Spotkania w bibliotece, widok chłopaka razem z tamtą dziewczyną na przerwach, potem spędzanie ze mną czasu.
Tak w kółko.
Moje serce codziennie rozpadało się od nowa, każdego dnia znowu i znowu Olek łamał je z naturalną łatwością. Każdego dnia wbijał mi kolejny nóż w plecy i jedyne co umiał z tym zrobić to rzec nędzne przepraszam i dalej brnąć w wygodne dla niego kłamstwa. Wciąż inaczej odkrywałem jego dwulicową stronę, widząc jak zatacza krąg wokół własnych kłamstw podążając za nimi ślepo.
Byłem zwykłą zabawką w jego grze, kimś kim posługiwał się jako drugą opcją, byłem dla niego kimś na wszelki wypadek, w razie potrzeby. Jego wyznanie umknęło w mojej pamięci, stało się tylko nieistotnym zlepkiem słów zepchniętych w głąb umysłu, nic z tego nie umiało mnie jednak zatrzymać przed pchaniem się w tą maskaradę i pod warstwą resztek racjonalnego umysłu ukrywałem swoje uczucia.
Od początku chciałem by mnie kochał. Chciałem by należał do mnie, by ze mną dzielił się swoim uśmiechem i bólem, swoimi emocjami, planami. Chciałem spędzać z nim czas słuchając prawdziwego obliczka Olka, nie tego, które mi przedstawiał. Chciałem widzieć uśmiech na jego twarzy i wiedzieć, że to ja jestem tego powodem. Chyba jednak miłość była dla chłopaka uczuciem zbyt odległym i nieznanym by mógł mnie nim obdarzyć.
Koniec końców zacząłem go za to winić, odnosił się do mnie z dezynwolturą, na którą nie mogłem sobie pozwolić.
Kochałem go i oczekiwałem tego samego zabawa w "chyba coś dla mnie znaczysz" jaką oferował mi Olek nie miała żadnego sensu i zamierzałem skończyć tę szkołę jak najszybciej.
Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że rozmyślając nad całą relacją leżałem wtulony w ciepłe ciało. Dłonie chłopaka oplatały mnie swobodnie w pasie, a głowę trzymał wspartą na moim ramieniu. To wszystko bolało mnie jeszcze bardziej bo chłopak spał spokojnie nie zdając sobie sprawy z tego przez co przechodzę. Próbowałem przebić się przez taflę bólu i upokorzenia, dwóch emocji jakie wywoływała u mnie ta cała sytuacja. Drżenie mojego ciała w końcu wybudziło chłopaka, odrywając mnie od przerażających swoją prawdziwością myśli. Ekker spojrzał na mnie nie wypowiadając przy tym żadnego słowa. Kieruje nim pewnie fakt, że z moich oczu spływają strumienie łez. Blondyn nawet nie spytał co się dzieje, przetarł kciukiem moje policzki podnosząc się do pozycji siedzącej. Lepiej niż ja rozumiał powód stanu w jakim się znalazłem.
- Ismael.. - zaczął, jednak nie pozwoliłem mu skończyć. Przyłożyłem dłoń do ust chłopaka, próbując zahamować mokre, wciąż na nowo moczące moją twarz, słone krople.
- Nie mów nic. Nie chcę Cię stracić... - tylko na tyle było mnie stać. Wysuszenie tego niezrozumiałego w sensie zdania wcale nie pomogło mi zwalczyć strachu jaki targnął na mój organizm. Przesunąłem się do chłopaka, wtulając w jego tors. Wplotłem chude dłonie w gęste, miodowe włosy zachęcając chłopaka by mocniej mnie przytulił. Ciało wyższego przywarło do mojego, w takich chwilach miałem wrażenie, że idealnie do siebie pasowały. Dosłownie się uzupełniając. Oddawałem mu wszystko co mam i co mogłem mu zaoferować w zamian chcąc uczucia, którym nawet nie próbował mnie obdarzyć.
- Kocham Cię Olek - szepnąłem. Jednak czy spał czy nie, nie otrzymałem odpowiedi. Powoli dochodził do mnie fakt, że ktoś kogo pragnę nie jest tym kim wobec mojej osoby był Olek. Ł
Tylko, że go kochałem. Kochałem go najszczerszą miłością jaką jest w stanie obdarzyć istota ludzka drugiego człowieka. Za tą miłością nieustannie szedł fakt, że dawałem sobą pomiatać.
Chłopak lekko masował mnie po głowie powoli usypiając przez co ja również poczułem się senny i odpłynąłem.
***
Obudził mnie dotyk gdzieś na moim brzuchu czując jak łaskotki rozchodzą się po moim ciele.
- Przestań - położyłem dłoń na dłoni Olka zmuszając by położył ją całą swoją powierzchnią na moim torsie. Mruknąłem cicho próbując wytrzymać siłę jego spojrzenia, wiedziałem, że z mojej twarzy pragnie wyczytać powód nocnego zachowania, wiedziałem też, że muszę dołożyć wszelkich starań by mu tego nie okazać.
- Czemu? - spytał z lekkim uśmiechem wymalowanym na spokojnej twarzy. Dopiero w tym nic nie znaczącym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że dziś sobota i cały dzień mogę spędzić w łóżku. Wyciągnąłem dłonie do przodu, wtulając twarz w miękką, przesiąkniętą zapachem perfum Olka poduszkę.
- Nie lubię łaskotek - wydusiłem w materiał próbując zatrzymać w sobie chęć ponownego zaśnięcia, gdy wpadłem na pewien genialny pomysł.
- Zaczął się weekend, pojedź ze mną nad jezioro - spojrzałem na blondyna podpierając się łokciami na miękkim materacu. Błysk w oku blondyna przekonał mnie, że mimo początkowych wątpliwości, w końcu się zgodzi.
***
Tak też się stało, po około godzinie szykowania się do dość dalekiej podróży byliśmy w drodze nad według mojej zachcianki jezioro.
Byłem wyjątkowo szczęśliwy, że mimo targających mną wątpliwości Ekker był obok mnie, zignorował swoje ewentualne plany by spędzić ze mną czas. Nawet jeśli co do kłamstwa w wyrażaniu jego uczuć byłem przekonany, nie chciałem dopuścić tego do wiadomości i dalej brnąłem w coś, co przynosiło mi wielu cierpień.
Drogę pokonywaliśmy w milczeniu, każdy pogrążony w swoich myślach, każdy zagubiony w swoim świecie, zamknięty w ścianach umysłu pełnym własnych problemów.
- Jesteśmy - mruknąłem, łapiąc chłopaka za nadgarstek, byłem podekscytowany więc niemal podrygiwałem prowadząc chłopaka przez wąską ścieżkę, dookoła nas rozpościerały się różnokolorowe krzewy i przybierające jesienne cechy drzewa. Wszystko, jeśli spojrzeć dalej na błękit stojącej w miejscu, chłodnej wody wyglądało jak z bajki, znacznie lepiej niż sam sobie to wyobrażałem.
- Dziękuję - mruknąłem, łapiąc delikatnie dłoń chłopaka, blondyn zacisnął swoją dłoń dookoła mojej, patrząc na mnie w oczekiwaniu aż dalej rozwinę swoją wypowiedź - Że tu ze mną przyszedłeś - dodałem cicho, gdy Olek zmusił mnie bym usiadł na piasku, mimo, że przewieszonym na plechach plecaku miałem koc. Wyższy mi jednak nie odpowiedział, widać uznał, że słowa wcale nie były potrzebne.
Podobało mi się tu, fakt, że byliśmy sami i nie musiałem się bać o to, że nastolatek za chwilę rozmyśli się co do swoich uczuć i zostawi mnie samemu sobie. Objąłem go mocno ramionami w pasie opierając policzek na jego ramieniu.
- Chciałem z Tobą porozmawiać, ale boję się, że to zepsuję - mruknąłem wlepiając spojrzenie w przeźroczystą taflę, która odbijała czyste niebo, przejmując jego błękitną barwę.
- Czemu miałbyś coś zepsuć? - chłopak podbródkiem przesuwał po czubku mojej głowy, targając przy tym moje włosy.
- Nie wiem, nie umiem Ci tego powiedzieć - mruknąłem. Mina Aleksandra natychmiast zrobiła się poważna, odsunął mnie od siebie na długość ramion patrząc prosto w oczy. - Bo ja nie chcę tego jak jest teraz. Nie chcę codziennie żyć w strachu, że ktoś inny Ci się nagle spodoba i mnie zostawisz. Olek, powiedziałeś, że nie jesteś pewien, że nie będziesz mnie zdradzał. Czego nie umiem Ci dać, skoro masz do mnie aż tak okrutne odniesienie? Dobrze wiesz, że to boli, na pewno to rozumiesz. Ja nie umiem tak dłużej, każdego dnia zastanawiać się kiedy Ci się znudzę - moje wargi drgnęły dopuszczając ciche łkanie do mojego monologu, które powstrzymałem rozdzierającym płuca kaszlem - Daję Ci całego siebie, daję Ci wszystko na co mnie stać, ale chcę... Też chcę czegoś w zamian, pewności, że ode mnie nie odejdziesz. Tak często widzę Cię z tą dziewczyną, to boli... Dlaczego ja mam pozostać przy Tobie, dlaczego ja mam być dla Ciebie, jeśli Ty nie możesz zrobić tego dla mnie? - uniosłem głowę do góry jakbym chciał by łzy napływające do moich oczu, cofnęły się z powrotem.
Skoro Olek oczekiwał ode mnie miłości, czemu nie mógł dać mi tego samego...
Aleksander?
Nie no w sumie nie da się tego skomentować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz