poniedziałek, 2 stycznia 2017

Od Ansela CD Laurencego

Ściana. Ciemna, zimna ściana lekko rozświetlona przez światło padające zza okna. Odwróciłem się do niej plecami chyba po raz setny tej nocy, licząc że w tej pozycji znajdę ukojenie. Niestety. Moje oczy zupełnie nie znużone całym dniem spędzonym na nauce wgapiały się w mroczne niebo. Rozciągające się za oknem sklepienie pokryte było niemal całkowicie szarymi chmurami pozostawiając jedynie mały otwór dla księżyca, który bezczelnie zaglądał mi do pokoju. Westchnąłem gdy już zdałem sobie sprawę z tego, że nie ma takiej opcji bym zasnął w ciągu najbliższych kilku godzin. Po omacku, nie odrywając wzroku od Srebrnego Globu sięgnąłem po telefon. Światło ekranu skierowane w moją twarz zmusiło mnie do chwilowego zmrużenia oczu ale nie całkowitego ich zamknięcia, gdyż w pokoju już wcześniej nie było aż tak ciemno jak by się mogło wydawać. 23:45. Zrzuciłem z sobie kołdrę i drżąc lekko z zimna udałem się do łazienki. Na szybko poprawiając włosy przed lustrem, drugą ręką złapałem rozwieszone na grzejniku ubrania. Przyłożyłem je do policzka napawając się ich ciepłem po czym pośpiesznie naciągnąłem na siebie luźne spodnie moro oraz czarną koszulkę.
Właściwie nie miałem pojęcia dlaczego się tak spieszę. I tak nie miałem żadnego konkretnego planu. Z nikim nie pogadam, bo wszyscy już śpią, a w każdym razie siedzą zamknięci w swoich pokojach.
Wciskając dłonie w kieszenie spodni ruszyłem schodami na dół. Do mojego nosa najpierw wdarł się dym papierosowy, a następnie pokonując kilka dalszych stopni zauważyłem siedząca na dole postać. Nie musiałem się długo zastanawiać, niemal od razu rozpoznałem w niej Laurencego. Być może dlatego, że był on jedyną osobą, z którą do tej pory zamieniłem choć słowo i miałem okazję by dłużej mu się przyjrzeć. -Wszystko gra? -spytałem pokonując ostatnie stopnie tak, że teraz znajdowałem się tuż przed nim.
- Czemu się do mnie przyjebałeś?
Jego, nie ma co ukrywać, dość chamska odpowiedź zbiła mnie z tropu. Nie sądziłem bym się mu kiedykolwiek narzucał. A tym bardziej "przyjebał". Pomysł z oprowadzką mnie po szkole nie był mój. A spotykając go na schodach chyba nie będę udawał, że go nie widzę. Choć jego zdaniem pewnie to powinienem był zrobić. A już na pewno ucieszyłby się gdybym wybrał sobie inną trasę i zostawił go samego z odurzającą wonią tytoniu, która nadal drażniła moje nozdrza. Z jakiegoś powodu nienawidziłem tego zapachu.
- To nie jest tak, że cię nie lubię ale jeśli szukasz towarzystwa to nie jestem odpowiednią osobą. Noah też nią nie jest. Mój wzrok powędrował za lądującym na ziemi papierosie. Tak. W tej chwili to ten pieprzony niedopałek skupiał całą moją uwagę na sobie. Nie kierujący się do szkoły Laurence. Nie trzask zamykanych za nim drzwi.
- "Jasne" -pomyślałem- "Z całą pewnością to nie jest tak, że mnie nie lubisz"
Usiadłem na schodach odrywając w końcu wzrok od niedopałka.
- Hej to ty -głos, który niespodziewanie dotarł do moich uszu zmusił mnie do gwałtownego odwrócenia głowy w bok.
Nie wiem dlaczego ale gdy dotarło do mnie, że to nie Laurence, poczułem lekkie rozczarowanie. Znienawidziłem się za to.
- Głośno o tobie w szkole -posłał w moją stronę uśmiech odpędzając tym samym myśli, które zaprzątały moja głowę jeszcze kilka sekund temu.
- Ta... To raczej denerwujące -odparłem zadowolony, że nareszcie znalazł się ktoś w tej szkole z kim można normalnie pogadać.
- Radziłbym ci się przyzwyczaić. Zakadłam, że szybko to nie minie.
Uśmiechnąłem się krzywo, nie chętnie przyznając, że ma rację.
- Noah -wyciągnął w moją stronę dłoń.
Imię zdawało mi się dziwne znajome choć przysiągłbym, że nie znałem nikogo kto by takie nosił. Przynajmniej do tej pory.
"Jeśli szukasz towarzystwa to nie jestem odpowiednią osobą. Noah też nią nie jest"
Słowa Laurencego wdarły się nieproszone do mojego umysłu. Uśmiechnąłem się zadowolony, że robię coś zupełnie innego niż chciałby tego chłopak. Czułem się trochę jak dziecko, które ma niezmierną radość z tego, że robi coś zakazanego. Tyle, że Bentley nie mógł mi niczego zakazać. A już na pewno nie będzie udzielał mi rad co do znajomych.
- Ansel -uścisnąłem rękę odwzajemniając po raz kolejny uśmiech.
Spojrzałem przy tym w jego lśniące w blaski księżyca tęczówki. Jaskrawa poświata dodawała urody jego niezwyke jasnym włosom i musiałem przyznać, że był on przystojny. A jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to gdy Noah rozprostował nogi opierając je kilka stopni niżej. Jak zahipnotyzowany wpatrywałem się w jego buty. Glany. Niemal identyczne jak te, które właśnie miałem na sobie.
- Widzisz, mamy ze sobą więcej wspólnego niż ci się wydaje.

Obudziłem się czując nieprzyjemny żar słońca na policzku. Dochodziła 7:30. Mimo tego, że spałem tylko 5 godzin i tak czułem się świetnie. Zostawiłem rozbebraną kołdrę na łóżku i tradycyjnie, jak co dzień udałem się do łazienki. Wziąłem szybko prysznic, osuszyłem skórę i włosy ręcznikiem po czym ubrałem się i umyłem zęby. Nie miałem ochoty jeść. Z resztą i tak zaraz zaczynam lekcje.
Zgarnąłem z parapetu torbę i zacząłem nakładać buty. Od razu na ich widok przypomniał mi się Noah. Wczoraj przegadaliśmy jakiś kwadrans po czym stwierdziłem, że pójdę jeszcze pobiegać. Chłopak nie chciał mi towarzyszyć, więc na tym skończyło się nasze spotkanie.
Pod salą jak zwykle kłębiła się grupka uczniów by zacząć zajmować swoje miejsca. Ja również ruszyłem w stronę drzwi.
- Mówiłem ci, że Noah nie jest odpowiednią osobą do towarzystwa.
Laurence.
Poczułem zbierający się we mnie gniew ale nie z powodu samej jego obecności a faktu, że najpierw mnie odpycha a na następny dzień udziela porad. I jeszcze ten jego ton. Tak jakby wiedział o Noahu wszystko.
Cofnąłem się kilka kroków w tył by móc spojrzeć mu w twarz i niechętny by w ogóle zaczynać tę rozmowę, spytałem.
- Obserwowałeś mnie?
- Lepiej się do niego nie zbliżaj -odparł ignorując moje pytanie.
- Bo co? -kolejne jego uwagi wzbudzały we mnie jeszcze większe rozdrażnienie- Ci ty możesz o nim wiedzieć? Nie znasz go. Nie znasz to nikogo. Jesteś zwykłym wyrzutkiem.
Usta Laurencego ścisnęły się w wąską kreskę ale słowa, które zaraz potem chciał wypowiedzieć zostały zagłuszone przez dzwonek.

Laurence? Wybacz ale szkoła zabrała mi wenę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz