Daniel opuszcza bloga ze względu na własne powody.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 11 grudnia 2016
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Od Daniela cd. Yoshiko
Przez sen słyszałem jak ktoś chodził po pokoju, ale na początku nie miałem najmniejszej ochoty na wstawanie. Byłem zmęczony, senny i miałem ochotę tylko na zaśniecie i posiadanie nadziei, że jednak tym razem nie będą mi się śnić koszmary. Ale zamiast tego usłyszałem jak ktoś odkręca kran. Otworzyłem oczy i się podniosłem. Na początku sądziłem, że to jakiś włamywacz, czy coś takiego, aż przypomniałem sobie o nowej współlokatorce. No tak... pierwsza noc, pewnie nie może spać. Albo to sen, bardzo realny sen.
Pomimo moich bijących się myśli wstałem z łóżka i nie wywarzając na to, iż byłem w samych bokserkach skierowałem się do kuchni, całkowicie bezszelestnie. Niebieskowłosa opierała się o zlew popijając wodę. Nawet mnie nie zauważyła. Oparłem się o próg.
- Czemu nie śpisz? - po tych słowach zakrztusiła się wodą, która musiała wypluć. Odstawiła szklankę na bok i spojrzała na mnie.
- Nie strasz mnie - poprosiła. - Po prostu nie mogę spać - skinąłem głowa. Czyli jednak miałem racje, przyjemne uczucie, chociaż nie do końca. Mój umysł wypełniał jedynie błogi sen, z którego jeszcze nie potrafiłem się wybudzić. - Obudziłam cię? - zapytała, jakby na prawdę było jej przykro. Zaśmiałem się pod nosem i pokiwałem głową.
- Tak - jakoś nie miałem najmniejszej ochoty ukrywać, że to nie prawda, że sobie to tylko wmawia. - Ale też sam wstałem - dodałem, po czym odsunąłem się od ściany i wziąłem do ręki butelkę wody lekko gazowanej. Upiłem kilka łyków, po czym odstawiłem ją z powrotem na ziemie. - Masz zamiar jeszcze dzisiaj usnąć? - zapytałem opierając się znowu o ścianę, aby nie polecieć na ziemię. Gdyby tak się stało, automatycznie bym zasnął.
<Yoshiko?>
Pomimo moich bijących się myśli wstałem z łóżka i nie wywarzając na to, iż byłem w samych bokserkach skierowałem się do kuchni, całkowicie bezszelestnie. Niebieskowłosa opierała się o zlew popijając wodę. Nawet mnie nie zauważyła. Oparłem się o próg.
- Czemu nie śpisz? - po tych słowach zakrztusiła się wodą, która musiała wypluć. Odstawiła szklankę na bok i spojrzała na mnie.
- Nie strasz mnie - poprosiła. - Po prostu nie mogę spać - skinąłem głowa. Czyli jednak miałem racje, przyjemne uczucie, chociaż nie do końca. Mój umysł wypełniał jedynie błogi sen, z którego jeszcze nie potrafiłem się wybudzić. - Obudziłam cię? - zapytała, jakby na prawdę było jej przykro. Zaśmiałem się pod nosem i pokiwałem głową.
- Tak - jakoś nie miałem najmniejszej ochoty ukrywać, że to nie prawda, że sobie to tylko wmawia. - Ale też sam wstałem - dodałem, po czym odsunąłem się od ściany i wziąłem do ręki butelkę wody lekko gazowanej. Upiłem kilka łyków, po czym odstawiłem ją z powrotem na ziemie. - Masz zamiar jeszcze dzisiaj usnąć? - zapytałem opierając się znowu o ścianę, aby nie polecieć na ziemię. Gdyby tak się stało, automatycznie bym zasnął.
<Yoshiko?>
środa, 23 listopada 2016
Od Daniela cd. Kayline
Nawet mówiąc przeprosiny była okropnie wkurzająca. Nie obchodzi mnie to, że nic o niej nie wiem. Mnie obchodzi tylko, żeby przeżyła, a jeśli nie potrafi się obronić i ciągle woła moje imię, abym to ja jej uratował tyłek, to coś w tym musi być. Najgorsze jest to, że zamiast ku*wa iść ze mną, to poszła w całkowicie innym kierunku. Dlaczego dziewczyny muszą być takie irytujące?! Cóż... Nie ważne. Ale teraz co z nią? Z chęcią bym wrócił do domu, do swojego pokoju, do tej niebieskowłosej dziewczyny, która jak na razie wydaje się być najnormalniejsza osobą z całej grupy przedstawicielek płci "pięknej". Ale co z Kayline? Nic do niej nie czuje, jest dla mnie nikim, ale skoro się podjąłem wyzwania, żeby ją chronić i nie dać tej satysfakcji Luksjaninom... To mówiło samo za siebie.
Odeszła już spory kawał drogi gdzieś... nie wiadomo gdzie, ale szybko ją znalazłem, ponieważ wyczuwałem jej energię. Tylko dzięki temu potrafiłem znaleźć ludzi, których chciałem, ponieważ wszyscy wydawali mi się tacy sami - nie tylko z charakteru, ale i z wyglądu. W końcu gdy ją znalazłem, pod postacią cienia nagle pojawiłem się przed nią i zatarasowałem jej przejście.
- Czego? - warknęłam i odwróciła wzrok, w których kryły się krople łez. Znowu? Czyli mam rozumieć że kobiety najpierw wrzeszczą, się wkurzają, wyzywają cię, a potem ryczą? Ja ich na prawdę nigdy nie zrozumiem.
- Słuchaj, mam dość tego wszystkiego. Teraz decyzja należy do ciebie - mówiłem poważnym głosem. - Albo bierzesz się w garść i idziesz ze mną kończąc tym samym cała szopkę, albo się poddajesz i idziesz chu* wie gdzie. Ale wtedy już nie licz na mnie mnie nie wołaj - zarządałem. Chciałem już to skończyć, ponieważ to się coraz bardziej plątało w moim umyśle.
<Kayline? Nic nie wymyślę, więc skończmy już to>
Odeszła już spory kawał drogi gdzieś... nie wiadomo gdzie, ale szybko ją znalazłem, ponieważ wyczuwałem jej energię. Tylko dzięki temu potrafiłem znaleźć ludzi, których chciałem, ponieważ wszyscy wydawali mi się tacy sami - nie tylko z charakteru, ale i z wyglądu. W końcu gdy ją znalazłem, pod postacią cienia nagle pojawiłem się przed nią i zatarasowałem jej przejście.
- Czego? - warknęłam i odwróciła wzrok, w których kryły się krople łez. Znowu? Czyli mam rozumieć że kobiety najpierw wrzeszczą, się wkurzają, wyzywają cię, a potem ryczą? Ja ich na prawdę nigdy nie zrozumiem.
- Słuchaj, mam dość tego wszystkiego. Teraz decyzja należy do ciebie - mówiłem poważnym głosem. - Albo bierzesz się w garść i idziesz ze mną kończąc tym samym cała szopkę, albo się poddajesz i idziesz chu* wie gdzie. Ale wtedy już nie licz na mnie mnie nie wołaj - zarządałem. Chciałem już to skończyć, ponieważ to się coraz bardziej plątało w moim umyśle.
<Kayline? Nic nie wymyślę, więc skończmy już to>
niedziela, 20 listopada 2016
Od Daniela cd. Kayline
Wiedziałem, że tak będzie. No po prostu ja to czułem. Gdy tylko wbiegłem do lasu, wyczułem zagrożenie. Na początku myślałem, że gdzieś nie daleko jest jakiś Luksjanin, ale to nie byli oni. To był jakiś człowiek, ale czego on mógł by chcieć? Nie wiem, później tego też się nie dowiedziałem. Byłem zajęty szukaniem tej dziewuchy. Nie mogłam jej znaleźć, więc w ciągu tej godziny na prawdę daleko musiała się zapuścić. Dlaczego ziemskie kobiety są aż tak głupie?! Nie wyczuwałem jej. Nie potrafiłem jej znaleźć, aż w końcu natrafiłem na jakąś rzekę. Przystanąłem tam, aby się napić zimnej wody. Moją uwagę od razu przykuł mężczyzna, który stał nad kimś. W dłoni trzymał nóż. Widziałem tylko białe włosy ofiary. Białe... jak u Kayline. Zdenerwowałem się nie tylko dlatego, że była bliska śmierci, ale dlatego, że ona tam była. Że mnie nie posłuchała, postawiła na swoim, a teraz krzyczy moje imię, abym ją uratował. O nie. Po tej akcji będzie mi wisieć bardzo wielką przysługę. Czy ja jestem jej niańką? Nigdy nienawidziłem dzieci, a tym bardziej dziewczyn. Zawsze krzyczały bez powodu, bały się zwykłych jaszczurek... I słysząc jej krzyk, śmiech tego mężczyzny, miałem ochotę zabić ich obojgu. Zamieniłem się w cień i w ciągu sekundy znalazłem się przy nim. Złapałem go za szyję i podniosłem. Jednocześnie go dusiłem, jak i wysysałem z niego energię. Widziałem jego wspomnienia, ale nie obchodziły mnie. Gdy go puściłem martwego na ziemię i spojrzałem na dziewczynę, miałem ochotę i z niej wyssać energię. Ale się powstrzymałem. Miała ranę na policzku w postaci ciętej rysy, oraz parę siniaków.
- Potrzebne ci to ku*wa było?! - krzyknąłem zdenerwowany. Zacisnąłem pięści, aby zaraz się na nią nie rzucić. Widziałem łzy w jej oczach, ale nie byłem pewny, czym są spowodowane. Strachem przed mężczyzną, czy przede mną?
- Daniel, ja... - przerwałem jej, bo nawet jej głos dawał mi się we znaki, w postaci coraz to większej złości.
- Mówisz, że ja jestem egoistą, ale ty jesteś jeszcze gorsza! Całkowicie zadufana w sobie księżnisia, która uważa się za najsilniejszą! - zacząłem krzyczeć, aby dać upust złości. - Myślisz, że wiesz wszystko najlepiej?! Proszę cię bardzo! Teraz sama będziesz walczyć o swoje życie. Nie mam zamiaru cię dłużej pilnować, niańczyć i ci dawać rady, które i tak masz w du*ie - zacząłem się uspokajać. Odwróciłem się do niej plecami z zamiarem odejścia. Chciałem wrócić tylko po swój motor i wrócić do akademii. Nie obchodziło mnie już, co się z nią stanie.
<Kayline? Taka mała złość...>
- Potrzebne ci to ku*wa było?! - krzyknąłem zdenerwowany. Zacisnąłem pięści, aby zaraz się na nią nie rzucić. Widziałem łzy w jej oczach, ale nie byłem pewny, czym są spowodowane. Strachem przed mężczyzną, czy przede mną?
- Daniel, ja... - przerwałem jej, bo nawet jej głos dawał mi się we znaki, w postaci coraz to większej złości.
- Mówisz, że ja jestem egoistą, ale ty jesteś jeszcze gorsza! Całkowicie zadufana w sobie księżnisia, która uważa się za najsilniejszą! - zacząłem krzyczeć, aby dać upust złości. - Myślisz, że wiesz wszystko najlepiej?! Proszę cię bardzo! Teraz sama będziesz walczyć o swoje życie. Nie mam zamiaru cię dłużej pilnować, niańczyć i ci dawać rady, które i tak masz w du*ie - zacząłem się uspokajać. Odwróciłem się do niej plecami z zamiarem odejścia. Chciałem wrócić tylko po swój motor i wrócić do akademii. Nie obchodziło mnie już, co się z nią stanie.
<Kayline? Taka mała złość...>
sobota, 19 listopada 2016
Od Daniela cd. Kayline
Dlaczego dziewczyny muszą być takie egoistyczne? Czy ona w ogóle nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji? Nie dość, że sama może jeszcze zginąć, to do tego wyda nasza kryjówkę. Płeć żeńska na tej planecie jest na prawdę głupia. Już rozumiem panujące zasady w tamtym barze. Ale trudno. Ja jej tym razem nie pomogę. Jeśli zginie, trudno. Lepiej dla mnie, baba z wozu, koniu lżej przeszło mi przez myśl gdy usłyszałem zamykanie drzwi. Wzruszyłem ramionami i dalej ubijałem kotlety. Dlaczego? Ponieważ poprosiła mnie o to starsza kobieta. A przecież przydałoby się jej odwdzięczyć za to, że nas w ogóle tu przyjęła. Nawet, jeśli to jest bardzo podejrzane. Ciągle myślałem o niej. A raczej o jej głupocie. Wyobraziłem sobie jak ja znajdują, łapią, a potem się nią bawią. Nawet jeśli pokona jednego czy dwóch, oni nie będą jedyni. Luksjanie bardzo szybko się porozumiewają, a my pomimo iż jesteśmy tak daleko od od szkoły i wszystkich ludzi, jeszcze dalej i tak wiedzą o nas. Bynajmniej o mnie, znają mnie, poznali już dawno temu. Wystarczy im informacja i dziewczynie, a zaatakują każdą, jeśli nie będę wiedzieć która to. Najpierw zwykła zabawa, potem coraz boleśniejsza, aż na końcu śmierć. Skoro tego chce, proszę bardzo.
Schowałem ubite mięso do lodówki, po czym zrobiłem sobie kawę, tak samo jak staruszce, która właśnie przyszła z ogrodu. Dalej nie rozumiałem dlaczego nam pomaga, dlatego też nie powstrzymałem się przez otwarciem ust. Musiałem ją o to zapytać. Przez chwilę w ogóle na mnie nie zwracała uwagi, zmywając naczynia, aż w końcu odłożyła gąbkę i ścierkę.
- Luk to mój bratanek - uśmiechnęła się miło, a ja się zakrztusiłem się kawą. Z trudem ja przełknąłem, a następnie parę razy kaszlnąłem. - Po za tym, chyba nie myślisz, że zwykła staruszka by wpuściła do domu obcych ludzi - usiadła na przeciwko mnie ze szklanką ciepłej herbaty w dłoni.
- No... tak. Właśnie mnie to zastanawiało - wytłumaczyłem jej od razu, próbując przełknąć gulę w gardle, która mnie wręcz dusiła.
- No to już wiesz - wypiła łyk i odstawiła szklankę na stół. - A gdzie ta młoda dziewczyna? - rozejrzała się wokół marszcząc brwi i próbując dostrzec Kayline. Ale jej nie było już od godziny.
- Poszła na spacer do lasu - mruknąłem zirytowany zachowaniem białowłosej. Nie zdziwię się, jeśli w tej chwili ją gwałcą gdzieś przy drzewie, ze związanymi rękoma i porwanymi ubraniami. W sumie... to bym się cieszył. Gdyby przeżyła, miała by nauczkę.
- Próbowałeś ją zatrzymać? - skinąłem głową. - I tak pozwoliłeś jej wyjść? - podniosła nieco głos jakby zdziwiona. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Skoro jest taka głupia, aby zginąć, to nie będę jej zatrzymywał - dalej piłem swoją kawę. Na twarz kobiety wtargnął wyraz niezadowolenia.
- Rozumiem, ale jednak powinieneś iść z nią.
- Szczerze to wolałbym ją już dawno zabić. Nie miał bym problemu - mruknąłem lekko zdenerwowany poradami kobiety.
- To dlaczego tego nie zrobiłeś? - lekko mnie zbiła z tropu, ale tylko podniosłem na nią wzrok. Nie znałem odpowiedzi.
<Kayline? Idę po ciebie!>
Schowałem ubite mięso do lodówki, po czym zrobiłem sobie kawę, tak samo jak staruszce, która właśnie przyszła z ogrodu. Dalej nie rozumiałem dlaczego nam pomaga, dlatego też nie powstrzymałem się przez otwarciem ust. Musiałem ją o to zapytać. Przez chwilę w ogóle na mnie nie zwracała uwagi, zmywając naczynia, aż w końcu odłożyła gąbkę i ścierkę.
- Luk to mój bratanek - uśmiechnęła się miło, a ja się zakrztusiłem się kawą. Z trudem ja przełknąłem, a następnie parę razy kaszlnąłem. - Po za tym, chyba nie myślisz, że zwykła staruszka by wpuściła do domu obcych ludzi - usiadła na przeciwko mnie ze szklanką ciepłej herbaty w dłoni.
- No... tak. Właśnie mnie to zastanawiało - wytłumaczyłem jej od razu, próbując przełknąć gulę w gardle, która mnie wręcz dusiła.
- No to już wiesz - wypiła łyk i odstawiła szklankę na stół. - A gdzie ta młoda dziewczyna? - rozejrzała się wokół marszcząc brwi i próbując dostrzec Kayline. Ale jej nie było już od godziny.
- Poszła na spacer do lasu - mruknąłem zirytowany zachowaniem białowłosej. Nie zdziwię się, jeśli w tej chwili ją gwałcą gdzieś przy drzewie, ze związanymi rękoma i porwanymi ubraniami. W sumie... to bym się cieszył. Gdyby przeżyła, miała by nauczkę.
- Próbowałeś ją zatrzymać? - skinąłem głową. - I tak pozwoliłeś jej wyjść? - podniosła nieco głos jakby zdziwiona. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Skoro jest taka głupia, aby zginąć, to nie będę jej zatrzymywał - dalej piłem swoją kawę. Na twarz kobiety wtargnął wyraz niezadowolenia.
- Rozumiem, ale jednak powinieneś iść z nią.
- Szczerze to wolałbym ją już dawno zabić. Nie miał bym problemu - mruknąłem lekko zdenerwowany poradami kobiety.
- To dlaczego tego nie zrobiłeś? - lekko mnie zbiła z tropu, ale tylko podniosłem na nią wzrok. Nie znałem odpowiedzi.
<Kayline? Idę po ciebie!>
poniedziałek, 14 listopada 2016
Od Daniela cd. Kayline
Pytanie dziewczyny zbiło mnie z tropu, a raczej lekko zdenerwowało. Nigdy nienawidziłem pytań o moją osobowość, charakter, czy tym bardziej przyszłość. A to pytanie było częściowo z nią powiązane. Miałem ochotę ją wyzwać donośnym głosem, jednak ona uprzedziła mnie rzucając lampą. Gdyby nie to, że mam refleks, a same moje ruchy są nadzwyczaj silne, przedmioty by się rozwalały najpierw o mnie, a potem o podłogę. Jestem pewien, że wtedy starsza pani by tu przyszła i nas wyrzuciła, albo chociaż kazała się uspokoić.
Kayline wróciła do oglądania tych bachorów. Gdy mówiła w ten sposób o dzieciach, było to ohydne. Nigdy nie lubiłem dzieci, wręcz przeciwnie. Nienawidziłem ich. Były to małe chodzące potwory, które miałem ochotę udusić. Ale jednak dawno temu pomogłem jednego uciec, to chyba, aż tak źle o mnie nie świadczy, prawda?
- Sam nie wiem - mruknąłem w końcu siadając na poprzednie miejsce i obserwując ją. Spojrzała na mnie kątem oka, ale gdy napotkała mój morderczy wzrok, zaraz wróciła do bawiących się dzieci.
- Jak można nie wiedzieć? - zapytała dalej oczekując ode mnie odpowiedzi. Miałem ochotę albo w nią rzucić czymś, tylko na tyle mocno, aby wyleciała przez to okno, rozbijając przy tym szybę z hukiem i strasząc te małe smarkacze, albo wrócić do akademika, do swojego pokoju i oglądnąć coś z tą niebieskowłosą dziewczyną, która jak na razie najmniej mnie denerwowała. Na razie.
- A uważasz, że brutalność jest egoizmem? - skoro chciała odpowiedzi, sama musiała mi na coś odpowiedzieć. Przytaknęła nie odrywając wzroku. Nie rozumiałem, co ją tak zahipnotyzowało w tym dzieciakach. - To tak - odparłem i położyłem nogi na biurko. Zamknąłem oczy i oddałem się spokojowi, który trwał... trzy sekundy?
- A dlaczego brutalność? - usłyszałem jej pytanie. Westchnąłem zrezygnowany. Nie rozumiem, dlaczego jej odpowiadam. Może temu, że już wie kim jesteś, wydałem sam siebie i teraz nie ma żadnego sensu ukrywania tego? Na jedno wychodzi. I tak jestem już skończony i będę musiał ją na prawdę pilnować, żeby nie zrobiła niczego głupiego. Ale jeśli będę musiał, nie zawaham się ją wykończyć. Tym bardziej, gdy znam jej umiejętność, wiem, że nie da mi rady. Arumianie podczas wchłania czyjeś energii, mogą wejść w ich umysł. Zapewne jakoś wykorzystam to, ale na razie, zająłem się dobraniem odpowiednich słów.
- Dziecko jest głupie, a ja nie rozumiałem żadnych uczuć, ani niczego innego. Po prostu lubiłem dręczyć, bić, wkurzać, czasem zabijać. Nie współczułem nikomu i nikt mnie nie obchodził. Teraz też tak jest, ale nie zabijam ludzi dla zabawy, czy ich nie ranie psychicznie lub fizycznie - wytłumaczyłem. - Teraz to robię, gdy zajdzie potrzeba - dodałem
Otworzyłem jedno oko, aby na nią spojrzeć i jakoś wyczytać z jej twarzy, czy mam się szykować na kolejne pytanie, czy da już sobie z tym spokój. Niech lepiej gapi się na te bachory.
<Kayline? Jeszcze jakieś pytania?>
Kayline wróciła do oglądania tych bachorów. Gdy mówiła w ten sposób o dzieciach, było to ohydne. Nigdy nie lubiłem dzieci, wręcz przeciwnie. Nienawidziłem ich. Były to małe chodzące potwory, które miałem ochotę udusić. Ale jednak dawno temu pomogłem jednego uciec, to chyba, aż tak źle o mnie nie świadczy, prawda?
- Sam nie wiem - mruknąłem w końcu siadając na poprzednie miejsce i obserwując ją. Spojrzała na mnie kątem oka, ale gdy napotkała mój morderczy wzrok, zaraz wróciła do bawiących się dzieci.
- Jak można nie wiedzieć? - zapytała dalej oczekując ode mnie odpowiedzi. Miałem ochotę albo w nią rzucić czymś, tylko na tyle mocno, aby wyleciała przez to okno, rozbijając przy tym szybę z hukiem i strasząc te małe smarkacze, albo wrócić do akademika, do swojego pokoju i oglądnąć coś z tą niebieskowłosą dziewczyną, która jak na razie najmniej mnie denerwowała. Na razie.
- A uważasz, że brutalność jest egoizmem? - skoro chciała odpowiedzi, sama musiała mi na coś odpowiedzieć. Przytaknęła nie odrywając wzroku. Nie rozumiałem, co ją tak zahipnotyzowało w tym dzieciakach. - To tak - odparłem i położyłem nogi na biurko. Zamknąłem oczy i oddałem się spokojowi, który trwał... trzy sekundy?
- A dlaczego brutalność? - usłyszałem jej pytanie. Westchnąłem zrezygnowany. Nie rozumiem, dlaczego jej odpowiadam. Może temu, że już wie kim jesteś, wydałem sam siebie i teraz nie ma żadnego sensu ukrywania tego? Na jedno wychodzi. I tak jestem już skończony i będę musiał ją na prawdę pilnować, żeby nie zrobiła niczego głupiego. Ale jeśli będę musiał, nie zawaham się ją wykończyć. Tym bardziej, gdy znam jej umiejętność, wiem, że nie da mi rady. Arumianie podczas wchłania czyjeś energii, mogą wejść w ich umysł. Zapewne jakoś wykorzystam to, ale na razie, zająłem się dobraniem odpowiednich słów.
- Dziecko jest głupie, a ja nie rozumiałem żadnych uczuć, ani niczego innego. Po prostu lubiłem dręczyć, bić, wkurzać, czasem zabijać. Nie współczułem nikomu i nikt mnie nie obchodził. Teraz też tak jest, ale nie zabijam ludzi dla zabawy, czy ich nie ranie psychicznie lub fizycznie - wytłumaczyłem. - Teraz to robię, gdy zajdzie potrzeba - dodałem
Otworzyłem jedno oko, aby na nią spojrzeć i jakoś wyczytać z jej twarzy, czy mam się szykować na kolejne pytanie, czy da już sobie z tym spokój. Niech lepiej gapi się na te bachory.
<Kayline? Jeszcze jakieś pytania?>
niedziela, 13 listopada 2016
Od Daniela cd. Kayline
Słuchałem z uwagą dziewczyny o tym, o czym mówiła. Opowiadała o swoim demonie, koszmarach, przekształcaniu snów, oraz o swojej rodzinie i podłości ludzi. Gdy skończyła dalej siedziała na łące, a ja stałem nad nią, jak jakiś pan i władca, a ona była moją podwładną.
- Rozumiem - odparłem w końcu. - Przynajmniej znasz podłość ludzi - wzruszyłem ramionami i usiadłem obok niej. Milczeliśmy. Patrzyłem się przed siebie, na tą chatkę, w której znaleźliśmy nocleg. Starsza pani była taka miłą, że pozwoliła dwóm obcym osobom przespać się w swoim domu. Nad dachem rozciągała się piękna łuna złożona z nocy i milionów gwiazd. To było przepiękne. Przypomniałem sobie jak kiedyś słyszałem historię o naszej planecie. Tam gwiazdy świeciły jeszcze piękniej, jakby chciały nam ukazać całe swe piękno, a od innych planet się odwrócić. Przypomniałem sobie z opowieści wielki księżyc, które zawsze był w pełni i rozświetlał całe miasto tak, że nawet lampy nie był potrzebne. A gdy niebo było zachmurzone, to jednak można było ujrzeć jasne cienie przebijających się gwiazd. Chciałbym kiedyś to zobaczyć... westchnąłem w myślach.
Dopiero teraz przypomniałem sobie o dziewczynie, która także się przyglądała temu wszystkiemu.
- Nie uważasz, że to trochę dziwne? - zacząłem temat, któy ciągle mnie dręczył.
- Czyli? - spojrzała na mnie zdziwiona, a ja wskazałem dom.
- No pomyśl - zacząłem. - Samotna staruszka, która zapewne przed niczym już się nie obroni, wpuszcza do domu dwóch obcych ludzi, którym pomaga zostać na parę dni - wytłumaczyłem jej swoje dostrzeżenia.
- No jeśli spojrzeć z tej strony... - odparła po chwili.
Zerknąłem na nią kątem oka, po czym wstałem.
- Idziesz, czy będziesz tu siedzieć? - zapytałem wkładając ręce do kieszeni i stając nad nią.
Chwilę milczała, aż w końcu wstała i bez słowa dołączyła do mnie. Zaczęliśmy wracać do domu. Otworzyliśmy cicho drzwi, aby nie obudzić kobiety, po czym weszliśmy po stromych schodach, aż do pokoju. Dziewczyna podeszła do łóżka, a ja usiadłem na kanapie wiedząc, że już nie zasnę.
<Kayline? Nic nie mogę wymyślić...>
- Rozumiem - odparłem w końcu. - Przynajmniej znasz podłość ludzi - wzruszyłem ramionami i usiadłem obok niej. Milczeliśmy. Patrzyłem się przed siebie, na tą chatkę, w której znaleźliśmy nocleg. Starsza pani była taka miłą, że pozwoliła dwóm obcym osobom przespać się w swoim domu. Nad dachem rozciągała się piękna łuna złożona z nocy i milionów gwiazd. To było przepiękne. Przypomniałem sobie jak kiedyś słyszałem historię o naszej planecie. Tam gwiazdy świeciły jeszcze piękniej, jakby chciały nam ukazać całe swe piękno, a od innych planet się odwrócić. Przypomniałem sobie z opowieści wielki księżyc, które zawsze był w pełni i rozświetlał całe miasto tak, że nawet lampy nie był potrzebne. A gdy niebo było zachmurzone, to jednak można było ujrzeć jasne cienie przebijających się gwiazd. Chciałbym kiedyś to zobaczyć... westchnąłem w myślach.
Dopiero teraz przypomniałem sobie o dziewczynie, która także się przyglądała temu wszystkiemu.
- Nie uważasz, że to trochę dziwne? - zacząłem temat, któy ciągle mnie dręczył.
- Czyli? - spojrzała na mnie zdziwiona, a ja wskazałem dom.
- No pomyśl - zacząłem. - Samotna staruszka, która zapewne przed niczym już się nie obroni, wpuszcza do domu dwóch obcych ludzi, którym pomaga zostać na parę dni - wytłumaczyłem jej swoje dostrzeżenia.
- No jeśli spojrzeć z tej strony... - odparła po chwili.
Zerknąłem na nią kątem oka, po czym wstałem.
- Idziesz, czy będziesz tu siedzieć? - zapytałem wkładając ręce do kieszeni i stając nad nią.
Chwilę milczała, aż w końcu wstała i bez słowa dołączyła do mnie. Zaczęliśmy wracać do domu. Otworzyliśmy cicho drzwi, aby nie obudzić kobiety, po czym weszliśmy po stromych schodach, aż do pokoju. Dziewczyna podeszła do łóżka, a ja usiadłem na kanapie wiedząc, że już nie zasnę.
<Kayline? Nic nie mogę wymyślić...>
sobota, 12 listopada 2016
Od Daniela cd. Kayline
Wszystko płonie. Domy, lasy, krzaki, samochody... wszystko. Nawet ludzie... Nie licząc Żarówek, my płoniemy żywym ogniem. Stoję na środku ulicy, a wokół mnie trwa wojna. Arumianie przeciwko Luksjanon, gdy ta przebrzydła rasa wtargnęła do naszego świata. Statkami kosmicznymi najpierw rozwalała większe budynki, potem oni zjawili się na naszej ziemi. Nie byliśmy niczego świadomi, gdy nagle nas zaatakowali. Dzieci uciekają, dorośli walczą... ale my przegrywamy. Jest ich więcej, są silniejsi, a my... giniemy. I ja zaczynam uciekać. Biegnę ile sił w nogach, aż dobiegam do lasu. Wszystko nagle znika, panuje ciemność. Widzę tylko ich. Te cholerne Żarówki, które zaczynają we mnie strzelać kulami światła. Staram się robić uniki, ale coś jakby mnie spowalnia. Nie mogę się nawet porządnie poruszyć. Moje ciało przegrywa z samym sobą. Czuje ból, okropne pieczenie. Czuje zapach krwi, a gdy podnoszę ręce do twarzy, widzę szkarłatną krew. Zaczynam krzyczeć, chce uciekać, ale nie mogę. Coś mnie trzyma przy ziemi, gdy nagle nie dostaje czymś w głowę. Upadam na ziemię i widzę stopę. Podnoszę, a raczej przechylał głowę. Ktoś mi w tym pomaga, ciągnąc mnie za włosy. Przede mną pojawia się ich władca, którego imienia, albo chociaż pseudonimu nie mogę sobie przypomnieć. Pluje we mnie, a ja czuję, jakby był to kwas. Rzuca mnie o ścianę i wtedy... wszystko jaśnieje. Mogę poruszać ciałem, mam nad nim całkowitą kontrolę. Zaczynam biec, aby uciec od niego. Aby jednak przeżyć, ale nic nie widzę. Wszędzie jest ciemno, a on biegnie za mną. Przede mną pojawiają się inni, a ja zmieniam swoją trasę. Widzę powieszone ciała moich braci i sióstr, ich krew leżała na ziemi, gdy martwi leżeli na polu bitwy, a ja próbowałem uciec. Zaczynam czuć do siebie nienawiść, że nie mogłem nic z tym zrobić. Dalej biegnę ile sił w nogach, ale coś zaczyna mnie ciągnąć do tyłu. Odwracam głowę i widzę ich całe wojsko, które mnie goni. Potykam się o własne nogi i uderzam twarzą o kamień...
A w rzeczywistości ląduje twarzą na ziemi, spadając z piętrowego łóżka...
<Kayline? Ech... brak weny>
A w rzeczywistości ląduje twarzą na ziemi, spadając z piętrowego łóżka...
<Kayline? Ech... brak weny>
Od Daniela cd. Yoshiko
Żadne z nas się nie odzywało przez całą drogę. Doszliśmy do akademii dopiero na wieczór, a to wszystko bardzo mnie bawiło. Głównie jej strach i to poczucie winy czy czegoś tam. To było urocze, ale nie zmienia faktu, że jednak nie przepadam za dziewczynami. Każda jest taka sama. Dopiero gdy doszliśmy do pokoju dziewczyna zaczęła mnie przepraszać. Widać było, że było jej głupio, a jej aura przybrała granatowy kolor, czyli wstyd. Jak uroczo...
- Zapewne by cię zgwałcili, a potem zabili. Równie dobrze mogli cię sprzedać jako prostytutkę, ale zostawić na pastwę losu - odpowiedziałem jej o tym, czego rzekomo nie chciała nawet myśleć.
Zamilkła i odwróciła głowę speszona. Uśmiechnęłam się lekko siadając na krześle i ziewając przeciągle. Potem już się nie odezwała ani słowem, tylko usiadła na łóżku i skuliła nogi. Zapewne sobie to wszystko wyobraziła, ale ja nie czułem żadnego sumienia. No może trochę, ale miałem do tego wszystkiego prawo. Dopiero po paru minutach ciszy, gdy w oczach Yoshiko zobaczyłem łzy, przełamałem się. Wstałem i podszedłem do szafy wyciągając z niej bokserki, w których miałem zamiar spać. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Zerknęłam na mnie kątem oka, ale szybko odwróciła wzrok.
- Ej, młoda - szturchnąłem ją lekko łokciem. - Nie przejmuj się nimi. Oni, ani nikt inny cię nie skrzywdzi. Dopilnuje tego - odparłem, po czym wstałem i ruszyłem w stronę łazienki. - Prędzej to ja ci coś zrobię - dodałem z uśmiechem wchodząc do łazienki. Lubiłem nie tylko denerwować, irytować i straszyć innych, ale głównie sprawdzać ich reakcje na wszystko. Nie dość, że mogłam robić to, co mi się żywnie podoba, to jeszcze miałem z tego wielką satysfakcję i uciechę.
Rozciągnąłem się. Zdjąłem z siebie ubrania i wskoczyłem pod prysznic. Oblałem się chłodną wodą, a potem ciepłą. Umyłem włosy i ciało, a potem cała piana spływała po mnie. Zakręciłem wodę i wyszedłem na kafelki. Wytarłem się ręcznikiem i takie tam, po czym wyszedłem z łazienki w samych bokserkach. Nie miałem zamiaru długo siedzieć, wolałem się przespać po tych ciężkich dniach.
<Yoshiko?>
- Zapewne by cię zgwałcili, a potem zabili. Równie dobrze mogli cię sprzedać jako prostytutkę, ale zostawić na pastwę losu - odpowiedziałem jej o tym, czego rzekomo nie chciała nawet myśleć.
Zamilkła i odwróciła głowę speszona. Uśmiechnęłam się lekko siadając na krześle i ziewając przeciągle. Potem już się nie odezwała ani słowem, tylko usiadła na łóżku i skuliła nogi. Zapewne sobie to wszystko wyobraziła, ale ja nie czułem żadnego sumienia. No może trochę, ale miałem do tego wszystkiego prawo. Dopiero po paru minutach ciszy, gdy w oczach Yoshiko zobaczyłem łzy, przełamałem się. Wstałem i podszedłem do szafy wyciągając z niej bokserki, w których miałem zamiar spać. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Zerknęłam na mnie kątem oka, ale szybko odwróciła wzrok.
- Ej, młoda - szturchnąłem ją lekko łokciem. - Nie przejmuj się nimi. Oni, ani nikt inny cię nie skrzywdzi. Dopilnuje tego - odparłem, po czym wstałem i ruszyłem w stronę łazienki. - Prędzej to ja ci coś zrobię - dodałem z uśmiechem wchodząc do łazienki. Lubiłem nie tylko denerwować, irytować i straszyć innych, ale głównie sprawdzać ich reakcje na wszystko. Nie dość, że mogłam robić to, co mi się żywnie podoba, to jeszcze miałem z tego wielką satysfakcję i uciechę.
Rozciągnąłem się. Zdjąłem z siebie ubrania i wskoczyłem pod prysznic. Oblałem się chłodną wodą, a potem ciepłą. Umyłem włosy i ciało, a potem cała piana spływała po mnie. Zakręciłem wodę i wyszedłem na kafelki. Wytarłem się ręcznikiem i takie tam, po czym wyszedłem z łazienki w samych bokserkach. Nie miałem zamiaru długo siedzieć, wolałem się przespać po tych ciężkich dniach.
<Yoshiko?>
Od Daniela cd. Kayline
Nie miałem pomysłu gdzie moglibyśmy pojechać. Hotel i takie budynki byłby by zbyt widoczne i oklepane przy okazji. Gdyby ktoś chciał, z łatwością by nas znalazł. Ponieważ nienawidziłem, gdy ktoś mnie obserwował, chciałem zgubić ochroniarzy Luka. Wiem, że to by było ryzykowne, ale sam sobie poradzę na razie. Jechałem krętą drogą, ciągle zmieniając trasę. Było to przydatne także wtedy, gdyby ktoś inny nas jeszcze śledził. W końcu dziewczyna sama kazała mi się zatrzymać, co zrobiłem. Zsiadła z motoru i zapukała do jakiejś chaty. Otworzyła jej staruszka, która była trochę dziwna... Była bardzo miła i pozwoliła nam u siebie zostać na jakiś czas. No ale kto normalny pozwala obcym ludziom zostać u siebie od tak? Nie wyczuwałem w niej ani Luksjanina, ani Arumianina. Nie byłem nawet pewny, czy była człowiekiem, bo to było bardzo podejrzane. Ale nie miałem zamiaru w to interweniować. Potrzebowałem snu...
Dziewczyna położyła się na mnie grożąc mi, że jeśli jej nie ustąpię, będę zmuszony spać pod nią. Myśli, że to zadziała?
- Nie dajesz mi wyboru - odparłem zrezygnowany, a na jej twarzy zobaczyłem uśmiech zwycięstwa. - Będę z tobą spał kotek - objąłem ją mocno ramionami i przytuliłem do siebie. Przy okazji dałem jej buziaka w czółko, na co zaczęła się zrywać.
- Puszczaj mnie zboczeńcu! - zaczęła się wyrywać, co mnie okropne bawiło. Nie puszczałem jej, tylko dalej trzymałem przy sobie z zamkniętymi oczami.
- Biedaczka... - udałem przejętego. - Miałaś zły koszmar? - zapytałem ją jak małe dziecko.
- Zaraz ty będziesz miał zły koszmar! - wykrzyczała i dalej próbowała się oswobodzić.
- Nie złość się, to szkodzi urodzie - i w jednej sekundzie zniknąłem z pod niej i stanąłem przy łóżku.
- Jak się uspokoisz, daj znać mała - odparłem wychodząc z pokoju.
<Kayline?>
Dziewczyna położyła się na mnie grożąc mi, że jeśli jej nie ustąpię, będę zmuszony spać pod nią. Myśli, że to zadziała?
- Nie dajesz mi wyboru - odparłem zrezygnowany, a na jej twarzy zobaczyłem uśmiech zwycięstwa. - Będę z tobą spał kotek - objąłem ją mocno ramionami i przytuliłem do siebie. Przy okazji dałem jej buziaka w czółko, na co zaczęła się zrywać.
- Puszczaj mnie zboczeńcu! - zaczęła się wyrywać, co mnie okropne bawiło. Nie puszczałem jej, tylko dalej trzymałem przy sobie z zamkniętymi oczami.
- Biedaczka... - udałem przejętego. - Miałaś zły koszmar? - zapytałem ją jak małe dziecko.
- Zaraz ty będziesz miał zły koszmar! - wykrzyczała i dalej próbowała się oswobodzić.
- Nie złość się, to szkodzi urodzie - i w jednej sekundzie zniknąłem z pod niej i stanąłem przy łóżku.
- Jak się uspokoisz, daj znać mała - odparłem wychodząc z pokoju.
<Kayline?>
Od Daniela cd. Yoshiko
Kobiety były na prawdę denerwujące, a najbardziej to chyba te ładne. Aż żałowałem, że w ogóle wylądowaliśmy paręnaście lat temu na tej planecie. Ziemskie kobiety są najgorsze w galaktyce. Już nasze "potwory" były o wiele lepsze, mądrzejsze, mniej irytujące. Albo takie, albo były lesbijkami. Cóż... Takie koleje losu. Oczywiście ruszyłam za tym bachorem, ponieważ ciągle szła w złym kierunku. A dokładniej kierowała się do całkowicie innej dzielnicy, która ne słynęła z dobroci czy kwiatków. Istniał tam jeden z największych zakładów karny w odrębnie stu czy dwustu kilometrów. Stosowano tam najgorsze kary, a czasem nawet uśmiercali więźniów. Nie wierzę, ze była taka głupia i szła w tą stronę. Dlatego też ruszyłem za nią pod postacią cienia, aby jednak wróciła żywa. Może i była okropnie denerwująca, ale jeśli ma ją ktoś zniszczyć, to tylko ja. Energia człowieka zawsze jest mi potrzebna, a jej z łatwością bym to odebrał.
W końcu wyszła z lasu i weszła na ulicę, gdzie od razu zainteresowała się nią grupa mężczyzn. Zaczęła uciekać ile sił w nogach, ale widocznie nie było przystosowana do tak długich ucieczek, ponieważ po dziesięciu minutach trafiła w ślepą uliczkę i wyglądała, jakby się dusiła. Zamknęła oczy i zaczęli do niej podchodzić.
- Daniel, dlaczego nie ma ciebie akurat teraz? - podniosłem jedną brew ku górze zdziwiony jej słowami. No w sumie... tylko ja bym ją obronił, ale jednak to było nieco zabawne. Najpierw krzyczy i każe mi odejść, że sobie sama poradzi, a teraz chciałaby, abym przy niej był?
- Dlaczego dziewczyny muszą być takie popaprane? A najbardziej te ładne? - powiedziałem na głos, na co ona otworzyła oczy i się zaczęła rozglądać. Mężczyźni zignorowali mnie, albo nie usłyszeli. Największe podszedł do niej i złapał ją za brodę podnosząc ją do góry, a drugą rękę kierując na jej intymne miejsce. W ciągu sekundy znalazłem się za nim chwytając go za spodnie i odciągając go od niej, tym samym podnosząc go do góry i rzucając nim o ścianę.
- Co jest? - zaśmiałem się tylko i wymierzyłem mocnego kopniaka w twarz drugiego, gdy trzeci złapał dziewczynę w piersiach. Złapałem jego za rękę i ja wykręciłem pod dziwnym kątem.
- Zamknij oczy - powiedziałem do dziewczyny. Bez żadnego sprzeciwu zrobiła to, próbując powstrzymać łzy. Odwróciłem się do nich i stanąłem w lekkim rozkroku.
- Kim ty ku*wa jesteś? - całą bandą ruszyli na mnie. Dwóch po bokach złapałem za szyję i podniosłem, dusząc ich przy tym. Ten z nad przeciwka wymierzył we mnie pięścią, ale ja uchyliłem głowę w dół i uderzyłem nią o jego płuca, dzięki czemu nie mógł przez jakiś czas oddychać, a raczej miał z tym ogromne problemy. Rzuciłem nimi o ziemię, słysząc chrupot kości, a tego z przodu przyciągnąłem do siebie wysysając z niego energię. To samo zrobiłem z resztą, gdy leżeli i jęczeli z bólu. Martwe ciała leżały na ziemi, gdy ja odwróciłem się do niej.
- Czyli mam rozumieć, że dalej sobie sama poradzisz? - zacząłem. - Tylko uważaj gdzie stąpasz. W tym regionie roi się od takich - dodałem i zacząłem iść w stronę wyjścia z tej uliczki.
<Yoshiko?>
W końcu wyszła z lasu i weszła na ulicę, gdzie od razu zainteresowała się nią grupa mężczyzn. Zaczęła uciekać ile sił w nogach, ale widocznie nie było przystosowana do tak długich ucieczek, ponieważ po dziesięciu minutach trafiła w ślepą uliczkę i wyglądała, jakby się dusiła. Zamknęła oczy i zaczęli do niej podchodzić.
- Daniel, dlaczego nie ma ciebie akurat teraz? - podniosłem jedną brew ku górze zdziwiony jej słowami. No w sumie... tylko ja bym ją obronił, ale jednak to było nieco zabawne. Najpierw krzyczy i każe mi odejść, że sobie sama poradzi, a teraz chciałaby, abym przy niej był?
- Dlaczego dziewczyny muszą być takie popaprane? A najbardziej te ładne? - powiedziałem na głos, na co ona otworzyła oczy i się zaczęła rozglądać. Mężczyźni zignorowali mnie, albo nie usłyszeli. Największe podszedł do niej i złapał ją za brodę podnosząc ją do góry, a drugą rękę kierując na jej intymne miejsce. W ciągu sekundy znalazłem się za nim chwytając go za spodnie i odciągając go od niej, tym samym podnosząc go do góry i rzucając nim o ścianę.
- Co jest? - zaśmiałem się tylko i wymierzyłem mocnego kopniaka w twarz drugiego, gdy trzeci złapał dziewczynę w piersiach. Złapałem jego za rękę i ja wykręciłem pod dziwnym kątem.
- Zamknij oczy - powiedziałem do dziewczyny. Bez żadnego sprzeciwu zrobiła to, próbując powstrzymać łzy. Odwróciłem się do nich i stanąłem w lekkim rozkroku.
- Kim ty ku*wa jesteś? - całą bandą ruszyli na mnie. Dwóch po bokach złapałem za szyję i podniosłem, dusząc ich przy tym. Ten z nad przeciwka wymierzył we mnie pięścią, ale ja uchyliłem głowę w dół i uderzyłem nią o jego płuca, dzięki czemu nie mógł przez jakiś czas oddychać, a raczej miał z tym ogromne problemy. Rzuciłem nimi o ziemię, słysząc chrupot kości, a tego z przodu przyciągnąłem do siebie wysysając z niego energię. To samo zrobiłem z resztą, gdy leżeli i jęczeli z bólu. Martwe ciała leżały na ziemi, gdy ja odwróciłem się do niej.
- Czyli mam rozumieć, że dalej sobie sama poradzisz? - zacząłem. - Tylko uważaj gdzie stąpasz. W tym regionie roi się od takich - dodałem i zacząłem iść w stronę wyjścia z tej uliczki.
<Yoshiko?>
piątek, 11 listopada 2016
Od Daniela cd. Yoshiko
Załatwiłem tego chłopaka. Po paru minutach "sprzeczki" opadł na ziemię nieprzytomny, a ja zacząłem wracać do akademii, nie mając zamiaru zabierać go ze sobą. Niech tam leży, aż sam się obudzi - a się obudzi, to jest pewne. Może i było mi trudno przestać wysysać z niego energię, ale gdy udało mi się usunąć jego wspomnienie, odepchnąłem go do siebie. Upadł nieprzytomny na ziemie i tyle. A ja usatysfakcjonowany, że wszystko poszło zgodnie z moimi myślami, zacząłem wracać, gdy nie trafiłem na dziewczynę.
- Yoshiko? Co ty tu robisz? - zapytałem zdziwiony jej obecnością. Czyżby posunęła się do tego, aby mnie śledzić? Źle zrobiła... bardzo źle. Mnie się nie szpieguje...
- Ja... Poszłam na spacer... Ale się zgubiłam... - jej głos się nieco trząsł, ale minimalnie. Zapewne gdybym był zwykłym człowiekiem, uwierzyłbym jej. Ale jej aura przybrała koloru kłamstwa.
- Bez kurtki? - dopytywałem się. Byłem ciekaw, ile wytrzyma
- Miałam iść tylko na chwilę. Ale mówię, że się zgubiłam - podniosłem jedną brew i dałem sobie spokój. W sumie takie coś byłoby możliwe, ale ja widzę jej aurę, więc mnie nigdy nie oszuka. W tej chwili także. Podszedłem do niej bliżej, a ona odsunęła się o krok, przełykając gulę w gardle.
- To słodkie, że próbujesz kłamać - dalej szedłem w jej stronę, a ona się odsuwała do tyłu. Gdy stuknęła się plecami z drzewem, nie miała gdzieś uciec. Podszedłem do niej blisko i się nachyliłem nad jej twarzą. - Mnie nie okłamiesz. Tak samo, mnie się nie śledzi kochana - jeszcze chwilę tak stałem nad nią, aż w końcu podniosłem głowę i się wyprostowałem. - Za karę, radź sobie sama - po tych słowach zamieniłem się w cień i zniknąłem z jej oczu. Zaczęła się rozglądać, a potem mruczała coś pod nosem, idąc w przeciwną stronę od akademii. To było zabawne. Ruszyłem za nią. Co jakiś czas się odwracała, ale nawet gdy kierowała na mnie wzrok, nie widziała mnie, bo byłem cieniem. Szła przed siebie, aż nie wyczułem wilka... Podszedłem do dziewczyny i stanąłem obok niej, gdy ona nawet sobie nie zdawała z tego sprawy. Zapewne dalej mnie przeklinała w myślach, gdy deszcz ją moczył. W końcu przed nami, a raczej przed nią pojawiło się zwierzę. Strach ją zmroził i zaczęła się cofać. Dlatego też stanąłem przed nią i ujawniłem się, ale dalej jako cień. Gdy Yoshiko wywróciła się o własne nogi i upadła na ziemię, ja przybrałem prawdziwą postać Arumianina, na co zwierzę uciekło. Potem odwróciłem się do dziewczyny jako człowiek. - Wiesz, że szłaś w przeciwną stronę? - zapytałem jakby nigdy nic.
<Yoshiko?>
- Yoshiko? Co ty tu robisz? - zapytałem zdziwiony jej obecnością. Czyżby posunęła się do tego, aby mnie śledzić? Źle zrobiła... bardzo źle. Mnie się nie szpieguje...
- Ja... Poszłam na spacer... Ale się zgubiłam... - jej głos się nieco trząsł, ale minimalnie. Zapewne gdybym był zwykłym człowiekiem, uwierzyłbym jej. Ale jej aura przybrała koloru kłamstwa.
- Bez kurtki? - dopytywałem się. Byłem ciekaw, ile wytrzyma
- Miałam iść tylko na chwilę. Ale mówię, że się zgubiłam - podniosłem jedną brew i dałem sobie spokój. W sumie takie coś byłoby możliwe, ale ja widzę jej aurę, więc mnie nigdy nie oszuka. W tej chwili także. Podszedłem do niej bliżej, a ona odsunęła się o krok, przełykając gulę w gardle.
- To słodkie, że próbujesz kłamać - dalej szedłem w jej stronę, a ona się odsuwała do tyłu. Gdy stuknęła się plecami z drzewem, nie miała gdzieś uciec. Podszedłem do niej blisko i się nachyliłem nad jej twarzą. - Mnie nie okłamiesz. Tak samo, mnie się nie śledzi kochana - jeszcze chwilę tak stałem nad nią, aż w końcu podniosłem głowę i się wyprostowałem. - Za karę, radź sobie sama - po tych słowach zamieniłem się w cień i zniknąłem z jej oczu. Zaczęła się rozglądać, a potem mruczała coś pod nosem, idąc w przeciwną stronę od akademii. To było zabawne. Ruszyłem za nią. Co jakiś czas się odwracała, ale nawet gdy kierowała na mnie wzrok, nie widziała mnie, bo byłem cieniem. Szła przed siebie, aż nie wyczułem wilka... Podszedłem do dziewczyny i stanąłem obok niej, gdy ona nawet sobie nie zdawała z tego sprawy. Zapewne dalej mnie przeklinała w myślach, gdy deszcz ją moczył. W końcu przed nami, a raczej przed nią pojawiło się zwierzę. Strach ją zmroził i zaczęła się cofać. Dlatego też stanąłem przed nią i ujawniłem się, ale dalej jako cień. Gdy Yoshiko wywróciła się o własne nogi i upadła na ziemię, ja przybrałem prawdziwą postać Arumianina, na co zwierzę uciekło. Potem odwróciłem się do dziewczyny jako człowiek. - Wiesz, że szłaś w przeciwną stronę? - zapytałem jakby nigdy nic.
<Yoshiko?>
Od Daniela cd. Yoshiko
Szczerze? Nie wiedziałem o co jej chodzi. I wtedy wydała mi się jak reszta kobiet. Eh... a jednak nadzieja jest matką głupich. Dlaczego baby muszą się obrażać z byle powodu? Co lepsze, gdy je o to zapytasz, dlaczego są na ciebie złe, odpowiedział ci, że nie są. A potem patrzą na ciebie spod byka chcąc się zabić wzrokiem... Jak dobrze, że nie jestem dziewczyną. Nienawidziłbym się sam siebie, a to by było głupie. Bym musiał wtedy zmienić płeć. W tej chwili sam sobie się nie dziwie, dlaczego wolę mężczyzn.
Na początku to ja miałem okropny humor, gdy wyszedłem z pokoju. Dlaczego? W porównaniu do niej, miałem powód. Ponieważ wydała mi się inna, lepsza od innych kobiet, a jednak było wręcz przeciwnie. Ech... Chyba nigdy ich nie zrozumiem. "Na ratunek" przyszedł mój stary kolega. Nie chodzi on do tej szkoły, ale tak samo jak ja, jest Arumianinem. Spotkałem go przypadkiem w barze. Widujemy się bardzo rzadko, ponieważ on pracuje na pełny etat w całkowicie innym mieście i nigdy nie ma czasu. Teraz koleś dał mu dzień wolnego, z czego od razu skorzystał. Ucieszyło mnie to, że postanowił ten dzień spędzić ze mną. Aż żałowałem, że nie był chociażby biseksualny. Był młodszy, mniejszy, a do tego strasznie słodziutki. Już dużo razy dostałem od niego w łeb, gdy chciałem się chociaż do niego przytulić. Uznał mnie za geja, co w sumie mu nie przeszkodziło w zadawaniu się ze mną.
Teraz gdy dziewczyna poszła do siebie, a ja dalej siedziałem w swoim pokoju z Thomas'em, bo tak miał na imię mój jedyny przyjaciel, zaczęliśmy oglądać film. Po nim niestety musiał wracać spotkać się z dziewczyną. Gdy o tym usłyszałem, chciałem wiedzieć, jak może z nimi wytrzymywać.
- Lata praktyki staruszki - zaśmiał się w samym progu. - Po za tym, ich nigdy nie zrozumiesz. Trzeba mieć do nich dużo cierpliwości - i wyszedł żegnając się ze mną.
Potem miałem spędzić resztę dnia u siebie, jednak nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Dziewczyna zignorowała tego kogoś, a gdy ja podszedłem do drzwi, aż się zaśmiałem. Czyżby sądził, że jednak bym mu oddał Kamień Energii? Ha! Nadzieja matką głupich pomyślałem otwierając drzwi.
- Wiesz co? Załatwmy to jak mężczyźni - stwierdziłem.
Postanowiłem z nim wyjść i dać mu małą nauczkę... Oczywiście nie miałem zamiaru go pobić na śmierć, czy o ogółem zabić. Raczej chodziło mi o to, że zabiorę od niego nieco energii dla siebie i usunę z jego wspomnień moment, w którym kiedykolwiek słyszał o tym przedmiocie. Nie miałem zamiaru go oddawać.
<Yoshiko? On nic nie rozumie xd>
Na początku to ja miałem okropny humor, gdy wyszedłem z pokoju. Dlaczego? W porównaniu do niej, miałem powód. Ponieważ wydała mi się inna, lepsza od innych kobiet, a jednak było wręcz przeciwnie. Ech... Chyba nigdy ich nie zrozumiem. "Na ratunek" przyszedł mój stary kolega. Nie chodzi on do tej szkoły, ale tak samo jak ja, jest Arumianinem. Spotkałem go przypadkiem w barze. Widujemy się bardzo rzadko, ponieważ on pracuje na pełny etat w całkowicie innym mieście i nigdy nie ma czasu. Teraz koleś dał mu dzień wolnego, z czego od razu skorzystał. Ucieszyło mnie to, że postanowił ten dzień spędzić ze mną. Aż żałowałem, że nie był chociażby biseksualny. Był młodszy, mniejszy, a do tego strasznie słodziutki. Już dużo razy dostałem od niego w łeb, gdy chciałem się chociaż do niego przytulić. Uznał mnie za geja, co w sumie mu nie przeszkodziło w zadawaniu się ze mną.
Teraz gdy dziewczyna poszła do siebie, a ja dalej siedziałem w swoim pokoju z Thomas'em, bo tak miał na imię mój jedyny przyjaciel, zaczęliśmy oglądać film. Po nim niestety musiał wracać spotkać się z dziewczyną. Gdy o tym usłyszałem, chciałem wiedzieć, jak może z nimi wytrzymywać.
- Lata praktyki staruszki - zaśmiał się w samym progu. - Po za tym, ich nigdy nie zrozumiesz. Trzeba mieć do nich dużo cierpliwości - i wyszedł żegnając się ze mną.
Potem miałem spędzić resztę dnia u siebie, jednak nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Dziewczyna zignorowała tego kogoś, a gdy ja podszedłem do drzwi, aż się zaśmiałem. Czyżby sądził, że jednak bym mu oddał Kamień Energii? Ha! Nadzieja matką głupich pomyślałem otwierając drzwi.
- Wiesz co? Załatwmy to jak mężczyźni - stwierdziłem.
Postanowiłem z nim wyjść i dać mu małą nauczkę... Oczywiście nie miałem zamiaru go pobić na śmierć, czy o ogółem zabić. Raczej chodziło mi o to, że zabiorę od niego nieco energii dla siebie i usunę z jego wspomnień moment, w którym kiedykolwiek słyszał o tym przedmiocie. Nie miałem zamiaru go oddawać.
<Yoshiko? On nic nie rozumie xd>
Od Daniela cd. Yoshiko
Uwielbiałem wywierać taki stres na ludziach. Dzięki temu, że aktorstwo mam opanowane, udało mi się zmylić dziewczynę. W rzeczywistości nie oczekiwałem żadnej nagrody, po prostu byłem ciekaw, co jej przyjdzie do głowy i czy będzie myślała jak wszystkie inne. Z łatwością dałem jej do zrozumienia, że wiem czego chcę, ale jej nie powiem. A w rzeczywistości chciałem jedynie znać jej reakcje i przy okazji nagrodę, którą się okazał całus w policzek. Słodkie.
Nagle usłyszałem jak ktoś woła dziewczynę. Był to głośny, ale dość piskliwy głosik, jakby dziecięcy. Gdy podniosłem głowę, zobaczyłem czarnowłosą i nieco młodszą i mniejsza Yoshiko. Puściłem niebieskowłosą, po czym spojrzałem się w stronę tej nowej dziewczyny. Na jej twarzy malowała się radość, a na twarzy mojej towarzyszki zdziwienie.
- Ayame? - zapytała, a obca podbiegła do nas radośnie śmiejąc się.
- Cześć siostrzyczko! - patrzyłem na tą scenkę, gdzie dwie dziewczyny się przytulają i takie tam. Jednak Yoshiko wyglądała jakby na zdziwioną i jednocześnie speszoną, jakby czegoś chciała uniknąć. Dowiedziałem się czego, gdy nagle Ayame zaczęła wypytywać o mnie. To twój chłopak? Gdzie się poznaliście? Kochasz go? Jak masz na imię? Dlaczego podoba ci się Yoshiko? Zaczęło mi się wydawać, że zaraz zacznie skakać wokół nas i obsypywać kwiatkami, na przykład stokrotkami, a my mamy się trzymać za raczki i całować. Ta dziewucha zaczynała mnie denerwować... Mówiła takim radosnym, piskliwym i wkurwia*ącym głosem, że musiałem się jej jakoś pozbyć.
- Nie jesteśmy razem - zacząłem, jednak ona utrzymywała swoje, mówiąc, że kłamie, bo widziała, jak mnie całowała. Postanowiłem zmienić podejście. - Masz rację, kłamię - złapałem Yoshiko i przyciągnąłem ją do siebie, obejmując w talii. - A wiesz czemu? Bo jest bardzo radosna i ładna. Tak jak ty - uśmiechnąłem się chytrze i dalej trzymając przy sobie niebieskowłosą, przyciągnąłem do siebie jej siostrę. - I wiesz.... w mojej kulturze dozwolony jest harem kochanieńka - niebezpiecznie się nad nią nachyliłem.
- Zostaw mnie zboku! - krzyknęła próbując się wyrwać. Na twarzy Yoshiko widziałem delikatne rozbawienie.
- Ale poczekaj... Skoro jestem z twoją siostrą, z tobą też mogę być - przysunąłem swoje usta do jej i je lekko przygryzłem. Zaczęła krzyczeć i się wiercić.
- Zostaw mnie! Dobra! Nie jesteście razem! Zostaw mnie! - krzyczała. Nachyliłem się nad jej uchem.
- No nie mogę mała - zniżyłem ręce do jej pośladków.
Zaczęła jeszcze głośniej krzyczeć, a ja nagle spoważniałem.
- To teraz słuchaj. Nie denerwuj mnie i swojej siostry. Jeśli jeszcze raz cię zobaczę, wyrucham cię tak, że nie będziesz mogła siąść przez tydzień - zagroziłem, a ona nagle uciekła. Wtedy puściłem i Yoshiko. Odwróciłem się do niej, ona także była nieco wystraszona. - Twoja siostra raczej nei przypadła mi do gustu - powiedziałem spokojnym tonem, aby jej nie wystraszyć. - Nie lubię takich dziewuch - dodałem nie zważając na fakt, że to jej siostra.
<Yoshiko?>
Nagle usłyszałem jak ktoś woła dziewczynę. Był to głośny, ale dość piskliwy głosik, jakby dziecięcy. Gdy podniosłem głowę, zobaczyłem czarnowłosą i nieco młodszą i mniejsza Yoshiko. Puściłem niebieskowłosą, po czym spojrzałem się w stronę tej nowej dziewczyny. Na jej twarzy malowała się radość, a na twarzy mojej towarzyszki zdziwienie.
- Ayame? - zapytała, a obca podbiegła do nas radośnie śmiejąc się.
- Cześć siostrzyczko! - patrzyłem na tą scenkę, gdzie dwie dziewczyny się przytulają i takie tam. Jednak Yoshiko wyglądała jakby na zdziwioną i jednocześnie speszoną, jakby czegoś chciała uniknąć. Dowiedziałem się czego, gdy nagle Ayame zaczęła wypytywać o mnie. To twój chłopak? Gdzie się poznaliście? Kochasz go? Jak masz na imię? Dlaczego podoba ci się Yoshiko? Zaczęło mi się wydawać, że zaraz zacznie skakać wokół nas i obsypywać kwiatkami, na przykład stokrotkami, a my mamy się trzymać za raczki i całować. Ta dziewucha zaczynała mnie denerwować... Mówiła takim radosnym, piskliwym i wkurwia*ącym głosem, że musiałem się jej jakoś pozbyć.
- Nie jesteśmy razem - zacząłem, jednak ona utrzymywała swoje, mówiąc, że kłamie, bo widziała, jak mnie całowała. Postanowiłem zmienić podejście. - Masz rację, kłamię - złapałem Yoshiko i przyciągnąłem ją do siebie, obejmując w talii. - A wiesz czemu? Bo jest bardzo radosna i ładna. Tak jak ty - uśmiechnąłem się chytrze i dalej trzymając przy sobie niebieskowłosą, przyciągnąłem do siebie jej siostrę. - I wiesz.... w mojej kulturze dozwolony jest harem kochanieńka - niebezpiecznie się nad nią nachyliłem.
- Zostaw mnie zboku! - krzyknęła próbując się wyrwać. Na twarzy Yoshiko widziałem delikatne rozbawienie.
- Ale poczekaj... Skoro jestem z twoją siostrą, z tobą też mogę być - przysunąłem swoje usta do jej i je lekko przygryzłem. Zaczęła krzyczeć i się wiercić.
- Zostaw mnie! Dobra! Nie jesteście razem! Zostaw mnie! - krzyczała. Nachyliłem się nad jej uchem.
- No nie mogę mała - zniżyłem ręce do jej pośladków.
Zaczęła jeszcze głośniej krzyczeć, a ja nagle spoważniałem.
- To teraz słuchaj. Nie denerwuj mnie i swojej siostry. Jeśli jeszcze raz cię zobaczę, wyrucham cię tak, że nie będziesz mogła siąść przez tydzień - zagroziłem, a ona nagle uciekła. Wtedy puściłem i Yoshiko. Odwróciłem się do niej, ona także była nieco wystraszona. - Twoja siostra raczej nei przypadła mi do gustu - powiedziałem spokojnym tonem, aby jej nie wystraszyć. - Nie lubię takich dziewuch - dodałem nie zważając na fakt, że to jej siostra.
<Yoshiko?>
Od Daniela cd. Yoshiko
Pierwszy raz spotkałem się z takim czymś. Nigdy w życiu nie rzucałem samolotami, a co dopiero "transportowałem" jakieś wiadomości, jak dziewczyna. stała ode mnie w pewnej odległości, a gdy zrobiłem krok do przodu, ona się cofnęła. Na początku niczego nie rozumiałem, bo to było dla mnie dziwne, ale jednocześnie zabawne, bo nowe. Robiłem parę kroków do przodu, raz jeden, potem dwa, potem znowu jeden, potem trzy, następnie był skok. Ona to wszystko robiła tak samo, tyle, że to tyłu. Uśmiechnęłam się lekko, gdy dostałem kolejny samolot z wieścią Jesteś strasznie wolny. Spojrzałem na nią i ruszyłem trochę szybciej, aż w końcu Yoshiko była zmuszona się odwrócić i biec, bo ja ruszyłem za nią. Zazwyczaj takich zabaw używałem, gdy chciałem się pożywić, a ofiara nagle mi się wymsknęła i zaczynała uciekać. Teraz było podobnie. Ja gonię, a ona ucieka. Tyle, że Yoshi się uśmiechała i śmiała, a ja chciałem ją tylko złapać, a nie wyssać z niej energię. Była szybka i wytrzymała, niestety nie dla mnie był wysiłek fizyczny przez astmę. Z tym sobie radziłem, gdy szedłem na polowanie. Brałem dwa "łyki" z inhalatora i mogłem biec. A tutaj? Niestety nie przewidziałem takiej zabawy, przez co nie wziąłem ani jednej porcji. Dlatego też musiałem się zatrzymać i ochłonąć, gdy tylko poczułem zmęczenie. Nie chciałem paść na ziemię, tylko dlatego, że wziąłem ze sobą inhalatora. Normalnie bym przemienił się w cień i w ciągu jednej czy dwóch sekund znalazłbym się w pokoju. A tutaj? Jak niby mam to zrobić przy dziewczynie?
Zatrzymałem się. Oparłem ręce na kolanach i zwiesiłem specjalnie głowę. Zaczęłam głęboko oddychać.
- Daniel, wszystko dobrze? - usłyszałem głos, a kroki się zbliżały. Uśmiechnąłem się sam do siebie, gdy dziewczyna była wystarczająco mnie blisko. Szybko się podniosłem i złapałem ją za rękę, przyciągając do siebie. Od razu przestałem sapać, zamiast tego uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Musze uważać, bo mam astmę - odparłem wpatrując się w jej oczy i tak młodą twarzyczkę. Była na prawdę ładna, a jej oczy hipnotyzujące. Aż chciał bym ją posmakować... - To teraz chyba należy mi się jakaś nagroda? - nachyliłem się niebezpiecznie blisko jej twarzy z chytrym uśmieszkiem.
Dziewczyna chwilę milczała także wpatrzona we mnie.
- A mówiłam coś o nagrodzie? - podniosła jedną brew z lekkim uśmiechem.
- Nie, ale nie puszczę cię, dopóki jej nie dostanę - zaśmiałem się i bardziej ją do siebie przytuliłem, obejmując mocno, ale nie za bardzo, aby ją nie udusić.
<Yoshiko?>
Zatrzymałem się. Oparłem ręce na kolanach i zwiesiłem specjalnie głowę. Zaczęłam głęboko oddychać.
- Daniel, wszystko dobrze? - usłyszałem głos, a kroki się zbliżały. Uśmiechnąłem się sam do siebie, gdy dziewczyna była wystarczająco mnie blisko. Szybko się podniosłem i złapałem ją za rękę, przyciągając do siebie. Od razu przestałem sapać, zamiast tego uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Musze uważać, bo mam astmę - odparłem wpatrując się w jej oczy i tak młodą twarzyczkę. Była na prawdę ładna, a jej oczy hipnotyzujące. Aż chciał bym ją posmakować... - To teraz chyba należy mi się jakaś nagroda? - nachyliłem się niebezpiecznie blisko jej twarzy z chytrym uśmieszkiem.
Dziewczyna chwilę milczała także wpatrzona we mnie.
- A mówiłam coś o nagrodzie? - podniosła jedną brew z lekkim uśmiechem.
- Nie, ale nie puszczę cię, dopóki jej nie dostanę - zaśmiałem się i bardziej ją do siebie przytuliłem, obejmując mocno, ale nie za bardzo, aby ją nie udusić.
<Yoshiko?>
czwartek, 10 listopada 2016
Od Daniela cd. Yoshiko
Film jak film. Nie był jakiś najlepszy, ale też nie najgorszy. Najbardziej podobał mi się jeden z drugoplanowych bohaterów, który ciągle robił coś głupiego. Przez jego postać zastanawiałem się, czy to nie jest komedia, ale widząc takie krwawe sceny zaczynałem to wątpić. Byłem skupiony na filmie, bo chciałem zapomnieć o tym chłopaku, a tym bardziej o rzeczy, jaką mi dał, a raczej sprzedał. Co to było? Nieskończona Energia. Tak się nazywał kamień, który trzymałem w pewnym miejscu, gdzie nikt go nie powinien znaleźć. chyba, że komuś się zechcę wybijać kafelki w łazience. Potrzebowałem go. Od jakiegoś czasu moje pożądanie staje się coraz większe, silniejsze i nie okiełznane. Ta rzecz pomaga mi w utrzymaniu stabilności, abym nie musiał codziennie latać do miasta, dwa razy w dniu, aby się pożywić i ugasić swoje pragnienie.
Gdy film się skończył, dziewczyna zaproponowała wyjście do parku. Nie miałem temu nic przeciwko. Zgodziłem się i zszedłem z łóżka. Ona poszła na chwilę do łazienki, a ja ubrałem tylko buty i kurtkę. Gdy Yoshiko wyszła z łazienki, poszedłem szybko się odlać i zamoczyłem twarz w chłodnej wodzie, aby się ogarnąć. Gdy obydwoje byliśmy już gotowi, wyszliśmy na zewnątrz. Po drodze spotkałem jeszcze tego typa, jednak nie zawahał się do mnie podejść, widząc mnie z nią.teraz wiedział, ze przy niej nic nie zrobi, a mnie tylko zdenerwuje. Nic więcej. Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się wpierw na chodnik.
- Tak w ogóle to jak podoba ci się miasto? - zapytałem, aby zacząć jakąs rozmowę.
<Yoshiko?>
Gdy film się skończył, dziewczyna zaproponowała wyjście do parku. Nie miałem temu nic przeciwko. Zgodziłem się i zszedłem z łóżka. Ona poszła na chwilę do łazienki, a ja ubrałem tylko buty i kurtkę. Gdy Yoshiko wyszła z łazienki, poszedłem szybko się odlać i zamoczyłem twarz w chłodnej wodzie, aby się ogarnąć. Gdy obydwoje byliśmy już gotowi, wyszliśmy na zewnątrz. Po drodze spotkałem jeszcze tego typa, jednak nie zawahał się do mnie podejść, widząc mnie z nią.teraz wiedział, ze przy niej nic nie zrobi, a mnie tylko zdenerwuje. Nic więcej. Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się wpierw na chodnik.
- Tak w ogóle to jak podoba ci się miasto? - zapytałem, aby zacząć jakąs rozmowę.
<Yoshiko?>
Od Daniela cd. Yoshiko
Ten koleś był całkowicie popaprany. Wbija mi się do pokoju gdy jestem zajęty? On chyba nie ceni swojego życia, ale skoro tak, z chęcią bym go skrócił. Ale w zasadach mam, że nie zabijam uczniów tej akademii. A szkoda. Był jeszcze głupszy od Luksajnina.
- Czego chcesz? - stanąłem w progu nie pozwalając mu wejść do pokoju.
- Ty dobrze wiesz czego! Masz mi to oddać! - wykrzyknął. Gdy miałem zamiar się z nim zacząć kłócić, usłyszałem za plecami głos dziewczyny, który pytał, czy zatrzymać film. to na chwile mnie zdezorientowało, przez co chłopak schylił się i przeszedł pod moim ramieniem. Wszedł w głąb pokoju gotowy do kłótni. Jednak gdy chcesz się ze mną kłócić, musisz być przygotowany na walkę, ponieważ nie nalezę do tych najspokojniejszych ludzi.
- Nie, nie trzeba - odpowiedziałem dziewczynie, jednak gdy zobaczyła obcego, powiedziała z uśmiechem, że jednak zaczeka. Musze przyznać, że w sumie to mi się spodobało. Może w końcu trafiła mi się dziewczyna niezapatrzona w siebie, egoistyczna, uważająca się za lepszą. Może świat jednak nie jest taki duży, jaki się wydaje?
- Chcę odzyskać to, co moje! Oddawaj mi! - utrzymywał swoje. Spojrzałem kątem oka na dziewczynę, która przyglądała nam się. Przygryzłem wargę i zacisnąłem pięści.
- Sam mi to dałeś, więc teraz nie oczekuj, że ci to oddam - zmarszczył brwi i chciał mnie chwycić za kołnierz. Ale zamiast tego złapałem go za rękę i pociągnąłem do góry tak, że wisiał nad ziemią. Był ode mnie niższy, a tym bardziej bardziej lekki i słabszy. Ale pomimo tego uważał się za bohatera, po kiedyś przypadkowo uratował dziewczynę z pożaru, dzięki swojej mocy.
- Wiem i to był błąd. Chce to teraz odzyskać! - krzyknął nie tracąc zimnej krwi. Eh... Przy dziewczynie tego nie załatwię. Nie pozwolę, aby ona dowiedziała się o moich czarnych interesach i takich sprawach. Jest pierwszą normalna dziewczyną na jaką wpadłem i nie mam zamiaru stracić to przez jednego idiotę, takiego jak on. Dlatego też wyrzuciłem go z mieszkania - dosłownie. Puściłem go i otwarłem drzwi, po czym do niego wróciłem i chwytając za fraki, rzuciłem nim.
- Nie załatwisz tego gdy ona tu jest. A jeśli komukolwiek coś powiesz, a tym bardziej jej, zginiesz - w moich oczach zatańczyły krwiożercze płomienie, gdy nachyliłem się nad jego uchem, tym samym mocno zaciskając dłoń na jego szyi. Gdy go puściłem, chwilę stałem nad nim, aż sobie nie odpuścił.
- Ja tego tak nie zostawię - powiedział na odchodne.
Wróciłem do pokoju i usiadłem na łóżku, próbując wyminąć jej ciekawe spojrzenie. Widocznie chciała o coś, a raczej o kogoś zapytać, ale odpuściła sobie. I dobrze. Włączyłem film i kontynuowaliśmy oglądanie.
<Yoshi? :3>
- Czego chcesz? - stanąłem w progu nie pozwalając mu wejść do pokoju.
- Ty dobrze wiesz czego! Masz mi to oddać! - wykrzyknął. Gdy miałem zamiar się z nim zacząć kłócić, usłyszałem za plecami głos dziewczyny, który pytał, czy zatrzymać film. to na chwile mnie zdezorientowało, przez co chłopak schylił się i przeszedł pod moim ramieniem. Wszedł w głąb pokoju gotowy do kłótni. Jednak gdy chcesz się ze mną kłócić, musisz być przygotowany na walkę, ponieważ nie nalezę do tych najspokojniejszych ludzi.
- Nie, nie trzeba - odpowiedziałem dziewczynie, jednak gdy zobaczyła obcego, powiedziała z uśmiechem, że jednak zaczeka. Musze przyznać, że w sumie to mi się spodobało. Może w końcu trafiła mi się dziewczyna niezapatrzona w siebie, egoistyczna, uważająca się za lepszą. Może świat jednak nie jest taki duży, jaki się wydaje?
- Chcę odzyskać to, co moje! Oddawaj mi! - utrzymywał swoje. Spojrzałem kątem oka na dziewczynę, która przyglądała nam się. Przygryzłem wargę i zacisnąłem pięści.
- Sam mi to dałeś, więc teraz nie oczekuj, że ci to oddam - zmarszczył brwi i chciał mnie chwycić za kołnierz. Ale zamiast tego złapałem go za rękę i pociągnąłem do góry tak, że wisiał nad ziemią. Był ode mnie niższy, a tym bardziej bardziej lekki i słabszy. Ale pomimo tego uważał się za bohatera, po kiedyś przypadkowo uratował dziewczynę z pożaru, dzięki swojej mocy.
- Wiem i to był błąd. Chce to teraz odzyskać! - krzyknął nie tracąc zimnej krwi. Eh... Przy dziewczynie tego nie załatwię. Nie pozwolę, aby ona dowiedziała się o moich czarnych interesach i takich sprawach. Jest pierwszą normalna dziewczyną na jaką wpadłem i nie mam zamiaru stracić to przez jednego idiotę, takiego jak on. Dlatego też wyrzuciłem go z mieszkania - dosłownie. Puściłem go i otwarłem drzwi, po czym do niego wróciłem i chwytając za fraki, rzuciłem nim.
- Nie załatwisz tego gdy ona tu jest. A jeśli komukolwiek coś powiesz, a tym bardziej jej, zginiesz - w moich oczach zatańczyły krwiożercze płomienie, gdy nachyliłem się nad jego uchem, tym samym mocno zaciskając dłoń na jego szyi. Gdy go puściłem, chwilę stałem nad nim, aż sobie nie odpuścił.
- Ja tego tak nie zostawię - powiedział na odchodne.
Wróciłem do pokoju i usiadłem na łóżku, próbując wyminąć jej ciekawe spojrzenie. Widocznie chciała o coś, a raczej o kogoś zapytać, ale odpuściła sobie. I dobrze. Włączyłem film i kontynuowaliśmy oglądanie.
<Yoshi? :3>
Od Daniela cd. Kayline
Czyli mam jeszcze z nią spędzić trochę dużo czasu, abyśmy przeżyli, a raczej, żebym to ja utrzymał ja przy życiu. Mam ochotę ją zabić zniszczyć tych wszystkich Luksjan żyjących na tej ziemi i mieć wreszcie święty spokój. No ale w końcu gdyby ne oni, moje życie było by nie tylko nudne, ale mój organizm nie należał do najsilniejszych. W końcu te chodzące żarówki mają najlepsze naładowanie na świecie! Chociaż... jestem ciekawy, ile bym miał możliwości, po pożywieniu się takim Lukiem... Ale tego nie sprawdzę. To jedyny człowiek, który może mi i jej uratować dupę, wiec lepiej, żeby został przy życiu.
Założyłem na głowę kask, tak jak dziewczyna i wsiadłem na motor. Czułem, jak się trzęsie z zimna, ale jedyne co jej poradziłem, to żeby się we mnie wtuliła i tyle. Nie zbyt mnie obchodziło, czy zamarznie czy nie. A nawet jeśli tak się stanie, wrócę do poprzedniego życiu, nie przejmując się jakąkolwiek dziewczyną. Nigdy ich nie lubiłem, chociaż należały do tych ciekawszych ludzi. Ale jednak ten ich egoizm, myśl, że potrafią wszystko najlepiej i takie tam, dobijały mnie i miałem chęć wyrżnąć je do ostatniego ciała, aż w całym świecie zostaną tylko mężczyźni. Ale tak nie można, bo z kim większość będą się pieprzyć? Nie każdemu pasje chłopak, jak mi.
Droga była na prawdę długa, albo tylko mi się tak dłużyło. Jechałem przez dwa miasta i trzy wsie, minąłem dwa odludzia, jeden las, a reszta to były pola. Nic więcej. Czasem się zatrzymywałem, aby się odlać, albo żeby dziewczyna się wysikała. Tylko raz stanąłem by coś przegryźć. Nie byłem zbyt głodny, a to ja trzymałem w dłoniach kierownicę.
<Kayline?>
Założyłem na głowę kask, tak jak dziewczyna i wsiadłem na motor. Czułem, jak się trzęsie z zimna, ale jedyne co jej poradziłem, to żeby się we mnie wtuliła i tyle. Nie zbyt mnie obchodziło, czy zamarznie czy nie. A nawet jeśli tak się stanie, wrócę do poprzedniego życiu, nie przejmując się jakąkolwiek dziewczyną. Nigdy ich nie lubiłem, chociaż należały do tych ciekawszych ludzi. Ale jednak ten ich egoizm, myśl, że potrafią wszystko najlepiej i takie tam, dobijały mnie i miałem chęć wyrżnąć je do ostatniego ciała, aż w całym świecie zostaną tylko mężczyźni. Ale tak nie można, bo z kim większość będą się pieprzyć? Nie każdemu pasje chłopak, jak mi.
Droga była na prawdę długa, albo tylko mi się tak dłużyło. Jechałem przez dwa miasta i trzy wsie, minąłem dwa odludzia, jeden las, a reszta to były pola. Nic więcej. Czasem się zatrzymywałem, aby się odlać, albo żeby dziewczyna się wysikała. Tylko raz stanąłem by coś przegryźć. Nie byłem zbyt głodny, a to ja trzymałem w dłoniach kierownicę.
<Kayline?>
Od Daniela cd. Yoshiko
Uśmiechnąłem się sam do siebie. Nie dość, że ją wykorzystałem, to jeszcze zdobyłem jej sympatię. Gdybym czuł coś takiego jak sumienie, zapewne teraz bym się wstydził i kłócił sam ze sobą, aż bym nie doszedł do żadnego porządnego wytłumaczenia czy rozwiązania. Jednak gdy dziewczyna wspomniała o tym, że ugotuje mi coś, od razu zapomniałem o całej sprawie.
- Zrób co chcesz - usiadłem na łóżku i się położyłem, wpierw zdejmując buty i kurtkę z ciała. Zostawiłem to wszystko na korytarzu i nieco zmęczony całym tym chodzeniem, postanowiłem sobie chociaż chwilę odpocząć.
- No dobrze - jej głoś był przyjazny dla ucha, tak więc znowu się sam do siebie uśmiechnąłem zamknąwszy oczy. Do głowy wpadła mi myśl, że zaraz będę się czuł jak król, pan i władca, który przy swoim boku ma piękną gosposię. Aż to przypominały mi się w filmy o takich panach domu i pięknych sprzątaczkach, które miały zazwyczaj krótką spódniczkę, a potem gdy mężczyzna się nudził i miał ochotę, zabawiał się z kobietą. Ale tutaj tak nie było i nawet nie śmiem tak zrobić.Gdy dziewczyna poszła robić obiad, ja nagle straciłem kontakt z rzeczywistością i oddałem się snowi, który bardzo szybko mnie nawiedził.
Biegnę ile sił w nogach, mając nadzieję, że zgubili mnie. Że są daleko w tyle, a ja przeskakuje przez wielki mur, na który nie mam pojęcia jak się wspiąłem. Zeskakuje i pierwszy raz nie odczuwam strachu, gdzie wyląduje, ponieważ na dole nic nie ma. Znowu pustka, ciemność, która ogarnęła miasto, spowiła wszystko i wszystkich, oprócz mnie. Lecę przez parę sekund, aż w końcu ląduje na piasku. A raczej w ruchowych piaskach. Aby się wydostać, chwytam się liny, która zwisa z czarnego nieba i ciągnę. Nic się nie dzieje, aż w końcu lina sama zaczyna się ciągnąć ku górze. Wydostaje się i nie mogę się puścić. Dalej lecę w górę, jakbym chciał dotrzeć do gwiazd. A w rzeczywistości ktoś mnie ciągnie, ale kto? Nie wiem. Nagle lina się zrywa, a ja zaczynam spadać, aż ląduje w wodzie. Nie mogę płynąc, czuję, jak coś mnie ciągnie w dół, a moje powietrze w płucach powoli się kończy. Wypuszczam resztę, gdy próbuj krzyczeć, widząc wieloryba. Ale zamiast tego tylko bąbelki zaczynają ulatywać ku górze, a potwór otwiera paszczę i zagryza ją na moim ciele.
- Daniel! - zerwałem się, nie wiedząc co się dzieje. - Gotowe! - usłyszałem znajomy głos i dopiero po chwili, gdy wszystko wróciło do normy, wszystko sobie przypomniałem, poszedłem do kuchni, gdzie dziewczyna skończyła przygotowywać jedzenie. Pachniało nieziemsko.
<Yoshiko?>
- Zrób co chcesz - usiadłem na łóżku i się położyłem, wpierw zdejmując buty i kurtkę z ciała. Zostawiłem to wszystko na korytarzu i nieco zmęczony całym tym chodzeniem, postanowiłem sobie chociaż chwilę odpocząć.
- No dobrze - jej głoś był przyjazny dla ucha, tak więc znowu się sam do siebie uśmiechnąłem zamknąwszy oczy. Do głowy wpadła mi myśl, że zaraz będę się czuł jak król, pan i władca, który przy swoim boku ma piękną gosposię. Aż to przypominały mi się w filmy o takich panach domu i pięknych sprzątaczkach, które miały zazwyczaj krótką spódniczkę, a potem gdy mężczyzna się nudził i miał ochotę, zabawiał się z kobietą. Ale tutaj tak nie było i nawet nie śmiem tak zrobić.Gdy dziewczyna poszła robić obiad, ja nagle straciłem kontakt z rzeczywistością i oddałem się snowi, który bardzo szybko mnie nawiedził.
Biegnę ile sił w nogach, mając nadzieję, że zgubili mnie. Że są daleko w tyle, a ja przeskakuje przez wielki mur, na który nie mam pojęcia jak się wspiąłem. Zeskakuje i pierwszy raz nie odczuwam strachu, gdzie wyląduje, ponieważ na dole nic nie ma. Znowu pustka, ciemność, która ogarnęła miasto, spowiła wszystko i wszystkich, oprócz mnie. Lecę przez parę sekund, aż w końcu ląduje na piasku. A raczej w ruchowych piaskach. Aby się wydostać, chwytam się liny, która zwisa z czarnego nieba i ciągnę. Nic się nie dzieje, aż w końcu lina sama zaczyna się ciągnąć ku górze. Wydostaje się i nie mogę się puścić. Dalej lecę w górę, jakbym chciał dotrzeć do gwiazd. A w rzeczywistości ktoś mnie ciągnie, ale kto? Nie wiem. Nagle lina się zrywa, a ja zaczynam spadać, aż ląduje w wodzie. Nie mogę płynąc, czuję, jak coś mnie ciągnie w dół, a moje powietrze w płucach powoli się kończy. Wypuszczam resztę, gdy próbuj krzyczeć, widząc wieloryba. Ale zamiast tego tylko bąbelki zaczynają ulatywać ku górze, a potwór otwiera paszczę i zagryza ją na moim ciele.
- Daniel! - zerwałem się, nie wiedząc co się dzieje. - Gotowe! - usłyszałem znajomy głos i dopiero po chwili, gdy wszystko wróciło do normy, wszystko sobie przypomniałem, poszedłem do kuchni, gdzie dziewczyna skończyła przygotowywać jedzenie. Pachniało nieziemsko.
<Yoshiko?>
środa, 9 listopada 2016
Od Daniela cd. Yoshiko
Weszliśmy do sklepu ze starociami - figurki z drewna, porcelany, szkła, dziwne zagraniczne maski, egzotyczne kwiaty, czy zabytkowe meble były czymś charakterystycznym dla tego miejsca. Ten budynek jest często odwiedzany, ale nigdy tu nie byłem. Ponieważ odprowadzałem dziewczynę, przy okazji sam w końcu tutaj się znalazłem. Zacząłem szukać czegoś, co przykuje moją uwagę.
- Mój pokój - odparłem w końcu na jej pytanie nie zaprzestając szukania. - Jedyne miejsce, w którym mogę się skupić - mruknąłem.
Spojrzałem w jej kierunku. Oglądała figurki na półkach. Na początku sądziłem, że mnie nie słucha, jednak gdy usłyszałem ciche "Rozumiem" zmieniłem zdanie.
- Ale w sumie lubię chodzić na basen - skończyłem i poszedłem na drugi koniec sklepu. W końcu coś znalazłem - naszyjnik. Dlaczego tam mnie zaciekawił? Ponieważ wisiał na nim znak. Znałem go dobrze, bo to był charakterystyczny zawijas dla Arumianin. Trójkąt, z kołem w środku i jedną kreską, który to wszystko dzielił na pół. Wisiał na czarnym sznurku. Dotknąłem go, po czym od razu dostałem ochrzan od jakiegoś mężczyzny.
- To jest bardzo zabytkowa rzecz, proszę tego nie ruszać! - starszy mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem i pogroził palcem. Przewróciłem oczami.
- Ma pan takie jeszcze jeden? - zapytałem. Pokręcił przecząco głową oznajmiając, że ten jest jedyny i nie na sprzedaż. Zaczął coś opowiadać, że ponoć przyleciał on z kosmosu. Zaczął gadać o jakichś kosmitach, którzy grasują na ziemi, ale w to on sam nie wierzył. Gdy wrócił do siebie, ponieważ usłyszał telefon, złapałem dziewczynę za rękę. Powiedziałem jej, że idziemy dalej. Gdy się odwróciliśmy, chwyciłem naszyjnik i go schowałem w rękaw. Wcześniej sprawdziłem, czy nie ma tu kamer - nie było. Wyszliśmy ze sklepu i ruszyliśmy w stronę barów, kawiarni i takich tam. Po chwili jednak mężczyzna wybiegł z budynku oskarżając mnie o kradzież. Zacząłem go opieprzać za to. aby udowodnić moją niewinność, pokazałem kurtkę, wszystkie kieszenie, a gdy chciał zbliżyć się do dziewczyny, zaprotestowałem mówiąc mu, że jeśli jej dotknie, zranię go dotkliwie. Dodałem także, że nie pozwolę, aby była obmacywana przez jakiegoś kolesia. Dał za wygraną i wrócił do siebie. Kontynuowaliśmy. Wtedy wyjąłem niepostrzeżenie z jej kieszeni talizman i schowałem go do swojej. Rzuciłem jej go, gdy wychodziliśmy, bo wiedziałem, że wybiegnie. Może wygląda, ale starcy nie zawsze są tacy głupi. Oczywiście dziewczyna niczego nie zauważyła, ponieważ była zajęta oglądaniem miasta.
<Yoshiko?>
- Mój pokój - odparłem w końcu na jej pytanie nie zaprzestając szukania. - Jedyne miejsce, w którym mogę się skupić - mruknąłem.
Spojrzałem w jej kierunku. Oglądała figurki na półkach. Na początku sądziłem, że mnie nie słucha, jednak gdy usłyszałem ciche "Rozumiem" zmieniłem zdanie.
- Ale w sumie lubię chodzić na basen - skończyłem i poszedłem na drugi koniec sklepu. W końcu coś znalazłem - naszyjnik. Dlaczego tam mnie zaciekawił? Ponieważ wisiał na nim znak. Znałem go dobrze, bo to był charakterystyczny zawijas dla Arumianin. Trójkąt, z kołem w środku i jedną kreską, który to wszystko dzielił na pół. Wisiał na czarnym sznurku. Dotknąłem go, po czym od razu dostałem ochrzan od jakiegoś mężczyzny.
- To jest bardzo zabytkowa rzecz, proszę tego nie ruszać! - starszy mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem i pogroził palcem. Przewróciłem oczami.
- Ma pan takie jeszcze jeden? - zapytałem. Pokręcił przecząco głową oznajmiając, że ten jest jedyny i nie na sprzedaż. Zaczął coś opowiadać, że ponoć przyleciał on z kosmosu. Zaczął gadać o jakichś kosmitach, którzy grasują na ziemi, ale w to on sam nie wierzył. Gdy wrócił do siebie, ponieważ usłyszał telefon, złapałem dziewczynę za rękę. Powiedziałem jej, że idziemy dalej. Gdy się odwróciliśmy, chwyciłem naszyjnik i go schowałem w rękaw. Wcześniej sprawdziłem, czy nie ma tu kamer - nie było. Wyszliśmy ze sklepu i ruszyliśmy w stronę barów, kawiarni i takich tam. Po chwili jednak mężczyzna wybiegł z budynku oskarżając mnie o kradzież. Zacząłem go opieprzać za to. aby udowodnić moją niewinność, pokazałem kurtkę, wszystkie kieszenie, a gdy chciał zbliżyć się do dziewczyny, zaprotestowałem mówiąc mu, że jeśli jej dotknie, zranię go dotkliwie. Dodałem także, że nie pozwolę, aby była obmacywana przez jakiegoś kolesia. Dał za wygraną i wrócił do siebie. Kontynuowaliśmy. Wtedy wyjąłem niepostrzeżenie z jej kieszeni talizman i schowałem go do swojej. Rzuciłem jej go, gdy wychodziliśmy, bo wiedziałem, że wybiegnie. Może wygląda, ale starcy nie zawsze są tacy głupi. Oczywiście dziewczyna niczego nie zauważyła, ponieważ była zajęta oglądaniem miasta.
<Yoshiko?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
