sobota, 26 listopada 2016

Od Devona do Ivy

Mowa srebrem, milczenie złotem.. Zatem czym może być prawda? Diamentem? Są pożądane, a jak już je masz, nie wiesz co z nimi zrobić. Niekiedy diamenty odbierają ludziom rozum, tak samo jak i kłamstwo. Zatem czym może być prawda? Pieniądzem? Każdy traci ponad połowę swojego życia aby go zdobyć, a następnie w coś zainwestować. Prawdy się nie inwestuje. Prawdę się ma. Jest w człowieku, wywołuje emocje, niekiedy jest pożądana - innym zaś razem odwlekana jak najdalej. Zatem czym może być prawda? Słusznie byłoby porównać prawdę do duszy. Ja mam duszę, jednocześnie mając i o tym świadomość. Nigdy bardziej nie byłem tak pewny swojej duszy.
Napój leniwie sączony przeze mnie wyglądał z kubka, nadal w tej samej ilości co na początku. Pomimo iż dawno już wystygł, a ja piłem go od jeszcze dłuższego czasu - on nadal się nie kończył. Właśnie odkryłem nieskończone źródło tej ohydnej kawy. Odstawiłem ciecz w kubku na rzecz ubrania się w pobrudzoną koszulkę oraz bluzę z dnia wczorajszego. Rzeczy wydawały się być stare i zużyte, tak naprawdę będąc jedynie solidnie brudne. Kto by pomyślał, że ludzie wyrzucają setki tysięcy takich ubrań, kiedy one naprawdę są tylko brudne. Rozmyślenia na temat nieczystych ubrań i ludzi przerwały głosy dochodzące mnie z zewnątrz. Zaciekawiony wyjrzałem tam, by ujrzeć kopię mojej Ivy padającą z piskiem w ramiona tego parszywego gnoja. Obserwując tę scenę czułem się jak niespełniony widz, któremu podsunięto nieciekawą komedię romantyczną zamiast kultowego horroru. W międzyczasie również dziewczyna dołączyła do mnie. Zaczęła opowiadać coś o tym, jak mu tam, Gabrielu, nie dostając jednak żadnej odpowiedzi podeszła do mnie widocznie zbita z tropu. Nie trzeba było pokazywać nic paluszkiem, gdyż wzrok jej sam poleciał w tamtym kierunku. Gapiliśmy się jeszcze chwilę, jak tamci czule całują się, nim jasnowłosa nie postanowiła czegoś zrobić.
- Jesteś zła, zrobisz coś głupiego i będziesz żałować - tak jak sądziłem moje argumenty zatrzymały ją tuż przed drzwiami z ręką zastygłą na klamce. Westchnęła po czym usiadła na podłodze, tak by słońce oświetlało jej całą twarz. Światło wlewające się do pokoju zaślepiło mnie na chwilę gdy przechodziłem z jednego pomieszczenia do drugiego. Ignorując to zatrzymałem się przed dziewczyną, wyciągając w jej stronę ręce. - Dlatego pójdę z tobą - uśmiechem dodałem jej otuchy i pomogłem wstać. Wstąpiwszy po drodze do mojego pokoju włączyłem telefon do ładowania i przebrałam się w pierwsze lepsze ciuchy, co poskutkowało kompletną, artystyczną klapą. Przynajmniej Ivy miała z tego powodu ubaw. Wędrując przez korytarz ująłem ciepłą dłoń dziewczyny w swoją, dwa razy większą i cztery razy zimniejszą, kolejny raz wywołując uśmiech na jej twarzy. Lubiłem kiedy się uśmiechała. Taka właśnie powinna być moja Ivy. Na zewnątrz zawiewał lekki i jesienny, choć ciepły wiatr, przy okazji miotając kolorowymi liśćmi porozrzucanymi niedbale po żwirowym dziedzińcu. Pogoda zapowiadała się nieźle, dość słonecznie i niekoniecznie zimno na najbliższe dni, co w zasadzie mnie ucieszyło. Zresztą, gdybym chciał śnieg, to śnieg by padał, gdybym chciał tornado, tornado by było. Do wyboru, do koloru. - Ivy, jaka jest twoja ulubiona pora roku? - zadałem pytanie krocząc nadal na przód, splatając nasze palce w jeszcze mocniejszym uścisku.
- Zgaduj głupku - spore zimno przeniknęło przez moją skórę, w momencie rozpowszechniając się do łokcia i dalej, w górę ręki. Pomimo to nadal trzymałem dziewczynę, zerkając co moment na jej twarz. Teraz zagościł na niej grymas niezadowolenia i zdeterminowana. Chwilę później zabarwiła ją gorycz porażki. Chłód zniknął, za to utkwiło we mnie spojrzenie błękitnookiej.
- Nie patrz się tak na mnie bo pomyślę że chcesz mnie zgwałcić - wypowiadam słowa spokojnie, skupiając się jednocześnie na jakimś punkcie przed nami. Nie tylko my wybraliśmy się na romantyczny spacerek. Ivy zatrzymała się, powstrzymując łzy lecące z oczu, pewnie przez ten oklepany żart i opierając głowę o mój bok. Chcąc nie chcąc musiałem poczekać aż ta ogarnie się i będziemy mogli powrócić do przerwanej przechadzki. - Właściwie pamiętasz dlaczego tu jesteśmy? - pytam widząc zmierzające w naszym kierunku dwie sylwetki. Siostra Ivy oraz brunet zatrzymują się przed nami, udając miłą niespodziankę. Pierwszą z bliźniaczek zalewa soczyście różowy rumieniec, druga stoi zszokowana obok chłopaka przyjmującego kamienny wyraz twarzy. Wymiana spojrzeń trwa krótko, w końcu ciszę postanawia przerwać Gabriel. Żegna się ze swoją towarzyszką pocałunkiem w policzek, rzuca gardzące spojrzenie w naszym kierunku i odchodzi. Dziewczyny mają sobie chyba coś do wyjaśnienia.. zatem na co czekają? Zaproszenie?

Ivy? Nie umiem w pisanie, wybacz..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz