sobota, 12 listopada 2016

Od Daniela cd. Kayline

Wszystko płonie. Domy, lasy, krzaki, samochody... wszystko. Nawet ludzie... Nie licząc Żarówek, my płoniemy żywym ogniem. Stoję na środku ulicy, a wokół mnie trwa wojna. Arumianie przeciwko Luksjanon, gdy ta przebrzydła rasa wtargnęła do naszego świata. Statkami kosmicznymi najpierw rozwalała większe budynki, potem oni zjawili się na naszej ziemi. Nie byliśmy niczego świadomi, gdy nagle nas zaatakowali. Dzieci uciekają, dorośli walczą... ale my przegrywamy. Jest ich więcej, są silniejsi, a my... giniemy. I ja zaczynam uciekać. Biegnę ile sił w nogach, aż dobiegam do lasu. Wszystko nagle znika, panuje ciemność. Widzę tylko ich. Te cholerne Żarówki, które zaczynają we mnie strzelać kulami światła. Staram się robić uniki, ale coś jakby mnie spowalnia. Nie mogę się nawet porządnie poruszyć. Moje ciało przegrywa z samym sobą. Czuje ból, okropne pieczenie. Czuje zapach krwi, a gdy podnoszę ręce do twarzy, widzę szkarłatną krew. Zaczynam krzyczeć, chce uciekać, ale nie mogę. Coś mnie trzyma przy ziemi, gdy nagle nie dostaje czymś w głowę. Upadam na ziemię i widzę stopę. Podnoszę, a raczej przechylał głowę. Ktoś mi w tym pomaga, ciągnąc mnie za włosy. Przede mną pojawia się ich władca, którego imienia, albo chociaż pseudonimu nie mogę sobie przypomnieć. Pluje we mnie, a ja czuję, jakby był to kwas. Rzuca mnie o ścianę i wtedy... wszystko jaśnieje. Mogę poruszać ciałem, mam nad nim całkowitą kontrolę. Zaczynam biec, aby uciec od niego. Aby jednak przeżyć, ale nic nie widzę. Wszędzie jest ciemno, a on biegnie za mną. Przede mną pojawiają się inni, a ja zmieniam swoją trasę. Widzę powieszone ciała moich braci i sióstr, ich krew leżała na ziemi, gdy martwi leżeli na polu bitwy, a ja próbowałem uciec. Zaczynam czuć do siebie nienawiść, że nie mogłem nic z tym zrobić. Dalej biegnę ile sił w nogach, ale coś zaczyna mnie ciągnąć do tyłu. Odwracam głowę i widzę ich całe wojsko, które mnie goni. Potykam się o własne nogi i uderzam twarzą o kamień...

A w rzeczywistości ląduje twarzą na ziemi, spadając z piętrowego łóżka...

<Kayline? Ech... brak weny>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz