Naprawdę ciężkie i bolesne kamienie...
- Wiem gdzie jesteśmy. - szepnąłem chłopakowi do ucha, ten jednak spojrzał na mnie kompletnie niezrozumiale. Przechyliłem się w jego stronę jeszcze bardziej, by zyskać pewność, że siedzący przed nami kierowca nie usłyszy kompletnie nic. - Witam Cię w moim świecie. - nie było to wprawdzie szczególną tajemnicą, chociaż głośne mówienie o rodzinie budziło we mnie obrzydzenie - I szczerze to już wolałbym obciągać jakiemuś zboczeńcowi - dodałem z ironią, co wywołało rozbawienie na twarzy chłopaka.
Zresztą, bawił go każdy moment mojej złości. Wtedy samochód też się zatrzymał, przywitała nas ogromnych rozmiarów budowla, niemal cała zbudowana z drewnianych bali, pokryty jasnobrązowym dachem, budynek wyglądał jakby wzięty z jakiegoś filmu o idealnym życiu na odludziu czy coś...
- Olek, za nim wysiądziesz, obiecaj mi, że czegokolwiek nie usłyszysz, że zrazisz się do mnie mocniej jak do tej pory - targały mną dwie emocje.Z jednej strony rozbawienie, a z drugiej przejęcie mieszane ze strachem.
Śmieszyło mnie ich podejście, to jak nadal starali się dotrzymać tępa swojej reputacji, którą synek psuł im tak doskonale.
- Obiecuję - zaśmiał się chłopak, a jego głos rozbrzmiał ciepłem. Ciepłem na tyle skutecznym, że mu uwierzyłem, albo... Chciałem mu wierzyć?
Obaj opuściliśmy samochód by dokładniej przyjrzeć się mieszkaniu.
- Tutaj dorastałeś? - spytał Aleksander, drapiąc się w zamyśleniu i zakłopotaniu po głowie.
- Nie rozśmieszaj mnie, moja babcia stopy by nie postawiła nawet w tym mieście, wiedząc, że tu są... Oni - mruknąłem kierując wzrok na trójkę zmierzających do nas osób.
Jak zwykle prezentowali się nienagannie, tworząc przykład perfekcyjnej rodziny: król, królowa i księżniczka. Pierwsza naprzeciw mnie wyszła wysoka kobieta o perfekcyjnych kształtach, zbyt podobna do mnie by nie wyjść z założenia, że to moja matka, niestety każdy przez kogo głowę przebiegłaby ta odrażająca myśl miałby rację.
Nie różniło nas prawie nic, poza tym, że ona w swojej posturze, wyglądzie, zachowaniu, słowie była tak idealna, jakby niemal nieprawdziwa.
Za to nienawidziłem jej jeszcze bardziej.
- Ismael... - ciemnowłosa wysunęła chude dłonie by mnie objąć co spotkało się ze swego rodzaju samoobroną z mojej strony, bo zaplatając dłonie na klatce piersiowej co nie pozwoliło jej się do mnie zbytnio zbliżyć. Błękitnooka zignorowała Aleksandra w odróżnieniu od mojej siostry, która wskazując na chłopaka palcem spytała.
- To też ćpun? - oczywiście miała na myśli Trevora. Przewróciłem oczami, błagając by nie wybuchła tu za chwilę kolejna wojna.
- Byłaś zajęta łykaniem spermy od sponsorów gdy rodzice uczyli Cię kultury, czyż nie? - spytałem z nonszalancją, mierząc się wzrokiem z moim kompletnym przeciwieństwem. Dziewczyna nie przypominała mnie w kompletnie niczym, nigdy. Nie wiedząc jednak co mi odpowiedzieć, odwróciła się na pięcie i wróciła do domu. Została mi ostatnia osoba, zdążyłem o niej zapomnieć i jakby sięgnąć cztery miesiące wstecz nie było ich w moim życiu, a ja tak bardzo walczyłem by sobie przypomnieć jacy byli.
Choć dochodząc do sedna sprawy, naprawdę tego żałuję.
Na deser został mi ojciec, a raczej ojczym bo z tego co wiem mojej mamie w przeszłości zdarzył się mało ciekawy wybryk.
Co jeszcze ciekawsze tego wszystkiego dowiedziałem się od nauczyciela naszej szkoły. Ponownie skierowałem wzrok na mężczyznę, wiecznie surowy, z tego co wiedziałem, w obawie przed zmarszczkami nawet się nie uśmiechał.
Tak też było i tym razem, zmierzył wzrokiem najpierw mnie, następnie Aleksandra i nawet się nie witając rzekł:
- Kiedy usłyszałem o zmianie kursu, natychmiast wysłałem po was kierowcę, niespotykane, nie spodziewałem się korupcji wśród kapitanów.
- I mówi to właściciel właśnie tych linii lotniczych? - mój głos rozniósł się emocjami, które ledwo co zdołałem w sobie zdusić. Mieli czelność by ściągać mnie do siebie, dzień po śmierci osoby, która mnie wychowywała. - Czego ode mnie chcecie? - spytałem w głuchą przestrzeń, bo odpowiedziała mi cisza i gest ojca wskazujący na to, że mamy iść za nim. Posłałem chłopakowi obok mnie przeproszenie, które niemal błagało o przebaczenie.Wchodząc do salonu można było odnieść wrażenie, że wchodzi się do kompletnie oddzielonego od reszty świata magicznego miejsca.
Brakowało tylko jednorożca, który przemknąłby nam przez drogę tuż przy wejściu. Stanąłem w drzwiach pokoju, rozglądając się po jego wnętrzu. Przepych i drewno to dwa słowa, którymi idealnie można określić ten cały kicz.
Jednak skoro zapewne spali na pieniądzach mogli sobie na to pozwolić. Przyglądałem się z zaciekawieniem malowidłom na ścianach, przedstawiały one najważniejsze chwile z życia rodzinnego całej trójki.
Od narodzin mojej starszej siostry aż do chwili obecnej. Obserwując je poczułem się podle, poniekąd zazdrościłem swojej siostrze prawdziwej rodziny. Ojca i matki, albo chociaż jednego z nich. Zazdrościłem jej, że to nie jej ojczym przekupił pilota by ten zmienił kierunek lotu tylko po to by porozmawiać z kimś kogo cała trójka jasno i wyraźnie, wyrzekła się. Dopiero ciepła dłoń między moimi łopatkami otrzeźwiła mnie na tyle bym dał radę odwrócić się i faktycznie spojrzeć do kogo należała.
Wypuściłem cicho powietrze z ust patrząc Aleksandrowi prosto w oczy.
- To dla nich nie przypadek, że jesteś tutaj ze mną. Odkąd wyruszyliśmy wiedzieli, że nie będę sam. Czegokolwiek by od Ciebie nie chcieli, nie zgadzaj się. Poza nimi samymi dla nikogo nie chcą dobrze - oświadczyłem zostawiając chłopaka samego z jego przemyśleniami. Wolnym krokiem i z obojętnym wyrazem twarzy podszedłem do rodziny, widząc tę ogromną, dzielącą nas przepaść.
- Może dowiem się w końcu czego ode mnie chcecie? - zaplotłem po raz kolejny w obronnym geście dłonie, widząc jak moja rodzicielka znowu się do mnie zbliża.
- Słyszeliśmy o tej tragedii, nas wszystkich bardzo dotknęła śmierć mojej matki, czy to złe, że za wszelką cenę chcieliśmy zjednoczyć się z dawno niewidzianym synem i razem przeżywać żałobę? - spytała. Była świetną aktorką, jej gra niemal mnie oczarowała na tyle, że zdołałem uwierzyć w ich dobre intencje.
Prawie..
- Jasne, bo co nagle Ci się przypomniało, że masz syna, tak? Kiedy w wieku czterech lat oddałaś do babci swojego chorego, niemal bliskiego śmierci syna to też chciałaś zjednoczenia? Albo kiedy dwanaście lat później wróciłaś i dowiedziałaś się, że jest on gejem mówiąc to mojemu ojczymowi, który omal mnie nie zabił to chciałaś zjednoczenia? Czy utrzymania reputacji. Oh, a jak skutecznie zadbałaś o to bym niczego nie pamiętał, to pewnie też była matczyna miłość, prawda? - mój głos podnosił się wraz z każdym wypowiadanym słowem, a razem z nim ogarniająca mnie wściekłość.
- Ismael! - krzyknął wysoki mężczyzna, mierząc mnie morderczym spojrzeniem.
- Świetne zagranie! Nauczyłaś go nawet mojego imienia? Jestem pod wrażeniem - wyraźne rozbawienie w moim głosie, wywołało chichot u stojącego za mną towarzysza. Matka zbliżyła się do mnie i w uspokajającym geście ułożyła dłoń na ramieniu.
- Kochanie, synku, na pewno jesteś bardzo zmęczony. Idź na górę, odpocznij, ja chcę porozmawiać z Twoim... - która i aż za bardzo znacząca przerwa - Kolegą. - wypowiedziała to słowo niemal plugawo, co wzbudziło we mnie ogromną złość, którą powstrzymałem niemal pewien do czego to zmierza - Może on opowie o Tobie więcej niż Ty.
- Z przyjemnością - niski głos Ekkera przeciął gęstwinę jaka zagościła w pokoju. W odpowiedzi ja jedynie skinąłem głową i wyszedłem z pokoju, nie odchodząc jednak za daleko.
- Dobra, ile mam Ci zapłacić, żebyś go przekonał by nie wracał do tej szkoły dla wariatów? Ludzie znowu gadają, a syn gej i na dodatek nienormalny grozi skandalem i utratą naszego majątku. Musi zostać tu gdzie jego miejsce - rzuciła cichym głosem. Nie wiedziałem czy naprawdę są tacy głupi i nie domyślają się, że to słyszę, czy po prostu chcą mnie jeszcze bardziej upokorzyć.
Jej słowa mimo wszystko podziałały. Starłem ściekającą po policzku, pojedynczą łzę w zdenerwowaniu oczekując odpowiedzi Aleksandra.
Byłem gotów opuścić to miejsce już teraz i w ciemnej nocy kontynuować podróż do Perth.
Aleksander?
XD
Nie neguj, proszę XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz