawet było mi go szkoda, było mi szkoda każdego kto wepcha się w tę maskaradę. Przewróciłem oczami czekając, aż ciemnowłosy odwzajemni moje spojrzenie chwilę potem skinąłem głową w jego stronę dając do zrozumienia by tu przyszedł, obserwowałem jak przeciska się przez gapiów by usiąść po mojej prawej stronie.
- Znudziło Ci się bycie najsławniejszym uczniem w szkole? - zaśmiałem się chłodno, odwracając od niego wzrok. Nie chciałem z nim rozmawiać, nie, żeby mi nie pasował po prostu rozmowa prowadzi do spotkań, spotkania do znajomości, znajomości do przyjaźni, przyjaźń do zobowiązań, zobowiązania do wyrzeczeń, wyrzeczenia do smutku. I idąc za ową reakcją łańcuchową łatwo było wysunąć wniosek, że nie chciałem przyjaciół.
- To chyba funkcja nie ma dla mnie - mruknął, grzebiąc jedzeniem w talerzu.
- Masz sporą konkurecję - przesuwałem palcami po marmurowym blacie co jakiś czas zerkając w stronę stolika, przy którym siedział Noah. Nie tylko ja się mu przyglądałem, nic dziwnego. Blond włosy, postawione do góry, pobielane na końcówkach idealnie komponowały się z czystą i oliwkową cerą. Ubrania, które nosił skórzana kurtka, biała koszulka, czarne spodnie i glany również wyglądały jakby były dla niego stworzone. Nic więc dziwnego, że każdy doszukiwał się w chłopaku prawdziwego ideału. We mnie budził jedynie odrazę i *niestety* strach. Zdenerowany odwróciłem wzrok kiedy tylko go odwzajemnił.
- Żyjesz? - Ansel szturchnął mnie dotkliwie w ramię przez co zacząłem gromić go spojrzeniem.
- Zamyśliłem się... Sorry muszę iść - mruknąłem wymijająco po czym podniosłem się z miejsca i opuściłem stołówkę.
Droga, raczej bieg do mojego pokoju dłużyła się w nieskończoność każdy pojawiający się przede mną korytarz był tym dodatkowym by wydłużyć mi drogę do jedynego bezpiecznego miejsca. Wpadając do miejsca, w którym mieszkałem poczułem się jakbym właśnie znalazł się w perfekcyjnym azylu, ale przerażające myśli nie odeszły. Nadal gnębiony złym samopoczuciem wkopałem się pod łóżko czekając na swój jedyny ratunek - sen. Nie miałem zamiaru wracać na zajęcia, nie po tym wszystkim. Byłem na siebie zły, że pozwoliłem sobie na rozmowę z chłopakiem, zły, że poraz kolejny zwróciłem uwagę na Noaha, zły, że Noah zawsze będzie tym cholernym psychopatą, zły, że nikt inny tego nie dostrzegał. Przesunąłem palcami po twarzy by po chwili oddać się objęciom Morfeusza.
Obudziłem się chwilę przed północą, mocne światło księżyca przebijało się przez cienką zasłone wdzierając do pokoju. Pełnia przybrała swój typowy niemal biały kolor rozjaśniając cały pokój tak, że mogłem śmiało wziąć książkę i czytać. Zsunąłem z łóżka bose stopy, które zdrętwiały po zetknięciu z ziemią i korzystając z tego, że jestem wciąż ubrany złapałem swoją moro kurtkę i opuściłem pokój. Ciężko było przebrnąć po ciemnku przez szkolne korytarze, te, do których nie docierało światło księżyca. Wysunąłem do przodu odrętwiałe dłonie by żadną inną częścią ciała nie uderzyć w niepożądany mebel. Minuty mijały, a ja w końcu dotarłem do głównego korytarza, księżyc oświetlał jego centrum rozprzestrzeniając się na boki, tak, że wyjście było ledwo widoczne. Doczłapalem do dużych, brązowych drzwi prowadzących do archiwum jak i samej uczelni. Podszedłem do murowanych, szarych schodów przyglądając się przez krtóką chwilę ich spękaniom, przysiadłem na najwyższym stopniu wpatrując się w ciemność, koniecznie musiałem ochłonąć. Przejechałem dłonią po włosach, gorączkowo szukając rozwiązania z tego bagna, przez które moje życie staczało się coraz bardziej. To było żenujące, przez tyle lat budowałem swoją pewność siebie, tak by nic mnie nie złamało, bym teraz poddał się z powodu jesteś jednej osoby.
- Wszystko gra? - uniosłem wzrok znad odpalonego chwilę temu papierosa i ciśnienie natychmiast mi skoczyło.
- Czemu się do mnie przyjebałeś? - mruknąłem zniżając swój głos do jednego tonu niżej. Wyraźnie zaskoczony zrobił krok do tyłu średnio wiedząc jak na to zareagować. - Słuchaj, to nie tak, że Cię nie lubię, ale jeśli szukasz towarzystwa to nie jestem odpowiednią osobą, Noah też nią nie jest - wyrzuciłem papierosa za barierkę i wróciłem do szkoły. Wiedziałem, że on nie szuka we mnie przyjaciela, nie wyglądał na takiego co chciał się przyjaźnić, ale ja nie chciałem z nim rozmawiać więc śmiało mogliśmy pójść na taki układ.
*Oczami Noaha*
Ten chłopak nie wiedział w co się wpakował, jednak ja wiedziałem jak to wykorzystać, na pewno mu nie odpuszczę. Nie pozwolę na to ani jemu, ani Laurkowi. Zdobycie informacji o tożsamości chłopaka było aż zbyt proste, ta magia wyglądu. Wiedzialem co robi, a jego obserwowanie też nie było zbyt wielkim problemem. Wiedziałem też, że na zewnątrz wyjdzie razem z Laurence, który obrażając chłopaka wyjątkowo ułatwił mi zadanie. Wyszedłem ze szkoły chwilę po tym jak blondyn z impetem trzasnął drziwami. Chłopak siedział na schodach jakby nieco zdezorientowany, cóż nie tylko on przeliczył się co do tożsamości Bentley'a.
- Hej, to Ty - uśmiechnąłem się, zajmując miejsce obok - głośno o Tobie w szkole - zaśmiałem się cicho poprawiając skórzaną kurtkę.
Musiał mi tylko zaufać.
Ansel? Wybacz pisane na telefonie xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz