Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nihili. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nihili. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2016

Od Nihili do Shane'a

Chłopak ciągnął swój monolog w nieskończoność. Marzyłam tylko o tym, by puścił mój obolały nadgarstek. Czułam się jak na wykładzie na temat mojego życia, co ani trochę mi się nie podobało. Było mi zimno, a oczy bolały mnie już od płaczu. Ciepłe łzy spływały po zimnych policzkach, straszliwie piekąc. Cały obraz świata był aktualnie rozmazany, wraz z chłopakiem, który do mnie mówił i patrzył na mnie z góry. Z całych swoich sił, próbowałam ostać się na nogach by nie upaść na kolana. W rezultacie wisiała bym jak szmaciana lalka, czego bardzo w tej chwili nie chciałam. Czułam jak nogi zaczynają mi trząść, i nie bardzo wiedziałam czy to ze zmęczenia czy to z zimna, które już zaczynało przedostawać się przez mój płaszcz. Rozumiałam tylko po niektóre słowa, bo nie skupiałam się na słuchaniu go, tylko na ustaniu na nogach.
Momentem kulminacyjnym był moment, gdy sięgnął do kieszeni. Zabrał mi moje opakowanie tabletek. Z przerażeniem przyglądałam się jak wyrzuca je na cieniutką warstwę śniegu, wymieszanego z błotem. Po kolei każda tabletka spadała na ziemię, czułam jak oblewa mnie zimny pot. Było to moje praktycznie ostatnie opakowanie. W swoim pokoju mam jedno, ale starczy mi na zaledwie trzy dni, jeżeli w ogóle dożyje, jak to powiedział ciemnowłosy. '' Mów co chcesz, ale i tak nie dam ci się zabić.'' - słowa brzęczały mi w podświadomości. Dobrze wiedziałam, że gdy mówił je, myślał tylko o sobie. Byłabym jego problemem, a gdybym zmarła, on musiał by przechodzić przez codzienną serię pytań, czego nie chciał. Nie bardzo miał na to ochotę, więc to był jego jedyny powód. Bynajmniej ja to tak odebrałam. Jaką ulgą ukazało się, że po chwili puścił mój nadgarstek. Odruchowo sama delikatnie dotknęłam go nieobolałą dłonią. Natknęłam się na wiele wypukłości. Miejsce chwytu chłopaka pulsowało bólem. Wzrokiem odprowadziłam go, do momentu gdy zniknął mi z oczu. Rękawem próbowałam otrzeć łzy, a gdy udało mi się w choć większej mierze opanować łzy, schyliłam się i uważnie przyglądałam się tabletką. Żadna się nie nadawała. Rozpuściły się w śniegu tworząc tylko jedną małą papkę. Śnieg, kuł mnie w twarz, więc czym prędzej udałam się do drzwi.
Kiedy kolejnym cudem odnalazłam mój pokój, zdjęłam buty i płaszcz, plackiem padłam na łóżko. Nie miałam pojęcia ile przespałam, ale gdy otworzyłam oczy za oknem było już ciemno a na niebie błyszczał księżyc. Ziewnęłam i przeciągłam się leniwie na łóżku. Postanowiłam wziąć szybki prysznic, po czym spędzić resztę czasu przy laptopie.
Cały weekend minął mi podobnie. Całe te dwa dni spędziłam przy moim kochanym urządzeniu, robiąc tylko przerwy na łazienkę i na jakiś posiłek. Dziennie jadłam może ze dwie, trzy kanapki. Nie czułam się jakoś głodna, a na parapecie pojawiło się mnóstwo puszek po energetykach i kilka listków po lekach.
***
 Poniedziałek przyszedł i zapukał do moich drzwi subtelnie, a gdy tylko je otworzyłam okrutnie się na mnie zwalił. Czemu sobota i niedziela, jako jedyne dni tygodnia tak szybko uciekają? One nie mają za grosz sumienia i taktu. Nie pozostało mi nic innego jak tylko, przejść poranną rutynę. Moim śniadaniem okazał się energetyk i mniejsza dawka tabletek uspokajających. Byłam pod wrażeniem jak podświadomie zmniejszyłam dawkę leku. Sztuczki psychologiczne są naprawdę skuteczne, ale działają bestialsko. Mój organizm wyczuł wyraźną zmianę. Wsypka co prawda nie znikła całkowicie, bo w jakieś mierze ciągle się utrzymywała i w najbliższym okresie czasu nie zapowiadało się na to by zechciała zniknąć. Prowadziłam walkę psychiczną, gdyż zmniejszenie dawki lekarstw powodowało moje większe lęki i roztrzęsienie, jednak organizm czuł się odrobinę lepiej. Zdenerwowana całą tą sytuacją, owinęłam sobie bandażem nadgarstki by o tym mi nie przypominały, jak i założyłam na siebie dużą szarą bluzę, która dosłownie na mnie wsiała. Spojrzałam na zegarek i byłam spóźniona dziesięć minut. Serce zabiło szybciej, jednak uznałam, że nie opłaca mi się iść a co dopiero znajdę klasę. Nie opłacało mi się iść na pięć czy dziesięć minut wykładu. Ruszyłam więc w stronę klasy biologicznej, która widniała jako druga w moim rozpisu zajęć. Zadowolona, że pamiętałam gdzie ona jest ruszyłam w jej stronę. Dojście zajęło mi chwilę, ale za to czekanie miało być najgorsze. Usiadłam zrezygnowana pod zimną ścianą, podnosząc lekko głowę by bez celu oglądać sufit. Wyjątkowo ambitne zajęcie. Czułam co chwile ogarniającą senność, przez zerwane dwie noce. Energetyk ani trochę nie postawił mnie na nogi, tak jakbym się na niego uodporniła. Gdy powieki zaczynały opadać, szybko je podnosiłam, by nie zasnąć na korytarzu... jak by to wyglądało? Jednak spokój nie trwał zbyt długo. Tuż przy moim uchu usłyszałam duży huk, który rozlał się echem po korytarzu. Moja reakcja, jak i zmniejszona dawka leków na uspokojenie dała się we znaki. Podniosłam się tak szybko, jakby ktoś przyłożył mi ogień do polika. Rozejrzałam się spanikowana po korytarzu, a moje szare oczy spoczęły na sylwetce chłopaka. I był to właśnie ten, który wykładał mi monolog na temat mojego życia. Trochę się we mnie zagotowało, gdy go zobaczyłam o czym świadczyły moje dłonie, które przybrały kształt pięści. On widząc moją spanikowaną reakcję, uśmiechnął się złośliwie.
 - No witam panienkę - powiedział z tym jego złośliwym uśmiechem. Zmarszczyłam brwi lekko w geście zażenowania sytuacją. Nie odpowiadając mu, znowu klapnęłam ciężko na podłodze, opierając się o ścianę nadal go śledząc wzrokiem. On jakby niby nic zrobił to samo. Usiadł naprzeciw mnie opierając się o ścianę nieopodal drzwi od klasy historycznej. Czyżby los okazał się dla mnie taki okrutny? Mierzyliśmy siebie nawzajem wzrokiem. Nagle uświadomiłam sobie jakże banalną i głupią rzecz, która spowodowała u mnie lekki uśmiech a później zduszony chichot. Brunet spojrzał się na mnie jak na obłąkaną.
 - Zabawne... - zachichotałam, na co on przechylił głowę. Nadal nie rozumiał. - Robisz mi wykład na temat mojego życia i pouczasz mnie... - zrobiłam chwilową przerwę, a ton mojego głosu zmienił się z roześmianego na obojętny, z czego nawet ja byłam zdziwiona - ...Nie wiem jak masz na imię chłopie. - powiedziałam i patrzyłam na niego, jak jego usta wykrzywiają się w uśmiechu. Zaśmiałam się raz jeszcze, odgarniając kosmyk włosów, które spadły mi na twarz, za ucho.

Shane? Przepraszam, że takie denne, ale ja także jestem chora i widzisz jakie bagno wychodzi, gdy człowieka dopada choroba ;_;

środa, 21 grudnia 2016

Od Nihili CD Shane'a

Chłopak wyszedł z gabinetu i zostałam tylko z lekarzem. Spojrzał się na mnie i wziął w swoją dłoń moją, oglądając nadgarstek na którym pojawiła się wysypka. Wyrwałam rękę z jego dłoni, nie pozwalając mu do końca jej obejrzeć. Gdyby to było możliwe, zrobiłabym się cała czerwona ze wściekłości, które w zebrała we mnie, już od pierwszego spotkania z tajemniczym i wyjątkowo działającym na moje nerwy, brunetem. Nie przypomniałam sobie kiedy ostatnio, ktoś tak bardzo wyprowadził mnie z równowagi.
Lekarz u którego byłam, usiał za biurkiem i spojrzał na mnie poważnie.
 - Ile pani to już zażywa? - zapytał się. Po jego oczach widziałam, że chce wiedzieć o tym jak najwięcej.
 - Ile?! Biorę to dobrze już kilka lat a w tamtym roku byłam dwa razy na płukaniu żołądka. Ale wie pan co? Nie mam zamiaru tego odstawić. Dlaczego? A dlatego, że jest mi po nich lepiej i mogę normalnie funkcjonować! I gówno mnie obchodzi co mówił tamten imbecyl! - wykrzyczałam wstają gwałtownie. Widziałam jego lekko spanikowane spojrzenie. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam z gabinetu, cała kipiąca z nerwów. Znowu otulił mnie jakże cudowny zapach chloru, który panował w szpitalu. Idealnie komponowałam się ze ścianami budynku, ona także były chorobliwie białe.
Zatrzymałam się i usiadłam na jednym z kilku krzeseł pod ścianą. Spuściłam głowę i widziałam tylko poruszające się nogi. Włosy zasłoniły moją twarz. Łzy zaczynały napływać do moich kryształowych oczu. Nie były to łzy smutku, określiła bym to jako łzy wściekłości i bezradności. Gorące spływały po moich policzkach piekąc. Kilka kapło na podłogę. Zacisnęłam zęby, by nie zacząć krzyczeń ze wściekłości, która zaczynała mnie coraz bardziej pochłaniać.
Do mojej głowy przyszła idiotyczna myśl. Powiedział, że mogę umrzeć w najbliższym czasie, jeżeli nie zaprzestane używania tabletek... Martwe ciało przybiera na początku białego odcienia... A więc śmiało mogę powiedzieć, że jestem chodzącym trupem. Gwałtownie podniosłam głowę i zaśmiałam się głośno. Poczułam na sobie jak kilka osób popatrzyło na mnie. Po chwili uświadomiłam sobie, że zaniosłam się głośnym śmiechem i próbowałam go teraz zdusić. Wyjęłam z kieszeni tabletki uspokajające i wzięłam ich co najmniej trzy. O mało się nie zakrztusiłam, gdyż nadal się chichotałam. Opamiętałam się po dłuższej chwili, po czym wstałam i puściłam budynek.
***
Dopiero na wieczór wróciłam do akademika. Mimo iż była wczesna godzina, było już ciemno i przeraźliwie zimno. Opatuliłam się mocnej czarnym płaszczem, próbując zatrzymać cenne ciepło. 
Miałam wrażenie, że mój nos za chwilę mi odpadnie a usta strasznie mi popękały od zimna.
Gdy brałam wdech, czułam jak zimne powietrze dociera do moich płuc, było to dziwne uczucie, które teraz mi towarzyszyło. Z kolei gdy je wypuszczałam, otaczała mnie lekka mgiełka, która po chwili znikała.
Omiotłam wzrokiem pusty dziedziniec, gdy nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałam się uważnie, by znaleźć tego kogoś... lub po prostu mi się wydawało. Uśmiechnęłam się lekko, heh, ja i moje chore urojenia. Podeszłam do wielki drzwi i wyciągnęłam moją słabą, delikatną dłoń w stronę klamki gdy usłyszałam śmiech, kpiący śmiech. Odwróciłam głowę w tamtą stronę, widząc opartego o mur budynku, uśmiechającego się złośliwie bruneta. Stał ode mnie kilka metrów ode mnie, bezczelnie się do mnie uśmiechając z kpiną. Tabletki uspokajające najwyraźniej jeszcze działały, gdyż spokojnym krokiem podeszła do wysokiego chłopaka.
 - I jak się czujesz? Słyszałem cię jeszcze jak się rozdarłaś na lekarza... - zaśmiał się złośliwie, nadal patrząc z góry na albinoskę.
 - Nie będę zwracała uwagi na twoje ujadliwe komentarze. Zresztą... jak mam posłuchać rady człowieka, który postępuje tak samo? Leki to leki, różnią się tylko działaniem, a mnie nie obchodzi co będzie za tydzień. Dla mnie za tydzień mogę już leżeć w trumnie i wąchać kwiatki od dołu! I tak wyglądam już jak trup! Nie! Zamknij się! Teraz mówię ja! - powiedziała ostro gdy chciał jej przerwać. - Biorę je by utrzymać się jakoś na powierzchni i móc normalnie funkcjonować w społeczeństwie! - wykrzyczała a do jej oczu zaczynały wzbierał łzy, co zaczynało rozmazywać jej widok. Nawet nie zastanawiając się nawet nad tym co robi, zamachnęła się ręką by uderzyć chłopaka z pięści w policzek. Jej cios został zatrzymany centralnie przed jego policzkiem. Chłopak złapał za jej przeraźliwie chudy nadgarstek, mocno go ściskając. Zalała się łzami, które spływały po jej policzkach. Wolną ręką, uderzyła go lekko w klatkę piersiową. Nie miała już siły na nic. Nie wiedziała nawet czy zdoła wykrzesać siłę by pójść do swojego pokoju. Dziś był zły dzień. Bardzo zły dzień.

Shane? No to... przepraszam od razu, nie wiem co w nią wstąpiło :<
No i wybacz za tą ''oszałamiającą'' długość, ale wena wyjechała do ciepłych krajów xd

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Od Nihili CD Shane'a

Chłopak, zdawał się taki nie pozorny, a jednak obronił się i w wyjątkowo imponujący sposób. Godne podziwu było to, iż mimo tego, że przed nim stał o połowę większy kolos, to nie dał za wygraną. ''Można powiedzieć, że wygrał walkę o terytorium i pokazał się jako dominujący samiec'' ~ jakby to powiedziała moja stara nauczycielka od biologii. Sama jednak, nie chcąc zostać wplątana w cały ten chaos, niespostrzeżenie ominęłam tłum, który otoczył dwóch chłopaków. Zdążyłam tylko kątem oka zobaczyć, jak ''olbrzym'', upadł na kolana przed tym niższym, który wcześniej wziął jakieś tabletki. Był to wyjątkowo pocieszny widok dla serca. Pokazywał to, jak bardzo pewny jest, co było widać na pierwszy rzut oka. Z kolejnej strony przykre jest jak idiotyzm i brak empatii, doprowadza ludzi do takich zachowań i drwin. Nie rozumiem ludzi, którzy potrafią kpić sobie z innych, którzy, przypuśćmy, tak jak ten chłopak, ma problemy z nogą. Jak oni by się poczuli na miejscu osoby nie pełnosprawnej? Myślenie o tym potrafi doprowadza mnie do złości, to też porzuciłam ten tok myślenia. A kolejnym zmartwieniem okazało się, szukanie poszczególnych sal, co było nie małym wyzwaniem. Ganiałam po korytarzach, analizując numery klas, szukając tych, w których miałam aktualnie zajęcia. Poświęcałam na to całe przerwy, ale cudem zawsze odnajdowałam je (lub one mnie z litości) idealnie, kilka sekund przed dzwonkiem. Cały dzień był strasznie stresujący, przez co zdążyłam pochłonąć już z dziesięć tabletek uspakajających. Zaczynałam odczuwać tego skutki, gdy po woli zaczynało mi się kręcić w głowie, ale i moje serce powoli zaczęło spokojniej bić.
Do końca dzisiejszych zajęć zostały dwie godziny z czego byłam wyjątkowo uradowana. Po raz kolejny ruszyłam od razu, w poszukiwaniu sali. Ludzi na korytarzach było naprawdę dużo i sztuką okazało się wymijanie ich.
Jako, że jeszcze tej sztuki opanować mi się nie udało, o mało nie wpadłam na... znowu jego? Zastąpiłam mu drogę, lekko zaskoczona. Przez ten ułamek sekundy, oboje zdążyliśmy zmierzyć się wzrokiem.
Znaczące było to, że wyższy był ode mnie o jakieś dobre dwadzieścia centymetrów. By spojrzeć na niego, musiałam unieść lekko głowę, on za to po prostu patrzył na nie z góry. Był strasznie wysoki. Przyzwyczaiłam się do tego, że inni patrzą na mnie lekko z góry, jednak to była zdecydowanie przesada. Solidna postawa ciała, kontrastowała z moją drobną i delikatną postawą. Włosy, jakby rozczochrane, był to ''chaos kontrolowany'', jak to mawiała moja mama. Jego oczy, były za szkłami ciemnych okularów, przez co nie mogłam ich dostrzec. Może nawet i lepiej? Jeszcze bym się zawstydziła.
Szybko go ominęłam, by nie zastawiać mu drogi. On także ruszył w swoją stronę, choć może trafniejszym słowem było by tu: pokuśtykał. Po tym jak odeszłam, czułam jeszcze na sobie dziwne uczucie, jednak szybko minęło.
Reszta dnia, minęła spokojnie. Jako, że byłam tu nowym nabytkiem, oszczędzono mnie - nie brano do czyśćca (le*tablica), nie zadawano pytań ważących moje życie lub śmierć. Byłam mile zaskoczona, gdy okazało się, że dziewczyna, z którą siedziałam na ostatniej godzinie, okazała się wyjątkowo kontaktowa i sympatyczna. Przyznam się, że całą lekcje z nią przegadałam.
Gdy lekcje skończyły się, myślałam tylko o tym, by odnaleźć mój pokój i walnąć się do łóżka. Ostatnią przeszkodą, okazało się, że totalnie nie pamiętam drogi by odnaleźć mój pokój. Nienawidzę mojej orientacji w pomieszczeniach, budynkach czy w czym tam jeszcze. Wydawało mi się, że po korytarzach krążę już wieczność. Większość ludzi, zdążyła już zniknąć. Na moje szczęście, trafiłam na w ogóle nie znaną mi część budynku. Aktualnie nie miałam szans na trafienie do mego ukochanego pokoju. Zatrzymałam się i westchnęłam zrezygnowana, sama na korytarzu.
Poczułam nagle, silne uderzenie w plecy. Zachwiałam się i gdy od ziemi dzieliły mnie centymetry. Mocne szarpnięcie spowodowało, że zatrzymałam się w locie. Trzymano mnie mocno za przed ramię. Odwróciłam głowę w stronę osoby, która mnie uratowała przed upadkiem. Stałam już pewnie na nogach, gdy znowu się zachwiałam, gdy zobaczyłam tego samego chłopaka. Uśmiechnął się do mnie lekko, gdy ja nadal stałam zmieszana.
 - Przepraszam... - wydukałam po chwili ciszy. Zdjął okulary i po raz kolejny zmierzył mnie swoimi zielonymi oczami. Na początku także wyglądał na zmieszanego, wręcz zaskoczonego, jednak po chwili jego zdziwiony wyraz twarzy przerodził się w lekko... złośliwy uśmiech? Nie wiedziałam jak to odebrać czy też określić. 

Shane? ;-; Wybacz, że takie mdłe, ale zmęczenie wzięło górę, błagam o przebaczenie ;-;

czwartek, 15 grudnia 2016

Od Nihili do...?

Obudziło mnie silne lekkie uderzenie, jakie zaliczyłam przed chwilą z szybą. Poczułam lekkie pulsowanie w tym miejscu, lecz nie było to zbyt istotne. Wyjrzałam za okno busa, którym jechałam już co najmniej z cztery dobre godziny, mogę śmiało powiedzieć, że od siedzenia rozbolał mnie tyłek. Szyby co prawda były brudne, zresztą jak zerowa higiena wnętrza tego pojazdu, lecz lepsze to niż nic, prawda? Widok za oknem, wcale mi się nie podobał. Pogoda była fatalna od samego momentu gdy czekałam na busa na przystanku. Padał deszcz, a duże krople uderzały z impetem o szkło. Nie była to ulewa, ale zwyczajny deszcz, który można przywitać praktycznie każdego dnia o tej porze roku. Pragnę wspomnieć, że nienawidzę jesieni i wszystkiego co z nią jest związane. Niebo było pokryte przez wielkie, szare chmury, które nie chciały przepuścić blasku słonecznego. Przez to widok, był strasznie ponury, co strasznie przygnębia człowieka.
Obudziłam się w sumie w idealnym momencie, gdyż za parę chwil, jak to właśnie oznajmił puszysty kierowca, będę na miejscu. Wszyscy pasażerowie już wyszli i w busie zostałam praktycznie sama z kierowcą busa. Zbliżałam się do ostatniego przystanku, na którym miałam wysiąść. Wcześniej wyjaśniono mi, że gdy wysiądę, będę miała do przejścia dobry kilometr. Normalnie wzruszyła bym ramionami, lecz tym razem czarno to widziałam. Naprawdę, widziałam oczyma wyobraźni mnie, jak na moich plecach wielki plecak a za sobą tacham wielką, ciężką walizkę - idąc na przeciw wiatrowi i padającemu deszczu. Na samą myśl o tym głośno westchnęłam.
- Ostatni przystanek - oznajmił znużonym głosem pan Brovn, bo tak miał na imię kierowca. Założyłam kaptur bluzy na głowę, poprawiłam plecak i chwyciłam za walizkę. Szybko wyszłam z busa.
- Do widze... - nie zdążyłam powiedzieć zwyczajnej formułki grzecznościowej, gdy drzwi zamknęły się automatycznie. Pojazd wykręcił i pojechał w przeciwnym kierunku. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam dzielnie przed siebie.
~*~
Gdy dysząc ciężko, zobaczyłam wielki budynek na końcu drogi, moje serce wręcz zadrżało z radością i ulgą, która oblała moje wnętrze.Moje zmęczone ramiona już lekko drżały, a ja cała wręcz dygotałam.
Przemoknięta i przemarznięta, otworzyłam ogromną bramę, która prowadziła na dziedziniec. Ciągnąc za sobą ubłoconą walizkę, podeszłam do (także) ogromnych drzwi. Byłam teraz lekko zdezorientowana, nie bardzo wiedziałam co robić. Godzina 5:00 rano, więc nie spodziewam się, że ktoś łaskawie przyjdzie i powie co mam robić. Zmęczenie, po cało nocnej jeździe dawało się we znaki, gdyż już mimowolnie przymykałam oczy. Chwyciłam... ''to coś?'', nie bardzo wiem jak to nazwać, i mocno uderzyłam tym parę razy o drzwi. Zostawiłam dobijanie się, w spokoju, i uznałam, że po prostu tu poczekam. Można powiedzieć, że wtuliłam się w drzwi starając być jak w największej części pod wąskim daszkiem, nad drzwiami.
Na szczęście, długo czekać nie musiałam, gdyż usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Odsunęłam się troszkę od wrót, które dzieliły mnie od wnętrza budynku. Otworzył mi mężczyzna, był w średnim wieku. Można powiedzieć, że wyglądał jak Azjata. Miał rozczochrane włosy związane w małego kucyka z tyłu głowy i miał brodę. Uśmiechnął się do mnie i szybkim gestem ręki, kazał wejść do środka. Bez zbędnych słów weszłam, a gdy zamknął drzwi, poczułam na policzkach lekkie muśnięcia ciepłego powietrza - wyjątkowo przyjemne uczucie, gdy ma się wrażenie, że za chwilę odpadnie mi nos.
- Witaj, nazywam się Dan - zu Feng. Czekałem na ciebie, a ty nazywasz się bodajże... - przedstawił się, lecz nie pozwoliłam dokończyć.
- Nihili. Nihili Evel. Dzień dobry. - powiedziałam cicho. Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem i uważnie przyjrzał się mojej twarzy.
- To ty jesteś tą albinoską, tak? - zapytał, jednak było to najwyraźniej pytanie retoryczne. Wymieniliśmy parę słów, po czym wręczył mi klucz do pokoju i powiedział, że mam trzy godziny na ogarnięcie się. Mam przyjść na pierwszą godzinę lekcyjną, czyli wychowanie fizyczne by przedstawić się klasie, a później mogę iść do pokoju odpocząć. Pożegnał się i odszedł z ciepłym uśmiechem na twarzy, co także spowodowało i mój. Moje sine usta lekko się uśmiechnęły.
~*~
Po około kwadransie trafiłam do mojego pokoju. Nie zwracałam uwagi praktycznie na nic, rzuciłam walizkę i plecak gdziekolwiek i ruszyłam do łazienki by wziąć ciepły prysznic. Zrzuciłam z siebie mokre ubrania i weszłam pod prysznic. Czułam się niczym w niebie. Ciepła woda opływała moje zimne ciało, co spowodowało, że wokół mnie jest pełno przyjemnej pary. Po prysznicu, owinięta w ciepły szlafrok, walnęłam się na łóżku, a ogarniająca mnie fala zmęczenia w końcu zwyciężyła.
~*~
Obudziłam się z bijącym chaotycznie sercem. Po raz kolejny śnił mi się koszmar, jednak najgorsze nadchodziło. Spojrzałam panicznie na godzinę w moim telefonie, ukazała się 7:34. Ogarnęła mnie kolejna fala paniki. Został mi zaledwie kwadrans, by się ogarnąć i cudem znaleźć sale gimnastyczną.
Na szczęście włosy wyschły same, a mi pozostało tylko się ubrać i wyruszyć na poszukiwania sali. Pierwszym odruchem, było połknięcie chyba czterech tabletek uspokajających. Biorę je w niebezpiecznych ilościach pod wpływem stresu, ale można powiedzieć, że jestem trochę od nich uzależniona.
Ubrałam się i wyleciałam jak poparzona z pokoju. Czas mijał a ja błądziłam po korytarzach, gady nagle przede mną stały spore drzwi, a nad nimi napis głosił: ''Sala gimnastyczna''. Nie obyło by się bez tego, że byłam już spóźniona z 10 minut. Weszłam nie spostrzeżenie do sali. Klasa zajęta graniem w siatkówkę (bejdewind nienawidzę tego sportu), podeszłam do nauczyciela, który mimo tego mnie przywitał uśmiechem.
- Bardzo pana, przepraszam! Przysnęło mi się... - powiedziałam głośno, starając się przekrzyczeć raban panujący na boisku.
- Spokojnie, usiądź na parapecie i poczekaj. Lekcja się skończy to cię przedstawię. - powiedział i ruchem dłoni wskazał parapet. Kiwnęłam głową i usiadłam posłusznie, podkurczając nogi pod brodę, czekając na koniec lekcji, która skończyć się miała za jakieś dwa kwadranse.

Ktoś? ;-; Wykrzesałam z siebie tyle ile mogłam z dzisiejszego dnia ;<

wtorek, 13 grudnia 2016

Nihili Evel

 ''Lekarz psychopata, odciął mi skrzydła zamiast pępowiny... Ba, był kardiolo¬giem. Ale serce mam na miejscu. Tak myślę...''

Imię: Nihili (z łac. oznacza ''Nicość''). Naprawdę nie ma pojęcia skąd jej rodzice wzięli to imię lecz nie ma tu z czym dyskutować, bo cóż innego zostaje jak się tylko dostosować?
Pseudonim: Cóż, nie ma jakiegoś racjonalnego zdrobnienia lub utworzenia przezwiska, jednak jeżeli jesteś osobą kreatywną może ci się to uda? Życzę powodzenia.
Nazwisko: Evel
Wiek: Ma już osiemnaście wiosen, mimo tego nie wygląda na tyle i wszystkim, którzy mylnie zakładają niższą grupę wiekową musi uświadamiać swój wiek za czym nie przepada.
Płeć: Wydaje mi się że kobieta, bo chyba nie musi tego udowadniać, no nie?
Orientacja: Heteroseksualna
Głos: Twenty One Pilots - Heathens 
Moc: Jest mistrzynią w oszukiwaniu oczu innych - tworzy znakomitą iluzję, co jest wyjątkowo przydatną umiejętnością. Jej kolejną mocą jest manipulowanie zachowaniami innych ludzi. Jest to umiejętność całkowicie niekontrolowana. Uwidacznia się ona tylko w tedy gdy na samą Nihili oddziałują silne emocje. Manipulacja może trwać zaledwie minutę, gdyż po niej ona sama może zemdleć z wycieńczenia - moc ta potrzebuje naprawdę ogromnej ilości energii. Nie kontroluje tej umiejętności, więc może okazać się tragiczna w skutkach.
Pokój: Pokój numer 16
Aparycja: Zacznijmy od tego, że jest to kobieta wyjątkowo niziutka, mierzy ona sobie zaledwie 164 cm wzrostu. Nie dość, że niska to jeszcze niesamowicie drobna. Nie odznacza się, więc wyjątkową siłą, można by powiedzieć w sumie, że żadną. Jej niesamowita drobna budowa, pozwala na wyjątkowy zwinny i szybki bieg. Zawsze gdy wplącze się w jakąś sprzeczkę, nauczyła się by nie atakować, gdyż i tak nie ma sensu, jednak tylko unika ciosów i nic więcej. Wydaje się, że posiada bardzo delikatną cerę, ogółem mówiąc posiada bardzo cienką skórę, przez co jest podatna na wszelkie nawet lekkie zadrapania czy obicia. Nawet najmniejsze obicie jest widoczne w postaci całkiem pokaźnego siniaka. Można sobie wyobrazić gdy za młodu całe jej ciało było posiniaczone i zadrapane. Jednak dojdźmy do samego wyglądu. Cóż, nie da się za nią nie obrócić, prawda? Jej specyficzny i niespotykany wygląd, przyciąga wzrok innych. Tak więc, jest albinoską. Jej cera jak i włosy są pozbawione koloru i jest całkowicie biała. Choruje na albinizm czyli brak pigmentu, który powinien znajdować się w skórze i włosach. Jednak nie można zaprzeczyć, że jest kobietą niesamowicie piękną, czyż nie? Jej twarz wydaje się nieskazitelna, nie tylko na chorobliwie biały kolor, ale i brak innych zanieczyszczeń w postaci pryszczy czy tam czego tam jeszcze. Twarz jest owalna, ma delikatne i subtelne rysy twarzy co dodaje jej uroku. Mały, prosty nosek jest całkowicie normalny, nie za duży i jednocześnie nie za mały, można powiedzieć, że jest idealny, bynajmniej dla niej. Jej oczy są wyjątkowo przeszywające, każdemu patrzy w oczy co powoduje nawet lekkie zaniepokojenie w rozmówcy. Ona jednak nigdy nie ma złych zamiarów. Są bardzo wyraziste, duże szare, kryształowe oczy, które potrafią przeszyć i zbadać duszę drugiego człowieka niczym obosieczny miecz. Otaczają je także białe, długie rzęsy, które powodują zaciekawienie. Usta są dopełnieniem. Pełne, delikatne usta, są minimalnie zaróżowione. Jej białe włosy są proste i niewiele dłuższe niż za ramiona. Nie lubi gdy są długie, więc zawsze sama jej sobie przycina nożyczkami, przez co często można zauważyć, że są nierówne. Zazwyczaj są w nieładzie i po prostu najzwyczajniej w świecie są rozczochrane. Grzywka opada na prawe oko, lecz stara się je odsłaniać. Teraz mogła bym opisać sposób jej ubierania się. Od razu pragnę zaznaczyć, fakt iż nie nosi ona spódniczek, jakikolwiek. Ma z tym bardzo żenujące przeżycia z dzieciństwa, więc ma ku temu wyraźne powody. A więc cóż, zacznijmy. Przede wszystkim ubiera się luźno, tak by było jej wygodnie, tak by na przykład bluzka, lub spodnie nie krępowały jej ruchów. Są to zazwyczaj zwyczajne spodnie i luźna bluzka. Jeżeli chodzi o kolorystykę w jakiej można powiedzieć, że są to następujące kolory: szary, granatowy, czarny i biały. Zwyczajne, nie rzucające się w oczy kolory.
Charakter: Cóż, trudno mi będzie opisać Nihili. Umysł: Można by powiedzieć, że swoim umysłem w większości przypomina introwertyka. Często przez to mówi zdanie podobne do tego: ''Nie jestem zła ani smutna ani aspołeczna. Po prostu przez chwilę nie mam ochoty z nikim gadać. I jest ok.'' Więc nie zraź się jej ostrożnością do wszelakiej istoty ludzkiej. Nim z tobą przeprowadzi dłuższy dialog niż trzy zdania, musi cię zbadać, poobserwować. Przede wszystkim musi sprawdzić czy w jakikolwiek sposób jej nie urazisz czy nawet nie wyśmiejesz. Nie widać tego po niej, jednak boi się odrzucenia od danej grupy jeśli dobrze się z nią zaznajomiła. Dla tego też, nie chce się do nikogo i do niczego przywiązywać, ponieważ rozłąka lub takie odrzucenie działa na nią bardzo negatywnie. Najmniejsze zdanie, lub zaledwie słowo potrafi ją urazić, jednak tego nikt nie zobaczy. Zawsze odchodzi, mówiąc, że ma jakąś sprawę do załatwienia, tak naprawdę szuka tylko jakiegoś bezpiecznego, cichego i odosobnionego miejsca, gdzie będzie mogła uronić parę łez. Po czym wraca uśmiechnięta jakby niby nic. Więc, można powiedzieć, że jest delikatna pod tym względem. Zależy także, kto wypowie takie słowa, które ją urażą. Jeżeli powie to osoba zupełnie jej obca i obojętna, nie boi się stanąć w swojej własnej obronie, jednak gdy przykrość sprawi jej osoba bliska, którą dobrze zna i ona ją, nie potrafi się odezwać i powiedzieć swojego zdania. Specjalnie wybiera osoby do których może się odezwać czy podejść. Energia: Możemy więc przejść do omawiania kolejnej kwestii jej charakteru. Przede wszystkim kieruje się swoją intuicją i przeczuciem, które bardzo rzadko ją zawodzą. Nie bardzo wiem, jak opisać to wewnętrzne uczucie, które nią kieruje podczas jakiegoś wyboru, lecz jest ono bardzo silne i bardzo często się mu poddaje. Jednak może z dumą powiedzieć, że bardzo rzadko ją ono zawodzi. Natura: W swoim życiu nie kieruje się zasadami, tak jak większość normalnych ludzi. Ona zaś w większości kieruje się logiką. Jest osobą bardzo inteligentną, dzięki czemu zaskakująco szybko potrafi wymyślić plan awaryjny, gdy coś ją zaskoczy. Każde jej wytłumaczenie i postępowanie jest logicznie uporządkowane, które układa się w logiczną całość. Zawsze szuka innego logicznego wyjścia z trudnej sytuacji w której aktualnie mogłaby się znajdować. Dzięki temu zawsze wyjdzie z tarapatów bez większej krzywdy. Niestety nikt nie docenił jej wyjątkowego umysłu, poza nauczycielką informatyki, która zauważyła jej wyjątkowe umiejętności. Dla tego także, bardzo wkręciła się w informatykę, co niesamowicie się jej podoba i jakże inaczej, została specem od spraw komputerowych jak i od oprogramowania reklam, gdyż okazała się także niezwykle kreatywna. Taktyka: Wyda się to zaiste, dość specyficznym określeniem jednak, ona sama bardzo rzadko cokolwiek planuje. Nie jest to spowodowane jej obojętnością do czegokolwiek, bo naprawdę przejmuje się przypuśćmy, jakąś zaistniałą sytuacją. Ona jednak należy do osób poszukujących. Szuka na ostatnią chwilę rozwiązania i zawsze je znajduje. Tego także nie potrafię dokładnie opisać, jednak Nahili bardzo lubi moment zestresowania swojego własnego organizmu i nagły przypływ ulgi, gdy oblewa jej całe wnętrze, więc i bardzo często tak robi. Identyfikacja: Jej wadą jest bardzo mała doza asertywności. Nie potrafi stanowczo powiedzieć ''nie'', gdy ktoś od niej czegoś oczekuje choć dobrze wie, że ma możliwość odmowy, przez co jest idealną ofiarą dla manipulacji przez innych ludzi. Jednakowoż mogę stwierdzić, że nie jest taką łatwą ofiarą. Jej umysł wypracował wyjątkową zdolność. Jest po prostu czujna. Brzmi to co najmniej dziwnie, ale tak. Jest czujna. Tak jak kot, który zaczaił się na ofiarę, zwraca uwagę na każde słowo, gest, ruch oczu. Bardzo dużą wagę zwraca na mowę werbalną i niewerbalną. Kiedy czuje, że jest coś nie tak, że ktoś ma wobec niej samolubne zamiary po prostu woli odejść. Czuje złe intencje ludzi, co wiele razy pomogło jej w życiu. Czuje w sobie, gdy ktoś chce nią manipulować... Tak więc, opisałam wam codzienną dziewczynę, którą zazwyczaj jest. Jednak zdarzają się ''złe dni'', jak to ona w zwyczaju mówić. Te wspomniane ''złe dni'' to takie dni, kiedy daje upust swoim emocją, gdy nie potrafi więcej znieść psychicznie. Wtedy jest nie do poznania. Zazwyczaj w takie dni, może każdy powiedzieć: ''Nie, dziś jej w ogóle nie widziałem.''. Ona wtedy musi zostać sama. Uważa, że mogłaby komuś wyrządzić krzywdę. Jako, że jej część, niekontrolowanej mocy uwidacznia się gdy szamotają nią silne emocje, zazwyczaj moc ta uaktywnia się we właśnie takie dni. W takich chwilach, potrafi szaleńczo tarzać się po podłodze, krzyczeć tak jakby obdzierano ją ze skóry, przy tym płacząc. Niszczy wszystko co wpadnie w jej ręce. Nie potrafi tego zatrzymać. Kiedyś napad taki, sprawił, że uderzyła pięścią w okno, w rezultacie tucząc szybkę i tnąc sobie rękę. Nie potrafi się uspokoić, ma wtedy przyśpieszony oddech. Łzy do jej oczu napływają w takich ilościach, że cały czas ma zamglony obraz świata. Atak taki kosztuje ją wyjątkowo dużo energii, jednak przy tym aktywuje się jej moc, która także pobiera zasoby jej energii. Po takim więc ataku, potrafi zwyczajnie zasnąć lub w najgorszym wypadku, stracić przytomność. Jak więc przeczuwa takie dni? Po prostu je czuje.
Partner: Cóż, nigdy nie miała partnera, do czego coś głupio się przyznać. Bardzo boi się jakiegokolwiek związku i miłości, która mogła by być także odwzajemniona. Jednak przez to w jakiej rodzinie się wychowała i widziała związek jej przyszywanych rodziców, nie chce. Boi się, że nad nią też ktoś będzie się znęcał psychicznie. Po prostu się tego boi, boi się jakiegokolwiek zbliżenia z drugim człowiekiem.
Rodzina: Wychowana w domu dziecka, jedyne co z tamtego okresu czasu zapamiętała, że przyjaźniła się z dziewczynką albinoską tak jak ona, jednak nie pamięta jak miała na imię. Trafiła do z pozoru ‘’ogniska domowego’’. Starszy brak David, już jako 14 – latek był typowym ćpunem. A w wieku 17 lat trafił do poprawczaka, a w niedługim czasie do więzienia. Nihili nie wie co się z nim dzieje a szkoda, bo wydawał się naprawdę sympatyczny. Matka była zadufaną w sobie osobą, ale jednocześnie bardzo słabą i delikatną psychicznie. Miała bardzo dużo wad, jednak była to jedyna osoba w domu, którą Nihili szczerze pokochała. Niestety zmarła dwa lata temu. Ojciec był najbardziej znienawidzoną przez nią istotą ludzką, jaką miała okazje poznać. Psychicznie znęcał się nad swoją żoną, a jego pierworodny syn nie chciał mieć z nim nic wspólnego no i skończył tak jak skończył. Ostatecznie, matka nie żyje, nie wie co się dzieje z jej bratem, a ojciec… nie chce go znać. Gdyby mogła wykorzystała by utracone okazje by go zabić z zimną krwią i nutką przyjemności.
Zainteresowania: Ma dość nieprawdopodobne hobby, jakim jest parkur miejski. Nikt by się nie spodziewał tak…niebezpiecznego sportu po tak subtelnej dziewczynie? Jednakże uwielbia ten sport i naprawdę dobrze jej wychodzi. Zresztą nikt nie wie o jej ulubionym sporcie i formie spędzania czasu. Jej kolejnymi zajęciami jest gra na skrzypcach i śpiew, tym się raczej zajmuje gdy jest sama. Oh, zapomniała bym! Kolejnym nieprawdopodobnym hobby jest szybkość, a konkretnie od praktycznie małego interesowała się motocyklami, dokładnie rzecz ujmując to ścigaczami. Jej ulubioną marką jest Yamaha, i jej marzeniem jest zakupienie Yamahy R6.
Inne: Panicznie boi się pająków | Bardzo prawdopodobna jest także schizofrenia, gdy zasypia ma odczucie, że jakaś wielka czarna postać stoi nad nią i patrzy się na nią. Świadomość ta, sprawia, że nie potrafi się poruszyć. Stres i strach, który przy tym jej towarzyszy, sprawia, że nie potrafi zasnąć. | Bierze silne leki uspakajające, w niebezpiecznej ilości, dwa razy wylądowała na płukaniu żołądka, gdyż się nimi otruła | Boi się psów, tylko dla tego, że w dzieciństwie jeden ją ugryzł i to taki, do którego miała zaufanie | Uwielbia koty i wszelkie z rodziny kotowatych! | Ma słabość do słodyczy | Potrafi całymi dniami siedzieć przy komputerze. | Posiada wyjątkowo wyostrzone zmysły słuchu i wzroku |
Kontakt: Natka2222