niedziela, 20 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

Wyznanie chłopaka zadźwięczało mi w uszach. Waga jego słów oraz całość wydarzenia przytłoczyła mnie na tyle, że widząc jak łzy Olka zostawiają mokre ślady na jego koszulce, również zacząłem płakać. Jedynym czego pragnąłem to wtulić się w ciało blondyna, spróbować go uspokoić i zostać tak już do końca.
Nie mogłem.
Kolejny raz mu zaufałem, kolejny raz pozwoliłem mu się do siebie zbliżyć i kolejny raz się zawiodłem.
- Olek... - zacząłem biorąc głęboki oddech, który niemal rozerwał moją klatkę piersiową, słowa, które tak bardzo chciałem zachować tylko dla siebie nie mogły przejść mi przez gardło, hamując przepływ powietrza w organizmie. Wpatrywałem się tępo w przestrzeń przed sobą, co jakiś czas zlewała się w niekształtną całość. - Ja też Cię kocham, ale nie mogę... - wydusiłem zamykając oczy. Stojąc tak przed nim nie wiedziałem czy czuję się jak ofiara czy jak oprawca. Pierwszy raz tak wiele emocji mogłem dostrzec wypisanych na jego twarzy, tym razem jednak nie chciałem widzieć żadnej. - Nie mogę po raz kolejny ryzykować, że kiedy tylko kolejna Ci się spodoba Ty będziesz chciał mnie zdradzić - mój głos zaniósł się szlochem, gdy na chwilę straciłem nad nim kontrolę - Wczoraj powiedziałeś, że bardzo Ci na mnie zależy i mimo to byłeś gotów przespać się z inną, pomyślałeś co by było gdybym nie przyszedł? - spojrzałem na chłopaka, czując jak oczy pieką mnie coraz mocniej od powstrzymywanych łez. - Wyjdź już... - szepnąłem ledwie słyszalnym głosem, pewien, że chłopak mnie słyszy - obserwowałem jak podnosi się z mojego łóżka nie szczycąc mnie nawet obojętnym spojrzeniem. Chwyciłem za lewą stronę swojej klatki piersiowej, jakbym bał się, że moje serce rozsypie się na kawałki jeśli puszczę. Czując jak atak histerii przejmuje nade mną władzę oparłem się o drzwi opuszczając na nich. Głośny szloch rozdarł moje płuca zamieniając się w ciężkie rzężenie, wsadziłem dłoń w swoje włosy, szarpiąc na końcówki, gryząc nadgarstek drugiej by stłumić płacz. Tłumaczenie, że tak będzie lepiej w niczym mi nie pomagało, a jedynie jeszcze bardziej mnie niszczyło.
Po raz kolejny ktoś ode mnie odszedł. Ktoś kto był dla mnie ważny, najważniejszy. Przysięgałem wybaczyć mu wszystko, ale nie byłem gotów na to, że on ciągle będzie mnie ranił. Skuliłem się w sobie próbując utrzymać własne ciało w ryzach.
Nawet nie spostrzegłem kiedy drzwi do mojego pokoju, a wyleciałem przez nie, uderzając o twardą i zimną podłogę tyłem głowy. Przez myśl przemknęło mi, że to on, że tym razem to ja mogę wszystko naprawić i patrząc z nadzieją na swojego towarzysza dostrzegłem roztrzepane czarne włosy, czekoladowe oczy i bladą twarz.
- Michael... - mruknąłem zbolały, podnosząc się z ziemi. Chłopak oplótł mnie dłonią w pasie, nic nie mówiąc. - Dlaczego tak... - załkałem w ramię przyjaciela, który zmusił mnie bym ruszył do przodu.
- Idziemy do mnie, nie zostaniesz tu na noc - przetarłem powieki próbując znaleźć w sobie siłę by mu zaprzeczyć, nie było jednak czemu. Nie chciałem być sam, a skoro nie mogłem być przy blondynie, to chciałem być obok kogokolwiek z dala od zbyt trudnych myśli.

**

Wchodząc do pokoju Michaela poczułem specyficzny zapach bałaganu, starego jedzenia, pleśni i czegoś, na temat czego myśli wolałbym nie rozwijać.
- Wybacz bałagan - mruknął, zrzucając z kanapy górę śmieci. Położyłem się na niegdyś czerwonym meblu odwracając twarzą do jej oparcia.
- Zawsze masz ten sam burdel - wydusiłem przez łzy.
- Ismael, on nie był Ciebie wart - szepnął chłopak, gdy jego dłoń wylądowała na moim ramieniu.
Nie był?
Czy ktoś kto nie byłby mnie wart pojechałby ze mną do oddalonego o kilka tysięcy kilometrów kraju na pogrzeb kobiety, której nigdy nie widział? Czy spędzałby ze mną każdą chwilę? Gdyby mu nie zależało, to czy płakałby kiedy odchodziłem? Drgnąłem lekko odpychając agresywnie dłoń ciemnowłosego.
- Nie mów tak. Nie znasz go i nie masz pojęcia ile dla mnie zrobił - warknąłem, stając w obronie Aleksandra.
- Tak i dlatego, że tak mu na Tobie zależy ryczysz teraz na gnijącej kanapie w pokoju przyjaciela - prychnął z żalem w głosie, nie mogłem dyskutować z tym argumentem, miał rację. Gdyby ktoś taki jak Olek był mnie wart, nie cierpiałbym teraz.
Nie byłoby nic.
Nic złego.
- To nie zmienia faktu, że za nim tęsknię. Michael... Ja... Ja naprawdę go ko-ocham - załkałem w oparcie, słysząc jak gwałtownie podnosi się z zajmowanego miejsca.
- Zabiję go kurwa - wysyczał w złości, kiedy ja próbowałem go zatrzymać. Chłopak był jednak ode mnie wiele wyższy i szybszy, stąd nawet nie miałem szans upewnić się, że idzie do Olka.
Albo też nie chciałem i wolałem by Ekker poniósł odpowiedzialność za coś co robił. Wcisnąłem twarz w zagłębienie między skórzanymi poduszkami próbując wyzbyć się wyrzutów sumienia i poczucia, że powinienem powstrzymać bruneta. O niego się nie bałem, wiedząc co robi i znając styl jego życia oraz zakres wykonywanych ćwiczeń, nie miałem oporów by sądzić, że sobie świetnie poradzi.
Chodziło tu o Olka, bałem się o kogoś kogo powinienem był znienawidzić całym sercem. Przełknąłem ślinę czując jak po raz kolejny rozpadam się tak samo w środku jak i na zewnątrz. Wrak mojej osoby jaki teraz przedstawiałem nie miał nawet siły by zamknąć oczu i nie myśleć o tym co właśnie robi Michael...

~Oczami Michaela*~
Pędziłem na długich nogach w stronę pokoju tego oprawcy. Nieraz już słyszałem o tym,w jak okrutny sposób potrafi niszczyć drugiego człowieka.
Z jego byłą chodziłem do klasy i znając go dzięki niej nie mogłem pozwolić by ten sukinsyn tknął mojego przyjaciela.
Podchodząc do drzwi, nie prosiłem o pozwolenie do wejścia, wparowałem do środka widząc pochylającego się nad biurkiem blondyna. Na blacie dostrzegłem przeźroczystą płytkę, a na niej dwie równe kreski brudnobiałego koloru.
- Co Ty tu... - zdążył powiedzieć blondyn nim moja pięść spotkała się z jego twarzą.
- Tak Ci na nim zależy?! - wrzasnąłem łapiąc go za kołnierz koszuli - Że byłeś gotów jebać się z pierwszą lepszą szmatą? - spytałem patrząc chłopakowi z szałem w oczy. Nie bronił się, nie próbowałem mi oddać, a błękitne oczy zaszły łzami.
- Nie chciałem tego. Nie wiem co we mnie wstąpiło, pomóż mi go odzyskać - wypuściłem chłopaka z żelaznego uścisku mierząc się z nim morderczym spojrzeniem.
- Jestem jego przyjacielem - zacząłem - Chciałbym być kimś więcej, ale wiem, że nie mogę bo on Cię kocha, a Ty tak łatwo to spierdalasz - pokręciłem głową dając upust swojemu niedowierzaniu. - Nie pomogę Ci go odzyskać, bo nie muszę on sam Ci wybaczy - mruknąłem pewien prawdziwości swoich słów - Ale na pewno nie pomożesz sobie jadąc na prochach - moją radę przerwał gorzki śmiech - Przyszedłem chcąc Cię zabić, nie pomagać - chwyciłem chłopaka za kołnierz jeszcze raz i wymierzyłem bolesny cios prosto w kość policzkową, tak by mieć pewność, że załatwię mu tym fioletowy ślad na co najmniej dwa tygodnie - Dla zdrowotności - warknąłem widząc jak zbiera w sobie dość siły by spróbować zrobić mnie to samo. Wyszedłem z pokoju trzaskając drzwiami niepewien skutków naszej rozmowy.

~ Ismael~
Przekręciłem się na kanapie po raz kolejny, próbując zakopać myśli gdzieś na tyłach mojego umysłu tak, by pozwoliły mi zasnąć. O efektach rozmowy między chłopakami nie dowiedziałem się niczego, bo Michael wyraźnie wściekły natychmiast zakopał się pod kołdrę. Przez to wszystko czułem się jeszcze gorzej, bo teraz nawet mój najlepszy przyjaciel nie chciał ze mną rozmawiać.
Nie on mnie jednak teraz obchodził, a fakt, że leżałem tutaj sam, nie mogłem się odwrócić w stronę blondyna by wpleść palce w jego włosy, nie mogłem po raz kolejny przejechać dłonią bo szorstkim policzku by zwrócić jego uwagę.
Nie mogłem spojrzeć w te duże, błękitne oczy, zawsze mówiły tak wiele, przez co nigdy nic nie rozumiałem. Nie mogłem go przytulić, nie mogłem pozwolić by objął mnie ramionami dając poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo pragnąłem.
Nie mogłem niczego, chcąc tak wiele. W głowie jeszcze raz odtworzyłem wydarzenia sprzed niecałej doby układając sobie to wszystko w jedną całość, słowa chłopaka przynosiły ukojenie skołatanym nerwom, wspomnienie momentu gdy mówił, że mnie kocha, kiedy chciałem być najważniejszą osobą w jego życiu, to wszystko przeważało nad widokiem piegowatej dziewczyny dosłownie przyklejonej do Olka.
Mojego Olka...
Ufałem mu. Naprawdę wierzyłem, że to był ostatni raz. Ufałem w to, że on nie chciał. Wiedziałem, że przez tyle lat Olek był sam, wiedziałem, że jego była bardzo go zraniła. Miał prawo czuć się w tym wszystkim zagubiony...
Jeśli naprawdę chciał się zmienić, to czemu miałem mu nie wybaczyć? Odetchnąłem cicho, ostatni raz wycierając napływające do oczu łzy. Zsunąłem chude nogi z niewygodnej kanapy, przez moje ciało przemknęły nieprzyjemne dreszcze kiedy stopy zetknęły się z zimną podłogą. Ignorując chłód nocy i fakt, że ktoś mógł mnie zobaczyć w samych bokserkach wydostałem się z pokoju i przemknąłem przez ciemny korytarz, prosto pod drzwi, na których w dziwnie zachęcający sposób widniała tabliczka "ALEKSANDER EKKER" pewien, że chłopak jeszcze nie śpi wszedłem do środka z ulgą przyjmując fakt, że drzwi faktycznie były otwarte. Blondyn leżał na łóżku z słuchawkami w uszach, nie zdając sobie sprawy z rzeczywistości dookoła niego. Wydawał mi się teraz taki spokojny, przez chwilę zwątpiłem, że chcę mu to zniszczyć. Podszedłem do łóżka próbując nie wydać swojej obecności dopóki nie pochyliłem się nad chłopakiem, ściągając mu z uszu słuchawki.
Z początku zdezorientowany otworzył szeroko oczy, szybko jednak rozumiejąc moje zamiary pochwycił w czułym geście moje policzki i przyciągnął do siebie, zamykając usta w pocałunku. Dłonie chłopaka z twarzy przeniosły się na barki schodząc niżej, tak by po chwili oplatały mnie w pasie. Delikatnie opadłem na klatkę piersiową blondyna, likwidując jakąkolwiek dzielącą nas odległość. Olek zmusił mnie bym opadł na plecy obok i nie przerywając wciąż pogłębianego pocałunku zawisł nade mną błądząc palcami po moim ciele. Mimo tak krótkiej rozłąki tak bardzo mi tego brakowało i ze strachu przed ponowną utratą cudownego uczucia starałem się czerpać jak najwięcej dopóki sam nastolatek nie przerwał czynności. Jęknąłem niezadowolony patrząc jak blondyn kładzie się obok mnie wlepiając spojrzenie w jakiś punkt nad nami.
- Dlaczego tu przyszedłeś? - spytał, obejmując mnie w pasie. Jego usta znaczyły ślady na moim ramieniu więc nieco zdekoncentrowany nie umiałem zgrabnie utworzyć zdania.
- Olek, chcę żebyś był mój - wyszeptałem przekręcając się tak by widzieć jego twarz - Nie tak Ci chciałem to powiedzieć, ale sytuacja nie pozwala - zaśmiałem się chłodno - Chcę żebyś był tylko mój i co za tym idzie nie mam zamiaru się z nikim Tobą dzielić, albo tak będzie, albo inaczej nic z tego nie ma sensu - mrok nie pozwolił mi na dostrzeżenie wyrazu twarzy chłopaka - Kocham Cię i jestem tego pewien, ale chcę Cię całego - mruknąłem zagryzając nerwowo wargi.
Nie byłem pewien czy coś z moich słów ma jakikolwiek sens.

Aleksander?
>.<
No takie sobie, ale się cieszę, że się pogodzili xd

*Wybacz, że pisałam jego oczami, ale potrzeba opowiadania noo więcej raczej ktoś taki jak Michael nie wystąpi xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz