sobota, 12 listopada 2016

Od Cheolsun'a C.D Ivana

 W pokoju momentalnie zawiało zimnym powietrzem, co zapewne było sprawione przeze mnie. Próbowałem nie ukazać jakichkolwiek emocji, zaciskając dłonie na cienkim materiale bluzki i przełknąłem ślinę, chcąc wyprzeć to zdanie z głowy. Zachowanie z jego strony w jakiś sposób też bolało, ta nagła zmiana z tego, jak łagodnie reagował w moją stronę, w tą nagłą ostrość. Wiem, że źle zrobiłem tamtej nocy, ale co miałem zrobić, aby się zrekompensować?
 Nie spuściłem wzroku z oczu chłopaka i rozluźniłem ręce, puszczając je luźno wzdłuż ciała i po chwili uśmiechnąłem się pod nosem
 - A tobie co? - spytał, równie spokojnym tonem jak wcześniej.
 - Nic. Zawsze musi się coś dziać? - skwitowałem, wolno kierując się w stronę drzwi - Po prostu... przynajmniej miło wiedzieć kogo miałem za swoje wsparcie - parsknąłem cichym śmiechem i wyszedłem z pokoju, rzucając za sobą jedynie ciche, ostatnie przepraszam i "Dobranoc", zamykając potem drzwi.
 Ponownie splotłem ze sobą dłonie na klatce piersiowej, zaciskając je na ramionach przy okazji i wróciłem do swojego pokoju, nie widząc większego sensu, aby wracać tam i prowadzić dalszą "walkę", którą i tak zapewne bym przegrał. Usiadłem z powrotem na łóżku, przerywając w ten sposób też swoje przemyślenia i wziąłem telefon, jak i słuchawki, wznawiając swoją rutynę z energetykiem w dłoni. Inną rzeczą niż ostatnim razem był fakt, że nie czułem się winny i nie winiłem Ivana. Skoro uważa, że tak jest, to nie zamierzam się z tym sprzeczać. Uśmiechnąłem się blado, przeglądając swoją playlistę i wybrałem jakąś losową playlistę, biorąc łyk napoju z puszki i przysunąłem do siebie najbliższą poduszkę, przyciskając ją do klatki piersiowej oraz pod brodę, asekurując się nogami na wszelki wypadek.
___

 Przez dwa pierwsze dni, z trudem przychodziło mi ignorowanie Ivana, ale później mi przeszło. Przynajmniej w jakimś stopniu.
 Snu wciąż nie miałem, ale ze względu na stały powrót do kawy oraz napojów energetycznych, ponownie przestało mi to przeszkadzać, organizm znowu przestawiał się na mniej zdrowy tryb życia, a moje zachowanie w przeciągu tych dwóch dni zdążyło wrócić do mniej energicznego i emocjonalnego, jakie było po tej nocy, gdy powłóczyłem się za Ivanem. Profesor Feng proponował mi ze względu na dowiedzenie się o moim problemie ze snem, nie wiem w jaki sposób, ale się dowiedział, odpowiednie leki, ale odmówiłem. Choć teraz żałuję, przynajmniej miałbym sen. Bolesny, ze względu na towarzyszące ataki paniki, ale w końcu bym zasnął, prawda?
 Poprawiłem na ramionach plecak, stojąc przed salą gimnastyczną i czekałem aż skończy się dana lekcja, chcąc iść do nauczyciela wychowania fizycznego. Zamiast jednak pana Fenga, stałem przed Peter'em Rohanem, który wyglądał na trochę zdziwionego moją wizytą
 - Czegoś szukasz? - spytał, przeglądając jakiś plik papierów, który zapewne na sali nie był mu potrzebny.
 - Profesora Fenga - powiedziałem, utrzymując kontakt wzrokowy, na co nauczyciel wskazał ręką na pokój oddalony od szatni.
 Kiwnąłem lekko głową i wszedłem do środka, uśmiechając się blado w stronę nauczyciela, gdy ten mnie zauważył i podniósł się z fotela w pobliżu stolika
 - Co ciebie tutaj sprowadza? - nie dał mi nawet odpowiedzieć, kończąc samemu tą "rozmowę" - Ach, zapewne po leki - uśmiechnął się szerzej, zaczynając grzebać po szufladach - Tylko nie wspominaj dyrektorowi o tym, że ci je dałem. W końcu nie powinienem raczej tego robić. To tylko ze względu na twoje zdrowie - zaśmiał się ciepło, wyciągając opakowanie, które wydało charakterystyczny dźwięk przy szybszym poruszeniu - Proszę. Liczę, że ci pomoże. I że będziesz aktywny na tych moich zajęciach - poklepał mnie po ramieniu.
 - Dziękuję - odpowiedziałem, kładąc dłoń na klamce i czytając etykietę na lekach, chcąc mieć pewność, że nie jest to nic zbytnio wyniszczającego mój organizm, choć nie wiem czy można go zepsuć bardziej niż ja to zrobiłem.
 Zignorowałem te myśli i wyszedłem z pokoju, z zamiarem skierowania się na pierwsze zajęcia. Wyminąłem znaną mi osobę, wciąż obserwując pudełko i skierowałem się w stronę odpowiedniej sali, a dokładniej od historycznej, siadając na wyznaczonym na samym początku miejscu.
___

 Dochodziło do godziny 22, więc uznałem to za odpowiedni moment na pójście spać. Czyli zrobienie jako takiego eksperymentu na samym sobie
 - Może zadziała, kto wie - mruknąłem cicho, biorąc do ręki najpierw dwie tabletki, sprawdzając czy to odpowiedni dawka, odkładając w ten sposób jedną z nich i popiłem pozostałą wodą, którą zakupiłem wcześniej w sklepie spożywczym.
 Działanie nie rozpoczęło się natychmiastowo, więc w tym czasie bawiłem się w telefonie, przeszukując ponownie media społecznościowe. Przy okazji ustawiłem sobie budzik na odpowiednią godzinę, który wybudzi mnie jak zasnę. O ile oczywiście zasnę.
 W końcu jednak się zaczęło, a oczy same zaczęły mi się zamykać. Mimo napływającego strachu, zacisnąłem dłonie na kołdrze, tak jak swoje powieki i mimo ataku paniki, nie podniosłem się ani nie otworzyłem oczu, chcąc po prostu zasnąć. I po kilkunastu minutach się udało. Spocony z ciężkim oddechem, odleciałem w końcu, uspokajając w ten sposób swój organizm.
___

 Przeciągnąłem się, słysząc znajomą mi muzykę i wyłączyłem rozbrzmiewający po pokoju budzik. Wybrałem losowe ubrania, czyli biała bluza, razem z czarnymi, przylegającymi spodniami. W łazience wykonałem szybko poranną rutynę i przebrany, na nogi wsunąłem nic innego niż miodowe timberlandy. Szybko spakowałem to, co będzie mi potrzebne i gotowy, wyszedłem z pokoju w stronę sali gimnastycznej, tym razem z powodem wzięcia udziału w zajęciach, a nie do nawiedzenia profesor Fenga. Jak się już tam znalazłem, nie miałem spokoju ze względu na nagłe przybycie jednej z nielicznych osób, z którymi wymieniłem może dwa zdania. Co na mnie i tak było wiele
 - Cheolsun, wiesz co? - spytał retorycznie, na co i tak odpowiedziałem oschłym "co" - Spokojnie, nikt ci krzywdy nie chce zrobić. Za to zauważyłem, że się tak trochę chłopie zmieniasz. Co nie zmienia faktu, że wyglądasz jak wampir - zaśmiał się kpiąco, na co i tak prychnąłem cicho pod nosem - To przez włosy.
 - Co? - podniosłem wzrok, nie rozumiejąc w tym momencie o co mu chodzi.
 - Czarne włosy i twoja mleczna cera sprawiają, że wyglądasz jeszcze bladziej - wzruszył ramionami - Powinieneś coś z nimi zrobić - stwierdził, na co podniosłem się w końcu z ziemi.
 - Co ciebie tak naszło? - spytałem w pewnym momencie.
 - Dzień dobrego serca. Wyglądasz jak jedno, wielkie nieszczęście. Wypadałoby coś z tobą zrobić. Więc nie wywiniesz się, bo po szkole ciebie gdzieś zabieram - stwierdził, idąc w końcu do szatni.
 Usiadłem na ziemi, niezbyt zadowolony z tego, co się dzieje. Akurat włosów nie chciałbym zmieniać, a tym bardziej nie chce ich niszczyć. Wiem jednak, że nie uniknę tego.
___

 Tępo patrzyłem w lustro, bawiąc się jednym z pasm włosów, który teraz nie był czarny, a brązowy, mający w sobie odcień czekolady
 - Na co ja się zgodziłem... - mruknąłem pod nosem, patrząc na stojącą za mną postać, która szczerzyła się jak głupia - Jesteś z siebie dumny, co? - zmarszczyłem nos w niezadowoleniu.
 - Tak, bo wygrałem przy okazji dodatkowe pieniądze - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
 Dobrze wiedziałem, że nie robi tego bezinteresownie, ale nie odmówiłem. Czemu? Nic mnie nie powstrzymuje przed zmianą. Nigdy nie powstrzymywało, ale teraz przebiłem się przez towarzyszącą mi wcześniej blokadę.
 Odwróciłem się w stronę kasy, płacąc tam odpowiednią kwotę. Może wyszło drożej niż zrobienie tego samemu, ale przynajmniej miałem pewność, że nie zniszczyłem sobie włosów wyjątkowo mocno. Ostatni raz rzuciłem okiem na wciąż dumnego z siebie, chłopaka i wywróciłem oczami, wychodząc z salonu i naciągając na głowę kaptur, kierując się z powrotem do akademii. Zobaczymy kiedy zacznę żałować tej decyzji jeszcze bardziej niż w danym momencie.
 Dotarcie wiele mi nie zajęło, za to kątem oka zauważyłem znajomą, nieprzyjazną dla mnie sylwetkę i blond włosy. Przełknąłem ślinę, próbując zignorować płynące teraz myśli w mojej głowie i wszedłem szybciej niż zwykle do środka i wsadziłem do buzi ostatni kawałek zakupionej kanapki, którą cudem w siebie wcisnąłem
 - Nie rób tego, pożałujesz... - mruczałem do siebie, idąc w stronę pokoju - Nic ci to nie da - dodałem na sam koniec, bawiąc się krańcem bluzki.
 Odłożyłem torbę, którą targałem ze sobą cały dzień i usiadłem na łóżku, od razu włączając muzykę w słuchawkach dla odprężenia. W głębi serca, wiedziałem, że popełnię ten błąd, przed którym sam siebie ostrzegałem. Najwidoczniej nieskutecznie.
___

 Wyjrzałem za okno, widząc na zegarku okolicę północy, licząc, że zauważę z tej odległości wcześniej widzianego przeze mnie blondyna. I tak było, przełknąłem ślinę i wziąłem grubszą bluzę, wiedząc, że najcieplej nie jest. Niezauważony w ten sposób wyszedłem z budynku na pobliża parkingu i zatrzymałem się, wiedząc, że chłopak mnie teraz zauważył
 - To ty! - warknął, idąc w moją stronę i już zamierzał zaatakować,  jednak w jakiś sposób udało mi się go powstrzymać.
 - Nie przyszedłem po to, aby zostać pobity - przełknąłem ślinę, cofając się trochę - Tylko po to, czego Ivan wtedy nie odebrał - dodałem chwilę później.
 - I jak niby chcesz to zrobić? A tym bardziej, jak chcesz zapłacić? - spytał równie ostrym tonem, po chwili lustrując mnie od góry do dołu, przez co na twarz wszedł mu nieprzyjemny uśmiech.
 - Jak nie mam wyjścia to tak, jak zapewne myślisz - powstrzymałem drżenie głosu i wyrażenie obrzydzenia, gdy ten przysunął dłoń do mojej klatki piersiowej, wsuwając ją pod materiał ubrań.
 - Potrafisz tak bardzo zabrudzić swoją dumę dla takiej błahostki - zaśmiał się oschle, na co nie odpowiedziałem, odwracając jedynie wzrok - To obrzydliwe - zacisnąłem wargi w cienką linię.
 Czyli z tej dwójki, to ja jestem ten obrzydliwy?
 Denerwował mnie fakt, że tak bardzo przedłużał bez większego sensu tą całą sytuację, przez co moje myśli coraz bardziej mnie przytłaczały, ale na wycofanie się było za późno. O wiele za późno.
 Zacisnąłem powieki, otwierając po chwili oczy przez co wiatr wysuszył je, a po twarzy nie popłynęły zbierające się łzy.
___

 Poprawiłem bluzę na posiniaczonych ramionach i odebrałem drżącymi dłońmi trzymany przez chłopaka towar i nim zdążył cokolwiek powiedzieć, wyszedłem z ciemnej alejki i będąc poza zasięgiem jego wzroku, zacisnąłem ponownie wargi, ignorując teraz już lecące łzy po twarzy i wręcz biegiem puściłem się do akademii, chcąc to mieć już za sobą.
 Dużo czasu nie minęło, ale mi się ciągnęło to w nieskończoność. A zbliżała się dopiero godzina pierwsza, nawet i tak sporo czasu zostało do danego czasu. I mimo tego jak bardzo chciałem go cofnąć, nie mogłem.
 Najpierw zapukałem w drzwi, ściągając przy okazji kaptur z głowy i nie czekając jednak na odpowiedź otworzyłem je, ze względu na fakt, że tym razem on zapomniał je zamknąć i zauważyłem najwidoczniej obudzonego chłopaka na łóżku
 - Cheol? Co... - nie dałem mu dokończyć, rzucając trzymaną przeze mnie używkę na biurko.
 - Nie odzywaj się do mnie. Nawet nie wiem po co to zrobiłem, ale nie zbliżaj się do mnie - nie powstrzymywałem drżenia własnych warg i głosu i wyszedłem z pokoju, trzaskając drzwiami co mogło obudzić przynajmniej połowę skrzydła.
 Po wejściu do siebie, zsunąłem się na ziemię i oparłem plecy o drzwi, próbując uspokoić siebie samego. Spojrzałem na stojące na stoliku tabletki, wahając się przed wzięciem ich. Wstałem na miękkich nogach, podchodząc do stolika i otwierając pudełko, wysypując jedną z nich na dłoń, biorąc ją na sucho ze względu na niechęć do szukania butelki wody.

[ Ivan?
wtf, jak przeszłaś przez ten shit to brawo. nie było warto, no ale. ]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz