sobota, 12 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Zawsze to robiłem. Dosłownie id najmłodszych lat, jak tylko w moich dłoniach znalazł się pierwszy długopis wszystkie swoje emocje przelewałem na papier. Każdy istotny moment mojego życia miał swoje odzwierciedlenie w czymś co luzie zazwyczaj definiowali słowem "sztuka".
Choć nie wiem czy miało to coś wspólnego z prawdziwym dziełem.
Tak było też w tym wypadku. Spędziłem całą noc i długie dzienne godziny zapominając o Bożym świecie. Każda wyrzucona do kosza kartka, wszystkie zapisane słowa, poszczególne nuty zebrane jako spójny całokształt zaprowadzały porządek w moim zaplątanym w myślach umyśle.
Aaron, Laura, Aleksander, babcia... I w tym wszystkim ja sam. Zagubiony w swoich uczuciach idiota.
Spojrzałem jeszcze raz na to co miałem już gotowe...

* "Seems like it was yesterday when I saw your face.
You told me how proud you were, but I walked away
If only I knew what I know today...

I would hold you in my arms
I would take the pain away
Thank you for all you've done
Forgive all you mistakes
There's nothing I wouldn't do
To hear your voice again
Sometimes I wanna call you
But I know you won't be there

Ohh I'm sorry for blaming you
For everything i just couldn't do
And I've hurt myself by hurting you"

- Nie jesteś głodny? - obcy głos znad mojej głowy kompletnie wytrącił mnie z transu jaki wpadłem, w geście paniki rozrzuciłem dookoła karktki próbując zebrać je jeszcze przed chłopakiem.
Nie wyszło.
Chyba powinienem zrozumieć, że jeśli dalej będę taki roztrzepany to w życiu nie uda mi się zachować niczego w tajemnicy przed blondynem. - Musimy poważnie porozmawiać ale na spokojnie - płynnym ruchem dłoni odłożył na brzeg białego blatu zapisaną kartkę mierząc mnie przy tym niemal bolsenym spojrzeniem. Miał rację, coś się w tym wszystkim psuło kiedy każdy z nas oczekiwał odpowiedzi na pytania, których żaden nie zadał.
- Chodź - poprosił chłopak, zajmując miejsce na łóżku. Lekko zagrbiony w siedzącej pozycji wydawał się niższy niż jeszcze parę sekund temu.
Kolor oczu jak i włosów mojego towarzysza dziwnie wpasowywał się w ogólny wystrój pokoju.
- Powiedz mi - zaczął - Znaczy chciałbym żebyś opowiedział mi o swoim chłopaku. - jakby nieco zestresowany poprawił kołnierzyk swojej koszuli nie spuszczając wzroku z moich wbitych w pościel dłoni.
Gula, która wyrosła w moim gardle po zadaniu tego pytania była tak ogromna, że do mojego organizmu niemal nie dostawało się powietrze, ale ja... Ja chciałem komuś powiedzieć.
- Wiesz... Aaron był dla mnie naprawdę bardzo ważny. Nie, on był najważniejszy. Poznaliśmy się jeszcze w przedszkolu i dorastaliśmy zawsze trzymając się razem. W domu miał sporo kłopotów, a o jego uzależnieniu nikt nie wiedział. To dziwne, nie? Ja... Nie widziałem się z nim codziennie i za każdym razem byłem zbyt zaślepiony by dostrzec, że to co się z nim dzieje jest złe. Kiedyś po prostu przestał się do mnie odzywać, nie odbierał, nie odpisywał, kompletnie nic. Pojechałem do niego dopiero po czterech dniach. Może... Gdybym pojechał wcześniej - zacząłem się użalać za co oberwałem od siebie w myślach - I wiesz co? Zamiast mojego ukochanego w domu zastałem kilkudniowego trupa. Jego rodzina się nie przejęła bo często tak robił.  Odstawiał jakieś chore akcje, nie kontaktując się przy tym z rodzicami nawet przez tygodnie. - urwałem czując jak mój głos drży i trzęsie się na tyle mocno, że nie dałem rady ciągnąć dalej. Dłoń milczącego do tej pory blondyna przejechała po moim policzku ścierając wilgotne ślady. - To było cztery miesiące temu. Dokładnie dwa tygodnie przed moim przyjazdem tutaj, do akademii. Możesz teraz myśleć, że jestem żałosny bo mam dopiero siedemnaście lat i pewnie nic nie wiem o miłości, ale ja go kochałem... Naprawdę... - zdążyłem jeszcze wydusić nim mój przyśpieszony przerodził się w szybko przerwany szloch.
Nie będę płakać.
- Przepraszam... Nie powienienem pytać - skrucha w jego głosie sprawiła, że ogarnęło mnie poczucie winy. Powstrzymałem się więc szybko od pokazywania niepotrzebnych emocji i idąc za śladami Olka oparłem głowę o ścianę za nami.
- Cieszę się, że komuś powiedziałem. Teraz mi lżej... - uśmiechnąłem się blado. Ulga, którą poczułem gdzieś w środku była cudowna i ogromna. Jakby ktoś właśnie zepchnął z mojego sumienia ogromny, ciążący głaz.
- Miałeś przecież zjeść - zauważył Ekker sięgając z łóżka po talerz z mimo upływu czasu nadal ciepłym jedzeniem. Wbiłem widelec w makaron obserwując jak blondyn rozkłada się wygodniej na łóżku włączając telewizor. Widocznie nie miał zamiaru jeszcze wychodzić, ale to dobrze. Naprawdę nie chciałem być teraz sam z moim umysłem, który za bardzo próbował mi uświadomić, co jest ze mną nie tak.
Obiecałem sobie, że ostatni raz zachowałem się jak chora ofiara losu, pokrzywdzony przez życie chłopak, który dam nie umie podnieść swoich problemów. Zerknąłem kątem oka na chłopaka, ostatnio w jego zachowaniu, słowach czy wyglądzie widziałem rzeczy, które jakby ukrywały się przed moim wzrokiem wcześniej. Nie umiałem tego nazwać, po prostu był inny
- Dziękuję - mruknąłem otrzymując w odpowiedzi uśmiech i wzruszenie ramionami.
- Umiesz to grać? - wypalił nagle zpychając mnie ze ścieżki, którą chciałem pokierować rozmowę.
- Grać co?
- To, co napisałeś - odpowiedział podchodząc do biurka. Szczupła dłoń zgarnęła z niego dwie kartki tę z tekstem i nutami pod skrzypce. Przez krótką chwilę chciałem się z nim spierać jednak mój hardy stan ducha uleciał gdy chłopak nie staną przede mną. Na chwilę zapomniałem ile Ekker ma wzrostu. Zwlokłem z łóżka chude nogi i sięgnąłem po skrzypce luźno zaczepiając je na ramieniu. Gdy pierwsze nuty wydobyły się z pięknego, białego instrumentu ja poraz kolejny odpłynąłem i podążając za nutami, które zaczęły tworzyć przed oczmi krzywe szlaczki przenosząc się wraz z nimi do innego świata... Mojego świata.
Cała przyjemność gry uleciała nie wraz z końcem muzyki, a chwilę po niej gdy biorąc pierwszy oddech zostałem bruyalnie wyrwany jakby z krainy snu.
- Olek - zacząłem od razu nie dając mu skomentować mojego wątpliwego talentu. - A jak to jest z Tobą? Z Twoją rodziną i w ogóle? - odwróciłem wzrok w jego stronę by dostrzec, że on również na mnie patrzy chwilę trwaliśmy w pustym milczeniu i dzielącym nas zwątpieniu.
- To rozmowa na inny dzień - odparł wypuszczając powietrze z ust. Skinąłem ze zrozumieniem głową doszukując się w jego reakcji jakiejkolwiek emocji skrytej pod maską niepewnego dobrego humoru.
- Nie umiem Cię rozgryźć - stwierdziłem kompletnie niepotrzebnie bo nie miałem ochoty dzielić się z chłopakiem moimi przemyśleniami na jego temat.
- Co masz na myśli? - pociągnął za sznurek.
- Wiesz chodzi o to, że umiesz dobrze ukrywać emocje i cokolwiek by się nie działo nie umiem odgadnąć co czujesz - wzruszyłem ramionami zaplatając dłonie między kolanami.
- Chcesz wiedzieć co ja czuję? - uśmiechnął się lekko wyciągając górne kończyny do góry tak, że wydały z siebie charakterystyczny trzask.
- Chyba tak - oparłem podbródek na splocie swoich dłoni. W odpowiedzi blondyn ukazał dwa rzędy białych zębów w uśmiechu i podnosząc się z łóżka potargał mnie po i tak nieułożonej burzy włosów.
- Do jutra Ismael - rzucił już przed drzwiami zostawiając mnie samego z kolejnymi dwoma pytaniami.

***

- Czy Ty masz w ogóle pojęcie kim jest mój ojciec? - ciemnowłosa piękność warknęła, wymachując włosami na wszystkie strony.
- Ordynatorem największego szpitala w Perth i co? - dziewczyna wyciągnęła mnie ze stołówki w porze obiadowej, by rozpocząć kompletnie bezsensowną rozmowę. Wiedziałem czego chce Laura, do czego zmierza.
Nie chciałem jej tego dawać.
- Wiesz, że to właśnie on leczy moją babcię? - spytała z wężowatym uśmiechem zaplatając dłonie na piersiach.
- W-Wiem i co? - zrobiłem krok w tył jakby większa odległość miała zwiększyć prawdapodobieństwo, że zielonooka nie zrobi tego o co ją posądzałem. - Więc albo się od niego odwalisz albo za tydzień będziesz leciał do Australii na pogrzeb babci - dziewczyna położyła dłoń na ścianie równolegle z moją szyją. Strach jaki wtedy mnie ogarnął sparaliżował moje ciało, zatrzymał krew i zahamował oddech. Nie spodziewałem się, że byłaby do tego zdolna, jednak wiedziałem, że z pozycji jej ojca w kraju wystarczy jedno skinie jej palcem, a proces uśmiercania niewinnej kobiety ruszy.
Na usta cisnęło mi się wiele słów, niepochamowanych obelg zdań, których w końcu i tak bym pożałował, więc rzuciłem jedynie krótkim:
- Nie zrobisz tego, nie byłabyś w stanie zabić człowieka - warknąłem bo właśnie to było jej beznadziejnym argumentem.
- Cartenly znasz mnie. Wiesz, że jestem w stanie zrobić dużo gorsze rzeczy niż doprowadzenie spruchniałego starca do śmierci. Poza tym widzę jak na niego patrzysz, nie chcę żebyś wchodził mi w drogę. Jeszcze dziś pójdziesz do Aleksandra i powiesz mu, że nie chcesz go znać bo inaczej jutro babcia powie papa wnuczusiowi - zakpiła z szerokim uśmiechem i wsadzając długie paznokcie w tylne kieszenie spodni odeszła głośno stukając obcasami. Jej duma niemal promieniowała gnijącym blaskiem kiedy ja zostałem sam z atakiem paniki i duszności. Usiadłem na ziemi przecierając twarz dłońmi tyle razy, że zrobiło mi się na niej ciepło. Stając się rozdygotanym kłębkiem nerwów nie mogłem zebrać nawet jednej myśli w całość. Nie chciałem tracić obecności Aleksandra, nie chciałem żeby odchodził, ale ona nie jest głupia dowie się jeśli nic mu nie powiem.
Mówiłem Olkowi, że jest zdolna do wszystkiego.

***
Spóźniony dotarłem na lekcję języków obcych gdzie nie docierało do mnie żadne słowo nauczyciela. Całą swoją uwagą i siłą jaka mi została hamowałem co minutowe przypływy niemal histerii. Nie był to jeden z tych momentów gdzie po prostu miałem zły humor, teraz coś pękło, a ja nie umiałem nawet podnieść się w sobie by to pozbierać. Zacisnąłem dłonie na kartce papieru nieudolnie próbując zetrzeć z niej mokry ślad, który skapnął z czubka mojego nosa. Ciągłe nerwowe przeczesywanie włosów doprowadziło wkońcu do tego, że garściami zostawały mi one między palcami. Lekcja jednak się wreszcie skończyła, a wraz z nią wybił ostatni dzwonek kończący lekcje tak samo moje jak i Aleksandra. Gdyby była skala trzęsących się z nerwów kolan to zapewne właśnie bym ją przebił. Zmierzając do pokoju niebieskookiego walczyłem sam ze sobą by nie dać się ponieść. To bolało, tak mocno bolało jakby ktoś postanowił powbijać mi noże w bijące chyba 180 razy na minutę serce. Przycisnąłem dłoń do ust chcąc zatrzymać ich dygotanie przy okazji ostatni raz wycierając czerwone od dotyku oczy.
Do samych drzwi nie zapukałem w obawie, że w samym dźwięku będzie słychać mój strach.
- Aleksander, nie chcę żebyś kiedykolwiek jeszcze się do mnie zbliżał - rzuciłem na ostatnim spokojnym wydechu. Chłopak z początku nic nie mówiąc zbliżył się do mnie i odciągnął dłonie od twarzy.
- Dlaczego? - rzucił tylko nie puszczając moich nadgarstków.
- Nie dotykaj mnie. - wyrwałem gwałtownie ręce - Nie rozumiesz? Nienawidzę Cię i nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego - w ostatnim słowie mój głos się załamał przenikliwy wzrok chłopaka trwał jeszcze chwilę jakby w mojej twarzy doszukiwał się odpowiedzi na swoje wątpliwości.
Chciałem żeby tak było...
Chciałem żeby zobaczył, że to nie jest prawdą, że ja tego nie chcę, że nie chcę go stracić chciałem by mi pomógł i naprawdę nie zostawiał ale on nie powiedział nic więcej. Moje sztuczne wystąpienie zakończyło dopiero wyjście z miejsca tortur. Wpełzłem na łóżko do swojego pokoju komoletnie oddając się łzom, złości i przerażeniu. Spojrzałem na wyświetlacz swojego telefonu, którego łagodne brzmienie zasugerowało mi sms'a.

Od: Laura
'Grzeczny chłopiec'

Nie zastanawiając się nad brakiem pieniędzy na nowy telefon w kumulacji złości rzuciłem nim o ścianę, tak, że ten się stłukł.

Aleksander?
Boże XD

* Christina Aguilera - Hurt

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz