czwartek, 24 listopada 2016

Od Devona do Ivy

Pustka. Nicość.Dziura we wszechświecie. Nagle ogarniające cię uczucie samotności i porzucenia. Jedni się tym karmią, inni tym żyją a jeszcze następni przez to umierają. Taka jest kolej rzeczy i nikt temu nie zaradzi. W tym wszystkim muszę być jak zawsze ja. I Ivy.
Z każdym krokiem coraz bardziej brakowało tchu. Nogi odmawiały posłuszeństwa. Mózg już dawno się wyłączył. Liczyło się tylko to, aby iść przed siebie. Droga znikała za horyzontem, zlewając się ciemnym odcieniem z gęstwiną leśną ciągnącą się od zachodu po wschód, nad którą zaś majaczyło niebo koloru zgniłej śliwki. Zanosiło się na opady, lecz nie miałem na to wpływu. Nie teraz, nie w tym stanie. W końcu nadszedł. Rzęsisty deszcz runął w chwilę otaczając cały krajobraz szarą poświatą wraz z moją sylwetką. Złota łuna wyłaniająca się znad sosen, jodeł oraz innych iglaków spłoszyła leśne ptactwo oraz wszelkiego gatunku ssaki. Wszystkie zwierzęta masowo zaczęły wylewać się by przemierzyć drogę i zniknąć równie szybko jak pojawiły się z drugiej strony lasu. Jeleń, jeden z dziesiątek w stadzie wyraźnie młody i niedoświadczony odłączywszy się od grupy pognał w szaleńczym pędzie wzdłuż drogi. Zbliżał się z każdą sekundą, mój oddech zmienił się w nierówny a palce zadrżały. Będąc już zaledwie kilka metrów ode mnie stanął niczym słup, swoimi mądrymi oczami skanując ciało nieznanego a umięśnionymi nogami przebierając w miejscu. Zdawać by się mogło, że w tym czasie porozmawiamy się jedynie naszą mową ciał oraz oddechami, a łączy nas niewidzialna nić. Jasna gwiazda wschodziła coraz to wyżej nad nieboskłonem, kolejny raz płosząc już i tak spanikowane zwierzęta. Poroże choć niewielkie i tak zmuszające do respektu poruszyło się, poprzedzając gwałtowny skok do przodu zwierzęcia. Nim wykonałem unik kilkadziesiąt kilo mięsa znalazło się tuż przy moim barku, trąciło go i uciekło, jak cała reszta. Teraz moją uwagę zwróciło słońce. Tak, ogromna, żółta gwiazda błyszczała jak za dnia i śmiała się wprost w moją twarz. Co tu się do cholery dzieje? W środku nocy? Spostrzegając że siedzę podniosłem się, tym samym kolejny raz doprowadzając się do silnego ucisku w okolicy skroni. Świat zawirował, kolory zlały się a moje ciało bezwładnie upadło na ziemię. Leżałem chwilę z zamkniętymi oczami zbierając siły by ponownie podnieść się do pionu. W końcu uniosłem wzrok. Słońca już nie było. Czarne niebo przeszył jasny piorun któremu towarzyszył znany odgłos załamania pogody. Jeszcze kilka pozostałych zwierząt zniknęło za grubymi pniami drzew, po czym deszcz ponownie nabrał siły i lał się z nieba nierównymi strużkami. Coś musiało mi się uroić. Ostatnimi czasy zdarza mi się to coraz częściej. Wszystko przez.. Właśnie, Ivy. Cholera. Odzyskawszy trzeźwość myślenia zostaje obrzucony gradem przemyśleń, odczuć i wszystkiego, co nie jest mi teraz w żadnym stopniu potrzebne. Wyłącz się, wyłącz, już! Prośby w postaci myśli na nic się nie zdały. No cóż, czas wrócić i wszytko wyprostować. Tylko.. W którą stronę? Rozmyślenia zeszły na tor mnie oraz Ivy. Wysłuchać jej czy nie, zostawić w spokoju czy nie dać za wygraną.. Pierwsza taka sytuacja w moim życiu - to szczególnie nie pocieszające - na dodatek z osobą tak.. wyjątkową dla mnie. Nie będę się oszukiwał. Zależy mi. Cholernie zależy. A tego gnoja z chęcią bym zabił. Na sam początek jednak muszę wybadać teren, podpytać dziewczynę i zorientować się co ona myśli.. Plan działania wydaje się być prosty i banalny do wykonania. Może nawet zbyt prosty. 
Nie robiąc sobie więcej nadziei wróciłem na teren akademii, podczas gdy pogoda nieco uspokoiła się. Byłem jednocześnie przygotowany na dwie ewentualności. Pojawił się jednak jeszcze jeden problem. Nigdzie nie było jasnowłosej. Ani w pokoju, ani w szkole, gdzieś na terenie akademii, kompletnie nic. Ostatnie minuty spędziłem pod drzwiami jej pokoju. Nie próbowałem tam wejść, nawet nie wpadło mi to do głowy. Do czasu aż dosłownie nie wpadła na mnie jej bliźniaczka. Roztrzęsiona dziewczyna widocznie ucieszyła się na mój widok, od razu zabierając się za wyrzucenie z siebie miliona pytań. Odparłem obojętne 'nie wiem' i opuściłem jej towarzystwo. Nie podobało mi się ono. Niby bliźniaczki ale więcej mają wspólnego z wyglądu niż z charakteru. 
- Devon - dziewczyna zatrzymała mnie chwytając mój nadgarstek, co natychmiastowo poskutkowało agresją. Cisnąłem gniewie spojrzenie w jej stronę wyrywając się z nieproszonego uścisku. - Stój - zabrzmiała dokładnie tak samo jak Ivy jeszcze kilka godzin temu, kiedy to odwróciłem się i odszedłem jak kompletny palant. Nie mogłem pójść i teraz. - Nie wiesz wszystkiego.. Znalazłam ją zapłakaną.. - głos dziewczyny zadrżał, barwiąc odpowiednio całą historię. Wbiłem w nią spojrzenie aby wywołać większą presję i jeszcze szybciej usłyszeć tą historię. Oby jej się nic nie stało, prosiłem.. błagałem o to, kogokolwiek kto siedzi tam na górze czy na dole. - Cała przemoczona i taka.. Taka.. - zacięła się, szukając odpowiedniego określenia. 
- Pusta.. - udało mi się wtrącić tak, by uzyskać dziękujące spojrzenie. - Trzeba ją znaleźć, natychmiast - jedyne co chciałem zrobić to zobaczyć Ivy całą, zdrową i szczęśliwą. Jej siostra dodała jeszcze coś o jakimś chłopaku, pewnie tym z którym widziałem ich obściskujących się w pokoju na łóżku. Nie chciałem tego widzieć. Wymazać obraz z pamięci.. Gdyby to było takie proste. Wówczas wolałem całą swoją uwagę skupić na poszukiwaniach. Przeszedłem całą szkołę od piwnicy po dach, następnie wziąłem się za osobny budynek z pokojami. Puste korytarze odbijały światło księżyca przebijającego się przez ciemne chmury. Burza już przeszła, a deszcz ustał. Zwolniłem kroku aby chwilę przyjrzeć się najbliższemu przyjacielowi i obiecać mu wkrótce więcej czasu sam na sam. Ujrzałem również czyjeś odbicie w szybie. Chudy chłopak o bladej twarzy i pustym wzroku śledził mnie zna przecieka. Lustował swoim wzrokiem brudne ubrania i poszarpane włosy równie intensywnie co ja. No tak, to było moje odbicie. W całym tym marnym obrazku ujrzałem jednak coś. Błysk nadziei w oku. Determinację. Osamotnienie. Typowy ja. Przyłożyłem dłoń i oparłem głowę o zimne szkło myśląc intensywnie gdzie mógłbym znaleźć mój nałóg. Zamknąłem jeszcze oczy, by w pełni myśleć tylko o tym. O niej. O mnie. O nas. 
- Ivy, proszę.. Znajdź mnie - wyszeptałem prośbę nadal nie odrywając się od przezroczystego wyrobu. Szloch. Bardzo cichy płacz obił się o moje uszy. Mój instynkt zadziałał sam, prowadząc mnie wprost do korytarza, skąd pochodził głos. Przeszedłem kilka kroków nim ujrzałem niewielkie zawiniątko na ziemi, opierające się o jakieś drzwi. Łkało cicho, swoją głowę chowając za kolanami i przyjmując pozycje obronną. Broniła się przed światem. Przed rzeczywistością, która ją otacza. Przed ludźmi.. I przede mną. Uklęknąłem obok dziewczyny. Nawet w tej ciemności mogłem dojrzeć rysy jej pięknej twarzy oraz rozmazane kreski pod oczami. Jest idealna a płacze po nocy przez takiego dupka jak ja. Miła, zabawna i chętna do nawiązywania nowych znajomości. To wiem o Ivy na pewno. Wiem też że w środku jest słaba. Potrzebuje wsparcia, bo każdy podmuch może zwiać ją z powierzchni ziemi. Nie mogłem na to pozwolić, objąłem więc dziewczynę tak, aby osłonić ją przed wszystkim. Przed rzeczywistością. Przed ludźmi. Rozpłakała się jeszcze bardziej i wtuliła w mój bok. Zostałem zmuszony do zajęcia miejsca obok niej na zimnej podłodze, ale to nie miało teraz znaczenia. Przemawiałem spokojnie i łagodnie, gładząc jasnowłosą po plecach. Ta nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego słowa, choć widać było że chce jak najszybciej wszytko wyjaśnić.
- Nie teraz. Wszytko powiesz mi rano. Teraz jako twój opiekun każę ci iść do łóżka - uspokoiłem ją i zabrałem do odpowiedniego pokoju. Kiedy szloch już ucichł a ja miałem opuścić mieszkanie, Ivy odezwała się cichym szeptem. 
- Proszę. Zostań.. ze mną - potaknąłem głową i poszedłem zamknąć nas od środka, przy okazji również odzyskując telefon. Nigdy nie spodziewałbym się tylu nieodebranych telefonów od jednej osoby. Kolejna szpilka przebiła moje serce. Co ja najlepszego narobiłem? Wcale nie jestem lepszy od Ivy. Nie, stop. Ja przecież nie mam serca. Ani praw do życia. Urządzenie rozładowuje się w momencie kiedy ponownie znajduje się w sypialni dziewczyny. Odkładam je na biurko i zajmuje swoje miejsce niedaleko łóżka. Siedzenie do wygodnych nie należy, ale i tak nie mam zamiaru spać. 
- Tu - Ivy robi miejsce obok siebie, wyglądając spod grubej kołdry tymi swoimi oczami. Morduje mnie wzrokiem, potem błaga a na sam koniec poddaje się i odwraca do mnie plecami. Nadal nie powiedziałem nie. W końcu, po długich trzech minutach stwierdziłem, że czas naprawić to co się zepsuło. Zakradam się do dziewczyny zrzucając z siebie górną część ubioru. Po co pchać się w takim syfie komuś do łózka, lepiej bez. Ułożywszy się już wygodnie obejmuję dziewczynę w pasie i przyciągam do siebie. Ta nie pozostaje dłuża, szybko tuląc swą głowę do mojego torsu, a ręce lokując na moich plecach.
- Przepraszam - szeptam do dziewczyny uświadamiając sobie, że główną winę popełniłem tu ja. Nigdy więcej tego nie powtórzę. O ile w ogóle będzie druga szansa. Pocałunek w czoło zwieńcza dzień. Można było rozegrać to wszystko lepiej.

Ivy? Wybacz że tak długo czekałaś ;x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz